SPECJALNE - Ranking

20 najlepszych singli 2016

11 stycznia 2017

Pora na rozstrzygnięcia w sprawie najlepszych singli 2016 roku. Zapewniamy, że było nad czym się pochylać! Zresztą sprawdźcie sami.

[Playlistę z utworami z poniższego zestawienia możecie posłuchać na naszym koncie na Spotify i YouTube.]

 

Lanberry:

20Lanberry
Piątek
[Universal]

Nie mam w zwyczaju słuchać radia, a już tym bardziej polskich stacji po linii Eski czy innych Złotych Przebojów. Te rozgłośnie, oprócz wymyślnej tortury polegającej na gwałceniu przewodów słuchowych odbiorców zestawem DOKŁADNIE TYCH SAMYCH utworów dzień w dzień, prześcigają się jeszcze w konkursie na najmocniej działających na nerwy prezenterów, zapodających tony przekraczających jakiekolwiek granice żenady nieśmiesznych żartów. W porównaniu z tymi programami to już nawet Trójka wydaje się znośna – dziewczyna postawiła w kuchni stare radyjko Wanda 3, czasem sobie włączę do smarowania bułki, to wiem.

Tym większe było moje zdziwienie, kiedy dobre pół roku temu na trasie Katowice-Kraków padł mi telefon i musiałem zdać się na łaskę muzycznych wyborów kierowcy autobusu. A tam jakiś naprawdę porządnie skrojony popowy wałek i to w dodatku śpiewany po polsku. Klubowy bicik narastał i prawdziwie wybuchał dopiero przy chorusowej kulminacji, a wokalistka częstowała melodią, która już po pierwszym odsłuchu nie mogła się ode mnie odczepić. Komórka wyładowana, więc nie mogłem tego wyguglować, prezenter, jak mogłem się spodziewać, też nie pomógł, zamiast podania tytułu przechodząc od razu do dowcipkowania, ale refrenowy hook na szczęście mocno wbił mi się w łeb, zapamiętałem też spory fragment tekstu i wyszperałem to w domu. Potem to już poszło – miliony wyświetleń na YouTube, pochwały na Porcys i stały repeat mojego ulubionego polskiego singla AD 2016. –Stanisław Kuczok

posłuchaj »

przeczytaj playlist


Maria Usbeck: Jungla Inquieta (Jensen Sportag Remix)

19Maria Usbeck
Jungla Inquieta (Jensen Sportag Remix)
[Labrador]

Nie od dziś wiadomo, że "popularni Jenseni" są mistrzami remiksów. Wystarczy przypomnieć sobie klasyczny już track wywracający do góry nogami "Down We Go" Madi Diaz. Tym razem na warsztacie znalazła się Maria Usbeck, która na swoim ostatnim albumie, Amparo, zaprezentowała całkiem ciekawą muzyczną wizję "swojej" Ameryki Południowej. O ile oryginał "Jungla Inquieta" był raczej zakorzeniony w dżungli, ostrożnie wchodził coraz głębiej w zarośla, a po drodze zbierał otaczające wszystko bogate dźwięki przyrody, to już remiks wyprowadza Usbeck do cywilizacji, na którąś z imprezowo-chilloutowych plaż południowoamerykańskiego wybrzeża, gdzie dzień powoli chyli się ku końcowi, ale słońce wciąż solidnie przygrzewa.

Pytanie, co zmuszało mnie do nałogowego ripitowania tego kawałka, od kiedy pojawił się w sieci i dlaczego wolę remiks od oryginału? Hmm, to pewnie ten delikatny kontrast między leniwym, dżezawym funkiem i dziwnie chwytliwym motywem pianina, które punktuje i nawiedza całość. W dodatku eteryczny, niewinny wokal Usbeck tylko wzmaga uczucie, że remiksy Jensen Sportag, choć z wierzchu chilloutowe oraz nieco hedonistyczne, mają w sobie coś z wywoływania duchów, i w swoim spojrzeniu wstecz nadają nowy, ciekawszy bieg dobrze znanym piosenkom. Tylko tyle i aż tyle. –Jakub Bugdol

posłuchaj »

przeczytaj krótką piłkę


Louis Cole: Weird Part Of The Night

18Louis Cole
Weird Part Of The Night
[self-released]

Louis Cole udowadnia, że jest dziewięćdziesięcioma procentami duetu, z którego najlepiej go poznaliśmy. W "Weird Part Of The Night" zabrakło tylko wokalu Genevieve Artadi – reszta to wykapane Knower. Dziwny pop to częsty syndrom tego, co najciekawsze i najbardziej owocne poza mainstreamem, i tego usilnie poszukujemy, staramy się to wyławiać i prezentować. U Cole'a stwierdzono jego maksymalistyczną wersję. Co w tym tak bardzo oryginalnego, że spotykamy się na liście rocznej? Pamiętamy szalenie wybuchowe brzmienie The Go! Team (o, niektórzy już zapomnieli? Thunder, Lightning, Strike to był ogień!) czy nie mogących przestać w kolorowe tłuste faktury purple-soundowych producentów typu Hudson Mohawke, Rustie czy Joker. Na tle ich wszystkich robota Louisa Cole'a mieni się czymś nowym: oddechem. Nie wiadomo jak, ale chłop włączył do tego wszystkiego wydawałoby się antytetyczny wobec produkcyjnego maksymalizmu pierwiastek sophisti. Ot, kolejna dziwna wersja zwiewnego popu anno Domini 2016. Poznaliśmy ją z Knower, cieszy nas niemniej podpisana jako Louis Cole. Jeśli z drugiej strony numer zażera kompozycyjnie, o czym pisał Jakub (link poniżej), to już w ogóle elo. –Michał Hantke

posłuchaj »

przeczytaj playlist


Rihanna: Work

17Rihanna feat. Drake
Work
[Roc Nation / Universal]

Dacie wiarę, że minęło już 6 lat od "What's My Name"? Przez rewelacyjne "Take Care", po ubiegłoroczne "Too Good" oraz właśnie "Work", formuła Riri x Drake wciąż wydaje się niewyczerpująca. Nawet jeżeli udział Drake'a jest dość kosmetyczny, to jednak regularni współpracownicy Drizziego, czyli PartyNextDoor i Boi-1da, zadbali tutaj o minimalistyczny, momentami mroczny i niepokojący podkład, jakże trafne środowisko pod osobliwe pop-braggadocio Riri. Rihanna wraca do dancehallu, a – jak wiadomo – jest jego królową. Kolejny powrót do karaibskich korzeni to użycie rytmicznego języka kreolskiego, który z pozoru brzmi jak dość niedbały angielski, co lingwistyczni puryści odczytywali jako kolejny etap językowej apokalipsy.

Bez względu na to, ile pierwszych miejsc i nagród zgarnie za ubiegły rok Beyoncé, to Barbadoska pozostaje dla mnie pierwszą kreatorką dzisiejszego popu. "Work" to nie jest jest jej najlepsza piosenka, ba, nawet nie w 2016, ale wygrywa w kategorii seksownego urban-bangera roku. Utwór traktujący prawdopodobnie o niemożności stworzenia trwałej relacji w warunkach pracoholizmu miejskiej dżungli, przez maniakalnie powtarzane work mimowolnie stał się także jednym z tych trenerów motywacyjnych, których wcale nie mam ochoty zdelegalizować. Work, work, work girl. He's with J.Lo now. –Iwona Czekirda

posłuchaj »


Desiigner: Tiimmy Turner

16Desiigner
Tiimmy Turner
[Def Jam]

Wcale nie jest takie oczywiste łatwe przystosowanie się do nowych form życia w rap-światku – sam przez relatywnie długi czas byłem jednostką wyjątkowo oporną, obserwującą z zaciekawieniem, ale i rezerwą. Znam jednak i takich, których ostatecznie złamał dopiero "Tiimmy Turner" i jego duchowo zakomunikowana potrzeba przestrzelenia komuś łba. Desiigner zrobił to idealnie: z kapciem w ryju, w zatęchłym, XV-wiecznym zamczysku, przy wtórze zdezelowanej syreny alarmowej, trzaskających okiennic i stada wyjących z głodu wilków, a także całej masy innych pierdolników, jakie Mike Dean zdołał upchać w tym przebogatym, DIZAJNERSKIM podkładzie.

Paradoksalnie jednak nie brzmi to wszystko tak jednoznacznie, jak by się zdawało, nie ufam typowi w tym przerysowanym, sakralnym upaleniu, z tym że obchodzi mnie to mniej więcej tyle, co stan pampeluńskich ulic przed meczem Osasuny z Atlético. Ta gospelowo napompowana, gotycka rap-opera, która puszczona od tyłu najpewniej układa się w poczet germańskich demonów, równie dobrze mogłaby być kryptoreklamą napojów energetycznych, a ja w dalszym ciągu uważałbym ją za wisienkę na singlowym torcie 2016 roku. Jestem bowiem całkowicie bezbronny w obliczu tego bezwolnego, niemożliwego do zarżnięcia hooka, tej horrendalnej produkcji; odpływam przy klawiszowej, datowanej na ostatnią minutę odpowiedzi zamorskiego mainstreamu na Funky Filona, europejskie ruchy nacjonalistyczne i domniemaną rewolucję w polskim hip-hopie. Wielki, potężny utwór od 19-letniego newcomera, który ledwo wyrwał się ze szponów epigoństwa, a od razu pozamiatał – co tu dużo mówić, bardzo jestem ciekaw, co dalej. –Wojciech Chełmecki

posłuchaj »

przeczytaj playlist


Solange:

15Solange
Don't Touch My Hair
[Columbia]

Solange nagrała w zeszłym roku autentycznie dobrą płytę. Oczywiście najlepszy album 2016 to to nie jest, jak chcieliby co poniektórzy, ale w przeciwieństwie do sytuacji z najnowszą propozycją Beyoncé, parę razy z przyjemnością wracałem do A Seat At The Table. Jeśli jednak rozchodzi się o single, to siostry Knowles wytoczyły naprawdę potężne działa, zdolne bezproblemowo konkurować na rocznych listach o najwyższe laury. "Don't Touch My Hair" posiada pewien rodzaj niewymuszonej elegancji, który wyróżnia ten i garstkę zeszłorocznych protest-songów w morzu amerykańskiej, nieustannej walki o ujęte w taki czy inny sposób niezbywalne prawa każdego z nas. Wydaje się, że to, co od zawsze w czarnej muzyce tematycznie się przewijało, a po przykrych incydentach choćby w Ferguson nasilało, w roku, w którym na najbliższy czas Donald Trump zaklepał sobie miejsce w Białym Domu, absolutnie eksplodowało. W sensie, odnoszę wrażenie, że co trzecia płyta ze Stanów, której w zeszłym roku słuchałem, traktowała o tematach WAŻNYCH.

Nic w tym oczywiście złego, ale z perspektywy słuchacza oddalonego od opisywanej rzeczywistości o całkiem spory ocean, raczej ciężko dać się porwać jedynie dzięki zaangażowanym linijkom. Młodsza Knowles rozegrała jednak sprawę na tyle subtelnie (w metaforycznie zgrabnej warstwie tekstowej i – co równie ważne – w wyśmienitej kompozycji), że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Ci, którzy jeszcze nie zrazili się do piosenki walczącej, otrzymają cichą, wycofaną, ale mocną deklarację niezależnej kobiety, a dla sonicznych fetyszystów numer serwuje alt-r&b najwyższej próby, który od meandrującego zejścia melodii w części drugiej, przez funkujący pre-chorus, po wokalne harmonie Solange i Samphy zachwyca na każdej płaszczyźnie. –Stanisław Kuczok

posłuchaj »


Knower: The Government Knows

14Knower
The Govenrment Knows
[self-released]

Miniony rok był dla mnie całkiem udany, jeżeli chodzi o koncerty. Mogło być lepiej, część ważnych wydarzeń pominąłem, ale do dziś nie do końca dotarła do mnie świadomość, że widziałem nawet Zuccherro! Wybrałem się bez większych oczekiwań na "Night Of The Proms" w Łódzkiej Atlas Arenie, głównie po to, aby zobaczyć Simple Minds, ale poza "Don't You (Forget About Me) trafiło mi się też "Baila Morena" w gratisie. Po tak bogatej aktualizacji listy "seen live" czego właściwie może chcieć od życia taki gość jak ja? Przede wszystkim koncertu Knower w Polsce, a niestety największy niedosyt pojawia się w momencie, kiedy masz świadomość, że twój cel był blisko. W 2016 roku ruszyła "akcja" zainicjowana przez menadżerkę zespołu oraz Louisa Cole'a, który na swoim facebookowym profilu wyrażał chęć zagrania w naszym kraju i prosił o pomoc przy organizacji potencjalnego gigu. Jakiekolwiek prace ruszyły na miesiąc przed dniem, gdy zespół miał mieć wolne okienko w swojej europejskiej trasie, i niestety nie dało się w tak krótkim czasie znaleźć klubu, który pomieściłby około 250 osób (no ej, Porcys lubi na fejsie ponad 6 tysięcy osób, więc myślicie, że sala by się nie zapełniła?), z właścicielami gotowymi zapłacić niemałe pieniądze za występ. Crowdfounding też raczej był wykluczony w sytuacji, gdzie za organizację wzięły się mało doświadczone osoby, a czasu naprawdę brakowało. Cóż, liczę, że ten rok w końcu przywieje ten wspaniały zespół do naszego kraju.

Tymczasem warto wrócić do indeksu, który mógł stać się internetowym klasykiem z dziesiątkami milionów wyświetleń, ale z przykrością stwierdzam, że link do teledysku nie pojawiał się na wallu moich przypadkowych znajomych. Nie śmiem zarzucać duetowi Cole/Artadi powagi, ale bez wątpienia materiał z Life można luźno podzielić na te dopieszczone, wygładzone popowe kawałki, jak najlepsze na płycie "Hanging On", oraz na te mniej poważkowe numery, aspirujące do wejścia w świat memów. Nawet mogę uznać "The Government Knows" za protest song, z tym że w teledysku próżno szukać scen ze studia nagraniowego, gdzie muzycy nad wyraz wczuwają się w swoje zadanie, sumiennie interpretując każdą linijkę zaangażowanego tekstu, jednocześnie mocno dociskając słuchawki do ucha. Ten singiel to śmiech umierającego, czarna komedia bez happy endu, ponieważ wszyscy jesteśmy inwigilowani, a tryb incognito uchroni cię co najwyżej od przypału przed współdomownikami.

Duet Knower jest biegły w montowaniu wyrazistych akordowych pocisków, a "The Government Knows" to żyleta, rządowy quasi-komiczny przekaz, widowiskowa żonglerka karkołomnymi hookami. I mimo że Cole spełnia tu rolę zniekształconego, zimnego komunikatu dobiegającego z orwellowskiego teleekranu, przeplatanego syntetycznymi eksplozjami, kolorytu nadają melodyjne chórki Genevievie. Jeżeli marzy wam się noc z twarzą Marylin Monroe, zasłońcie kamerkę w laptopie i cały czas miejcie z tyłu głowy ten utwór. –Artur Kasprzycki

posłuchaj »


Beyoncé: Formation

13Beyoncé
Formation
[Columbia / Parkwood]

Mimo że Beyoncé przez lata rozjaśniała włosy, śpiewa: "I like my baby hair with baby hair and afros", no i daje jeszcze "My daddy Alabama, momma Louisiana […] Earned all this money but they never take the country out me". Czy przez ten rok udało się komuś przebrnąć, nie poznając hymnu Czarnej Kobiety jednoznacznie okazującej dumę ze swojego pochodzenia i solidarność z innymi Afroamerykanami? Bill Gates długo się bronił, ale w końcu nawet do niego dotarło "Formation", zresztą pokazał, że wie, co to dab.

"Formation" to najbardziej trapowy singiel w dorobku Queen Bey, z podkładem eksplodującym feerią barw. Obniżony wokal w refrenie przyprawia o gęsią skórkę na łydkach i skurcz karku. Z kolei kończące go "swag" sprawia, że masz ochotę rzucić całą papierkową robotę, którą się teraz zajmujesz, i dołączyć do tancerek z klipu – zwłaszcza jeśli jesteś kobietą i w mostku słyszysz "okay, ladies, now let's get in formation, I slay". To, czego mi tu brakuje w tym utworze, to odgłos bilonów z "Money" Floydów, bo tu słychać, że Bey stać na wszystko, bez względu na to, czy da się to kupić, czy nie. –Agata Kania

posłuchaj »

przeczytaj playlist


1975: She's American

121975
She's American
[Dirty Hit]

Otoczka i drące się starsze nastolatki to taki Strokes bis, czyli w sumie to bym się śmiał, jakby ten 1975 upadł i sobie ten głupi ryj rozwalił, ale jak w casusie Strokesów, po krótkim czasie to nam trochę głupio, gdy odkrywamy, ile pod tymi piszczącymi typiarami znajduje się mocno niegłupich i nośnych patentów, które w badanym kawałku osiągają wybitnie spore radiacyjne stężenie. Ku własnemu zdziwieniu, mimo kuriozalnej nazwy wydawnictwa, kapela wyczyściła swoim albumem pop-gitarowy teren (no dobra, Ablebody się ostał, ale to dla fajnych stetryczałych dziadków z 14:28). A i wszystkie promujące single, w szczególności ten tutaj prezentowany o prostych zębach, to herbaciano-cukierkowa esencja całego tego melodyjnego fenomenu. Poza tym 1975 daje cholernie dobre koncerty, co z quasi dziennikarskiego obowiązku z pokorą zaznaczam i umieszczam w linku powyżej. –Michał Kołaczyk

posłuchaj »


King: The Right One

11KING
The Right One
[KING CREATIVE]

Girlsband – myślę, że to może być mój ulubiony sposób "prezentacji" muzyki. W girlsbandy, w stopniu nawet większym stopniu niż boysbandy, wydaje się wpisana praca zespołowa oparta na rezygnacji z gwiazdorzenia, czyli niewiele w nich miejsca na manifestację ego. I jasne – widzę ten seksizm, wyobrażam sobie, że ktoś może widzieć w girlsbandach uprzedmiotowienie w najgorszym wydaniu, ale w 90 procentach przypadków wolę harmonizujące głosy kilku pań, zamiast jednej "tak odważnej i bezkompromisowej" jak Beyoncé w 2016 roku. Nie odbieram nikomu prawa do zabierania głosu, ale nieludzko zespolone w robotyczne mono Perfume fascynują mnie bardziej, niż jakikolwiek osobisty przekaz w muzyce, a chłopaki niestety nie śpiewają tak fajnie. KING to w sumie fantazja na temat girlsbandu, w epoce popkultury na poważnie ożywiająca sama w sobie. Niespecjalnie czuję, także z tego powodu, umieszczanie akurat tego utworu w neosoulowej szufladce. "The Right One" kojarzy mi się z w ogóle inną bajką – z leniwie stąpającymi, zapomnianymi już chillwave'owymi hitami, z unieśmiertelnionym przez Portlandię "Feel It All Around", a właściwie z chillwave'ową wariacją na temat SWV, oprawioną w kwaśne harmonie. Jasne, zgadzam się z Borysem, że to utwór wspaniały sam w sobie na poziomie układu melodii i akordów. Może dlatego zaproponowane tu wyżej porównanie (zwłaszcza do łopatologicznego zwykle chillwave'u) wydaje mi się dość wulgarne w stosunku do tej kompozycji, ale to przecież nie grzech, że opakowano ją w brzmienie i estetykę, która jest jedną z moich ulubionych. W gruncie rzeczy trudno o lepszy układ. –Kamil Babacz

posłuchaj »

przeczytaj krótką piłkę


#20-11    #10-01

Listy indywidualne

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
Playlist Extra: 15 najlepszych utworów Jorge Elbrechta
Presentable Corpse"Don't End Up Alone"