SPECJALNE - Ranking

Porcys's Guide to Pop: Addendum

30 września 2019

SADE

Sade

Miejsce:
Londyn (Wielka Brytania).

Lata aktywności:
1982-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Sade Adu – dystyngowana piękność o nigeryjskim pochodzeniu; głos, pióro i wizytówka zespołu, a oficjalnie również współautorka większości utworów. Stuart Matthewman – wczuty saksofonista i muzyczny mastermind projektu, zafiksowany zarówno na punkcie brzmienia, jak i wytrawnych, subtelnie przemycanych zabiegów na tkance kompozycyjnej. Stały skład uzupełniają Paul Denman na basie i Andrew Hale na klawiszach; ponadto na najważniejszych płytach bębnił im legendarny perkusista sesyjny Martin Ditcham.

Dlaczego właśnie oni?
Bo wracając nieoświetloną, wciśniętą między żywopłoty szosą z XVIII-wiecznej rezydencji tuż po tym, gdy zakopało się na jej terenie zwłoki zamordowanego kilka godzin wcześniej kochanka, też trzeba czegoś słuchać.

Dziura w stogu siana:
Algorytmy YouTube'a, które po odsłuchu kilku utworów Sade zaczynają bombardować człowieka pociągłą twarzą Kenny'ego G i wciskać do kolejki jego obłą, zerową muzykę dla kolekcjonerów zegarków. Z innej beki: Soldier Of Love z 2010 roku stanowi zupełnie średnie zamknięcie fantastycznej dyskografii – jeśli wierzyć jednak Matthewmanowi, zespół pracuje obecnie nad nową płytą, więc jest jeszcze pole żeby troszeczkę PRZYSZACHRANIĆ.

5 esencjonalnych kawałków:
"Smooth Operator", "Your Love Is King", "The Sweetest Taboo", "Love Is Stronger Than Pride", "Kiss Of Life".

Przypięty tweet:
"SMOOTH OPERATOR / SMOOOOOOOOOOOTH OPERATOOOOOOOOOOOR".

Płyta, której wstyd nie znać:
Pełna dowolność w obrębie czterech pierwszych płyt, z nieśmiałym naciskiem na Diamond Life i Stronger Than Pride.

Influenced by:
Billie Holiday, Al Green, Barry White, George Benson, późne Roxy Music, Prince, EWF.

Influence on:
Neo-soul z D'Angelo i Maxwellem na czele, Seal, Jessie Ware, Inc., James Blake, Moses Sumney, ale też nieco dyskretniejszy wpływ na środowisko r&b i hip-hopu, od Aaliyah po Kali Uchis. A taki Drake podobno ma dwa tatuaże z podobizną Sade, spróbujcie to przebić.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Anita Baker, Simply Red, Michael Franks, wczesne Everything But The Girl, no i oczywiście nasza nieoceniona Basia.

Coś jeszcze?
Definicja i bodaj najwybitniejszy przedstawiciel gatunku stereotypowo kojarzonego z przypałowym wielkomiejskim nuworyszostwem znanego pod nazwą smooth-pop.

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | YouTube | Facebook | Twitter | Instagram

–Wojciech Chełmecki


SMASHING PUMPKINS

wykonawca

Miejsce:
Chicago (USA).

Lata aktywności:
1988-2000, 2006-obecnie.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Nie ma o czym mówić – najważniejsi byli ojcowie-założyciele: Billy Corgan i James Iha, bo to właściwie od nich zależał poziom songwriterski najlepszych krążków popularnych "Dyń". Można, a nawet trzeba wspomnieć o spuszczającym łomot perkusiście Jimmym Chamberlinie oraz świetnej basistce D'arcy Wretzky.

Dlaczego właśnie on?
Ktoś niechcący mógłby sklasyfikować ich popisy jako grunge i tym samym popełniłby wielki błąd. Te ancymony sprawnie wywinęły się łatwej klasyfikacji, skupiając w soczewce wątki dream-popu, shoegaze'u, heavy metalu, gotyckiego rocka, psychodelii, proga, a nawet elektroniki, tworząc w swoim "prajmie" organizm pracujący na równie niewiarygodnych obrotach jak słynny kwartet obronny Milanu w erze Arrigo Sacchiego. Poza tym teatralność, manieryzm, ale również niepodrabialna potęga hooka, nostalgia, marzycielskość, krystalicznie czysty sound gitar oraz ten nieznośny Billy Corgan. Fałszywy Mesjasz, choć z drugiej strony znam kilku trzydziestoparolatków, którzy za jego lirykami skoczyliby w ogień.

Dziura w stogu siana:
Po płycie Adore ten wybitny ansambl przepoczwarzył się w zespół-mem, dziadowanie i rockerkę, choć niewątpliwie parę znośnych numerów jeszcze nagrali. Przetasowania w składzie nie pomogły, a o festiwalu błędnych decyzji popularnego wrestlera i Ihy (projekty Zwan i A Perfect Circle w sumie z tego wszystkiego całkiem się bronią lol) oraz fatalnych koncertach (byłem, widziałem, zapomniałem) nie będę się rozpisywał. Zainspirowali też całą rzeszę słabych bandów na czele z Creed.

5 esencjonalnych kawałków:
"Disarm", "Today", "Cherub Rock", "Tonight, Tonight", "1979".

Przypięty tweet:

wykonawca

Płyta, której wstyd nie znać:
Co za pytanie. Oczywiście, że Siamese Dream.

Influenced by:
Pink Floyd, Jimi Hendrix, Led Zeppelin, David Bowie, Neil Young, T.Rex, Black Sabbath, Queen, Big Star, Cheap Trick, Cocteau Twins, My Bloody Valentine, The Cure, Dinosaur Jr.

Influence on:
Sunny Day Real Estate, Hum, Garbage, Swervedriver, Deftones, wczesny Hey – to ułamek tych dobrych zespołów, na które mieli wpływ.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Stone Temple Pilots, Pearl Jam, Soundgarden, Foo Fighters, Alice in Chains, Hole, Mudhoney, Porno For Pyros, Jane's Addiction.

Coś jeszcze?
Podobno to nie Artur Rojek zaprosił ich na OFF-a w 2013 roku, ale ich menago wybłagał występ, natomiast ojcu-założycielowi trudno było odmówić.

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | YouTube | Facebook | Twitter | Instagram

–Jacek Marczuk


SUNNY DAY REAL ESTATE

wykonawca

Miejsce:
Seattle (USA).

Lata aktywności:
1992-1995, 1997-2001, 2009-2013.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Było ich trzech, w każdym z nich inna krew, ale jeden przyświecał im cel: Dan Hoerner (gitara, wokal), Nate Mendel (bas) oraz William Goldsmith (perkusista, swoją drogą kapitalny). Dopiero później dołączył do nich Jeremy Enigk, który okazał się być liderem tej grupy.

Dlaczego właśnie oni?
Najwybitniejszy zespół drugiej wody emo? Brzmi to okropnie banalnie, ale sorry, Winnetou, taka jest prawda. Tylko oni wiedzieli, jak podpalić indie rocka, post-hardcore, emo pierwszej wody oraz inne zajawki, że wyszło z tego coś niepodrabialnego. Dlatego trzeba oddać cesarzom, co cesarskie i jednocześnie paść na kolana przed intensywnością, pasją i żarem, jaki wylewa się z ich trzech pierwszych płyt. Jeśli Diary oraz The Pink Album nazwiemy emocjonalnymi heartbreakerami, to prawdziwie intelektualna jazda bez trzymanki, a także momenty transcendencji oraz "chwile odlotu" jak przy wolnym Messiego z Liverpoolem zaczynają się na How It Feels To Be Something On, które w moim mniemaniu w wielu aspektach (zwłaszcza aranżacyjnym) wyprzedza genialne Leaves Turn Inside You nieodżałowanych Unwound. Wielu mniej utalentowanych epigonów próbowało naśladować gitarowe dialogi, perkusyjne wyładowania czy nie mającą żadnej skali wokalną ekspresję Enigka oraz Hoernera, ale siłą rzeczy musieli polec, bo SDRE byli, są i będą jedyni w swoim rodzaju.

Dziura w stogu siana:
Długo wierzyli w bycie wrażliwymi herosami oraz własną niezależność, niestety po 2000 roku (czyli de facto po wydaniu The Rising Tide – moim zdaniem nie tak udanej, jak trzy pierwsze krążki) świat się na nich wypiął. Ogólnie niezdecydowani: część kombinowała na boku z Foo Fighters, The Fire Theft generalnie rzecz ujmując nie zdało egzaminu, a Enigk do dziś nagrywa całkiem niezłe rzeczy pod własnym nazwiskiem. Raz na jakiś czas umówią się na reunion, ale na więcej niż parę koncertów dla podreperowania budżetu proszę nie liczyć. Tak czy siak mogło się to potoczyć o wiele lepiej!

5 esencjonalnych kawałków:
"In Circles", "Seven", The Days Were Golden", "Pillars", "47".

Przypięty tweet:
"Don't tell me you've gone astray
I walk in circles
I've seen a million things that tell me so".

Płyta, której wstyd nie zna:
Trudny orzech do zgryzienia, bo jeden rabin powie Diary, a drugi How It Feels To Be Something On. A ja wam powiem, że The Pink Album w sumie też wstyd nie znać!

Influenced by:
Nirvana, Fugazi, Husker Du, Drive Like Jehu, Nation of Ulysses, Jawbox, The Smashing Pumpkins, Rites Of Spring, Dinosaur Jr., ale podobno z wielkim nabożeństwem panowie z SDRE słuchali też The Beatles, Pink Floyd, King Crimson, Yes, Black Sabbath czy Talking Heads.

Influence on:
And You Will Know Us By The Trail Of Dead, Les Savy Fav, Pinback, At The Drive-In, Bright Eyes, Cloud Nothings, Pinegrove, Death Cab for Cutie, The World Is a Beautiful Place & I Am No Longer Afraid to Die, Brand New, La Dispute, Cursive, Paramore, mewithoutYou, Jimmy Eat World, Hey, Drivealone.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
The Fire Theft, American Football, Braid, The Get Up Kids, Mineral, Cap'n'Jazz, The Promise Ring, Shudder to Think, Jawbreaker, Heatmiser, Texas Is The Reason. Warto też pochylić się nad solowymi płytami Jeremy'ego Enigka, ale to już nieco inna historia.

Coś jeszcze?
Że istnieją ludzie, którzy widzieli ich na żywo. Co gorsza, znam ich osobiście. Aha, pewna znana polska wokalistka jest wielką ich fanką.

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | Facebook | Twitter

–Jacek Marczuk


TLC

wykonawca

Miejsce:
Oczywiście Atlanta. Jedna ze sztandarowych marek LaFace'a i magnes na producentów, TLC dołożyły ważną cegiełkę do rozwoju sceny.

Lata aktywności:
1990-nadal coś próbują.

Kluczowe postaci i ich wkład:
"Łatwe". T-Boz – element luzu i niski charakterystyczny głos (cool), Chili – diwa, solidna wokalnie i najmocniejszy punkt wizualnie (sexy), Left Eye – nawijka, śmieszny timbre (crazy). Najmniej zdolna wokalistka, przez co nieco zmarginalizowana pod koniec, przed tragiczną śmiercią, ale z cennym wkładem songwriterskim na debiucie i nieco skromniejszym na sofomorze. Oprócz dziewczyn, producent Dallas Austin.

Dlaczego właśnie one?
Z pewnością nie był to perfekcyjny zespół, ale wśród popowych girl bandów ścisłe podium. Zaczęło się od bardzo udanej i ożywczej próby wtrącenia trzech groszy do nurtu New Jack Swing z Ooooo.. On The TLC Tip (młodzieżowa energia i "nóżka sama tupie"), a skończyło (mowa o epoce TLC, bo sam zespół formalnie trwa i nagrywa) na nieśmiałym przyjęciu do wiadomości tego, co nawyrabiali w międzyczasie Missy Elliott z Timbalandem i na tyle nowoczesnym popie, na ile dało się to zrealizować w ramach mainstreamu i z ich targetem w postaci uczennic gimnazjów. Oczywiście zabrakłoby ich w tym zestawieniu, gdyby nie CrazySexyCool – perfekcyjnie wyprodukowany ekstrakt r'n'b'owych wokaliz bez dłużyzn i smęcenia, oparty niejednokroć na hip-hopowych, west coastowych bitach (ten sznyt miał nadać Puff Daddy), gdzie o ponadczasowej wyjątkowości, zapadalności w pamięć może zadecydować jeden motyw, dziwny dźwięk, subtelność. W ogóle imponująca, jak na zespół z castingu, crossgenryczność całego dorobku.

Dziura w stogu siana:
Co by tam Lady Gaga nie wygadywała o kawałkach w stylu "Unpretty", że ją podnosiły na duchu za młodu, nie można nie cringe'ować słysząc takie ukłony w stronę fanbazy ze strony dorosłych kobiet.

5 esencjonalnych kawałków:
"This Is How It Should Be Done", "Creep", "Kick Your Game", "Digging On You", "No Scrubs".

Przypięty tweet:
W całej twórczości TLC nie ma jednego cytatu, z którym mógłby się identyfikować FACET. Ewentualnie aktywista miejski: "If you don't have a car and you're walking / Yes son, I'm talking to you".

Płyta, której wstyd nie znać:
CrazySexyCool.

Influenced by:
Prince, Teddy Riley, New Edition, g-funk, listy od fanów, Pharrell Williams.

Influence on:
Niezliczone nieistotne żeńskie grupy r'n'b. Ale przede wszystkim wpływ na życie młodych dziewcząt na całym świecie.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Destiny's Child, En Vogue, Dupri, Babyface, Sean Combs, Organized Noize, Toni Braxton.

Coś jeszcze?
Doczekały się niskobudżetowego filmu biograficznego, który polecam. Co prawda film należy ocenić na 1.9 w skali Porcys, ale całkiem nieźle oddaje on niezwykłość tego girl bandu – prawdziwe siostrzeństwo, ciekawy, niewymuszony wizerunek, skromne, ale zauważalne ambicje artystyczne głównych bohaterek projektu i to, że, mimo quasi-castingowej genezy i kilku głośnych wybryków, w tym wszystkim "był człowiek", co się czuło w muzyce. 3D lepsze od Fanmail.

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | YouTube | Facebook | Twitter | Instagram

–Michał Zagroba


TEARS FOR FEARS

wykonawca

Miejsce:
Bath, Anglia.

Lata aktywności:
1981-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Roland Orzabal – lider, założyciel i jedyny stały członek zespołu przez wszystkie lata istnienia, znakomity songwriter, niekiepski tancerz, literat, obsługiwał gitarę, klawisze, no i śpiewał (czasem brzmiał łudząco podobnie do Marka Hollisa), Curt Smith – popylał na basie i klawiszach, człowiek odpowiedzialny za chórki (ale i lead vocal się zdarzał), nie udzielał się specjalnie jako songwriter, ale ma swój udział przy "Sowing The Seeds Of Love", w 1991 roku odszedł z zespołu, żeby wrócić w 2000 i nawet nieco rozkręcił się jako autor piosenek na Everybody Loves A Happy Ending, do dziś tworzy duet Tears For Fears razem z Orzabalem, Ian Stanley – grał na klawiszach, podśpiewywał, wspierał Rolanda jako kompozytor zwłaszcza na SOFOMORZE, po nagraniu którego odszedł z zespołu, Manny Elias – perkusista, obecny tylko na dwóch pierwszych płytach, bo w 1986 roku wypisał się ze składu. Trzeba też wspomnieć o kreatywnym Chrisie Hughesie, który miał udział w produkcji dwóch pierwszych longplajów TEARSÓW, a także o: Alanie Griffithsie związanym z Tears For Fears jeszcze od lat 80., który pisał oraz produkował piosenki z Orzabalem w latach 90.; o Charltonie Pettusie działającym jako songwriter na ostatniej jak dotąd płycie TFF; i wreszcie o Timie Palmerze, który udzielał się jako producent w latach 90.

Dlaczego właśnie oni?
Tears For Fears to kwintesencja niemiłosiernie eleganckiego popu lat 80. Potrafili znakomicie wyważyć proporcje między "melodyjnym" pop-rockiem i pozbawionym kiczu synth-popem, co wcale nie było i nadal nie jest takie proste. To dzięki nim w mainstreamie na dobre zaczęły pojawiać się przekraczające standardowy czas singla, niezwykle misternie skonstruowane, przebogato zaaranżowane, wielowątkowe i pełne wymyślnych detali hymny, a więc po prostu wprowadzili prog pop do radia już bez żadnej taryfy ulgowej. Poza tym mieli niebagatelny wpływ na najciekawsze bandy na Wyspach w latach 90. (Blur, Radiohead czy przede wszystkim Mansun naprawdę sporo im zawdzięczają), ale to akurat nic dziwnego: byli zakochani w Beatlesach i inspirowali się właściwie wyłącznie fantastycznymi muzykami. Wreszcie są doceniani zarówno przez koneserów sophisti-popu, jak i wąsaczy, którzy w latach 80. podkręcali gałkę, gdy tylko pojawiała się Lista Przebojów Trójki.

Dziura w stogu siana:
Teoretycznie na wysokości Elemental i Raoul (które FAKT FAKTEM DE FACTO były solowymi albumami Orzabala) wszystko powinno się rozpaść, a jednak piosenki cały czas trzymały może nie jakiś niewiarygodny, ale całkiem wysoki poziom. Lubię nawet ostatni, ostentacyjnie zapatrzony w Fab Four LP, kryjący w sobie kilka znakomitych strzałów (dryfujący po chmurkach "Closest Thing To Heaven", pełen mocarnych hooków "Who Killed Tangerine?", emanujący delikatnością "Who You Are", epicki baroque pop "Secret World", monumentalny "Ladybird" czy domykający całość, piękny synth rock "Last Days On Earth"). Więc chyba dziurą w stogu siana będzie po prostu to, że przestali nagrywać płyty w połowie 00s.

5 esencjonalnych kawałków:
"Pale Shelter", "Everybody Wants To Rule The World", "Shout", "Sowing The Seeds Of Love", "Break It Down Again".

Przypięty tweet:
Tears For Fears rule the world!

Płyta, której wstyd nie znać:
Oczywistym wyborem byłby pełen hitów Songs From The Big Chair, ale ja stawiam na epicki The Seeds Of Love, którego stworzenie kosztowało ponad milion funtów. Ale debiut też super granie.

Influenced by:
Beatles (nawet coverowali "All You Need Is Love" i "Let It Be", a nawet samplowali "A Day In The Life"), Beach Boys ("Brian Wilson Said"), David Bowie (nawet coverowali "Ashes To Ashes"), Robert Wyatt ("I Believe" zadedykowali właśnie jemu – "if he's listening"; no i coverowali "Sea Song"), XTC, Talking Heads, Steely Dan, Talk Talk, Joy Division, Simple Minds, Elvis Costello, Japan, The Smiths, Ultravox, Genesis, U2, Clash (patrz "Coś jeszcze?"), soul, gospel, Margaret Thatcher, psychoterapia, zimna wojna, Sybil.

Influence on:
Radiohead, Mansun, Blur, Oasis, Supergrass, Super Furry Animals, Verve, Mercury Rev, a nawet Drake, Nas, Orbital, Chuck Person czy Arcade Fire (eh). No i ogólnie każdy, kto tworzył wykwintny prog pop od końcówki lat 80. i miał ambicje wejścia do głównego nurtu popu.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Graduate (pierwszy zespół Orzabala, w którym był również Smith; grali post-punk z odrobiną disco, a nawet reggae/ska), Tomcats Screaming Outside, Curt Smith solo (wydał 5 albumów), Mayfield, Oleta Adams.

Coś jeszcze?
Klasyczna anegdota, ale może akurat ktoś nie zna: gdzieś w latach osiemdziesiątych w pewnej restauracji doszło do spotkania Orzabala z Joe Strummerem. Lider The Clash wypalił do towarzysza: "wisisz mi piątaka!". Zdezorientowany Roland pyta: "jak to? dlaczego?". "Bo ZAJUMAŁEŚ mi kawałek tekstu i zrobiłeś z tego hita!" – brzmiała odpowiedź. Wtedy "młodszy z Anglików" (Szpakowski) bez wahania wyciągnął portfel i wręczył Strummerowi pięć funciaków. A potem pewnie zamówił sobie gnocchi. Koniec anegdocchi.

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | YouTube | Facebook Twitter | Instagram

–Tomasz Skowyra


TODD RUNDGREN

wykonawca

Miejsce:
Filadelifia.

Lata aktywności:
1966-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Todd Harry Rundgren – songwriter, multiinstrumentalista i producent.

Dlaczego właśnie on?
Wielki nieobecny poprzedniej edycji Porcys's Guide To Pop. Wszechstronny innowator, który dzięki charakterystycznej, niepodrabialnej harmonii oraz studyjnemu obyciu, rozszerzał "formułę muzyki rozrywkowej". Wychodząc od pop rockowego rdzenia, dodawał do niej elementy psychodeliczne, jazzowe, r&b, progresywne, elektroniczne, space i soft rockowe. Jego szerokie horyzonty, studyjna i harmoniczna swoboda, dodały określeniu "singer-songwriter" nowych znaczeń. W późniejszych dekadach Rundgren stał się jednym z patronów i ojców chrzestnych progresywnego popu oraz wszystkich sypialnianych (i nie tylko) songwriterów, którzy wychodząc od produkcyjno-studyjnych ograniczeń i możliwości, przedkładają harmonię/formalizm nad ekspresję.

Dziura w stogu siana:
Ciężki charakterek? Znana wszystkim, niezbyt udana współpraca z 12 Rods.

5 esencjonalnych kawałków:
"I Saw The Light", "Can We Still Be Friends", "Hello It's Me", "All The Children Sing", "Fair Warning".

Przypięty tweet:
"Behind every tree there's a new monster".

Płyta, której wstyd nie znać:
Samo Something/Anything? nie załatwia sprawy, bo dyskografia jest przebogata (zwłaszcza ta z lat 70.). Do wyboru mamy balladową, pop rockową The Ballad Of Todd Rundgren, psychodeliczną A Wizard, True Star, prog/art popową Todd czy Initiation i moją ulubioną, eklektyczną Hermit Of Mink Hollow.

Influenced by:
Laura Nyro, The Beatles, Cream, The Beach Boys, prog rock, The O'Jays, Carole King, Rolling Stones, Ritalin,The Ventures, The Yardbirds, r&b i Philly Sound, jazz rock, psychodelia lat 60.

Influence on:
XTC, Prince, Kevin Parker, Ariel Pink, Frank Ocean, Daryl Hall, 12 Rods, indie rock ("Determination" to przecież jakiś proto-jangle), Prefab Sprout, The Cleaners From Venus, Ryan Power, R. Stevie Moore, Brian Ellis, każdy eksperymentujący z harmonią i produkcją poptymista.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Nazz, Utopia, The New Cars, Runt, Donald Fagen, XTC, New York Dolls, Meat Loaf, Band, Robyn, Trent Reznor, Badfinger, 12 Rods, Psychdelic Furs, Emil Nikolaisen, Lindstrøm, Cheap Trick, Ringo Starr & His All-Starr Band, Hall & Oates, Van Dyke Parks.

Coś jeszcze?
Minęła dekada od pamiętnego Summer Of Chillwave, więc w ramach wspominek: "my z niego wszyscy".

Linki:
Strona oficjalna | YouTube | Facebook | Twitter | Instagram

–Jakub Bugdol


TORO Y MOI

wykonawca

Miejsce:
Columbia, Karolina Południowa, USA.

Lata aktywności:
2008-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Chazwick Bradley Bundick znany dziś jako Chaz Bear ("Misio w okularach"). Producent, songwriter, wokalista, grafik, jeden z OJCÓW chillwave'u, boss, super inteligentny gościu, mega sympatyczny i pracowity ziomek, wiecie to wszystko...

Dlaczego właśnie on?
Bo lecąc banałem: gdyby się nie urodził, to musielibyśmy go wymyślić? Bo potrafił już na wysokości studyjnego debiutanckiego LP wykosić konkurencję (zresztą przed Causers też mu się udało) i zapewnić sobie miejsce w naszym panteonie sław i w Porcysowej Galerii Songwriterów Pozytywnie Zhookowanych. Bo właściwie każda kolejna płyta to nowa twarz Chaza (inspirował się lub nadal inspiruje psych-popem z 60s, 70sowym disco, 80sowym sophisti-popem, 90sowym warpowskim IDM-em, amerykańskim lo-fi i french-touchem, zglitchowanym hip-hopem z 00s, jaskrawym trapem z 10s, włoskimi soundtrackami, medytacyjnym ambientem i wszystkim tym, co wydało mu się cool), bo każdy projekt jest co najmniej ciekawy (zerknijcie w Księstwa przyległe), a niektóre wręcz solidnie wymiatają, bo ilość idzie u niego w parze z jakością, bo pewnie w przyszłości w biurowcu Porcys pojawi się sala konferencyjna imienia Chaza Beara. Nie może zostać na bruku, biedny miś.

Dziura w stogu siana:
Teoretycznie brak, ale mam pewne wątpliwości, czy ostatni album wnosi cokolwiek do jego fantastycznej dyskografii, choć sporo osób całkiem lubi.

5 esencjonalnych kawałków:
"E.D.E.N.", "Blessa", "Go With You", "Say That", "Don't Try".

Przypięty tweet:
"Państwo pytają... czy będzie Toro?".

Płyta, której wstyd nie znać:
C.A.U.S.E.R.S. O.F. T.H.I.S. – imho jedna z trzech najwspanialszych płyt tej dekady i w ogóle jedna z najwspanialszych płyt.

Influenced by:
Ariel Pink, Panda Bear, Jacko, Ennio Morricone, Francis Lai, Scritti Politti, Talking Heads, Stereolab, Daft Punk, J Dilla, MBV, Pavement, Arthur Russell, Weezer, Travis Scott, Drake, Gigi Massin.

Influence on:
Niemal każdy, kto w jakiś sposób czerpał z chillwave'owego źródełka: El Guincho, Friendly Fires, Ducktails, Autre Ne Veut, George Clanton, Com Truise, Mk.Gee, Yuno, a nawet polscy wykonawcy, np. ostatnio Nastroje. Choć nie tylko zafiksowani wokół chillwave'u inspirują się Chazem, bo i jego songwriting również mocno oddziałuje na młodych muzyków i popowych kompozytorów.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Washed Out, Neon Indian, Les Sins, The Heist And The Accomplice, Sides Of Chaz, PLUM, The Mattson 2, Rome Fortune.

Coś jeszcze?
Jego mentorami są Arthur Russell i David Byrne, muzykę zaczął tworzyć w wieku 12 lat, pierwszym albumem, który kupił, była składanka The Best of The Beach Boys, a pierwszą płytą, którą otrzymał był soundtrack do Godzilli, jest fanem Teenage Mutant Ninja Turtles i Nickelodeona, no i warto ODNOTOWAĆ, że w wywiadzie dla Juice z lutego 2011 na pytanie o ulubiony koncert, jaki do tej pory zagrał Chaz odpowiedział: "When we played in Poland, it made us feel super-accomplished and there were about 2000 people dancing, singing along and cheering after everything. Usually, it's just the front crowd getting down".

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | YouTube | Facebook | Twitter | Instagram

–Tomasz Skowyra


UNDERWORLD

wykonawca

Miejsce:
Cardiff (Walia).

Lata aktywności:
1980-obecnie.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Wielu przewijało się przez ten skład (niewątpliwie kluczową postacią był Darren Emerson, który pojawia się na wszystkich klasycznych krążkach Brytyjczyków), ale rdzeń zespołu, czyli Karl Hyde oraz Rick Smith, pozostaje niezmienny od zarania.

Dlaczego właśnie oni?
Zaryzykuję dość karkołomną tezę, że byli najbardziej eklektyczni ze wszystkich elektronicznych grup w latach dziewięćdziesiątych. Niebywale zgrabnie przepoczwarzyli się z zakochanych w funku elektropopowców w architektów progresywnego house'u, ale również podszytego trance'em, dubem i breakbeatem artystycznego techno. Czerpali ile tylko się da z aktualnych trendów w muzyce elektronicznej tworząc własny, niepodrabialny styl. Mało kto tak operował przestrzenią w muzyce elektronicznej jak oni. Zresztą posłuchajcie takiego "Cups"… No i chyba żadna impreza dla sierot po Trainspotting nie obejdzie się bez "Born Slippy".

Dziura w stogu siana:
Jak wiemy, w elektronice przeterminowanie następuje relatywnie szybko, a panowie z Underworld po płycie A Hundred Days Off stali się dość siermiężnym oraz zgrzebnym bandem. Po prostu nie znaleźli pomysłu na siebie, a wyprzedzili ich młodsi i bardziej ogarnięci. Normalna, życiowa sytuacja.

5 esencjonalnych kawałków:
"Born Slippy", "Jumbo", "Cups", "Juanita: Kiteless: To Dream of Love", "Cowgirl".

Przypięty tweet:

wykonawca

Płyta, której wstyd nie znać:
Przy całej mojej miłości do Beaucoup Fish postawię mimo wszystko na Second Toughest In The Infants.

Influenced by:
Brian Eno, Can, Neu!, Kraftwerk, Sex Pistols, Arthur Russell, Cabaret Voltaire, Gary Numan, Suicide.

Influence on:
Radiohead, Death In Vegas, Gus Gus, Cassius, M83, Trentemøller, Goldfrapp, Ellen Allien, Jon Hopkins, Basement Jaxx, Junior Boys, Röyksopp, Pantha du Prince, Nathan Fake, James Holden, Moderat i wszyscy ci, którzy jadą na przestrzennym, elektronicznym popie z wokalem, a to u nas dość popularne granie.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Orbital, The Orb, Leftfield, Fluke, Chemical Brothers, The Future Sound Of London, The KLF, Faithless, The Black Dog, Global Communication.

Coś jeszcze?
A wiedzieliście, że Underworld ogarnęli oprawę muzyczną ceremonii otwarcia Olimpiady w Londynie w 2012 roku?

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | YouTube | Facebook | Twitter | Instagram

–Jacek Marczuk


WILLIAM BASINSKI

WILLIAMBASINSKI

Miejsce:
Teksas, Kalifornia, Nowy Jork, synapsy.

Lata aktywności:
1978-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
William Basinski – stolarz. Magnetofon szpulowy – dłuto. Søren Absalon Larsen – dostawca technologii.

Dlaczego właśnie on?
William Basinski nauczył nas wszystkich, czym pobrzmiewać będzie W-R-A-Ż-L-I-W-O-Ś-Ć w planetarnej fazie cywilizacji ludzkiej. Potrzebowaliśmy tylko nieco czasu, ażeby tę myśl przetrawić i oswoić. Przystępując do prymarnego odsłuchu monumentalnych Loopów, w roku 2003, kontekst wydawał się być zarysowanym jedynie w skali mikro: amerykańska tragedia o globalnej skali rażenia, einstürzende neubauten pod naporem olbrzymiej siły ciągu dwóch stalowych ptaków, dym, krew, pot, łzy i żałobny nokturn płynący z któregoś z brooklyńskich dachów. Obrazek może nader sentymentalny, ale łapiący za żwawo bijące serce, jak azteccy kapłani. Dziś rozumiem już, że ten zarejestrowany na taśmie majestatyczny rozpad, to zaburzenie integralności zdające się nieskończonym, wcale nie latało w przestworzach i nie kryło się w Abbottabadzie. Billy grzebał głęboko w ziemskiej skorupie, ostrzegając przed globalnym ociepleniem, nielegalnym wylesianiem oraz efektem wąskiego gardła. I choć oczywiste jest, że takie "makro" jest zwykłą nadinterpretacją post factum, to zwróćcie uwagę, jak pięknie dezintegracja ta zagrała w nowym millenium. Prawie wszystko, co powstało w szeroko rozumianej "muzyce eksperymentalnej" (wliczając w to jamy, improwizacje, czy nawet twory o strukturze zbliżonej do pełnoprawnych popowych piosenek), podprogowo naznaczone zostało kanonem "nowej emocjonalności" umierających śmiercią naturalną taśm Basinskiego. Teraz kiedy większość dzieł artystycznych zasadza się na eko-manifestach, opinię publiczną najbardziej polaryzują szczyty klimatyczne, na festiwalach sztuk wszelkich królują panele traktujące o przyszłości planety, a uratować mogą nas tylko smakosze polietylenu, pętle te nabrały jeszcze większej mocy. William udźwiękawia więc "tu i teraz", buszuje pośród meandrów tekstów kultury i całkowicie nieświadomie morfuje w największy wobec człowieka akt łaski. Staje się soniczną ayahuascą, która pozwala zrozumieć, że jesteśmy integralną częścią wszechświata. To trochę jak bardzo wesoły lot w momentach bardzo przykrej i zaawansowanej depersonalizacji, kiedy uczucie obcości i lęk przed egzystencjalnym krachem przytłacza, gniecie kości, ale w momencie przebudzenia (całkowitej dezintegracji taśmy i prób nauczenia się "słuchania ciszy") wszystko – podobnie, jak zaburzenie – nagle mija i piekielnie trudno sobie przypomnieć, dlaczego bezwiednie dryfowaliśmy we własnym matrixie. Jest w tej przerażającej atomizacji, o dziwo, jakaś nadzieja. Więc, dlaczego właśnie on? Jeden z ostatnich "wielkich" kompozytorów. Wrażliwiec do kwadratu. Przypadkiem, a może celowo, wybitny kronikarz swoich czasów. Jak Fassbinder, tylko inne taśmy.

Dziura w stogu siana:
Ha-ha!

5 esencjonalnych kawałków:
"d|p 1.1", Melancholia", "For David Robert Jones", "Cascade", "Vivian & Ondine".

Przypięty tweet:

WILLIAMBASINSKI

Płyta, której wstyd nie znać:
The Disintegration Loops I-IV.

Influenced by:
James Elaine, Brian Eno, John Cage, David Bowie, Diamanda Galás, Roger Justice, Steve Reich, Terry Riley, Pat Metheny, The Beatles, Robert Fripp.

Influence on:
Jlin, Richard Chartier, Grouper, David Tibet, ANOHNI, Lawrence English, Tim Hecker, Stars Of The Lid, Áine O'Dwyer, Graham Lambkin, James Ferraro, Daniel Lopatin, Greta Thunberg.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Life On Mars, Gretchen Langheld Ensemble, House Afire, The Murmurs.

Coś jeszcze?
Czysta DOZNANIÓWA mająca udowodnić, że William Basinski powinien znaleźć się w niniejszym dodatku do esencjonalnego przewodnika po współczesnym popie, to nie tylko laurka, pean i wzwód nastoletniego fanboya (przy płytach Teksańczyka spędziłem najwięcej godzin w życiu, jak donoszą internetowe mierniki przesłuchanych empetrójek), ale poniekąd również akt kapitulacji. Nie ma bowiem żadnej możliwości, ażeby kiedykolwiek zrównać się z maestrią recenzji The Disintegration Loops I-IV autorstwa Tomasza Gwary oraz Borysa Dejnarowicza. Tekstem merytorycznie wyczerpującym, powabnym literacko i – po prostu – najwybitniejszą rozprawą o dźwiękach, jaką przyszło mi rozkoszować się w naszym rodzimym języku. Jeżeli chcecie przeczytać, dlaczego Basinski przybył z innej planety, to wiecie, w archiwach którego portalu należy szukać odpowiedzi. Istnieje też przypuszczenie, że to wina ojca Billy'ego – robił przecież w NASA...

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | Facebook | Twitter | Instagram

–Witold Tyczka


YOUNG THUG

YoungThug

Miejsce:
Atlanta (USA).

Lata aktywności:
2012-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Wszystko tak naprawdę zaczęło się od Rich Gangu i ich singla "Lifestyle". To tam po raz pierwszy reszta świata poznała najbardziej barwną osobowość współczesnego hip-hopu. Wtedy jeszcze niegotowa na obcowanie z pełnokrwistym kosmitą publiczność, reagowała na jego zwrotkę zdziwieniem lub po prostu śmiechem. Natomiast kolejne lata pokazały, że Birdman oraz spółka mieli niezłego nosa i bezbłędnie wyczuli, kto już niedługo będzie trząsł całą sceną.

Dlaczego właśnie on?
Choćby dlatego, że poruszając się po głównurtowym uniwersum, Thugger tworzy według iście awangardowej filozofii. Jeffery to dziwniejszy od największych dziwaków i bardziej nieprzewidywalny od największych wariatów artysta, myślący abstrakcjami całkowicie odklejonymi od gatunkowych standardów. Samodzielnie wykreował swój własny, surrealistyczny język przenikający teksty utworów, flow, brzmienie, a nawet wizerunek czy wywiadowe wypowiedzi.

Dziura w stogu siana:
Dotychczas nieposkromiony temperament nie pozwalał mu na skonstruowanie pełnoprawnego, precyzyjnie doszlifowanego materiału. Natomiast tegoroczny album So Much Fun zamknął anarchiczny rozdział w jego karierze i chyba rozpoczął już nowy etap, włączający nieobliczalny strumień świadomości w ramy koherentnego konceptu.

5 esencjonalnych kawałków:
"Lifestyle", "I Know There’s Gonna Be (Good Times)", "Wyclef Jean", "Best Friend", "Digits".

Przypięty tweet:
From now on call me SEX!!!

Płyta, której wstyd nie znać:
So Much Fun / Slime Season.

Influenced by:
Lil Wayne, Gucci Mane, Kanye West, Future, Drake.

Influence on:
Lil Uzi Vert, Lil Keed, Lil Duke, Young Nudy, Trippie Redd, YNW Melly, Lil Gotit.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Rich Homie Quan, Rae Sremmurd, Travis Scott, Gunna, Lil Baby.

Coś jeszcze?
Pod piękną, błękitną suknią chłopak trzyma karabin. Tylko tyle trzeba wiedzieć, żeby zrozumieć o co mu tak naprawdę chodzi.

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | YouTube | Facebook | Twitter | Instagram

–Łukasz Krajnik


I jeszcze playlista zawierającą po jednym utworze od każdego wykonawcy, który znalazł się w pięćdziesiątce.


Strona #1    Strona #2    Strona #3    Strona #4    Strona #5

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
Octo OctaResonant Body
Cass McCombs"Confidence Man"