RECENZJE

AlunaGeorge
I Remember

2016, Island 5.4

Najpierw wyjaśnijmy sobie jedną rzecz, "żeby nie było" – Body Music to naprawdę kozacka płyta i z perspektywy czasu coraz bardziej ją doceniam na tle innych krążków dekady z podobnej działki. Mój mały, naprawdę, mały problem z tym albumem wynika nie bezpośrednio z jakości tracków, a bardziej sfery estetycznej i innowacyjnej. W momencie wydania debiutanckiego LP Aluny lekko się rozczarowałem, bo znając skillsy Reida (z wcześniej opublikowanych singli), miałem nadzieje na nieco bardziej futurystyczne i wizjonerskie r&b, a całościowo usłyszałem całkiem sprawne, TYLKO I AŻ odwzorowanie panujących wówczas trendów (z dużą nawiązką – fakt). Pamiętam, że po pierwszym odsłuchu nie doceniłem bangerowego charakteru płyty, a kompozycje wydawały mi się zbyt zachowawcze. Perspektywę jak zwykle zakrzywiał kontekst. Cóż, kilka lat temu pochłaniałem tony nowego r&b, szukając progresywności, futuryzmu i podjarka tym, co działo rok/dwa lata wcześniej (chociażby J*Davey) trochę oderwała mnie od rzeczywistości. Na szczęście wróciłem na ziemię i oddałem Alunie to, co jej się należy. Obecnie Body Music figuruje u mnie na liście highlightów trwającej dekady, jeśli chodzi o pop/r&b. Zgodnie z zasadą: "To co zagrał to dobrze zagrał, a to co można było usłyszeć, to dobrze, że usłyszeliśmy to wszyscy". Body Music pozwalało marzyć o jeszcze większych osiągnięciach. Potencjał Reida pod względem miksowania parkietowych bangerów z r&b vibem i popową nośnością wspieraną przez giętki wokal Aluny był niezaprzeczalny.

Długo czekaliśmy na następcę Body Music. Trzy lata to w obecnym popie kawał czasu. W międzyczasie Reid wycofał się z grania koncertów i występów w klipach, by (prawdopodobnie) w całości poświęcić się studyjnej produkcji. Jeśli tylko miałoby to pomóc muzyce duetu, czemu nie? Mistrz ceremonii (albo i band wycofujący się z koncertowania) kontrolujący nagrania swojego zespołu z ukrycia to w końcu klasyczna figura w popie. A może TAJEMNICZE ZNIKNIĘCIE podyktowane zostało chęcią produkowania tracków innym wykonawcom? Tu i tam zdarzały się kawałki dla Nao czy Ritchiego, a w przyszłości może być tego więcej. Jeśli chodzi o współpracę z Aluną, to Reid przestał być samotnym wilkiem. Inaczej niż na Body Music, w creditsach I Remember jeśli już się pojawia, to z reguły w towarzystwie tłumu innych producentów. A może Francis chce wybić się na niepodległość i stworzyć z duetu swój wyłączny solowy projekt? Pomijając te wszystkie kadrowe zawirowania, I Remember to po prostu bledszy odpowiednik Body Music. Wycofka głównego mózgu bandu najwyraźniej nie posłużyła muzyce. Gdzie się podział parkiet? Co się stało z hookami Aluny? Brak na I Remember popowej finezji debiutu. Dominuje bezpośredni, ciosany r&b-pop. A pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu, my tutaj na Porcys i "Państwo w polskich domach" widzieliśmy w Alunie nadzieję na kreatywne odświeżenie r&b/popu. Najwyraźniej, jak zwykle, ilość (w tym przypadku producentów) nie przechodzi w jakość. Nawet w momentach, kiedy Francis chciałaby nas uwieść bangerem, to często nie wiadomo, czy już mamy refren, czy może gdzieś jeszcze tli się kontynuacja zwrotki.

Oczywiście nie brak tu interesujących momentów, ale tracki są bardzo nierówne – np. ciekawy mostek "Full Swing" zostaje nagle przerwany jakimś niepotrzebnym electro pierdolnięciem. "My Blood" próbuje uwieść wzbogacaniem faktury – na nic te wysiłki, kiedy melodycznie niewiele elementów przyciąga uwagę. “Not Above Love” to modelowy przykład kawałka, któremu przydałby się tuning, bo linia wokalna (hmm...wczesna Lily Allen) Aluny w refrenie zdradza niezły potencjał, ale i tak jest to jeden z tracków, które się wybijają na tle reszty. Dalej "Hold Your Head High" to tępo ciosany hook i zwrotki przy których zasypiam. "I'm In Control" to w ogóle pójście na łatwiznę – toporny lead synthu ma sprawić, że będę ripitował? Już gdzieś słyszałem podobne inkarnacje world-music. Na nic podobne próby – w ten sposób nikogo nie przekona się do dzikich tańców ani nawet do tupania nogą. Obiecujące manipulacje wokalem (początek tytułowego i "Wanderlust") zostają zaprzepaszczone mało wyrazistymi kompozycjami. Po wielu fragmentach widać na I Remember szkodliwe wpływy czołówki mainstreamu. Dużo jest dj-skich, topornych wstawek a la Alan Walker, synthowe trąby oraz inne elementy sformatowanego popu A.D. 2016. W kilku przypadkach pojawiają nieudolne próby powtórzenia sukcesu world-music "Lean On" ("I'm In Control"). Na tym tle najlepiej wypada jedyna indywidualna produkcja Reida, zahaczające o deep-house "In My Head" i kto wie, czy cały album nie byłby znacznie równiejszy gdyby AlunaGeorge ostatecznie powróciło do dawnego składu. Ciekawie prezentuje się również r&b na wzór Teedry Moses "Mediator", choć i ten kawałek odstawałby na takim Cognac & Conversation.

Nie jest tragicznie, ale szkoda, że AlunaGeroge w wielu miejscach zaczyna przypominać drugoligową r&b/pop gwiazdkę mainstreamu. I Remember nie przekonuje ani pod kątem niuansów ani przebojowości. Teraz już ciężko uciec od kontekstu, kiedy ma się za plecami album, który zawiesił poprzeczkę tak wysoko jak Body Music. Może czas na ostateczny powrót Reida?

Jakub Bugdol    
10 października 2016
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie