SPECJALNE - Ranking

Porcys's Guide to Pop: Addendum

30 września 2019

DANIEL LOPATIN

DanielLopatin

Miejsce:
Brooklyn.

Lata aktywności:
2004-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Daniel Lopatin, Roland Corporation, wyobraźnia.

Dlaczego właśnie on?
Citius-Altius-Fortius współczesnej elektroniki. Efekciarska inkarnacja Jamesa Ferraro z 4chana. Filozof IoT, piwniczny geek, Eno "innych czasów" oglądający "Epic Huge 80s/Early 90s Commercial Mix" na ripicie. Retrofuturyzm w najlepszym wydaniu. Muzyczny akademik "z domu". Postać pełna i kompletna. Facet, który pożenił tak wiele abstrakcyjnych dźwiękowych wyimków i nadał im cechy dzieł absolutnie figuratywnych. Uważny obserwator muzycznych trendów ostatnich dwóch dekad potrafiący wyłapać detale umykające tuzom, jak również protoplastom gatunków. Profesor vaporwave'u, student hipnagogii oraz docent plądrofonii. Pod aliasem Chuck Person zapowiedział nadejście Macintosha Plusa i rozdmuchał postmodernistyczny, przeglądarkowy muzak do niebotycznych rozmiarów. Eccojams na dobre przeniknęło do kultury popularnej – językiem glitch artu mówiły nawet filtry na Snapchacie. Jako OPN z kakofonicznych wyklejanek układał najprzyjemniejsze dla ucha pejzaże, a melodie wyginał z gracją charakterystyczną dla gimnastycznych występów Simone Biles. Przysadziste, syntezatorowe kaskady wylewające się spod palców Lopatina brzmiały zawsze nieco donioślej, aniżeli u konkurencji, a projektowany przez niego noise'owy entourage miał najwięcej powabu spośród wszystkich. Dystopijny wydźwięk twórczości naturalnie koresponduje z najcichszą epidemią współczesności, o której wciąż mówi się nam za mało, a miłość do ejtisów już od kilku lat łykamy na sen. Właściwy człowiek na właściwym miejscu, chciałoby się rzecz. Cicha inspiracja starych rockistów chcących dopasować się do pixelowej współczesności oraz setek producentów, nad których dorobkiem będziemy rozpływać się za kilka lat.

Dziura w stogu siana:
Boję się, że w niedalekiej przyszłości Lopatin na dobre rozpuści się gdzieś w projektach z pogranicza sztuk. Wtedy za esencjonalnym muzykiem będą płakały stadiony.

5 esencjonalnych kawałków:
"Boring Angel", "Love In The Time Of Lexapro", "Replica", "I Bite Through It", "Returnal".

Przypięty tweet:

DanielLopatin

Płyta, której wstyd nie znać:
Replica, która miękko wprowadziła OPN-a do katalogu brytyjskiej wytwórni Warp i Garden Of Delete – kodyfikacja luźno porozrzucanych szkiców robotyka-humanisty.

Influenced by:
Brian Eno, My Bloody Valentine, Vangelis, Kraftwerk, nowojorscy minimaliści, fusion, Ariel Pink, James Ferraro, włókno światłowodowe, new age, nowojorski noise, YouTube, Bob Dylan, Edward Artemiev, złote czasy lokalnych, amerykańskich rozgłośni radiowych, DJ Screw, europejskie acid techno, Ryūichi Sakamoto.

Influence on:
James Ferraro, David Byrne, 9824 członków facebookowej grupy Electronic avantgardeposting™, nasze dzieci, mainstream pop po roku 2011, bracia Safdie, Tim Hecker, Laurel Halo, Emeralds, HKE, t e l e p a t h, Jeremy Schmidt, Dedekind Cut, Yves Tumor, DJ Earl, ANOHNI, Ben Frost.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Kaoss Edge, Chuck Person, Oneohtrix Point Never, FRKWYS, Games (później: Ford & Lopatin), Dania Shapes, KGB Man, Skyramps, Astronaut.

Coś jeszcze?
Age Of to naprawdę świetny album.

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | YouTube | Facebook | Twitter | Instagram

–Witold Tyczka


DAVID SYLVIAN

David Sylvian

Miejsce:
Wielka Brytania.

Lata aktywności:
1974-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
"Kluczowe postaci" zapełniłyby album z ikonami art popu i art rocka, od "kolegów z zespołu" począwszy (Richard Barbieri, Mick Karn, Steve Jansen), na szacownym gronie esencjonalnych współpracowników (Ryuichi Sakamoto, Robert Fripp, Holger Czukay, Steve Nay, Jon Hassell, Fennesz, Derek Bailey) skończywszy. Z takimi postaciami współtworzył David Alan Batt, urodzony 23 lutego 1958 w Beckenham. Lider i frontman grupy Japan, debiutujący solowym albumem w roku 1984.

Dlaczego właśnie on?
Istnieją dwa kluczowe powody. Najpierw Japan. Zespół, którego ścieżka ewolucyjna biegła (na przestrzeni zaledwie czterech lat!) od lśniącego blichtrem, nowofalowego glamu barwionego funkiem, poprzez unerwioną post-punkowym echem, poetycką "noworomantyczność", aż do wycyzelowanej, unikatowej, ponowofalowej formuły, definiującej ponadczasowe, art popowe wzory kompozycyjnej i produkcyjnej elegancji i kreatywności. Wraz z muzyką zmieniał się również głos Sylviana, którego końcowym etapem stał się rozpoznawalny od pierwszego dźwięku, walkerowski baryton z charakterystyczną chrypką. Drugim z powodów jest długa i owocna kariera solowa, w trakcie której obierał różne, fascynujące, kierunki – zarówno w obrębie misternego songwritingu, dystyngowanej awangardy, jak i medytacyjnego ambientu z odgłosami hassellowskich terytoriów. Odpowiedź na pytanie "dlaczego właśnie on" słychać najlepiej w tej drugiej, solowej odsłonie. Pisanie, że stworzył własny, niepodrabialny styl, byłoby truizmem. On wykreował własny układ słoneczny, zajmując w nim centralne miejsce, noce rozświetlając blaskiem szlachetnych ciał niebieskich swoich czasów. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się zabawne, że przez pewną część kariery towarzyszyły mu porównania z Bryanem Ferry, gdy o wiele bardziej precyzyjnym punktem odniesienia byłby w jego przypadku Brian Eno.

Dziura w stogu siana:
Obscure Alternatives Japan ma podobno definiować syndrom drugiego albumu, ale wróciłem ostatnio po dłuższej przerwie i cóż, nie powiedziałbym. Fakt, dwie pierwsze płyty Japan nie zwiastują jeszcze przyszłej wielkości, ale nie oznacza to, by należało je ignorować.

5 esencjonalnych kawałków:
"Ghosts", "Orpheus", "Words With The Shaman", "Wave", "Blemish".

Przypięty tweet:
Just when I think I'm winning
When I've broken every door
The ghosts of my life
Blow wilder than before.

Płyta, której wstyd nie znać:
Wszyscy dookoła powiedzą, że Tin Drum i Secrets Of The Beehive. Nie będą bez racji, ale postarajmy się o większą kreatywność i zwróćmy uwagę na niemniej od Tin Drum interesujący Gentleman Take Polaroids, względnie koncertowe podsumowanie kariery Japan w postaci Oil On Canvas. A jeśli chodzi o solowe wydawnictwa Sylviana? Gone To Earth jest najbardziej przestrzenną i wielowymiarową pozycją, zaś Blemish jako album rozstaniowy nie ma emocjonalnego odpowiednika w znanej mi muzyce pop. Aha, nie żeby wstydem było nie znać, ale warto poznać płyty Nine Horses, jeśli komuś w XXI wieku brakuje "piosenkowego" Sylviana.

Influenced by:
Can, Roxy Music, Brian Eno, David Bowie, Scott Walker, Nick Drake, Robert Wyatt, King Crimson.

Influence on:
Bark Psychosis, Piano Magic, Steven Wilson, These New Puritans.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
The Blue Nile, The Dolphin Brothers.

Coś jeszcze?
Najpiękniejszy utwór z najpiękniejszej płyty Fennesza jest najpiękniejszym utworem z najpiękniejszej płyty Fennesza, ponieważ śpiewa w nim David Sylvian.

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | YouTube | Facebook | Twitter | Instagram

–Piotr Gołąb


DRAKE

Drake

Miejsce:
Toronto, Kanada.

Lata aktywności:
2009 (chyba że uwzględnimy aktorskie występy w serialu Degrassi, to 2001)-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Aubrey Drake Graham. Wahałem się, czy uwzględnić w tym miejscu jego ojca, bo też miał spory wkład, ale ten żart jest tak żałosny, że sobie daruję. Noah "40" Shebib, którego produkcje, przynajmniej na początku muzycznej drogi naszego bohatera, wydawały się idealnie skrojone pod r'n'b-rap Grahama. Dużo kobiet, w tym striptizerka, o której Drake myślał, że jest kobietą jego życia. Kobieta, która pyta przez telefon, czy jest pijany. Striptizerka, która nie tańczy. Rihanna. Asian girls. Alisha, Catya. Ta, którą przeprasza, i ta, która tęskni za starym Drake'iem. Light-skinned chick, first flight from Poland. Kobiety, których imion nie zna. Aaliyah. Nawet kilka gwiazdek porno, o których wstyd wspomnieć. Ta, która powiedziała mu, że jest psem. Ta, z której jest dumny.

Dlaczego właśnie on?
Nawet gdyby skończył nagrywać po Take Care, to znalazłby się w tym przewodniku. Dla niektórych Drake to synonim tego, co złe we współczesnym rapie. Spoko, potrafię zrozumieć taką optykę, co nie oznacza, że nie jesteście zakutymi łbami. Prawda jednak wygląda tak, że Aubrey całkowicie odmienił rap-grę, może nawet otworzył krytyce muzycznej oczy na mainstream. Started from the bottom, teraz w Guide To Pop.

Dziura w stogu siana:
Koleś mógłby przegrać beef z jakimś Doniem albo Liberem. Problemy z odpowiednią selekcją piosenek, ale to akurat bolączka wielu raperów i wynika raczej ze względów ekonomicznych. Lekka obniżka formy na ostatnich albumach. Ceny płyt, liczba ksyw, śmierć Prince'a. Mizogin, szowinista, seksista, płaczek, mazgaj, maruda, nudziarz, autor doskonałych płyt. Jak to mówią anachroniczni memiarze: wybór należy do ciebie.

5 esencjonalnych kawałków:
"Headlines", "Hotline Bling", "Legend", "Hold On, We're Going Home", "Passionfruit".

Przypięty tweet:
"Jak to czytasz, to już chuj" + "Girl, i guess procrastination is my weakness" + "Miałeś album? Drake miał lepszy / A jak ktoś mnie dissuje, to cipy, których nie chciałem pieprzyć".

Płyta, której wstyd nie znać:
Take Care, czyli jedna z najlepszych płyt tej dekady, ale do 2016 roku był praktycznie nieskazitelny, dlatego poznanie Nothing Was The Same i minimalistycznego If You're Reading This It's Too Late to również obowiązek. Niektórzy płaczą do dziś.

Influenced by:
Miliony ghostwriterów. Thank you, Kanye, very cool. Thank you, Lil Wayne. Thank you, Clipse. Tobie nie, Pusha T. Thank you, Jay-Z. Thank You, Aaliyah. Very cool.

Influence on:
Śmiesznie to wygląda, ale VNM, Sentino, Taco Hemingway, Quebonafide. A tak naprawdę każdy raper, który łączył nawijkę ze śpiewem, r'n'b z rapem, zbytnią pewność siebie z niskim poczuciem własnej wartości, duże pieniądze z płaczem, alkohol z narkotykami i seks z miłością.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Sylwestrowy bal organizowany przez Sknerusa McKwacza był reklamowany hasłem: "każdy, kto jest kimś, tam będzie".

Coś jeszcze?
Jest producentem serialu Euphoria. JoJo nagrała swoją wersję "Marvin Room", tyle że z kobiecej perspektywy – zamiast "I say fuck that nigga that you think you found / And since you picked up I know he's not around" zaśpiewała "I said fuck that new girl that’s been in your bed / And when you're in her I know I'm in your head". Trudno wymyślić coś lepszego, girl, don't tempt me. Ach, przypomniałem sobie jeszcze, że jeden z czytelników Porcys napisał kiedyś, że gdy Migos zmieniali świat, to redaktorzy płakali do poduszki przy Drake'u (to prawda), co jest całkiem zabawne, ponieważ w 2011 Drake mądrze nawinął: "I know that showin' emotion don't ever mean I'm a pussy / Know that I don't make music for niggas who don't get pussy". W twoją twarz, mordo.

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | YouTube | Facebook | Twitter | Instagram

–Paweł Wycisło


EARTH, WIND & FIRE

EWF

Miejsce:
SZIKAGO.

Lata aktywności:
Od 1969 do dziś.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Jak na radosny kolektyw przystało pracowali raczej zespołowo, sporo jamując. Tym niemniej jedno nazwisko zwykle powtarza się przy KREDYTACH do najwspanialszych utworów formacji. Maurice był dla braci White i spółki tym, kim Brian dla braci Wilson i spółki – nie tylko głównym kompozytorem, ale także mastermindem, "mózgiem konceptualnym". Według wspomnień wielu członków grupy to właśnie jemu zawdzięczamy zarówno mnóstwo wykwintnych detali w jej repertuarze jak i – w szerszym planie – to, że te numery po prostu tak bardzo wymiatały w czysto popowym znaczeniu. Przez skład przewinęły się tuziny sajdmenów, ale z kronikarskiego wymienię jeszcze rodzeństwo ŁAJCIORÓW, wokalistę obdarzonego charakterystycznym timbre i wprawnego pościelówkowicza (choć nie tylko – vide "Easy Lover" ze słynniejszym imiennikiem) FILUSIA Baileya oraz wykwitnego aranżera i autora około-jazzowo-partyturowych orkiestracji, przedwcześnie zmarłego producenta Charlesa Stepneya.

Dlaczego właśnie oni?
Nie wiem, czy kiedyś się zastanawialiście, jak ogromnym wyzwaniem i piekielnie trudną sztuką jest zrobić dobrą muzykę *optymistyczną*. Bytowanie na tym niesprawiedliwym "łez padole" jest cierpieniem, cywilizacja prowadzi do autodestrukcji, a "życie jest tego rodzaju, że wszyscy ludzie powinni ubierać się na czarno" (czy jakośtam, cytuję z pamięci licealne zajawki). Co gorsza jesteśmy samotni w kosmosie, więc to przecież logiczne, że tylko udręka, zwątpienie i szaleństwo noszą jakiekolwiek znamiona prawdy, wiarygodności, autentyzmu. W tych okolicznościach przyrody twórczość tryskająca entuzjazmem, afirmacją, celebracją i fanfarami skazana jest na pożarcie sceptycznych WĘSZYCIELI komerchy, konfekcji i kiczu. "Wasz zespół powstał już w sytuacji, kiedy optymizm był wyszydzany... Nie mieliście żadnych obaw?". EWF to wali, bo byli na fali i upichcili spektakularną sałatkę gotową do masowej (platynowej) konsumpcji. To mieszanka na bazie funku, obficie posypana ziarnkami soulu, rocka, afrobeatu, brazyliany, jazzu, disco i syntezatorów. Zapewne znacie ze stacji typu RADIO ZŁOTA POGODA albo z dowolnej imprezy karaoke te największe hity – "September", "Boogie Wonderland" lub "Let's Groove". Owszem, były one całkiem JEBANIUTKIE, lecz prawdziwych SZPERACZY jeszcze hojniej wynagradzają deep cuty i album tracki rozsiane po kolorowej jak tęcza dyskografii. I nawet gdyby droga kolektywu urwała się na latach siedemdziesiątych, to ekipa zasłużyłaby na miejsce w tym przewodniku, natomiast ich wejście w ejtisy to było naprawdę "wejście smoka". Adaptując estetykę mechanicznego sophisti-boogie oraz połyskliwe soundy klawiszowe zaserwowali być może swoje "najściślejsze" rozkosze na gruncie błyskotliwości hooków i skutkiem ubocznym zainspirowali porcyscore'owy kanon spod znaku Junior Boys, Dâm-Funka czy Jensen Sportag. Ukłony.

Dziura w stogu siana:
Nie wiem, czy kiedyś się zastanawialiście, jak ogromnym wyzwaniem i piekielnie trudną sztuką jest zrobić dobrą muzykę *optymistyczną*. No właśnie, wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i nie zawsze się ta sztuka w 100% udaje. Plus "time... it's a bitch".

5 esencjonalnych kawałków:
"Can't Let Go", "My Love", "Runnin'", "Touch", "Lady Sun".

Przypięty tweet:

EWF

Płyta, której wstyd nie znać:
Na początek poleciłbym trzy krążki – All 'n' All, I Am i bodaj najmocniejszy całościowo Raise!

Influenced by:
James Brown, Curtis Mayfield, Marvin Gaye, Sly Stone, Parliament/Funkadelic, The Beatles.

Influence on:
Stylistycznie kontynuację drogi EWF podjęli choćby Prince, nasza grupa Wrak, pionierzy chicagowskiego house'u, Jamiroquai, Basement Jaxx czy Daft Punk. Ale od strony nieskończonych repetycji pod koniec flagowego "Can't Let Go" pokrewny vibe można też znaleźć w Loveless, Vocalcity albo Suburban Tours. Vibe zatracenia się w muzyce.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Kool & the Gang, War, Isley Brothers, Dr. Buzzard's Original Savannah Band, Kid Creole & the Coconuts, Rufus, Commodores, The Gap Band, Mandrill, Zapp, Slave, The Dells, Ramsey Lewis, Rotary Connection.

Coś jeszcze?
Nie mylić z holenderską grupą EARTH AND FIRE, "powstałą z inicjatywy bliźniaków Chrisa i Gerarda Koertsów" (trochę jak "bracia RONALD DE BUR i FRANK DE BER" :| ).

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | YouTube | Facebook | Twitter | Instagram

–Borys Dejnarowicz


ELLIOTT SMITH

Elliott Smith

Miejsce:
Portland (Oregon, USA).

Lata aktywności:
1991-2003.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Steven Paul Smith, sam sobie ster i okręt. Rob Schnapf i Tom Rothrock jako producenci tych płyt, które doczekały się profesjonalnej produkcji. Gus Van Sant jako koleś, który wyciągnął go z piwnicy, wcisnął w biały gajer i wysłał na sam środek gali rozdania Oskarów, serwując prawdopodobnie najbardziej surrealistyczne doświadczenie w życiu – a przypominam, że mówimy o zdeklarowanym smakoszu wszelkiej maści używek.

Dlaczego właśnie on?
Pusty śmiech ogarnia, gdy postać tę próbuje się redukować do archetypu zagubionego, wrażliwego miejskiego barda. Studium bolesnej neurozy, jakie dokumentuje jego dyskografia, skądinąd literacko nieosiągalne dla rzeszy powołujących się na jego twórczość chłopaczków z gitarą, to jedno. Ale był też Smith twórcą ogarniętym pobitelsowską obsesją akordów i instrumentalną dociekliwością godną naprowadzonego na trop wałków podatkowych fiskusa – i właśnie tu upatrywałbym prawdziwego, oderwanego od utrwalonej mitologii sedna unikatowości tego medium, z takich czy innych powodów po dziś dzień rezonującego w najróżniejszych zakamarkach indie-światka i nie tylko.

Dziura w stogu siana:
Nie wiem, że się nie mył, a przed trzydziestką wyglądał jak meksykański rzeźnik z czterdziestoletnim stażem nikotynisty? Ja wiem, że depresja i nałogi to nie pole do krytyki, ale stopień ich popkulturowej relatywizacji w przypadku Smitha przekracza wszelkie granice zdrowego rozsądku, choć to oczywiście zarzut bardziej do jego fandomu, należącego do najbardziej zatwardziałych w historii muzyki niezależnej.

5 esencjonalnych kawałków:
"Roman Candle", "Needle In The Hay", "Angeles", "Between The Bars", "Sweet Adeline".

Przypięty tweet:
"For someone half as smart you'd be a work of art".

Płyta, której wstyd nie znać:
Esencjonalne, słusznie wynoszone na piedestał Either/Or, dla niżej podpisanego ścisła czołówka życia. Jednakowoż trzeba również wspomnieć o uderzająco wręcz surowym self-titled i – dla kontrastu – wymuskanym, barokowym niemal XO.

Influenced by:
The Beatles, The Beach Boys, The Zombies, Bob Dylan, Paul Simon, Harry Nilsson, Nick Drake, Neil Young, Big Star.

Influence on:
Death Cab For Cutie, Sufjan Stevens, Bon Iver, Alex G, Big Thief, Małgola No, właściwie każdy indie-grajek po nim i każda smutna minka uwiarygodniająca brzdękanie na akustyku.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Macierzysta formacja Smitha, Heatmiser, to jazda obowiązkowa. Takie Mic City Sons stawiam w szeregu z najlepszymi dokonaniami solowymi, a przecież dwa pozostałe albumy jakoś specjalnie nie odstają. Przegląd psychodelicznych inspiracji prezentują z kolei krążące gdzieś po sieci demówki sygnowane nazwą A Murder Of Crows; ciekawe co na to psychofani Jona Snowa.

Coś jeszcze?
Jeszcze Madonna coverująca "Between The Bars", znakomicie zrealizowany dokument Heaven Adores You i ten słynny mural z okładki Figure 8 – cykałbym fotę za fotą.

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | YouTube | Facebook | Instagram

–Wojciech Chełmecki


ERYKAH BADU

wykonawca

Miejsce:
Dallas w stanie Texas.

Lata aktywności:
W tym roku obchodziła ćwierćwiecze pracy zawodowej – w sam raz na benefis w TVP2.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Erica Wright – pseudonim to zabawa z cyklu "nazwa jest dźwiękiem" i wynika, generalnie rzecz biorąc, z artystycznej "potrzeby posiadania alter ego". Choć sama pisze i komponuje, przez te wszystkie lata pomagało jej wielu wybornych muzyków – James Poyser, Roots, Jay Dee, Roy Hargrove, Ron Carter, Raphael Saadiq, Common, Bilal i nieco mniej zasłużeni inni.

Dlaczego właśnie ona?
Badu od samego początku wykreowała wokół siebie aurę niemalże religijną, pozując na mesjańską figurę z pogranicza afrykańskiej kapłanki, natchnionej poetki, niedostępnego medium i jednocześnie uduchowionej uzdrowicielki swojej społeczności. Udało jej się omamić, zahipnotyzować publikę dzięki połączeniu niezwykle dostojnej, powabnej prezencji wizualnej ze skrajnie oszczędną, chłodną, precyzyjną ekspresją wokalną oraz pewną mityczno-panteistyczną otoczką. Jej interpretacje to studium stuprocentowej samokontroli, medytacji i kontemplacji, ale nie wsobnych, lecz skierowanych do zewnątrz i nastawionych na doświadczenie zbiorowe. Muzycznie skleiła znacznie więcej, niż zwykło się jej przypisywać. Podobnie jak w przypadku D'Angelo, był to nie tylko zaledwie "revival" soulu i r&b, ale też jego kunsztowny, organiczny upgrade do brzmieniowych standardów epoki hip hopu i wzbogacenie go o pierwiastki bluesa, fusion, psychodelii, trip-hopu, egzotyki, a nawet minimalizmu.

Dziura w stogu siana:
"Muzyka dla współlokatorek", "kawiarniany muzak", "skala samozachwytu i egzaltacji" oraz czerstwe, acz sekciarsko niszowe memy z fanpejdżów parodiujących smutne życie weselnych dżobowiczów – te nieliczne wyimki z dorobku Badu, gdy powyższe kategorie stawały przed oczami.

5 esencjonalnych kawałków:
Każdy tu się może mądrzyć jak z układaniem składu repry, ale ja stawiam na zestaw: "Back In The Day", "Otherside Of The Game", "Out My Mind, Just In Time", "On & On", "Me".

Przypięty tweet:
"I'm a recovering undercover over-lover / Recovering from a love I can't get over".

Płyta, której wstyd nie znać:
W historycznym ujęciu debiutancki longplay Baduizm, serce podpowiada fałszywą epkę/minialbum Worldwide Underground, a te wybory to i tak przy świadomości, że studyjna dyskografia reprezentuje cholernie wysoki poziom zarówni ambicji, jak i egzekucji.

Influenced by:
Intrygujące, że dla wirtuozki głosu będącej uosobieniem ruchu neo-soulowego najbliższymi referencjami z przeszłości są jednak kameralno-jazzowa Billie Holiday i sophisti-popowa Sade Adu.

Influence on:
I znów rubryka dość paradoksalna, bo niby każda późniejsza "transowa" pieśniarka z czarnym, gęstym feelingiem chcąc nie chcąc musiała się do niej odnieść (w ostatnich sezonach choćby Alexandria, Solange czy Jamila Woods), a z drugiej strony trochę jak w przypadku Coltrane'a czy Hendrixa niełatwo wskazać jej bezpośrednie i ewidentne następczyni. Powód? Ten sam co u wspomnianych: otóż niezwykle trudno, już w takim po prostu technicznym aspekcie, jest śpiewać "jak Erykah".

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Cały movement Soulquarians, gdzie poza wiadomą królową i królem funkcjonowało wielu hetmanów i gońców wspomnianych wcześniej jako kluczowe postaci.

Coś jeszcze?
Wciąż spotykam ludzi zszokowanych faktem, że "Ms. Jackson" Outkast to przeprosiny skierowane do matki Badu. Tło narracji to związek Eryki i Andre z drugiej połowy 90s, którego owocem było przyjście na świat pierwszego z trójki dzieci naszej bohaterki.

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | YouTube | Facebook | Twitter | Instagram

–Borys Dejnarowicz


FUTURE

Future

Miejsce:
Atlanta.

Lata aktywności:
2009-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Nayvadius DeMun Wilburn, czyli Future we własnej osobie – raper, wokalista, awangardzista – oraz współpracujący producenci, tacy jak Metro Boomin, Soutshide, Tarentino, Mike Will Made It, Nard & B, Zaytoven czy ATL Jacob. Żaden z nich nie jest producentem "nadwornym", każdy ma osobne i wybitne dokonania, w niektórych przypadkach sięgające daleko wstecz (np. Zaytoven, który dzięki mixtape'om Gucci Mane'a był ikoną sceny z Atlanty jeszcze przez debiutem Future'a), ale to właśnie z autorem Monster osiągnęli pełną świadomość strukturalnej płynności.

Dlaczego właśnie on?
Chyba w największym stopniu (obok Young Thuga) rozepchał w ostatnich latach format rapowej zwrotki; połączył trap czerpiący z najzimniejszej elektroniki i najmroczniejszego minimalizmu ze zmiennokształtnym, wizjonerskim, ale czasem też zerkającym w kierunku klasycznych wzorców r'n'b. Do ekstremum doprowadził wcześniejsze pomysły Kanye Westa (ze złamanym sercem) i Lil Wayne'a (po kodeinie) na wykorzystanie autotune'a jako instrumentu służącego do wyrażenia pokładów smutku, depresji, izolacji.

Dziura w stogu siana:
Wszystkie albumy nagrane we współpracy z innymi raperami – Drake'iem, Young Thugiem czy Juice WRLD – to sympatyczne (zwłaszcza, że nagrywane zawsze na kolanie) dodatki do dyskografii, dalekie jednak od potencjału drzemiącego w sumie składników.

5 esencjonalnych kawałków:
Nawet 15.

Przypięty tweet:

Future

Płyta, której wstyd nie znać:
DS2.

Influenced by:
DJ Screw, T-Pain, Gucci Mane, Curtis Mayfield, Lil Jon, Rick Ross, Clipse, Lil Wayne, Outkast, UGK, Babyface, Young Jeezy, 2 Chainz, Kanye West, Drake.

Influence on:
Travis Scott, Lil Uzi Vert, Trippie Redd, 21 Savage, Yung Bans, Playboi Carti, Lil Durk, G Herbo, Kanye West, Drake.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Reprezentanci założonego przez Future'a labelu Freebandz (Casino, Young Bans, Guap Tarantino, Young Scooter).

Coś jeszcze?
Jak to często w przypadku nadaktywnych (eks)kodeiniarzy z Atlanty bywa, mnóstwo świetnych utworów Future'a ukazało się w formie luźnych outtake'ów, leaków i alternatywnych wersji (np. "Good Morning" pierwotnie miało ukazać się na Pluto, ale później jakaś bogata typiara ukradła cały bit i hook – i ostatecznie numer jako "Drunk In Love" trafił na inną płytę…). Moje top 10 ulubionych "odrzutów": 10. Ain't Tryin' 9. One Helluva Night 8. Good Morning 7. How It Feel 6. Os 5. I.C.W.N.T 4. Absolutely Going Brazy 3. News Or Somthn 2. Buy Love 1. Layover.

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | YouTube | Facebook | Twitter | Instagram

–Łukasz Łachecki


GAS

Gas

Miejsce:
Kolonia.

Lata aktywności:
1996-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Wolfgang Voigt osłuchany z Brianem Eno.

Dlaczego właśnie on?
Minimalne techno-twory z końca dziewięćdziesiątych i początku zerowych produkowane w jego własnych labelach (Kompakt, Profan, Auftrieb i Freiland) i piękny transfer na Olimp światowego ambientu. Atmosfera – nie pojedynczy dźwięk, kompozytor – nie DJ, symfoniczna giganteria – nie muzyka do oglądania procesu schnięcia farby na ścianie w przedpokoju do lobby ludzi cierpiących na chroniczną bezsenność.

Dziura w stogu siana:
Spóźnia się gość na sety, a nienawidzę spóźniających się ludzi, więc w tym przypadku oczywista sytuacja love-hate.

5 esencjonalnych kawałków:
"Pop 1", "Königsforst 1", "Narkopop 10", "Rausch 2", "Pop 2".

Przypięty tweet:
Enter The Voigt, zamień neony w Tokio i DMT na las i szum strumyka.

Płyta, której wstyd nie znać:
Obiektywnie Pop, ale najwięcej godzin spędziłam przy Narkopopie.

Influenced by:
Brian Eno, Richard Wagner, całkiem długa lista poptymistycznych wykonawców.

Influence on:
Boards Of Canada, The Field, Voices From The Lake i spora część wykonawców mająca coś wspólnego z ambient techno.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Michael Mayer, Jürgen Paape, Burger/Ink, Love Inc., Studio 1, Doppel, Gelb, Crocker i masa, naprawdę masa innych projektów.

Coś jeszcze?
Można nie być koneserem ambientu, można też nie rozróżniać gatunków ptaków po ćwierkach czy świstach i można być też zbytnim nadpobudliwcem na wszelkie rodzaje medytacji, ale nie wierzę, no po prostu nie wierzę, że można wzruszyć ramionami na ten ogrom kreacji muzycznej przestrzeni w wykonaniu Voigta. Szczegół za szczegółem, zegarmistrzowska precyzja producencka i duchowa głębia wymagająca ogromnego zaangażowania ciągną za włosy, każą wyłączać Basińskiego, Heckera, Aphex Twina i zasypiać w lesie, w którym brak pewności na obudzenie. Dowolność w odczuwaniu, czyli tak zwana przestrzeń odbiorcza, obejmuje niepokój lub spokój, metafizyczne zaangażowanie lub higieniczny, nieświadomy rzeczywistości sen. Muzyka, po której nie ma już nic, a God is in the details.

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | YouTube | Facebook

–Adela Kiszka


GEORGE MICHAEL

George Michael

Miejsce:
Londyn (Wielka Brytania).

Lata aktywności:
1981-2016.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Andrew Ridgeley towarzyszył George'owi przy początkach jego kariery. Grywali wspólnie małe koncerty i pracowali jako kelnerzy w słynnym już teraz Club Tropicana. Po założeniu Wham! Andrew pełnił pieczę nad wizerunkiem całej grupy.

Dlaczego właśnie on?
"Last Christmas" to ulubiona kolęda Zachodu (tuż obok "coca cola ciezarowki reklama"), a "Careless Whisper" jest muzycznym synonimem "nie musisz wyciągać materaca". George Michael to kolejna postać z plakatu, monument popkultury, którego piosenki-komunikaty wrosły w popkulturę na tyle mocno, że gdyby je usunąć, nawiedzałyby nas językowe bóle fantomowe.

Dziura w stogu siana:
Ciężko tu wysunąć coś konkretnego. Jak garstka artystów miał lata prawdziwej świetności, jak miliony wypalił się i zostawił miejsce dla następnych.

5 esencjonalnych kawałków:
"Last Christmas", "Club Tropicana", "Careless Whisper", "Wake Me Up Before You Go Go", "Freedom! '90".

Przypięty tweet:
"I'm never gonna dance again / Guilty feet have got no rhythm / Though it's easy to pretend / I know you're not a fool".

Płyta, której wstyd nie znać
Make It Big.

Influenced by:
Elton John, David Bowie, Freddie Mercury, Village People.

Influenced on:
Justin Timberlake, RuPaul, Take That, Piasek.

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Wham!

Coś jeszcze?
Z szacunku do twórczości Freddiego Mercury'ego i przez chęć kontynuowania solowej kariery, nie przyjął propozycji stanięcia na czele Queen. No i symboliczna data śmierci – 25 grudnia.

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | YouTube | Facebook | Twitter | Instagram

–Natalia Jałmużna


GODSPEED YOU! BLACK EMPEROR

Godspeed You! Black Emperor

Miejsce:
Montreal, Kanada.

Lata aktywności:
1994-teraz.

Kluczowe postaci i ich wkład:
Efrim Menuck, Mike Moya, David Bryant na gitarach, Mauro Pezzente i Thierry Amar na basie, Aidan Girt na perkusji, wiolonczelistka Norsola Johnston, skrzypek Christoph i inni – GY!BE to bardziej projekt niż zespół, raczej sytuacjonistyczny gest aniżeli muzyka.

Dlaczego właśnie on?
Gdy połączymy ambient, drone, chamber music, spoken word, field recordings, to – co tu dużo ukrywać – powinniśmy otrzymać pretensjonalne i średnio słuchalne gówno, więc tym bardziej niesamowite, że efektem było arcydzieło. Po Kanadyjczykach każda wiolonczela, każde skrzypce w postrockowym nudzeniu brzmiały tanio, niepotrzebnie i nieadekwatnie. W dodatku niewielu tak doskonale oddało za pomocą dźwięków postkoitalny smutek, melancholię towarzyszącą minutom po niezbyt konsensualnym stosunku człowieka ze światem. A prościej? Wyruchaliśmy świat i świat w końcu zareagował, a my możemy to usłyszeć. Pierwsze płyty GY!BE są dla postapokaliptycznej muzyki tym, czym pierwsze Fallouty dla postapokaliptycznego RPG, czyli otwarciem, zamknięciem, podsumowaniem, upadkiem, rozwinięciem, rozwiązaniem, rozpadem, definicją, synonimem, początkiem i końcem.

Dziura w stogu siana:
Zabawny fanbase, składający się w znacznej mierze z postkuców, dla których poznanie mrocznego postrocka jest ostatnim etapem ewolucji w oświeconego kleryka. Poza tym klasyczna przypadłość zespołów definiujących gatunki i ustanawiających niemożliwy do przeskoczenia poziom – masa marnych epigonów, z których żaden nie był nawet w połowie tak dobry jak ansambl z Montrealu. Niektórych może także razić przekaz usytuowany gdzieś pomiędzy anarchią i lewicą, ale jak to powiedział kiedyś jeden król: każdy za młodu był prawakiem, a potem ląduje w szpitalu, jest dyskryminowany, odbierane są mu podstawowe ludzkie prawa, zauważa postępującą nierówność i zaczyna martwić się o środowisko. Jednym słowem: mądrzeje.

5 esencjonalnych kawałków:
"The Dead Flag Blues", "East Hastings", "Moya", "Blaise Bailey Finnegan III", "Static".

Przypięty tweet:
"Ludzie walczą o fejm – użytkownik, post roku / Chcą być najlepsi jak Godspeed w postrocku".

Płyta, której wstyd nie znać:
Przede wszystkim F♯A♯∞, potem wzniesione kościste pięści, bo też takie mam, i warto pamiętać o Slow Riot For New Zero Kanada EP. Wystarczy, przygodę z nie-brytyjskim postrockiem można uznać za zamkniętą.

Influenced by:
Michaił Bakunin, Max Stirner, Piotr Kropotkin, Ennio Morricone, Bela Tarr.

Influence on:
Zelienople, Sigur Ros, Deafheaven, Mogwai, sporo nieciekawych zespołów neo-postrocka, polscy politycy (oby).

Księstwa przyległe, lenna i terytoria zamorskie:
Set Fire To Flames, Thee Silver Mt. Zion Memorial Orchestra, Molasses, Land Of Kush, HRSTA, Et Sans, Fly Pan Am, ale trzeba mieć na uwadze, że po końcu świata nie będzie kolonializmu, księstw czy innych bzdur tego rodzaju.

Coś jeszcze?
"GY!BE" to tytuł wiersza polskiego poety młodszego pokolenia, Tomasza Bąka, więc nie odmówię sobie tej przyjemności i zacytuję fragment: "mkną mostem pociągi towarowe / należące do spółki Kolej Rzeczy / a anteny dźgają stalowoszare niebo /// Niemożliwe, najdroższa, stwarza / mnóstwo nowych możliwości". Z kolei polski zespół, dzięki któremu można się było dowiedzieć, że gdyby istniał wybór pomiędzy wiecznym życiem poświęconym słodkiemu lenistwu a dwoma sekundami z ukochaną/ukochanym zakończonymi natychmiastową śmiercią, to podjęcie decyzji nie byłoby zbyt trudne, bo sekundę zajmowałby pocałunek ("I said kissed me / You're beautiful / These are truly the last days") i przez resztę czasu prawdopodobnie nie robiliby nic, a to oczywiście nie ma żadnego związku (nomen open) z GY!BE, chyba że uznamy koniec świata za najbardziej romantyczną wizję świata – nie można tego wykluczyć, racja – niemniej nazwa tego zespołu, którą mógłbym w tym momencie podać, zaoszczędzając wszystkim trochę czasu, ma coś wspólnego z Kanadyjczykami, ale utwory GY!BE są długie, rozciągnięte w czasie, więc uznajmy to wszystko za budowanie napięcia, tyle że z kropką i kilkoma słowami, które pozostaną niewypowiedziane, zamiast crescenda, i swoją drogą ciekawe, czy tak się czuł Bernhard, gdy na samym końcu Wycinki opóźniał postawienie kropki, dławił się przecinkami, wracając do domu z portfelem wypełnionym krwią po spotkaniu z byłymi znajomymi (ponury Austriak miał rację – kropka wszystko przypieczętowuje, kropka jest przekleństwem zdania, absolutem czyhającym za horyzontem, jest bezlitosna, tyle że w przeciwieństwie do śmierci możliwa do uniknięcia), niemniej, wracając do dwóch sekund i banalnego wyboru, pocałunek dobiegł końca, a tę sekundę, która pozostała, postanowili po prostu zmarnować: otumanieni szczęściem, sertraliną i narkotykami, których nazw nie znali, ponieważ w tej chwili nie miało to żadnego znaczenia, przez sekundę szli cały wieczór, bo w ogniu zachód słońca wyglądał piękniej niż kiedykolwiek. I wszystkie samochody też stały w ogniu.

Linki:
Strona oficjalna | Wikipedia | Facebook

–Paweł Wycisło


Strona #1    Strona #2    Strona #3    Strona #4    Strona #5

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
Adrian Ugowski feat. MFC & Pikers"Xanadu"
Flying LotusFlamagra