SPECJALNE - Relacja

Relacja: Tauron Nowa Muzyka 2019

30 czerwca 2019

Na milion dokumentów w Google, tylko ten jeden jest pisany przez red. Kiszkę i red. Wycisło. Na więcej niż dziewięćset, ale mniej niż tysiąc miast w Polsce, akurat Katowice. Na dziesięć napotkanych osób, jedenaście chce od ciebie szluga, a pozostałe cztery bombardują petardami zakład karny przy fontannie, krzycząc przy tym "Wisła", bo życie to bazar – łykasz padakę lub się wzbogacasz, ale ziomek został posadzony przez pomówienia, to jasne. Na dwadzieścia osób, z którymi podróżujesz autobusem, co najmniej trzy chcą się ze sobą wzajemnie (albo z tobą) bić; tylko dwie mają tauronowe opaski, a zaledwie jedna z nich testuje wytrzymałość tej drugiej. Na dwadzieścia pięć tysięcy osób z Polski i nie, które wydały pieniądze na bilet lub szczęśliwie dostały akredytacje (żeby pić Perłę 0% za 0 zł, pić ciepłą kawę w ciepły dzień i jeść ciastka w cukrze), jakieś 23% było trzeźwo myślących, ale zupełnie nikt się nie zachowywał jak w katowickich autobusach. Na wszystkie nieprzespane noce, 69 koncertów. Na 69 (-1, bo Marie Davidson coś nie wyszło) koncertów, redaktorzy Porcys byli na szesnastu. Co to świadczy o ludziach, którzy rozdają akredytacje albo o tych drugich? Tego statystyki nie uwzględniają, ale sądzimy, że raczej nic dobrego. Na 9 tys. litrów wypitej wody dzięki uprzejmości Górnośląskięgo Przędsiębiorstwa Wodociagów S.A, zostało przedłużone życie dwóch gatunków zachodnioafrykańskich, dzikich zwierząt o jedenaście dni i sześć godzin. Na wszystkie niepotrzebnie wydane pieniądze, jedna szczęśliwa dziewczyna jedząca gofra z nutellą, bananem i bitą śmietaną za 24 zł. Na wszystkie potrzebnie wydane pieniądze, tylko dwa skasowane zdania, żeby nie było żenady. Na wszystkie miłe momenty festiwalowe, dwa nieba przez dwa dni od 4:33 do 7:16 wyglądające jak panna cotta. Na wszystkie niemiłe momenty festiwalowe, jedno słońce wcześnie wschodzące i późno wracające do domu. Na 1421 (tak, liczyliśmy na spacerniku międzyscenowym, a co) pstrokatych sukienek do połowy ud, 198/1421 (14%) było kupionych w Medicine. Na dziesiątki koszulek Kraftwerk, dziewiątki podnosiły festiwalową średnią wieku do 45+. Jedna rozmoczona rurka z papieru w (mdłej, niedobrej, fuj) mrożonej kawie, jeden koniec czerwca, pierwszy festiwal w tym roku, zero zawodników MMA, jeden do jednego, dolary na złotówki, przejdźmy do rzeczy, ale miejmy cały czas w pamięci, że statystyki podobno nie kłamią.

Jazzanova live

Można rzec, że złe miłego początki, a może to ja już niecierpliwie oczekiwałem następnego koncertu. Sympatyczne, leniwe granie do sojowego kotleta, więc jako sojowy chłopiec powinienem być ukontentowany, ale Skepta przecież twierdził, że jak ktoś nie je wieprzowiny i jeszcze czegoś, to jest tylko kłamcą i aktorem. Kłamię: było spoko. Prawda: niczego nie pamiętam.

Jako sojowa dziewczyna sprostuję, że byliśmy tam jakieś pięć minut, ale lubimy bajki. Jeżeli Skepta ma rację, w ogóle nie powinniście czytać tego, co piszę, chyba że lubicie farmazony w kolorowej posypce.

Syny

Fascynujący koncert: jak zwykle skąpany w gęstym dymie, jak zawsze w dusznej atmosferze, tym razem jednak – w przeciwieństwie do zeszłorocznego występu, na którym nie byłem – Piernikowski i 88 udowodnili, że nie bez powodu nazywa się Syny polskim Madvillainy czy nadwiślańską Molestą. Surowe bity 88 wprowadzały klaustrofobiczny klimat, a wokalny perfromance popularnego Piernika, którego charakterystyczny głos agresywnie odbijał się od ceglanych ścian, jedynie potęgował sugestywne odrealnienie. Piosenki z płyt duetu chyba nigdy nie zabrzmiały lepiej, "włanczaj" nigdy bardziej nie włączyło, białasy nigdy nie były tak uradowane byciem białasami. Nie no, kurwa, żart, nie byłem na tym koncercie, pozdro.

Kraftwerk 3-D

Pozdrawiam wszystkich ludzi, z którymi dzielnie czekaliśmy czterdzieści minut po okulary, które dwadzieścia lat temu dodawano do Kaczora Donalda, gdy jeszcze był tygodnikiem, i pozdrawiam tych nielicznych, dla których był to jeden z koncertów życia (pozdrawiam dziennikarza Radia Sfera).

Pozdrawiam siebie podekscytowaną obróceniem głowy w tył i ujrzeniem hordy cyborgów we wcześniej wspomnianych okularkach, i pozdrawiam też całe zbiorowe podekscytowanie, w momencie, gdy na wizualach pojawił się Katowicki Spodek. Czekaliśmy, aż chociaż ¼ legendy synth-popu chociażby kichnie, ale niestety. Do teraz nie wiem, czy był to prawdziwy Kraftwerk, czy może moje halucynacje w 3D, bo wybiegłam pod koniec na Kornela, ale nie miejcie mi tego angielskiego wyjścia za złe, na pewno się pochwalę kiedyś dzieciom, że byłam.

aPSik. Setlista to było prawdziwe tour de force Niemców.

aPSik2. Czy panowie z Kraftwerk śnią o elektronicznych owcach?

kraftwerk

Amnesia Scanner

Było jak chciałam. Brzmienie AS jest na żywo (w tak świetnie nagłośnionej sali, jaką jest Tauron Music Hall) jest nijak nieporównywalne z próbą doznania tego kolektywu na słuchawkach i zupełnie nieważne, jak i nic niezmieniające, ile swoich ciężko zarobionych pieniędzy na nie nie wydasz. Odwiedzanie deconstructed clubu raz na jakiś czas, od święta, od zmierzchu do świtu, od niechcenia i od parady, implikuje z góry niedostatek wyobraźni, na jaki będą skarżyć się wszystkie twoje kończyny, które są niezgrabnie poprzyczepiane do korpusu twojego ciała. Wizuale z potencjałem na zostanie najlepszą pralnią mózgu tego roku, ciarki gdy "Too Wrong" i "Another Life", wydarzenie piątku, bezdyskusyjna topka festiwalu.

Kornél Kovács

Naprawdę mam ogromny żal do układaczy line-upu, kimkolwiek są, że Kornel się czasowo nakładał z Amnesią. Zahaczyłam o kawałek początku i kawałek końca; szybka matematyka, bilans zysków i strat, redukowanie szkód do niezbędnego minimum. Tak jak pisałam w zapowiedzi, przesłoneczny set, fantomowe skrawki dobrego samopoczucia rozdawane smutasom przez Kornela na pęczki. Nic jak house w tym roku, nic jak dobre uczucia w życiu i korzystanie ze słońca, póki go jeszcze nie dosyć (niedosyt).

Bjarki

Wiecie, jak to pamiętam? No właśnie niezbyt. Wizuale rozlewały się wspaniale, ale byłam już wtedy niestety na swoim skraju. Koledzy mówią, że był wspaniały rozpierdol, a ja im wierzę; w takich chwilach jak tamta żałuję, że jestem człowiekiem z ciała.

Wiecie, jak tego nie pamiętam? Ja nie wiem, potupałem nóżkami dziesięć minut i chyba był pieprzony git, ale bez większych uniesień.

Król

Przerzucaliśmy się z red. Wycisło skojarzeniami na temat występu Króla ("Piotra Roguckiego"), na który, nie ukrywam(y), poszliśmy tylko po nie-wiem-po-co. Bo tak, UL/KR lubimy oboje, natomiast Króla samego oboje raczej ani nie znamy, ani poznawać nie zamierzaliśmy, więc raczej nie sympatyzujemy z projektem przesadnie. Czemu ci wszyscy polscy męscy wokaliści zaciągają samogłoski jak Zalewski? Ważniejsze pytanie, czemu zrobiliśmy z Zalewskiego odnośnik do czegokolwiek? Mnie za to wstyd, a red. Wycisło raczej nie zna tego uczucia, więc jemu pewnie nie. Skojarzenia z jakąś polską, dubową piosenką ze schyłku lat 80., z jakimś Męskim Graniem, trochę bardziej alternatywnym, ale na nieszczęście Króla, wciąż z nim; nie wiem, jakieś Lao Che, jakieś coś jeszcze, czego nie pamiętam. Koncert był na pewno miły, tylko źli ludzie (my) w złym miejscu .

Kamp!

Mówiłam, żebyśmy szli, żeby było, że wspieramy polską scenę. Na szczęście było całkiem światowo, szczególnie w mocniej house’ujących momentach. Może trochę rzemieślniczo i odtwórczo, ale sprawnie, ładnie, zabawnie.

Apparat live

Miałem zero oczekiwań przed tym występem i jak się okazało – całkiem słusznie. Ładne, bezpieczne, egzaltowane pitu-pitu, przy którym niemieckie roboty brzmią awangardowo. Mimo wszystko nie zabrakło wzruszeń, ponieważ red. Bugdol przypomniał, że wiele lat temu widzieliśmy typa supportującego Radiohead w Poznaniu, i to wspomnienie pozwala mi zapomnieć, jak nudny był ten gig.

Yves Tumor

Dotknęłam jeansów Bowiego (szkoda, że był bez zespołu), dotknęłam spoconych łopatek Bowiego (zupełnie spodziewany show o queerowym zabarwieniu, chociaż w bardzo minimalistycznej oprawie), dotknęłam pięknych palców Bowiego (po zajawce z nadchodzącej płyty już mam problemy ze spaniem) dotknęłam białego t-shirtu Bowiego krzyczącego "ok" (usłyszeć "Noid" i "Lifetime" na żywo, nawet z taśmy, to wg mnie mikrochwile, dla których warto było postawić stopę w Katowicach), dotknęłam kropel wody z butelki Bowiego (mam nadzieję, że ten wyjątkowo nieszalony outfit nie był spowodowany miejscem, jakie zajmuje nasz kochany kraj w europejskim konkursie na największe stężenie homofobii/transfobii na m²).

Dotknęłam tego wszystkiego nie dlatego, że zachowuję się na koncertach moich ukochanych artystów jak jakiś zwierzak, po prostu miałam Yvesa pod ręką (wszystko co najlepsze mi się wydarzyło w 2018 roku miałam wtedy pod ręką).

Dotknąłem róży, polizałem orchideę, tylko gdzie ten live band? I chociaż z tego powodu cała moja zapowiedź tego koncertu idzie do kosza, to nie żałuję, bo Yves oferujący licznie zgromadzonej publiczności swoje kolczyki był nowym i lepszym Testovironem, na którego nie zasługujemy.

tumor

Skepta

Czy ma ktoś pilota do tego gościa? Ludzie odpaleni jak flary, najbardziej energetyczny koncert Tauronka, nieprzyzwoicie duże stężenie bengerów jak na jedną godzinę życia, temperatura ciał podniesiona o 1,5°C w stronę Pacino i De Niro.

"Dlaczego akurat pilot?" No: "kurde, żeby go wyłączyć, bo taki ogień" Pilot? Nah, that’s not me. "It Ain’t Safe" zmiażdżyło tak, jak miało zmiażdżyć. "Shutdown" wbiło w ziemię -- tak jak miało. Lips any girl? Nah, that’s) not me. Czy Skepta był w doskonałej formie? Tak. Act like a wasteman? Nah, that's not me Czy setlista była świetnie ułożona? Tak. Nie miałem ust i nóg, a musiałem krzyczeć? Tak, to my. Koncert Taurona? Tak, to on.

skepta

Laurel Halo

Podmiot miał na myśli inwersję czasową, halo. Leciałam ze Skepty jak potłuczona i słusznie. Super techno set, super wstęp do kończenia soboty proszeniem o leżak, super uśmiechnięte wokół buzie, super była nawet wtedy wielorazowa butelka wody w mojej dłoni. Nie mam pojęcia czy to co grała było jej, ale było super, super, z dużą dozą przesady, super.

coucou chloe

"Bawiłeś się lepiej niż ja, więc zostawiam ci coucou". Okej, zostaw. "Zajebiście", "Bez przesady, było fajnie". Nie, było zajebiście: highlighty tegorocznej EP-ki Naughty Dog były odpowiednio skute. Przy zwolnionych obrotach i z wysiłkiem podnoszonych powiekach, już odrobinę odwodniony odstaw-dostaw-zostaw-niezostawiajnapotem. A że było trochę nierzeczywiście i nieprawdziwie? Czasem warto, czasem trzeba.

Mariel Ito

Zaskok festiwalu. Wytańczyłam się za wszystkie poprzednie pięć miesięcy tego roku, w których nie tańczyłam nic (a dzisiaj jeszcze tańczę). Świtanie, hipnotyczne balansowanie między jedną nogą a drugą, na parkiecie samotność z wyboru (dzięki tej możliwości jestem szalikowcem techno różnych rodzajów). Zamykanie oczu, podbródek góra dół, noga prawa lewa lewa prawa, czy coś wspominałam o lamerskich ruchach? Cytując klasyka: błogosławieni ledwo żywi, o taki Tauron tańczę.

Roman Flügel

Miłe złego końcówki. Flügel trochę nudziarz na płytach, ale jakie to ma znaczenie w takich chwilach? Ostatkiem sił, daj mi tylko pięć minut, by potańczyć, za dziesięć minut wrócę. Rozpikselowane pa. Pa.

pa

Paweł Wycisło     Adela Kiszka    
BIEŻĄCE
Young MarcoBahasa
DucktailsWatercolors