RECENZJE

Akufen
My Way

2002, Force Inc. 8.4

Umps ciki HAUPNI bumps ciki cyks dżónks HAUPNI bumps ciki cyks who damn! Bom drink HAUPNI damn! Szzz bom who bumps ciki cyks HAUPNI bumps ciki cyks [brzdęknięcie banjo] szzz bom HAUPNI i powtarzamy frazę. I ruszamy bioderkiem. I uśmiechamy się. Taaak. I rozluźniamy mięśnie. I znowu umps ciki HAUPNI bumps ciki cyks dżónks HAUPNI bumps ciki cyks who damn! bom HAUPNI... Dokładnie tak, jak byśmy przekręcali gałką w radiu. Takie harce charakteryzują właśnie Akufena; jeśli waszych uszu dobiegnie kawałek, w którym ktoś jak gdyby skacze po radiowej skali, a na dodatek, z tych pozornie przypadkowych obkrętów wychodzą mu nieprzeciętne, rewelacyjne, taneczne utworki, możecie być pewni, że to właśnie on.

Marc Leclair pochodzi z Montrealu, niezmiernie silnego ośrodka nowoczesnej muzyki elektronicznej, odznaczającego się między innymi corocznym MUTEK festival. My Way to jego debiutancki album dla frankfurckiej Force Inc. Jego styl bywa określany jako "Uwe Schmidt, który wziął się za rozgrzewanie dziewcząt na parkiecie". Innym jego muzyka może skojarzyć się na przykład ze sklejaniem sampli w stylu Amona Tobina. Ale to tylko skojarzenia. W rzeczywistości Marc Leclair tworzy własną ścieżkę funky pokręconego house'u. House'u, przy którym nie tylko można potańczyć, ale w którym wgłębienie się w pajęczynę radiowych puzzli daje funky-satysfakcję.

Warto zauważyć, że My Way jest nie tylko funky i groovy. O "Even White Horizons" można nawet powiedzieć, że jest natchniony. Wśród pozlepianych puzzli tworzących wypełnienie prostego rytmu pojawiają się specyficznie zharmonizowane smyczki, akordy gitary i żeńskie wokale. W ostatnim telewizyjnym programie Electronic Beats, Marc przy piwku opowiadał, że nie interesuje go źródło jakiegoś klocka w jego muzycznej układance. Może to być nawet fragment linii wokalnej Celine Dion (albo Zbigniewa Rybińskiego – przyp. autora), który splątany z zawartymi w ułamkach sekund szczeknięciem psa, monosylabą Humphreya Bogarta, odgłosem syfonu i tajemniczym "czki" nabiera nowego wymiaru, w którym najważniejsza jest całość. Nie dajcie się więc zmylić pozornym nieładem takich gwoździ, jak "In Dog We Trust" czy "Late Night Munchies". To bezwzględnie inteligentne kolaże, wpisane w formułę tradycyjnego parkietowego house'u, w których nie ma miejsca na nieprzemyślane wstawki.

Przeciwwagę dla tego podbijającego, pokręconego oblicza płyty tworzą troszkę wolniejsze i przyciszone "Skidoos", "My Way", czy mistrzowski "Installation", przez co sprawia ona wrażenie jeśli nie kompletnej, to na pewno bogatej. W "Skidoos" wybornie wtrącony jest nawet chór, który gdzie indziej w tanecznym utworze mógłby zdziwić. Tutaj wydaje się organiczną częścią i zamiast razić – cieszy. My Way to kolejny, po takich rewelacjach jak Luomo Vocalcity, czy Crane AK Pink Eyed Pony, album, prezentujący taneczną muzykę na najwyższym poziomie, przekonujący, że tępe metrum 4/4 kryje w sobie nieodkryty potencjał do wyrażania ludzkiej kreatywności. To cieszy.

Krzysztof Zakrocki    
4 czerwca 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie