RECENZJE

Alters
Dawn

2017, Musea Parallèle 7.3

Przede mną chyba niełatwe zadanie, bo zamierzam w 2017 roku rekomendować Państwu nagrany w kraju nad Wisłą, prog-rockowy album. Oczywiście nazywanie Dawn albumem prog-rockowym to spore uogólnienie, a to przez wzgląd na niezwykle różnorodną i niezmiernie bogatą zawartość płyty. Ale o tej zawartości spróbuję opowiedzieć w kolejnych akapitach, a teraz trochę informacji o samych wykonawcach. Mógłbym tu zacytować notkę ze strony internetowej chłopaków, ale każdy może tam zajrzeć, więc napiszę tylko, że Alters to audiowizualne przedsięwzięcie w pełni realizujące się (jak mniemam) podczas występów na żywo, podczas których zespół w składzie: Paweł i Piotr Zalewscy (gitary, klawisze, lutnie, basy, wszystko – klasycznie wykształceni muzycy, którzy "z niejednego chłeba piec jedli") oraz Robert Pludra (perkusja) i Osmo Nadir (strona wizualna projektu), przedstawia swój porywający show. Niestety, w tej chwili mogę zająć się wyłącznie muzyczną stroną tego performance'u, ale tak właściwie całkiem mi z tym dobrze.

To jeszcze raz: Dawn to materiał, który już przez wzgląd na swój kontur wpisuje się w format prog-rockowej narracji. Mamy tu kompozycje w formie suit (w tym jedna trwająca prawie 20 minut) dopełnione krótszymi, nawet piosenkowymi utworami. Znajdziemy tu również charakterystyczną dla progresywnego rocka epickość wraz ze skomplikowanymi aranżacjami i partiami instrumentów, ale panowie ustrzegli się taniego efekciarstwa i zadęcia, które towarzyszy wielu tego typu płytom. To tylko jedna strona, bo z drugiej strony łatwo tu dostrzec tendencje psychodelicznego rocka czy post-rocka w duchu Tortoise, a nawet Godspeed You! Black Emperor. Dodajmy do tego melodyczny zmysł braci Zalewskich, a także ich wyobraźnię oraz kompozycyjną dyscyplinę, a otrzymamy trzy kwadranse znakomitej muzyki. Bo nie ulega wątpliwości, że formacji Alters udało się połączyć wszystkie fragmenty i wątki w jedną, świetnie wyważoną, proporcjonalną całość. Ale zamiast prawienia banałów spróbujmy nieco bliżej przysłuchać się poszczególnym punktom tej MUZYCZNEJ UCZTY.

Zaczyna się od niemal filmowego tematu w "Hypnogogia", który w dalszej fazie wpada w wir przesterowanej gitary. I od samego początku "widzę" analogię z openerem TNT, z tą jednak różnicą, że pierwszy indeks Dawn to bardziej nieokrzesany i surowszy drive, choć jego trajektoria absolutnie wciąga. Tytułowy pełni tu rolę "popowego songa", choć akurat nie w przebojowości tkwi jego siła, a w odrealnionym klimacie podkreślonym baśniowym, Genesisowym mostkiem (1:27), który zostaje skonfrontowany z agresywnym synthowym motywem nakładającym się na brudny gitarowy riff. Dalej "Klechdawa" to oparty na wręcz nowofalowym, gitarowym temacie rollercoaster mieszczący w sobie delikatne muśnięcia psychodelikami (intro), dynamiczną rockową eskapadę, niepokojąco szybujący post-rock Godspeeda, a wszystko kończy się kompletnie chorą kodą (puszczony od tyłu wokal!) z przesterowanymi wyładowaniami perkusji w rodzaju tych z "Samurai Sword" Microphones.

Tyle się działo, a nie jesteśmy nawet w połowie płyty. W trackliście kryją się jeszcze "10" ze znakomitą linią basu i cieniem apokalipsy w tle (może gdyby GY!BE nagrali kiedyś singiel do radia, to brzmiałby właśnie tak?), a zaraz potem smutne interludium skomponowane na instrument zwany viola da gamba wprowadza do "gwoździa prog-ramu", czyli trwających razem ponad 20 minut, kończących album suit: "Lucid Dreams" oraz "Forgotten". I cóż ja mogę napisać... It's pure prog-rock, babe. Ta pierwsza zaczyna się riffem kojarzącym się z Red Crimsonów, dalej mamy echa z "Echoes" Pink Floyd (1:31), potem znowu napiera Karmazynowy Król (5:07), aby wreszcie całość mogła rozpłynąć się w astralnej impresji przywołującej rozmarzoną Ściankę (7:29; na luzie jeden z najpiękniejszych muzycznych fragmentów tego roku). Końcówka jednak należy do potężnych, progresywnych gitar pointujących pierwszą suitę.

Natomiast druga zaczyna się od uroczej ewokacji syntezatorowych przekładańców Genesis, aby w zwieńczeniu zaintonować klawiszową opowieść o chłopcu o włosach szarych jak skała. I w tym miejscu przydałoby się jakieś podsumowanie, ale mogę napisać chyba jedynie, że Dawn to fantastyczny przykład tego, jak w autorski sposób można dziś przetłumaczyć na przejrzysty, nowoczesny język dorobek pielęgnowany przez czcicieli Trójkowego Topu Wszech Czasów. Posłuchajcie i pomyślcie o tym przez chwilę, bo to naprawdę spore osiągniecie.

Tomasz Skowyra    
28 września 2017
BIEŻĄCE
Porcys Składak: Four Tet
Four TetNew Energy