RECENZJE

A.C. Newman
Get Guilty

2009, Matador 5.9

Zabawne, że kiedy Paweł Greczyn pisał półtora roku temu trochę zbyt surową moim zdaniem zjebkę ostatniego LP New Porn, wspomniał o Rokicie. W tym roku incydent związany z tym politykiem również zdaje się niektórym przysłaniać skromną premierę nowej płyty Alana Karola Nowaka. "Warto się głębiej zastanowić" nad powodami letniego odbioru follow-upu cudownego przecież The Slow Wonder. Otóż wydaje mi się, że problem tkwi w późnym dorobku New Pornographers właśnie, przy ocenie którego każdemu przychodzi zmierzyć się z kołem wpadania w hipostazowanie i wypadania z trybów pod wpływem tego, że to nie Mass Romantic. Odpowiedzialny za lwią część dorobku kolektywu Newman, w przeciwieństwie do swoich fanów w pełni świadom niemożności napierdalania przez całe życie rześkich power chordów, dwoi się i troi, na Get Guilty sięgając po marimbę i cedzak, wprowadzając w płytę pathowym intro w stylu Flaming Lips z Soft Bulletin, a może w stylu Elephant Six.

Nie chcę po raz drugi w ciągu miesiąca zapełniać cennej prawej szpalty Porcys na opisywanie każdego kawałka po kolei, bo wstydzę się szybko i skutecznie, ale jak byłem uprzejmy zauważyć powyżej (gratuluję sobie), Kanadyjczyk gra na wszystkim, co wydaje dźwięki, a w ostatecznych rozrachunku wciąż wychodzi power (mniej) pop (bardziej). W drugim kawałku zabawne jodłowanie kontrapunktuje gitara z O.S.T do Troskliwych Misiów tak, że przez chwilę poczułem się szczęśliwy. Gdzie indziej już nie bawi, ale jeszcze nie żenuje bej(ar)owskim pa pa pa, la la la, nuży monotonnym "Thunderbolts", zachęca kobiecym wokalem, oraz, co wiadome, serwuje kilka rasowych autoplagiatów, jak w singlowym "The Palace at 4 a.m.". Czegóż więcej chcieć można z okazji niedzielnego spaceru z żoną i córką ? A hook z "Elemental" znacznie lepszy niż "biją mnie Niemcy", przyznasz, Pawle. Solidność niemal każdego motywiku na tym albumie nie ulega dyskusji, jednak niechętni wcześniejszym produkcyjniakom eks-jednej-z-najcoolszych-załóg-dekady oraz jej członków mogą regulować odbiorniki.

Stosując taksonomię dodatku telewizyjnego do Wyborczej, płyta lokuję się między kategoriami "dla amatorów" a "można". Przy czym jest smutna zima, a wraz z dubletem Pszczoły płyta Newmana gra w lidze tych słodkich, w które wpada się niczym po baśniowej łodydze fasoli w nadzienie do Hubba Bubby, jeśli wiecie o co mi chodzi. A jeśli nie, to wasze dzieci będą się z was śmiać, że słuchaliście otyłego transwestyty.

Łukasz Łachecki    
3 marca 2009
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie