RECENZJE

Africa Hitech
93 Million Miles

2011, Warp 5.8

149 668 992 kilometrów na godzinę – z taką prędkością porusza się ta płyta. I pomyśleć, że na kursie na prawko mówili, że 55 to już zbyt dużo. Wygląda jednak na to, że Steve White (Spacek) i Mark Pritchard (ostatnio jako Harmonic 313) niespecjalnie przejmowali się fotoradarami, przygotowując długogrający album swojego wspólnego projektu. Już na starcie wymyślona przez White'a zbitka Africa Hitech (notabene nawiązująca do ostatniej płyty jego macierzystego zespołu) wskazuje, że będziemy mieć tu do czynienia z wyraźnie afrofuturystycznymi zajawkami. A że 93 miliony mil to akurat odległość Ziemi od Słońca, samplowanie Sun Ra już w ogóle nie powinno nikogo dziwić.

Chociaż melanż stylistyczny na 93 Million Miles jest potężny, to przez blisko połowę płyty nasz duet zgrabnie unika banalnych w przypadku wszystkiego co ma w nazwie słowo "africa" inspiracji afrobeatem. Co prawda wraz ze "Spirit" przychodzi czas i na klimaty Tony'ego Allena , ale głównym sponsorem pierwszych 30 minut jest zdecydowanie słówko "hitech". Kierunkowy 313 co rusz pojawia się na wyświetlaczu iPhone'a, który już chyba na dobre zagościł w arsenale producentów elektroniki. Jeszcze częściej wykręcany jest chicagowski prefix 312, dokumentujący przesunięcie zajawek Pritcharda w kierunku juke'u, mocno zresztą przypominającego, jak ktoś już zauważył w blogosferze, afrykańskie Shangaan electro. Footworkowe "Out in the Streets" mocno daje radę (choć na flircie z ultra-szybkimi tom-tomami Pritchard lepiej wyszedł w remiksie "Get Crazy" Poiriera), podobnie jak i robotyczne ragga doprawione staroszkolnymi grime'owymi smykami w "Do You Wanna Fight". Dużo gorzej działają natomiast commodore'owe (miała być wysoka technologia, kurde) klimaty w "Glangslap" i niemiłosiernie ciągnącym się "Our Luv" przy którym nawet podróż w tempie 2 494 483 km/min zaczyna się dłużyć.

Druga połowa płyty przynosi trochę wytchnienia idąc w stronę organicznych dźwięków i wspomnianych afrobeatowych polirytmów, z okazjonalnym udziałem delikatnego wokalu White'a, który szczęśliwe dał sobie spokój z anemiczną dancehallową nawijką, straszącą jeszcze na wysokości EP-ki "Hitecherous". Honorowe członkostwo w Arkestrze gwarantuje Pritchardowi i White'owi kapitalne użycie sampla z "When There Is No Sun" w wywalającym w hiperprzestrzeń "Light the Way". Space Invaders jednak i na tym etapie muszą wtrącić swoje trzy grosze w postaci "Foot Step", ale można przymknąć na to oko, bo za chwilę pojawiają się przyjemnie płynące "Cyclic Sun" i wieńczące płytę Spacekowe "Don't Fight It", na pożegnanie serwując zdrową dawkę chilloutu.

Wspólne dziecko Pritcharda i White'a nie zawsze daje sobie radę z szerokością horyzontów swych rodziców. Tu i ówdzie coś się rozjedzie, coś odpadnie, a te 93 miliony mil kosmicznej żeglugi to nie do końca pierwsza klasa, intercity i darmowy posiłek w cenie biletu, ale umówmy się, kto by nie chciał lecieć choćby i w luku bagażowym Sokoła Millenium? Tym razem z Lando Calrissianem za sterami.

Marcin Sonnenberg    
13 sierpnia 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja