RECENZJE

Alexandria
Promise (EP)

2016, Awful 7.0

Sade, Janet Jackson, Erykah Badu, Lisa Shaw, Aaliyah, Teedra Moses, Kelela, Cassie, Jessy Lanza, Jessie Ware, Ciara, Tinashe, FKA twigs, a ostatnio Forever. Do tego znakomitego grona pań zajmujących się mniej lub bardziej intymnym arenbi trzeba też zaliczyć Alexandrię, która już od jakiegoś czasu wraz z producentem Etherealem dostarcza światu dawkę eterycznego popu. Duo ma na swoim koncie trzy pozycje: wypuszczony w 2014 roku album Rebirth, który przenikało r&b z lat dziewięćdziesiątych, chwilami nawet w tym chartsowym wydaniu, oraz dwie EP-ki: mającą udowodnić, że z bólu może powstać piękno zeszłoroczną Bad oraz wydaną na początku stycznia tego roku Promise kontynuującą i rozwijająca kurs obrany na poprzednich wydawnictwach w jeszcze bardziej szklistej i osobistej formie. Wszystkie trzy krążki są godne uwagi, co już świadczy o tym, że Alexandria powinna zostać zauważona i stać się istotną postacią w krajobrazie modernistycznego r&b. Dlaczego wciąż tak się nie dzieje?

Pewnie dlatego, że Alexandria jest dość niszową artystką bez szerszego medialnego zainteresowania (chociaż Fact Mag hajpuje od początku – szacunek), bez milionów odtworzeń na Jutubie i Spoti. To z jednej strony, bo z drugiej songwriterka z Atlanty nie stworzyła jeszcze własnego, autorskiego i autonomicznego stylu. Powiedziałbym, że ten styl lekko muska sensualny model popu Jessy Lanzy i przede wszystkim jest dość mocno zbliżony do nagrań Keleli, i choć może nie wykazuje aż tak modernistycznych inklinacji, to jednak pasuje do obecnych czasów znakomicie. Oczywiście wokal Alexandrii zupełnie przypomina barwę głosu oraz flow panny Mizanekristos, a to zestawienie opieram na EP-kach, zwłaszcza na najnowszej Promise, bo gdybym pisał o debiucie pewnie w odniesieniach pojawiłaby się Aaliyah oraz Tinashe. Mimo braku pewnego pierwiastka oryginalności, dostajemy rozplanowany z wyczuciem, bazujący na zapętlonych skrawkach melodii, oprawiony w oszczędną, szklistą digi-produkcję, przesiąknięty emocjami, krótki materiał warty atencji.

Pierwszy "Complement" ze spokojem odnalazłby się na Cut 4 Me i nie chodzi mi tylko o to, że opener jest tak dobry jak co niektóre kawałki z płytki Keleli, ale jeszcze o to, że gdyby wkleić ten track do mixtape'owej tracklisty, to zakładam, że sporo osób nie zauważyłoby tej ingerencji. Swoją drogą to jest świetny numer, gdzie wciąż powtarzający się loop skrojony przez Ethereala, odpowiedzialnego za wszystkie tła, w trzech metalicznych fragmentach okala niemal liturgiczne wyznania Alexandrii. "You Ain't Gotta Lie" to w moim odczuciu delikatny trap wygenerowany z kosmicznego układu dźwięków, który za każdym razem intryguje i wpędza w transową kontemplacje beatu. "Problem" z Lord Narf pozostaje w kosmicznych przestrzeniach, ale arsenał środków został tu bardziej uszczuplony, co w konsekwencji przynosi kawałek składający się z dosłownie kilku dźwięków. "Last Thing" z ambientowo-pejzażowym backgroundem brzmiącym jak Gas produkowany przez Jelinka i uduchowionym koncertem Alex wpisuje się na listę highlightów. "Pour" z gościnną nawijką Fathera pływa po czarnych wodach dusznego trip-hopu rozświetlanych gorącym wybuchem głównej postaci Promise. I zostaje "Fly", który nie tylko znowu przywołuje akwatyczne skojarzenia ("wodny" podkład), ale jeszcze wszystkie te cykające błyskotki mogę się trochę kojarzyć z beatem do "Momma" Kendricka. Fajnie.

W zasadzie same pochwały cisną się na klawiaturę: bo Alexandria jest świetną wokalistką obdarzoną pięknym głosem i potrafiącą wspaniale interpretować treści płynące z tych intymnych jamów, a Ethereal to całkiem trzeźwo myślący producent, który wraz z Promise stawia nieśmiały krok ku w pełni indywidualnej stylistyce. Sprawdźcie to.

Tomasz Skowyra    
28 kwietnia 2016
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie