RECENZJE

7L & Esoteric
A New Dope

2006, Babygrande 6.3

Spójrzmy na okładkę. Dwóch nieapetycznych bambrów, zwielokrotnione logo Everlasta i odstręczający napis "a new era". Czyżby płyta A New Dope miała być najgorszą rzeczą, jaka przydarzy nam się dzisiaj? Hem... jeśli nie lubimy prowokacyjnego, lekko lo-fi, wschodnie wybrzeże, hip-hopu z całkiem inteligentnym przekazem, to może i. W przeciwnym razie: miłość, pokój, krzyżówki.

Nawet fajniejsze są bity niż teksty. Głębokie, klimaciarskie, a przede wszystkim mocno bezczelne. Większość przypadków wsamplowania natychmiast rozpoznawalnego hiciora jakie pamiętam kończyło się potknięciem ze skutkiem bolesnym. A tutaj już od samego początku atakowani jesteśmy chamskim cięciem najbardziej klasycznych spraw jakie można sobie wyobrazić w pierwszym odruchu i nijak to nie przeszkadza w odbiorze, a co więcej – zaskakuje pozytywnie. Wejście Kraftwerka na 0:54 w "A.O.S.O." powinno otrzymać zeszłoroczną nagrodę w kategorii "najbardziej spektakularny przykład wbijania w fotel za pomocą samego tylko konceptu bez użycia umiejętności". Prywatna zajawka, inni uznają za godne doznawania obszerne fragmenty Twin Peaks, Gainsbourga czy czegośtam. To było raz. A osiem, że średnia arytmetyczna bpm na całą płytę lokuje się w rejonach rekordowych. Chwilowe zwolnienie następuje jedynie w połowie albumu, powodowane skitem "Cemetery" umieszczonym chyba dla przyzwoitości, bo raczej nie z powodu wysokiej klasy żartu. Poza tym płyta jedzie na czwórce. Nawet wspomniany temat główny Badalamentiego zyskał pobudliwy bit. Bardzo słuszne zabiegi, bo ostatnie, czego oczekiwałbym od żywych reklam Everlasta to smuty o rozterkach i wartościach. I nie ma co więcej werbalizować argumentów na to 6.3 bo płyta sama się broni i starczy. Niegłupia jest, przyzwoita oraz trochę klasyczna.

Filip Kekusz    
10 kwietnia 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja