SPECJALNE - Ranking

20 najlepszych singli 2018

27 stycznia 2019

Kanye West: Ghost Town

10Kanye West feat. Kid Cudi, 070 Shake & PARTYNEXTDOOR
Ghost Town
[Def Jam]

Someday, someday, samdey, coś tam, coś tam, marihuana! Po eksperymentalnych Westach, po trapowych Westach, po nieokreślonych i awangardowych Westach, dziwnie odnaleźć się w Kanyem, który po tych wszystkich stylistycznych rewolucjach, wychodzi z czymś tak banalnie przystępnym, jak "Ghost Town". Utwór z samplami wydartymi z westernowego salonu, z hard-rock-popową gitarą, korzystający z szeregu soulowo/gospelowych patentów z pięknie mamroczącym jakieś głupoty PARTYNEXTDOOR na majku, wydaje się wyrwą w czasoprzestrzeni kierującą w stronę 2010 roku. Nabuzowany przesadną pomnikowością tak inną od surowych poprzedniczek utwór pozbawiony songwriterskich połamańców i industrialnych wybuchów, swoim dociśnięciem gazu zdrowego kiczu do maksimum ląduje gdzieś dramatycznym rozkrokiem pomiędzy kabotyństwem Twisted a dziecinnym prymitywizmem urokliwego "FourFiveSecound". Nieprzerwany zaciesz na twarzy z lekkim poczuciem wstydliwej przyjemności wewnątrz i wzdłuż całego utworu to dostateczny powód, aby bezwarunkowo pokochać ten wybitny singiel. –Michał Kołaczyk

posłuchaj »

przeczytaj recenzję Ye


Adonis

09Adonis & Młody π
Jesienna Defensywa
[Trzy Szóstki]

Awans najlepiej rokującego reprezentanta Fantomowej Erekcji do polskiej, nazwijmy to, alt-mainstreamowej ekstraklasy, to jedno z kilku, dla mnie najważniejszych, muzycznych wydarzeń, za które zapamiętam 2018 rok. Linijki, które od zawsze gdzieś tam się przewijały, ale dla mniej wrażliwego słuchacza ginęły gdzieś w gąszczu oblechy i komediowo-użytkowych podkładów, na rzeczonym tracku, moim skromnym zdaniem, osiągają rozmiary wręcz obezwładniające. To swoisty the best of, leksykalny, depresyjny tour-de-fource Młodego π z wersami-hymnami dla cynicznych przegrywów typu "jeszcze jedno awizo i pójdę odebrać sobie życie" czy wszechrefrenem startującym od wspaniałego "nie ma tego złego co by za mną nie szło". Śmiem jednak twierdzić, że gdyby raper (?) umieścił ten emo-performens na kolejnym niepoważnym, upośledzonym loopie, siła rażenia tych zdań byłaby nieporównywalnie mniejsza. Adonis – mag uzupełniający polską lukę po wczesnym Alanie Palomo, brakujące ogniwo między Kombi a późnym Jefre Cantu-Ledesmą, o którym nigdy nie śniłeś – i jego produkcja brzmią tu jak kluczowy element układanki i gwarant ostatecznego sukcesu. Czym byłyby zwrotki π bez tej nawiedzonej, latającej, dźwiękowej magmy? Na zmianę nie kojarzy mi się to z niczym innym i ze wszystkim jednocześnie. Przy uważniejszym odsłuchu, ilość ścieżek, nad którymi panuje tu Adonis w kulminacyjnym, wspomnianym już refrenie oszałamia na równi z tekstowym popisem Młodego π. To nowa jakość w tym antyludzkim państwie, po cichu liczę na obszerniejsze kolabo. –Stanisław Kuczok

posłuchaj »

przeczytaj propozycję do listy Carpigiani


Friendly Fires: Love Like Waves

08Friendly Fires
Love Like Waves
[Polydor]

(blurb w hołdzie dla pewnego znakomitego writera)

To singiel z innego świata. Singiel, na którym króluje impreza, melanż i taniec. I oczywiście niezbędna w przypadku zespołu o takiej nazwie przyjaźń. Ed Macfarlane, Jack Savidge i Edd Gibson – trzech młodych artystów ze sporym dorobkiem na indie scenie muzycznej – postanowili wspólnie nagrać singiel. Szybko się okazało, że będzie to singiel inny niż cokolwiek, co ostatnio ukazało się w dyskografii Friendly Fires, niezależny od mód, trendów i tendencji, na wielu poziomach bezkompromisowy. Elektronika harmonijnie łączy się tu z balearycznymi brzmieniami, napełniona wrażliwością muzyka – z dojrzałym, poetycko wieloznacznym dance-popem. To singiel, który przynosi słuchaczowi sporo emocji, ale także dużą dawkę rozrywki. –Tomasz Skowyra

posłuchaj »

przeczytaj playlist


Yves Tumor: Noid

07Yves Tumor
Noid
[Warp]

Hotel Rwanda, Utoja, czystki rasowe, narodowe i religijne. Lebanon, Czeczenia, Sarajewo. W pobliskim kościele nie przejdziesz bez potknięcia się o ludzki krzyż przypadły do podłogi. Krążący po Foksal szwadron śmierci dostrzega lekki ruch firanki w przeciwległej kamienicy. Globalny blackout. Wyplute płuca, krwawe wymioty. Nieprzerwane klucze sępich śmigłowców krążące po niebie. Kordon bezpieczeństwa wokół szpitala. Sfrustrowany tłum na ulicach, piana na twarzach. Krzyki wydobywające się z piwnicy, do której ktoś ówcześnie wrzucił granat. Cztery minuty do atomowej eksplozji. Gasnące słońca, rozpadające się góry i księżyce. Trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów. Orbitalne bombardowanie skalnym kosmicznym śmieciem. Anarchia, rozkład, w telewizji polityczni papieże i ciało do połowy rozcięte rdzewiejącą piłą wiszące na pobliskiej latarni. Przerwa na pozbawione wokalu gitarowe przejście. Bezpańskie psy obgryzają ropiejące mięso z porozrzucanych na bruku kości. Nagły krzyk u sąsiada z dołu. Później seria z automatu, chwila ciszy, kroki. Kolba uderzająca w drzwi ogłuszającym echem. Cicha statystyka, kontra głośna indywidualność gotująca się na śmierć. Siostro, matko, bracie, ojcze. Pragnienie bezpieczeństwa w rękach miłości. Huk wypadających drzwi z nawiasów... Niewątpliwie "Noid" jest bardzo klimatycznym utworem (nawet jeśli tak naprawdę jest o czymś całkowicie innym). –Michał Kołaczyk

posłuchaj »

przeczytaj propozycję do listy Carpigiani


James Blake: If The Car Beside You Moves Ahead

06James Blake
If The Car Beside You Moves Ahead
[Polydor]

25 stycznia 2018 roku wybrałam singlowe pierwsze miejsce w swoim podsumowaniu jedenaście miesięcy do przodu, skończyłam też wtedy właściwie ze słuchaniem muzyki; i w tym utworze, od którego się to zaczęło, cała jestem, ale mam też taką przypadłość, która po dotykających mnie zjawiskach wyskokowych sprawia, że nie mam raczej ochoty na rozmowy. Nie wiem naprawdę, w jaki sposób przybliżyć wam moje łaskotki na ten utwór, nie wiem czy ta artystowska reprezentacja lęku jest na tyle uniwersalna, żeby znalazła swoje odzwierciedlenie w słowach (jakichkolwiek), doprawdy nie wiem, czy ten połamany, powykrzywiany, porozgryzany do krwi wokal działa rozdzierająco też na inne ode mnie stworzenia, mam nadzieję, że tak, ale nie wiem też czy ktoś kiedyś jak ja, zakochał się w drugim człowieku pierwszy raz przy Jamesie Blake'u, mam nadzieję, że nie, ale nie wiem.

Międzysłowne nawiązanie do "Retrograde" za sprawą efektu ruchu wstecznego niebieskich ciał i nas – ten sam lęk (nasz), o którym napomknęłam. "If The Car Beside You Moves Ahead" to robotyczne amplitudy głosu dzielone przez minimalizm perkusyjny podtrzymujący tylko puls skroniowy, kreska ułamkowa, rzut oka przez szybę na lynchańskiej lost highway – ten niepozorny singiel Jamesa z początku roku to, według mnie, najświeżej potraktowana myśl o popowej elektronice w dwa tysiące osiemnastym – przyjemność-nie-z-tego-świata, będąca jednocześnie ciężka jak diabli w tym, że wzmaga chęć zobaczenia prawej strony tego równania, a nigdy przecież nic nie wiadomo, no nie no nie no nie. –Adela Kiszka

posłuchaj »

przeczytaj propozycję do listy Carpigiani


Gang Gang Dance: Lotus

05Gang Gang Dance
Lotus
[4AD]

Kto mógłby nam wskazać drogę do ziemi Lotofagów jeśli nie Gangesi, współcześni odkrywcy Lemurii i Atlantydy, wracający do gry po siedmioletnim wywczasie w krainie zapomnienia? Jak bardzo zmienił się świat od chwili, gdy zrywało się z okowów grawitacji przy kosmicznych robinsonadach Eye Contact i co robić, w jaki sposób zabrać się za współczesność, nie przestając marzyć, dowiecie się Państwo z innych nagrań zamieszczonych na albumie Kazuashita. Lecz zanim ukazała się Kazuashita, zakwitł był lotos na uśpionej, wodnej tafli.

Zrazu nieśmiało wychynęła na wierzch łodyga, kołysana wiatrem. Obudzona za wcześnie przeciągnęła się, ziewając. Otworzyła szerzej źrenice i tężała, obrastała listowiem, aż wybuchła feeria rozłożystych kwiatów. Zenit trwał zbyt krótko, zmierzch nie został powstrzymany, jak zawsze, gdy najdłuższy dzień w roku, niespodziewanie dobiega końca. Obraz cyklu życia oszałamiał, malowany wyrazistymi, syntezatorowymi akwarelami. Skrzyły się kontury kreślone gitarowym grafitem, precyzyjną, pewną kreską na gładkim, ambientowym blejtramie. Kiedy zaś w głosie Lizzi Bougatsos zalśniło odbicie jej słynnej, szkockiej imienniczki odzianej w wielobarwne sari, świat zewnętrzny usunął się zupełnie z pola widzenia. Zdążył mi jeszcze zamigotać w ostatnim wspomnieniu doktor Leary, gdy nad brzegiem rzeki Lethe usiadłem i spożywałem kwiaty. –Piotr Gołąb

The serpent unwinds up the spine and mushrooms lotus sunflare in the skull. If I tell you that the apple seed message hums the drone of a Hindu flute, will I stop the drone?

posłuchaj »

przeczytaj playlist


Toro Y Moi: Freelance

04Toro Y Moi
Freelance
[Carpark]

Przy okazji recenzji Boo Boo jakiś czytelnik Porcys stwierdził, że za mój oziębły stosunek do pana Bundicka powinienem zostać wyrzucony z redakcji. Pomińmy więc fakt, iż miał chłopak rację i skupmy się na miodności singla. Narysowany kolorowymi kredkami, słodki jak miód synth-funk robi mi dobrze o wiele skuteczniej niż jakikolwiek utwór ze wspomnianego wcześniej albumu, ponieważ tym razem tłuste tekstury są prowadzone przez znakomitą melodię. Chazowski pomysł na wielobarwną dyskotekę już nie tylko ładnie wygląda, ale również rzeczywiście porywa do tańca. Jeśli Outer Peace dorośnie do wielkości tej piosenki, to chętnie spędzę styczeń i luty w sandałach. –Łukasz Krajnik

posłuchaj »

przeczytaj propozycję do listy Carpigiani


Kornél Kovács

03Kornél Kovács
Metropolis
[Unknown To The Unknown]

Jeśli nigdy nie wiedzieliście dlaczego tak właściwie Paris Hilton osiągnęła status celebryty, to nie jesteście odosobnieni. Wiem natomiast, że od teraz będzie mi się ona głównie kojarzyła z wybitnym trackiem Kornela Kovacsa. Tak, to jeden z tych utwórów, który zagina czasoprzestrzeń, gdzie w tłumie tańczących osób nagle tak naprawdę zostajemy zupełnie sami i kompletnie zblazowani. W 2019 czekam na DJ-a Koze samplującego sextape Kim Kardashian. –Adam Kiepuszewski

posłuchaj »

przeczytaj playlist


Low: Disarray

02Low
Disarray
[Sub Pop]

Z mojej perspektywy Low przybyli z odsieczą w idealnym momencie. Patrząc na kolejne zapowiedzi Netflixowych seriali (albo na nieudolne polskie produkcje) lub słuchając niesłuchalnych rzeczy w randomowych radiostacjach, coś się we mnie zwykle trzęsie i kruszy. Jakim wielkim wybawieniem okazało się Double Negative, gdzie brak potwornego sformatowania do określonego wzorca, ślicznego filtra z Instagrama czy kolejnej kampanii medialnej pozwalały na wielkie odetchnięcie. Aż chciało się przytulić do tych chropowatych, szorstkich, startych i niewygładzonych faktur, aby paradoksalnie zabić ból i zyskać ukojenie. Ale na tym nie koniec, bo umieszczony na samym końcu tracklisty "Disarray" to rzecz jeszcze bardziej osobna. Oto w tym zdegradowanym nieładzie trafia się coś, co nie zamierza zmieść wszystkiego z powierzchni ziemi, ale pokazuje zupełnie inną, piękniejszą ścieżkę. Gdy wkracza się w niebiańskie objęcia chóru na samym końcu, to na moment zastyga serce. Nie wiem nawet, jak oni to zrobili – czy próbowali stworzyć głośny statement w rodzaju porażającego "Machine Gun"? Czy to miał być ich skromny protest przeciwko światowej beznadziei? A może coś w rodzaju proroczej przepowiedni? Wszystko jest możliwe, ale myślę, że wciąż chodzi o to samo: legendy slowcore'u znowu pochylają się nad jednostką, tym razem przemawiają do niej nieco innym, ale jak najbardziej zrozumiałym językiem i dają jej coś, czego nie da się znaleźć nigdzie indziej. Patrząc dziś na rok 2018 tylko upewniam się, że "Disarray" stało się jakąś częścią mnie (tak samo jak Roma, ale to temat na innego blurba), bez której nie byłbym dziś tym, kim jestem. –Tomasz Skowyra

posłuchaj »

przeczytaj propozycję do listy Carpigiani


Mlodyskiny X Schafter: DVD

01Mlodyskiny X Schafter
DVD
[LTE Boys Global]

"DVD" na repeacie w lipcu, na repeacie w sierpniu, na repeacie we wrześniu, na repeacie w październiku, na repeacie w listopadzie i grudniu. Lato slackersko wydłużyło się w zimę, a dwa internet-wave'owe kocury skradły serca mainstreamu, niezalu, fanów dobrego rapu i tego marnego; anty-fanów rapu i wszystkich innych serc, na styku tych powyższych – do kwadratu. Ekscytująca mikro-rewia oldschoolowego saksofonu i hi-hatowe szmery – w redakcji kończymy wszyscy razem, na trzy i cztery. Eh, w sumie niby moglibyśmy udawać, że nas wcale ten anty-songwriting nie jara, że ten powtarzalny bit nie wrył się nam w mózg jak kradzione empetrójki w płytkę dzięki nero burning room w 2008, ale nie róbmy cyrku; wszem i wobec – Schafter i Mlodyskiny, czy tego chce(cie)(my) czy nie, rozwalili nasze listy osobiste – rozwalili 2018, paląc nicotine, wypuszczając przy tym dym, będąc ninety six albo zero trzy, co za różnica; sumą za to – nic nieznaczącą dla was, ale znaczącą dla mnie – tego rozwalenia jest to, że co rusz mam ochotę robić zdjęcia tej piosence i wieszać je sobie nad łóżkiem, puszczać ją jak ostatni cymbał ludziom w tramwaju z telefonowego głośnika, a z chłopakami podzielić się opłatkiem przy najbliższej okazji jakiegoś wrocławskiego koncertu. "Głośno o mnie będzie, wszędzie" – "DVD" obrało cel letniaka roku, reszta singli obiera co najwyżej ziemniaki i zostawia za chłopcami spod szyldu – jednego LTE BOYS GLOBAL, drugiego RESTAURANT POSSE – tłuste plamy śluzu jak smutno nienadążające ślimaki.

Dosyć miłe i symptomatyczne wydaje mi się też odcinanie się tegorocznych, jednych z najlepszych – nowych, młodych, self-made raperów(?) od instytucji Młodych Wilków; mieliśmy hessowskie mrugnięcie u Młodego π i Teja-z ("Nie będę młodym wilkiem, bo jestem stepowym"), no i Schafter – żaden młody wilk, because he's got ten phones, bitch – wielkie talenty są w tym roku cudownie samoświadome, a w połączeniu ze swoim bezpretensjonalnym luzem – nie potrzebują żadnych sztucznych promocji, nie potrzebują też pierwszego miejsca w topie singli na Porcys, jak mniemam – uśmiechnie się prawdopodobnie nasz zwycięski duet pobłażliwie pod noskiem, ale cóż, moi drodzy, niemal jednogłośnie – stało się. Repeatowaliśmy, repeatujemy, no i będziemy. Kto słucha w 2028? –Adela Kiszka

posłuchaj »

przeczytaj propozycję do listy Carpigiani


#20-11    #10-01

Listy indywidualne

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
Hockeysmith"Lonely Loving Me"
10 najlepszych płyt 2018