RECENZJE

Alexandria
Cut Of Cloth

2017, Awful 7.0

Zacznijmy od podstaw: tuliłbym Alex za te słodkie policzki :3, czyli Porcys, twoja codzienna dawka kłopotliwej niezręczności. Z pozoru mało istotna informacja, ale trafnie wyjaśniająca kontrast występujący na linii okładka – zawartość. Pozornie, grając krzywdzącymi stereotypami, moglibyśmy od razu etykietkować Cut Of Cloth jako kolejną produkcję bazującą na poruszającej femme fatale, której dominującą (w większości beznadziejnych przypadków także jedyną) siłą napędową jest wokalna charyzma, wciągająca słuchacza w grząskie bagno płytkiego uwielbienia. Ale koleś, w muzyce przecież chodzi o emocje – łatwy sentymentalizm w XXI w., podziękuję – następna stacja.

Na szczęście wbrew początkowym sugestiom, nie mamy tutaj do czynienia z prostackim opakowaniem efemerycznego, lekko przesłodzonego wokalu, jakimiś naprędce wydalonymi odrzutami skomponowanymi na kolanie, odbywającymi służalczą wartę względem iluzji płynącej z bezrefleksyjnej osobowości wokalistki. Jest to album, który swojej wartości nie tworzy na bazie mglistego słowa "klimat", czy też najbanalniejszym możliwym chwycie – szafując siłą emocji płynących z autentycznej głębi samego życia, synu. Alexandria w swym podłożu jest diabelnie inteligentnym konstruktem, budowanym na niemal muzyczno-nerdowskich rozważaniach. Tu w centrum tkwi głównie treść, a z nią audiofilskie doświadczenia z przesłuchanych, liczonych w setkach, tonach albumów. Chłodne matematyczne podejście, z pietyzmem dokonujące brutalnej selekcji na sporym bogactwie dostępnych środków, jakie dotychczas namnożyły się na łonie jednej z najczarniejszych muzyk. Dominuje tu eksperyment oraz kompleksowa inżynieria, laboratoryjnie destylująca z rhythm'n'bluesowej materii, dość oryginalne dziwactwa, starając się stworzyć coś nad wyraz nowego z pomocą tysięcy wzorów umieszczonych na kredowej tablicy.

Inwazyjne rytmiczne połamańce, silnie elektroniczny zdehumanizowany podkład, pozbawiony nawet najmniejszych znamion organicznej instrumentalizacji, a wszystko wchodzi w kolizję (ale tą dobrą) z urzekającym wokalem Alex (gdyby można, to ten wokal tuliłbym jeszcze mocniej), w studyjnym pryzmacie naszpikowany pogłosami, efektami, nakładanymi ścieżkami potęgującymi niekonwencjonalne zagrania dziejące się w tle. No i jeszcze ten, no, songwriting, on też w sumie jest tutaj dużo wyżej ponad proste spoko.

Jak się komuś udało zajawić tą wprawką, to na start proponuje krótki trial w postaci "Complement". Bo nie będę ukrywać, że jako całość, to dość wymagająca (godzinna), trochę ciężka przeprawa jak na gatunkowe standardy. Jednak kierując się ambicją, warto poświęcić trochę czasu i dać się zaskoczyć, jak wiele można jeszcze wyciągać z dobrze znanej formuły.

Michał Kołaczyk    
25 stycznia 2017
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja