RECENZJE

Alva Noto
Xerrox Vol. 3

2015, raster-noton 7.0

Przyznaję bez bicia, że nadrabianie tekstowych zaległości, mające na celu uzupełnienie archiwum Porcys o pozycje w danym rok zdecydowanie warte odnotowania, to nic innego jak publiczne posypywanie głowy popiołem. Wstyd mi pochylać się nad najbardziej eterycznym i odrealnionym nurtem w muzyce elektroniczno-akustycznej dopiero w listopadzie, w przededniu rekapitulacji. Zwłaszcza jeśli ostatnie dziesięć miesięcy w obrębie tegoż gatunku (i jemu pokrewnych) jawi się okresem najbardziej płodnym – zaryzykuję – może i w perspektywie całego dziesięciolecia. Otóż w klasycznym delayowanym laptopowym ujęciu, pod rękę z odhibernowanym Williamem Basinskim, w wielkim stylu powrócił omawiany dziś Alva Noto, a pozytywnie zaskoczyli też reprezentanci nieco mocniej zrytmizowanych form czerpiących z bogactwa inwentarza post-muzaku. Nie sposób nie wspomnieć o pentagramicznym odchyleniu Olympic Mess autorstwa Helma czy prog-ambientowym debiutancie (Acronym: June), próbującym osadzić skrawki oldskulowego synthowego Berlina oraz charakterystyczny skandynawski techno-chłód na kruchym, transparentnym szkielecie. Wśród wyszczególnionych nowofalowych żółtodziobów oraz uznanych luminarzy największy podziw budzi pewna filozoficzno-stylistyczna wolta założyciela raster-noton.

Carsten Nicolai to postać, która dzięki swoim licznym projektom dzielonym, spośród których przypomnieć warto te esencjonalne współprace z czołowymi reprezentantami definiującymi jedyny akademicki najntisowy microsound (Ikeda, Bretschneider) oraz surową i powściągliwą kooperację z japońskim człowiekiem-instytucją – kompozytorem Sakamoto, przeszła już niemal przez wszystkie fazy integracji i dezintegracji dźwiękowych wyimków. To z kolei zaowocowało tym, że budowanie muzycznych pomników ze wszelakiej maści mikro-ustępów nie stanowiło dla Noto (po 2008 roku) najmniejszego problemu. Artysta eksplorował dobrze sobie i fanom znaną niszę: na Univrs chirurgicznie łamał fale z backgroundowym noisem, czego świadkami byliśmy już kilka wiosen wcześniej (Unitxt), eksperymentował z bardziej pasażową, przestrzenną estetyką (For 2 będące kontynuacją myśli podjętej w ramach, jakżeby inaczej, For) czy dwukrotnie jeszcze – na live albumie Utp_ oraz kapitalnym studyjnym Summvs - powracał do zahaczającej o quasi-sound-art formy artystycznego wyrazu. Ale powiedzmy sobie szczerze, że nic nie elektryzowało tak, jak konceptualna seria Xerrox, która w pierwotnym zamyśle funkcjonować miała jako kolażowa odpowiedź na otaczający nas uwspółcześniony lounge muzak i cały ruch sound advertisingu. Alva po raz pierwszy tak wyraźnie wplótł emocje w dotychczasowo mocno zdehumanizowaną akademickość. Matematyczna laboratoryjność ustąpiła miejsca nastrojowości oraz momentami impresjonistycznej zwiewności. Źródłowy zamysł i dyscyplina towarzysząca dwóm pierwszym częściom poliptyku skapitulowały na początku kwietnia, kiedy Nicolai wyjawił wszem i wobec, że Vol. 3 to zmyślony soundtrack osadzony w realiach radzieckiej fantasy-kosmonautyki oraz opowieść o tym, jak od podstaw wznieść technologiczne imperium na ziemiach zdecydowanie do tego nieprzystosowanych. I przyznać trzeba, że choć konspekt innowacyjnością nie powala, to efekt finalny po części brzmi jak zapowiedź – słychać tu echa dziecięcej nostalgii towarzyszącej spotkaniom z przygodówkami Verne’a na zmianę z osobliwym "tarkowskim oniryzmem". Tegoroczna muzyka Noto to doskonały crossover, bowiem płyta przepełniona jest w takim samym stopniu kojącymi pasażami na modłę ubóstwianej przeze mnie estetyki warmdrone Stars of the Lid, jak i arktycznym, norweskim soundem spod palców Geira Jenssena oraz Helge Stena. Jakby tego było mało, Alva nieśmiało wplata tu również pewną innowacyjność towarzyszącą twórczości austriackiego Fennesza, mianowicie proto-hooki, czystą ambientową melodykę tak rzadką wśród współczesnych twórców. Dzięki dawkowaniu napięcia "popowość" w żaden sposób nie jest niszczona zbyt inwazyjnym noisem, a spojona klamrą konceptualności pozycja zakrawa wręcz na pewną pozwalającą nam słuchać płyty na okrągło "loopowość". Nie skończoność Loopów Basińskiego, a nieskończoność ostatnich podrygów winylowego F♯A♯∞ GY!BE.

Trudno powiedzieć, czy Xerrox Vol. 3 to na chwilę obecną najlepsze dzieło Carstena. Na pewno to pozycja wydana we właściwym czasie, płyta wybijająca się na tle innych solowych dokonań artysty oraz propozycja wysoce stymulująca – rzucająca rękawicę innym stricte ambientowym newcomerom konstruującym bezpłciowe sekwencje, w których silenie się na sakralny charakter nie tyle budzi podziw, co generuje szczere wyrazy współczucia. Chciałbym, by pod wpływem "trójki" wykwitł nam undergroundowy przebiśnieg na miarę Alexandra Saykova sprzed trzech lat.

Witold Tyczka    
28 listopada 2015
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja