RECENZJE

Air France
No Way Down (EP)

2008, Sincerely Yours 6.3

Tak, ja wiem, że już wszyscy możecie mieć powoli dość nawiązań do piłki nożnej w tekstach na Porcys, ale nie mogę zaczać inaczej, wybaczcie. Otóż pierwszy raz słuchałem nowego materiału Air France w trakcie przerwy podczas jednego z meczów Euro i nieprzypadkowo spóźniłem się na drugą połowę – tak bardzo pochłonęły mnie dźwięki dobiegające z głośników, że zapomniałem o tym, iż "Iwant" i jego znamienici goście zapewne przestali już pleść trzy po trzy.

22 minuty, a więc jedynie parę chwil dłużej niż przerwa w meczu piłkarskim, trwa EP-ka Air France zatytułowana No Way Down. Obcowanie z nią jest jednak inwestycją o wiele lepszą niz wysłuchiwanie znakomitych ekspertów ze studia Polsatu, którzy zapomnieli najwyraźniej, że sami nie zwojowali na Mundialu w 2002 nic a nic, więc nie do końca są postaciami uprawnionymi do krytykowania dokonań naszych asów w Austrii, ale to tylko taka uwaga na marginesie. Ważne, żebyście zapamiętali, iż Aleksander Kłak jest lepszym golkiperem niż Ricardo. I przekażcie to Alkowi, gdybyście trafili na niego w jednym z belgijskich autobusów.

Nie mam pojęcia, czy do Belgii kursują samoloty linii Air France (cóż za błyskotliwy powrót z zupełnie zbędnego powyższego akapitu do recenzji, przyznajcie sami). Wiem za to, że duet z Göteborga udanie kontynuuje dobrą passę szwedzkiego labela Sincerely Yours, odpowiedzialnego choćby za wydanie A New Chance Tough Alliance czy Here Comes The Future Honeydrips. Powoli dochodzi do sytuacji, w której można w ciemno obstawiać, że krążki oferowane przez Sincerely czy inne indie-wytwórnie zza Bałtyku (jak Labrador czy Service) doczekają się tutaj oceny w okolicach szóstki. To się nazywa znak jakości chyba.

No Way Down zapowiadał numer "Collapsing At Your Doorstep" odsyłający początkowo do "Fall From A Height" Honeydrips (ze względu na wsamplowane głosy z jakiegoś zapomnianego filmu, które stanowią punkt centralny tego nagrania podobnie jak kwestie z Annie Hall we wspomnianym utworze Mikaela Carlssona), później jednak rozwijający się w zupełnie innym kierunku. Orkiestracje kojarzące się z dokonaniami Lekmana mieszają się tu z melodią a la Saint Etienne, urzekające eteryczne wokale przywołują na myśl czasy szczęśliwego dzieciństwa, być może szczęśliwszego nawet od naszych marzeń; filmowe głosy operują na zasadzie pytanie-odpowiedź: "Sort of like a dream, isn't it?" pyta dziewczynka, by doczekać się chłopięcej odpowiedzi – "No, better".

Także wyśmienity numer "No Excuses" bazuje na dialogach, tym razem z jakiegoś francuskiego obrazu, co prowokuje pytanie, czy Joel Karlsson oraz Henrik Markstedt nie poznali się przypadkiem na jakimś dekaefie w jednym ze studyjnych kin Göteborga. W pewien, zapewne nieco irracjonalny, sposób muzyka Air France kojarzy mi się więc z ostatnią płytą M83 Saturdays=Youth, również zanurzoną w kinematograficznym sosie. Anthony Gonzalez jawnie odwoływał się jednak do obrazów wszystkim doskonale znanych (młodzieżowe dzieła Johna Hughesa), podczas gdy panowie z Air France tworzą ścieżkę dźwiękową do filmu-widmo, jakby zlepionego ze skrawków starej taśmy znalezionej gdzieś na opuszczonym strychu. Potęguje to wrażenie atmosfery swoistego naiwnego rozmarzenia, melancholijnego oderwania od rzeczywistości. Posłuchajcie zwiewnego "June Evenings" (rozpoczynającego się, a jakże, także od pewnej niezidentyfikowanej filmowej kwestii), a na pewno zrozumiecie co mam na myśli. Ta piosenka jest również utworem, w którym skojarzenia z Saint Etienne wracają raz jeszcze, choćby z powodu barwy głosu wokalistki. File under: Saint Etienne w wersji "tropical", jakkolwiek absurdalnie być może to brzmi.

Trzymając się filmowej terminologii: No Way Down rolę teasera spełnia doskonale. Trudno oczekiwać wiele więcej od EP-ki, pozostaje jedynie liczyć, że zwiastowany przez nią album w pełni zaspokoi apetyt rozbudzony tą krótką płytką.

Tomasz Waśko    
20 czerwca 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie