SPECJALNE - Relacja

Relacja: Off Festival 2014

9 sierpnia 2014

Zanim zwierzymy się wam co redaktorzy Porcys robili w poniedziałkowe popołudnie podczas powrotu z Katowic w częstochowskim Parku Miniatur Sakralnych oraz ile piw wypili pod legendarnym "Grzybkiem" i jak daleko musieli zaiwaniać do swojego hostelu w Mysłowicach to zaprezentujemy wam garść koncertowych spostrzeżeń z tegorocznej edycji OFF Festivalu. Oto nasza relacja: –Jacek Marczuk

Bez zbędnych wstępów, holistycznych odjazdów, kulturoznawczych analiz przedstawiamy Wam krótkie i konkretne podsumowanie tego, co naszym zdaniem okazało się warte uwagi (choć, nie ukrywam, w większości są to wygrani zeszłego weekendu w Katowicach). Coroczna impreza w Dolinie Trzech Stawów nieco już nam spowszedniała, stąd raczej umiarkowanie zaangażowany charakter niektórych blurbów, świadome zredukowanie tzw. "bólu dupy" związanego z pewnymi rozczarowaniami i przesunięcie pola zainteresowania z oczywistych headlinerów na projekty bardziej nieoczywiste, marginalne, niepasujące do całości eventu. Nie wiem, jak redakcyjni koledzy, ale ja z całkowitą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że choć był to Off, który "koncertowo" porwał mnie najmniej ze wszystkich, to najwięcej mi się na nim podobało – i to nie tylko w sensie towarzyskim. Ot, peace, love and hormony, jak to mawia znany skądinąd Bonus BGC. Miłej lektury: –Jakub Wencel

Artur Rojek, 03.08, 20:45, Scena Leśna

Heh, no dobra, nie było mnie tam, ale okropnie tego żałuję. Zrzucanie srebrnego konfetti z własnymi inicjałami to jakiś nowy poziom trollingu hejtujących Rojka fanów. Tak trzymać, Artur. –Jakub Wencel


Belle and Sebastian, 03.08, 0:15, Scena mBank

I bardzo dobrze, że taki zespół jak Belle&Sebastian kończył tegoroczną edycję katowickiego festu, bo to headliner "bez napinki", który zresztą dał przyjemny, wakacyjny i bezpretensjonalny koncert. Inna sprawa, że tłumów pod sceną nie widziałem. Być może zabrakło w tym roku headlinera szytego na miarę, jak to określił kolega, "alternatywnych Januszów" pokroju Smashing Pumpkins albo Iggy'ego? Dla mnie po B&S OFF niestety z powodu maksymalnego zmęczenia się skończył. Mega, mega żałuję The Range i Svengalisghost, bo słyszałem, że to dobre sety były. –Jacek Marczuk

clipping., 01.08, 20:45, Scena Eksperymentalna

Zapowiadał się spektakularny perform, bo i MC wyrobiony i podkłady intrygujące, ale musiałem zwinąć się po kwadransie, gdyż miałem ustawiony na 21.30 wywiad z Kobietami. Podobno mam czego żałować! –Jacek Marczuk

Tegoroczne występy Le1fa i Clipping dowiodły przede wszystkim dwóch rzeczy – po pierwsze kwestii stawianej właściwie co rok, czyli tego, że nawet na tak gitarocentrycznym festiwalu (i to na jego, dyskusyjnie, najbardziej gitarowej edycji) jest miejsce dla porządnej, hip-hopowej wiksy, niepodszytej zbędną spiną i poczuciem zażenowania (Reeaaakwooon; choć trzeba przyznać, że względna peryferyjność – w przeciwieństwie do grubasa z Wu-Tangu - obu projektów pracowała raczej na korzyść takiego rezultatu). Po drugie zaś tego, że wiksa ta, pomimo zupełnie różnej źródłowości (noise'owe inklinacje clipping vs trapowo-queerowy rozpierdol Le1fa) może osadzać się we wspólnym mianowniku. –Jakub Wencel

Deafheaven, 02.08, 19:40, Scena mBank


Zagrali raptem cztery kompozycje, skończyli kwadrans przed czasem, moje ulubione "Vertigo" nie zmieściło się w setliście, a mimo to uważam ten wykon za jeden ze ścisłej czołówki koncertów na OFF Festivalu. Jakby wyjąć wokalistę-wymiatacza to momentami brzmieli jak GY!BE na metalową modłę. O walorach wykonawczych rozpisywał się nie będę, bo wiadomo, że klasa światowa. A dla beki możecie sobie poczytać artykuł na temat ich koncertu na łamach pewnego popularnego dziennika. –Jacek Marczuk

Możliwe, że wyłazi ze mnie muzyczny rasizm, ale w pierwszym odruchu nie mogłem powstrzymać śmiechu (wokal George'a Clarke'a). Sorry. Później było lepiej, ale mnie nie wciągnęło i koncert obchodził mnie mniej niż Sunbather, który doceniam, ale przyjemność czerpię raczej z fragmentów z wziętymi z Trail of Dead gitarowymi koronkami niż z fragmentów metalowej ściany soundu i karykaturalnego śpiewu. –Radek Pulkowski

Die Flöte, 3.08, 15:00, Scena mBank

Swój pierwszy prawilny festiwalowy booking Die Flöte wygrało w konkursie na SMSy - ze wszystkich trzech zespołów którym się to udało, a występujących w offowej książeczce pod zbiorczą nazwą TBA (smuteczek), nikt raczej nie miał startu do Die Flöte. Niezrażeni kacem i spiekotą festiwalowicze (30 stopni w cieniu, godzina 15) usłyszeć mogli "Clappy" z Plusku, popularny "Motyw Muzyczny Świata Ziemi" oraz dużo nowych numerów z nadchodzącej Pizzy. (Nota na marginesie: bardzo lubię pisać o "nadchodzącej Pizzy" i martwi mnie, że za rok o tej porze pisać będziemy o "ubiegłorocznej Pizzy"). Pojawiły się też dwa standardy – problemy techniczne (których tajemnicę rozwiązujemy w wywiadzie z chłopakami - szczegóły wkrótce) oraz zaangażowana konferansjerka Mateusza Tondery (tym razem: o Powstaniu). Oj tak się droczę, super koncert przecież. -Aleksandra Graczyk

Fort Romeau, 02.08, 21:00, Scena Mastercard

Zahaczyłem o Forta dosłownie na chwilę, ale nie było to takie dobre jak podczas ubiegłorocznego setu w Kulturalnej. Mój ulubieniec był wyraźnie speszony, ludzie jacyś mało kumaci, a i selekcja nie powalała. Późniejsza kiełbasa "pod strzechą" i "żubrzyk" za piątaka okazały się lepszym pomysłem. –Jacek Marczuk

Nie no, o typie złego słowa nie powiem, ale jest coś jednak wybitnie smutnego, że artysta tej rangi chałturzy przez pięć godzin jako gastro-atrakcja w namiocie, który można łatwo pomylić ze szlug-strefą. Ochroniarze byli chyba zresztą podobnego zdania, bo na żadnym innym koncercie skutki zakazu fotografowania nie były równie konsekwentnie egzekwowane. –Jakub Wencel

Fuck Buttons, 03.08, 23:00, Scena Leśna

Eksperymentujący Brytole znani są z dobrych live'ów i może nie było to aż tak wstrząsające widowisko jak to, które widziałem na Tauronie dwa lata temu, to i tym razem nie mam prawa narzekać. No i zagrali "Olympians" – to było fajne. –Jacek Marczuk

Oj, strasznie się niestety zestarzały te brzmienia. –Jakub Wencel

Holden, 01.08, 01:35, Scena Leśna

Małe rozczarowanie, gdyż James wraz ze swoim zespołem w moim osobistym przekonaniu podeszli zbyt bezpiecznie do tego gigu. Być może zabrakło mi jakiegoś szaleństwa i improwizacji, ponieważ trzymanie się kurczowo wersji studyjnych podczas live setu momentami nie wychodziło im na dobre, ale i tak repetycyjna i na maksa hipnotyzująca na żywo "Renata" zrobiła swoje (y). –Jacek Marczuk

James zdecydował się pracować wyłącznie na sprawdzonych patentach, co przeważyło o trochę niedojebanej postaci tego koncertu. No bo z jednej strony naprawdę fajnie, że cały godzinny gig opierał się na czytelnie artykułowanych motywach z niesłabej przecież płyty, ale jednak wyjątkowo zachowawczy sposób ich potraktowania – bez jakiś interesujących przesunięć, rozwijania kompozycji – dość szybko doprowadzał do nieoczekiwanego poczucia znużenia. –Jakub Wencel

Horse Meat Disco, 01.08, 21:00, Scena Mastercard

Nie ogarniam. Jak można grać przeszło pięć godzin w tak dusznym i małym miejscu mając przy okazji ochotę na cokolwiek? Członek uznanego londyńskiego kolektywu chyba miał to gdzieś, bo serwując między wyszperanymi na bazarku zapomnianymi hitami evergreeny Diany Ross i Donny Summer bawił się przednio. Jedyny moment festiwalu, gdzie mogłeś mieć w poszanowaniu jakiekolwiek konwenanse i poczuć się przez chwilę niczym bohater filmu Boogie Nights. –Jacek Marczuk

Jahiliyya Fields, 01.08, 02:35, Scena Trójki

Showcase oficyny L.I.E.S. to chyba najlepsze, co mogło spotkać publikę w trójkowym namiocie na zakończenie festiwalowych dni. Przez moment stałem jak wryty, a potem porwałem się do tańca, gdy ten o niemożliwym do wymówienia pierwszym członie swojego artystycznego pseudonimu producent zaczął rozkręcać imprezę umiejętnie lawirując między rejwem, industrialnym techno, a kosmiczną muzyką z zaświatów. Zajebistość. –Jacek Marczuk

L.I.E.S. wygrało tegorocznego Offa, a ten brooklyński wąsacz wyglądający jak mołdawski gwiazdor youtube-disco mógłby odebrać nagrodę króla strzelców za stuprocentową skuteczność podbijania napięcia na "parkiecie". –Jakub Wencel

The Jesus and the Mary Chain, 02.08, 0:10, Scena mBank


Trochę manianę odstawili panowie z JAMC, bo nie dało się oglądać tych podstrzałych dziadków. Chciałbym napisać coś pozytywnego o tym wykonie, ale nawet "Just Like Honey" w ostatecznym rozachunku się nie wybroniło. Nie wiem czy to był dobry pomysł, żeby ich sprowadzać do Polski, ale to już nie moja w tym głowa. –Jacek Marczuk

Nie umieli ani trochę zagrać kawałków z Psychocandy (zwłaszcza Jim Ried zaśpiewać). William Ried bardzo się starał, żeby sprawiać wrażenie, że rock'n'roll nie umarł i grania jak na próbie. Sprowokowali wiele głosów krytyki, ale czy ja wiem? Wiedziałem na co się piszę i chyba nie zmieniłbym decyzji o wybraniu tego właśnie koncertu z sobotniej oferty. –Radek Pulkowski

Kaseciarz, 1.08, 17:00, Scena Eksperymentalna

Występ Kaseciarza w namiocie eksperymentalnym (powtórzę jeszcze raz, bo mogło wam umknąć, a zbyt dobre: NAMIOCIE EKSPERYMENTALNYM), kurowanym tego dnia przez zespoły grające sub pop, był solidnym, kurczę, punktem programu. Niech za recenzję posłuży fakt, że jakiś młody całkiem typiarz podbił do mnie w połowie, żebym mu popilnowała okularów, bo idzie pogować. –Aleksandra Graczyk

Kobiety grają Kobiety, 1.08, 19:40, Scena mBank

Nie był to może Wodecki z Miczami, ale Kobiety grające na głównej scenie swój legendarny debiut brzmiały momentami zachwycająco. Maciek Cieślak (producent płyty – przyp. red) zasuwał na rhodesie, a reszta bandu serwowała te swoje "Marcella" i "Kaszubskie szamany" w najlepszej postaci. Kto był i ruszył dupsko z wygodnej i świetnie zorganizowanej strefy przygotowanej do chillowania, ten wie. –Jacek Marczuk

Swój ćwierćmaraton koncertowy rozpocząłem na tegorocznym Offie od Kobiet grających debiut (nie licząc prób obecności na hołdzie składanym Jerzemu Milianowi). Rozgrzałem się. Bardzo lubię debiut Kobiet, mam go z zamierzchłych czasów na kasecie i czasami do niego wracam, więc było mi przyjemnie usłyszeć ten ważny i fajniutki album odegrany na żywo. Bez niespodzianek, z rozciągniętym miło moim ulubionym "Kaszubskim szamanem", sprawne i zgodnie z planem. Niektórzy lekko narzekali, że Kobiety grały Kobiety a nie Best Of, bo zabrakło kilku przebojów, ale sam chyba nawet wolałem w ten sposób. –Radek Pulkowski

Nie słyszałem tej płyty z dziesięć lat i nie wszystko brzmiało równie znajomo, ale to jest ciągle piekielnie mocny materiał. Jeden z tych koncertów, które odbyły się dokładnie we właściwym miejscu i o właściwym czasie. Nieinwazyjnie zanurzony w nostalgicznych akcentach, "miękki" prolog tegorocznego Offa. –Jakub Wencel

Le1f, 2.08, 0:15, Scena Trójki

Spotkałam na festiwalu ziomków zafrapowanych kwestią poprawnej wymowy ksywki nowojorskiego rapera. Sprostujmy więc: LIF, tak jak w Khalif, bo i tak mu na imię. Ale słyszałam też kiedyś Francuzów nie akceptujących faktu, że cyfra "jeden" pozostaje niemą, także jakkolwiek okaleczyliście fonetycznie poczciwego Le1fa, to raczej nie macie się czym przejmować, przynajmniej nie brzmiało to jak LYĄEFGHPFFF. A wracając do koncertu – świetny koncert. Nie tak świetny, jak moje maniczne wyobrażenia o nim, których projekcją zajmowałam się przez parę ostatnich tygodni, ale i co to za punkt odniesienia. Szczególną uwagę zwróciłam na numer zaanonsowany jako nowy, z rozjeżdżającym się, cudownie dresiarskim bitem – coś jak grimowe kawałki o Rolexach rozbrzmiewające na etycznie i wizerunkowo najtańszych parkietach Londynu w 2008 (ten Wileya i ten Skepty) (złote czasy). –Aleksandra Graczyk

1. Jesteś rapową attention-whore-princess, a twój producent robi ci bity tak dobre, że odwracają uwagę publiczności od twojej prezencji, ekspresji, ciuchów i nawijki.

2. Odpierdalasz spektakularny baletowy show (lata zbierania doświadczenia w Wesleyan University na wydziale tańca współczesnego) połączony z pierwszej klasy twerkingiem, całkowicie podbijając serduszka fanów.

3. …

4. PROFIT.

–Jakub Wencel

Mark Ernestus presents Jeri-Jeri, 2.08, 3:00, Scena Eksperymentalna

Trybalne, akustyczne techno z Senegalu na zakończenie drugiego dnia mało nie zakończyło się przepychankami z ochroną, która nie pozwoliła publiczności wejść na scenę. Jeden z najlepszych koncertów Offa - kto nie był, ten trąba. –Jakub Wencel

Michael Rother presents the music of NEU! and Harmonia, 01.08, 23:05, Scena Leśna

Właściwie Piotrek Gołąb na swoim facebooku oddał wszystkie doznania, które towarzyszyły mi podczas oglądania tego koncertu. "Super brzmienie", "wehikuł czasu", "poczułem się jakbym był na koncercie w latach 70." – dokładnie tak. Dodam, że podczas wejścia motorycznego bitu "Hallogallo" łezka w oku zakręciła się niejednemu. Moc! –Jacek Marczuk

Z podświadomym uporem mówiłem przed festiwalem, że idę na Neu!, nie na Rothera. Trochę wykrakałem, bo repertuar był zrównoważony – trochę Neu!, z "Negativeland" na czele, trochę Harmonii, i nawet ze dwie (głowy nie zaryzykuję, jeśli chodzi o liczby) kompozycje Rothera solo. Cieszę, że byłem tego świadkiem, ale jeśli mam być całkowicie szczery to jednak bardziej czułem się jak na lekcji historii z fascynującym tematem niż jak ktoś uczestniczący w wydarzeniu fascynującym w czasie rzeczywistym. –Radek Pulkowski

Rother to Rother, ale "z perspektywy czasu" jedyne, co pamiętam, to "Hallogallo". –Jakub Wencel

Mister D, 02.08, 19:40, Scena Trójki

Wbrew obiegowej opinii bliżej mi do stwierdzenia, że na płycie Masłowskiej SĄ pewne pozytywy, a że jeszcze nie miałem okazji zobaczyć tego "projektu" – który swoją drogą już chyba dawno temu przestał być wernisażowym happeningiem i stał się pełnoprawnym "zespołem", żyjącym własnym koncertowo-komercyjnym życiem – na żywo, czym prędzej olałem Deafheaven i pobiegłem do namiotu Trójki. Było zgodnie z przewidywaniami: żenująco (Doris i jej porywająca antykonferansjerka), ale bawiłem się nawet przednio: szczególnie nieoczekiwany cover "Scyzoryka" przywołał niezwykle bliski mi vibe internetowego humoru z czasów pierwszych lat Neostrady. –Jakub Wencel


Neutral Milk Hotel, 01.08, 0:10, Scena mBank

Z ledwością dotrwałem do końca tych szant. Sami odpowiedzcie sobie jak było. –Jacek Marczuk

Należę do frakcji ludzi, którzy się nie rozmyślili i nadal uważają Neutral Milk Hotel za świetny na swoich abnegackich zasadach zespół. Chciałem, żeby mi się podobało, więc podobało mi się – były "Oh Comely" i "Gardenhead" (setlista nie uwzględnia, ale jestem pewien, ze słyszałem), Song Against Sex, których szczególnie oczekiwałem, było "Engine" na zwieńczenie. Czapka krakowiaka i zespół podstarzałych hipisów, którzy wydają się raczej odmawiać współpracy ze światem, a i tak są zapraszani jako headlinerzy na takie festiwale jak Off 2014. Dla mnie w porządku, choć mogłem więcej pośpiewać. –Radek Pulkowski

A ja będę bronił tego koncertu – może dlatego, że w przeciwieństwie do wszystkich "legendarnych" zespołów lat 80. i 90., od lat okupujących czołówki na festiwalowych wishlistach, Neutralom naprawdę się CHCIAŁO grać. Dysonans pomiędzy podekscytowaną, wychowaną na płytach danego wykonawcy publicznością, a znudzonym bandem, od dwudziestu lat tłukącym te same kawałki, w zasadzie tutaj nie zaistniał, co budzi jeszcze większy podziw, wziąwszy pod uwagę, jak skromnym katalogiem dysponują Mangum i spółka. Nie wiem, czy była to kwestia nieco kuriozalnej postaci wydarzeń na scenie – z najważniejszych rzeczy warto wymienić ucharakteryzowanego na Jasona Schwartzmana, wywijającego pijackie pląsy basistę oraz grubego, siwego trębacza, bezustannie zachęcającego publiczność do zabawy, skądinąd niezręcznie podobnego do George'a R. R. Martina – czy może mam do In the Aeroplane Over the Sea większy sentyment niż przypuszczałem (a zawsze, mimo wszystko, starałem się tej płyty bronić; warto dodatkowo wspomnieć o tym, że solidna porcja materiału pochodziła również z debiutu). Cóz, kolejna pozycja z wishlisty do odhaczenia. –Jakub Wencel

Nisennenmondai, 3.08, 20:45, Scena Eksperymentalna

Bez dwóch zdań, najlepszy koncert Offa. Nie znałem dorobku tych trzech nieśmiałych Japonek przed przyjazdem do Katowic, ale to w zasadzie pomogło odbiorowi tego koncertu, bo po prostu nigdy jeszcze nie słyszałem czegoś takiego: gitarowego, transowo-krautrockowego grania zintensyfikowanego do stopnia, że bez odchrząknięcia można określić je jako PRAWILNY TECHNO ROZPIERDOL. –Jakub Wencel

Noon, 02.08, 23:05, Scena Leśna

Podobnie jak w przypadku Michaela Rothera – wzruszka na maksa i nie bardzo wiem, co napisać. W każdym razie wideo mówi wszystko. –Jacek Marczuk

Bardzo dobrze! Noon zachowywał się jak zgrywająca zgorzkniałą, a jednocześnie nieśmiała i nieobyta kokietka – zdaje się, że to przecież pierwszy jego koncert. A odegrał tę swoją bujającą miejską melancholię z dużą klasą. Okazało się oczywiście, że zna się na pamięć dużo więcej tych kawałków, niż byśmy się spodziewali, a Noon co i rusz przypominał swoje najważniejsze rzeczy – tu "Emotion Capture", tam "Vision" i tak dalej. –Radek Pulkowski

Jedno z bardziej sympatycznych zaskoczeń Offa – może przez to, że paradoksalnie wkradł się tutaj pierwiastek świeżości w postaci "pierwszego koncertu ever". –Jakub Wencel

The Notwist, 02.08, 21:50, Scena mBank


Spoko koncert, ale tym razem bez Mistrzostwa Świata dla Niemiec. Kawałki z Neon Golden na plus, ale materiał z dwóch ostatnich płyt już niekoniecznie. Dodatkowe propsy za znakomite, transowe wykonanie "Pilota". –Jacek Marczuk

Perfect Pussy, 03.08, 17:00, Scena Leśna

Ludzie się czepiali się o beznadziejne nagłośnienie wokalu frontmanki zespołu, a tymczasem wcale nie było tak najgorzej. Jestem fanem ich debiutanckiego krążka i jak dla mnie był to wykonawczy konkret (energia, power, cokolwiek). –Jacek Marczuk

Pional, 02.08, 01:35, Scena Leśna

Katalończyk zrobił mi dzień, bo wcześniej odbył z przedstawicielami Porcys krótką rozmowę, a później zagrał prawdopodobnie najbardziej ożywczy koncert podczas całego festiwalu. Było balearycznie i momentami porywająco, kiedy Pional oddawał się obezwładnianiu tłumu house'owymi bitami. "Destiny" na koniec i fascynująca gra świateł – za to dodatkowe punkty. –Jacek Marczuk

Ron Morelli, 2.08, 02:35, Scena Trójki

Prezes L.I.E.S. może nie przyćmił swojego podopiecznego z poprzedniego dnia, ale - oh boy - co się tam działo. –Jakub Wencel

Slowdive, 03.08, 21:45, Scena mBank


Żałuję, że przed Slowdive nie ogarnąłem Warszawskiej Orkiestry Rozrywkowej grającej "Song Reader" Becka, ale sprowokowany spotkaniem starych znajomych poszedłem pić. Wróciłem jednak na koncert tych sympatycznych Anglików i uwierzcie mi, że był to jeden z highlightów festiwalu. Zagrali wszystko, co mogliśmy sobie wymarzyć – naczelne wyciskacze łez z legendarnej Souvlaki, moje ulubione "Crazy for You" z płyty Pygmalion, "Catch the Breeze" z debiutu i cover Syda Barretta. Nie przyczepię się do niczego, bo nie spodziewałem się aż tak dobrego wykonu. –Jacek Marczuk

Nie będę ukrywał, że to dla mnie jednak drugoligowy zespół i zupełnie nie rozumiem tego nagłego revivalu popularności Brytyjczyków. Z drugiej strony ze strefy gastro brzmieli naprawdę kusząco i mimo wszystko trochę żałuję, że nie podszedłem bliżej. No i umieszczenie ich na scenie głównej PRZED okropnymi Belle and Sebastian... –Jakub Wencel

Svengalisghost, 03.08, 02:35, Scena Trójki

Trzeci odcinek peanów na cześć L.I.E.S. i zarazem (prawie) zamknięcie Offa we wspaniałym stylu. Szkoda tylko, że te nawijki nie do końca było można usłyszeć. –Jakub Wencel

Zdjęcia: OFF Festiwal (Adam Burakowski, Adam Jędrysik)

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019