SPECJALNE - Ranking

20 najlepszych singli 2006

12 stycznia 2007




Jeżeli w 2005 obwieszczaliśmy wszem i wobec cudowny urodzaj wybuchowych singli, to 2006 przyniósł tego dobrobytu kontynuację, nawet z tendencją wzrostową. Każdy tydzień obfitował w kolejne objawienia, a ułożenie końcowych list przypominało krwawą walkę między tuzinami tune'ów, w efekcie której za burtą znalazły się tak mistrzowskie kandydatury, jak Jay-Z, Nas, Christina Aguilera, "If You Were Mine", Ghostface Killah, Ne-Yo, Pipettes, Basement Jaxx, Guillemots, Phoenix, Renton, Ciara, Field Mob, Herbert, "Gramy Dalej", Sally Shapiro, Luomo, Knife, Clipse, Prince, "Stars Are Blind", Rapture, Paul Wall, Chingy, "Just 1 Nite", CSS czy Amerie. Zaś kawałki które pozostały na placu boju z tarczą i weszły w skład top 20 stanowią błyskotliwy dowód na dwa twierdzenia: że pop dystansuje dziś niezal-rocka o lata świetlne i że single są jedyną wartością jaką bieżąca muzyka oferuje. So keep it real, zero komercji, yo yo.


20Paula DeAnda feat. Baby Bash
Doing Too Much
[Arista]

"Doing Too Much" dla wielu okazało się zbyt intensywne i męczące. Monika uważa nawet że to najbardziej irytująca piosenka 2006! I potrafię zrozumieć ten punkt widzenia – przez większą część trwania kawałka słyszymy powtarzanie w kółko paru fraz, jak zaciętej płyty. Zanotowałem ostatnio mini-trend na takie rozwodnione akcenty z równie (i z tych samych powodów) niedocenionymi szlagierami "Pullin' Me Back" Chingy'ego i "So What" Field Moba z Ciarą. "I'm leaving messages and voice mail..." – istotnie, komuś mogłoby to wydać się wyblakłe i statyczne. Każdy wers pomnożony jest przez dziesięć. Nawet gościnnie mruczący ziomal brzmi jak na loopie. Ale różnica między monotonią i katartyczną hipnozą często bywa umowna. Uważny słuchacz połączy kropki kreską i ujrzy kształt odsyłający do repetycyjnych "phase techniques" Reicha. Drobna latynoska nastka przypuszczalnie uczestniczy w tym przedsięwzięciu nieświadomie, a jej urodziwy skądinąd lament pod adresem nieczułego na starania chłopaka (choć tekstowo sensowny wobec muzycznej formuły utworu) schodzi na dalszy plan. Natomiast fakt pozostaje faktem: to chyba pierwszy kawałek r&b operujący narzędziami rodem z "minimal music" i mogę go słuchać kilka godzin pod rząd. –Borys Dejnarowicz

zobacz klip »


 

19Ican
Cambio
[Planet E]

Na obrzeżach głównego strumienia narodziła się imprezowa bomba. Jeśli jesteście zorientowani w kwestiach związanych z Ican (Detroit, Salazar, "Jaguar", cośtam), to odsyłam bezpośrednio do playlistu, bo wypowiada się w nim specjalista, bliżej waszego poziomu. Jeśli tegoż playlistu, podobnie jak ja, nie jesteście w stanie ogarnąć, to próżno szukacie w poniższym tekście pociechy. Nie jestem w stanie jasno wyeksplikować dlaczego figuruje pośród tegorocznych wymiataczy. Łopatologicznie: "Cambio" to takie niezal-techno (aj, taki neologizm już był na portalu?), dla początkujących wrażliwców, zawierające wszystkie niezbędne elementy standardowej techniawy, ale zmieszane w wersji light. Główną oś stanowi oczywiście motyw basowy, akcentowany przez klawiszowe plamy. Sztuczne bębny z dołu, syntentyczne plumkanie z góry i, naturalnie, syrena. Gdzie tkwi sekret – nie wiem. Żadnych hooków, żadnych zaangażowanych liryków, jedynie rytm i brzmienie. Niemniej jednoczy moją dziewczynę, kumpla z pracy, oraz – jak się okazuje – współtwórców serwisu. Chylimy więc czoła kolektywnie. –Filip Kekusz

posłuchaj »


18Snook
Snook, Svett Och Tårar
[Playground Music]

Wiem, że to odrobinkę zużyta figura recenzencka, a w dodatku mamy początek roku 2007 i przyszło mi tu komentować utwór artystów ze Szwecji, więc tym bardziej narażam biednych czytelników na serię wkurwiających klisz, ale... Kawałek Snook to, jak dla mnie, definicja "cool" za 2006. Skoro już to napisałem – wypada się tłumaczyć. Po pierwsze kawałek jest jakby inny. Swingujące metrum wywala piosenkę na zupełnie inny tor. Nie byłoby uroczego flow dwójki Szwedów (każdy nawija trochę inaczej, ale razem znakomicie się uzupełniają) bez tego bujająco-kroczącego bitu. Po drugie wszystko jest tutaj robione na świeżości, niczym zawodnik Kosowski w drodze ze stadionu do kasyna. Nawijka przywodzi na myśl olewkę Junior Senior. Żywe, anegdotyczne dęciaki zgrane z melodyjną kaskadą żeńskich i męskich wokali w pseudo-refrenie przy pierwszych odsłuchach robią wielki hałas. Ale to zwrotki są tu epokowe. Goście w sztuce nawijania są kreatywni jak mało kto. Mają zero ziomalstwa w głosie, a przy tym wyczucie rytmu, z fantazją akcentują słowa, swobodnie wyrzucają z siebie worek niewymawialnych szwedzkich sylab. Pozornie wszystko jest kanciaste, wykonane na styk – ale z genialnym efektem. –Piotr Kowalczyk

zobacz klip »


17Jessica Simpson
A Public Affair
[Sony]

Mam taką małą prywatną teorię na temat tak zwango "szołbiznesu" w naszym pięknym kraju, jakoby opóźnienie jeśli chodzi o najnowsze prądy w sztuce i w muzyce wynosi średnio około 2 lat. Jeśli mielibyśmy się zastanowić jak ta teoria sprawdza się jeśli chodzi o mainstream – to byłoby to jakieś kilka miesięcy: czyli coś co jest hitem w UK czy US teraz – u nas będzie pewnie gdzieś w okolicach wiosny. Podobnie rzecz ma się jeśli chodzi o "A Public Affair" – piosenka która z powodzeniem śmigała na zachodnich playlistach w lato, u nas jest promowana jako nadchodzący przebój karnawału... Pozostaje mi tylko pogratulować polskiemu przedstawicielstwu wielkiego międzynarodowego molocha refleksu. Wpadka tym większa, że to kawałek typowo wakacyjny, słoneczny, plażowy. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że nadchodzący karnawał będziemy pamiętać głównie za sprawą Jessici (wierzę w was koledzy DJ-e). A dlaczego? Bo kawałek ma w sobie potencjał o nieograniczonej skali – to po prostu ta sama liga co "Bad" Majkela, "Holiday" Madonny czy "Take On Me" A-Ha. W sensie produkcyjnym utrzymany właśnie w estetyce wczesnych lat 80-tych, "A Public Affair" naprawdę daje sporo do myślenia.

Można by się oczywiście godzinami spierać czy jest, czy nie jest to plagiat... Można by roztrząsać także wątpliwy talent wokalny tej lukrowanej i tandetnej pop-gwiazdeczki... Ale mimo to nikt nie powie mi, że ta kompozycja nie ma w sobie znamion prawdziwego geniuszu. Najbardziej poraża to, jak bardzo ten kawałek jest lekki, jak bardzo jest bezpretensjonalny i w swoim wyrazie nieskomplikowany. Właściwie wszystko, łącznie z teledyskiem do utworu, jest zrobione tak jakby z lekkim przymrużeniem oka. W sensie formalnym mamy tu oczywiście typowy układ zwrotkowo-refrenowy, z bardzo fajnymi, pod koniec mocno akcentowanymi mostkami, które niejako naprowadzają słuchacza na niesamowicie seksownie zinterpretowaną melodię refrenu + obowiązkowy finał spod znaku: "a teraz wszyscy razem". Na oddzielne i szczególne wyróżnienie zasługuje jednak rewelacyjna partia gitary: w podręcznikach dla początkujących realizatorów dźwięku, "A Public Affair" powinien stać się modelowym przykładem na to "jak powinna brzmieć rasowa, funkująca szklanka gitarowa, jaką można wyciągnąć z instrumentu typu Fender Stratocaster" (nie mówiąc już o tym jak bardzo w sensie rytmicznym jest ona skomplikowana). "A Public Affair" jest jedną z najlepszych piosenek zeszłego roku, o czym słuchacze w Polsce będą mieli się okazję przekonać w czasie nadchodzącego karnawału. Życzę dobrej zabawy. –Michał Szturomski

zobacz klip »


16Nelly Furtado
Do It
[Geffen]

Elo Timba, dzwonię, bo jest sprawa, zią. Wiesz, my tu na Porcys kolektywnie padamy na kolana przed tym eightiesowym "Do It" i nawet w top twenty singli roku chcielibyśmy umieścić ten track, ale najpierw musimy pewną kwestię wyjaśnić, żeby przypału nie było, ok? No więc, stareńki, nie wiem, jak to powiedzieć, jak zacząć, ale jest taki koleżka, Janne Suni, który nawija, że mu zajumałeś ten numer, bo to on jest podobno jego kompozytorem... Czekaj, słuchaj uważnie, coś ci puszczę, check this out. Ej, nie wkurwiaj się tak, spokojnie. Ja kumam, że ty "ain't fuckin' thief", nie unoś się, zią. Co tam krzyczysz? Że nie znasz żadnego Suniego? A hasło "demosceners" coś ci mówi? Wiesz, to tacy narwańcy od komponowania na Amidze czy Commodore, hardcorowe podkłady do Sensible Soccer, te sprawy. Aaa, że nie wiesz co to soccer, spoko. To może o Finlandii słyszałeś? Zakłócenia jakieś, powtórz szefie. Yhy, że dotąd Azji nie odwiedziłeś? Ale słuchaj, to bardziej taki kraj w stylu Danii, nie wiadomo, czy w Europie, czy w Skandynawii leży. I tak nie byłeś? Ok, to luz, kamień spadł mi z serca, wiedziałem, że nigdy byś jakiejś melodyjki komputerowej nie zaiwanił, to nie w twoim stylu przecież, wiadomo.

To tylko ci szybko powiem, że zrobiłeś z Furtado taką seksowną niunię, że wymiękam, a kwintesencją przemiany tej dotąd niepozornej i, sam przyznasz, dość bezpłciowej śpiewaczki w prawdziwie gorącą cizię jest właśnie to cudownie cukierkowe "Do It", które brzmi jak jakiś zaginiony instant classic z lat osiemdziesiątych, normalnie radio złote przeboje. Respekt naprawdę, jak ty to robisz, koleś, sam te melodie wymyślasz? W ubiegłym roku w kategorii takich słodziutkich, Madonnowych numerów jedynie Jessica i jej "If You Were Mine" mogła się z tym kawałkiem równać; szkoda, że nie wszyscy to ogarnęli, ale co zrobić, będzie ranking singli dekady, to się naprawi ten rażący błąd. Jakbyś jeszcze mógł Nelly namówić, żeby się jednak zgodziła dla tego Playboya pozować, taaaaaaaaką kasę jej proponowali, zią, za tyle to pewnie sam byś się rozebrał, right? Aha, że musisz kończyć już, bo masz spotkanie z prawnikami Geffena, jasne, kumam. Może jakieś przesłanie dla czytelników i redaktorów Porcys na koniec? Haha, genialne. "Keep it real, niggaz", ok ziomuś, we will. Nara. –Tomasz Waśko

posłuchaj »


15Beyoncé feat. Jay-Z
Deja Vu
[Columbia]

Docenienie Beyoncé nie jest takie oczywiste. Nie służy temu najlepiej milion dotyczących jej, niepotrzebnych faktów, którymi jesteśmy zewsząd kolorowo i dynamicznie bombardowani. Nie pomaga również znajdowanie się tej panny (starszej ode mnie o pięć lat, a wiecie, ja jeszcze młody jestem) w samym oku komercyjnego cyklonu. "Deja Vu" usłyszałem pierwszy raz u fryzjera, jako przerywnik między jednym shitem a drugim (radio Eska zdaje się leciało, ale głowy nie daję). I nie doznałem zupełnie, bo gdy się spojrzy na kawałek pobieżnie, nie wyróżnia się on z błaho-ściekowego tumultu. No, ale musi to być naprawdę powierzchowne spojrzenie. Należy przy nim nie zauważyć na przykład silnej, emocjonującej nawijki Jaya. Pominąć dobry tekst tęskniącej za nim dziewczyny. Ale to dopiero wstęp. Trudniej jest być głuchym na melodie zwrotek i refrenu, obie niepokojące i – stosownie do treści – "gryzące trawę", jak piłkarze w zaciętym meczu o-kurde-wszystko. Jeśli już to się udało – starcie najtrudniejsze. Pobieżny słuchaczu, najlepiej włącz odkurzacz, zacznij mycie zębów i kłótnię z dziewczyną! Wtedy jest szansa, że nie dostrzeżesz performensu wokalnego Beyoncé, uprawomocnionego dobrym podkładem ale i samego w sobie piorunującego. Tu się jakaś nowa jakość wkrada! Ona jest na granicy załamania, nie słyszałem w tym roku bardziej szczerej piosenki do cholery. Istnieje fizyczna możliwość zignorowania tego, tak. Ale trzeba się przy tym nieźle napracować. –Jędrzej Michalak

zobacz klip »


14Murs & 9th Wonder feat. Joe Scudda
Silly Girl
[Record Collection]

Na Mursa pierwszy raz natknąłem się piękną zimą roku ubiegłego, przy okazji świetnej kolaboracji z delikwentem o pseudonimie Slug, zawierającej trochę rasowego singlowego wymiatacza, ale generalnie ustępującej konceptualnie materiałowi ziomków z Little Brothera. Członek właśnie tego składu, 9th Wonder, przyłożył magiczną różdżkę do Murray's Revenge i słychać to głównie na wystającym o dwie głowy ponad resztę płytki kawałku "Silly Girl", najładniejszym i najbardziej cukierkowym (final)break-up song jaki mi w tej chwili przychodzi do głowy. Krótka piłka: przymglony wokal r'n'b laski jęczącej "ah ha ha silly" nałożony na Mursa bezpardonowo potępiającego swoją "byłą" to majstersztyk wyznaczający słodki ton całego podkładu. Niezależnie od zajebistości czkawki zakurzonego, szumiącego tematu w intro i tego przestępującego, chińsko dzwoniącego groove'u z serii "brzmienia wyniuchane w antykwariacie weird sounds" (z "Nothing Is Cool" McEnroe'a mi się skojarzyło) wszystko sprowadza się do tytułowego zaśpiewu. Murs chociaż nie jest wybitnym emce, szefuje luzem i co jest fajne, czym upodabnia się do "offbitowego" flow Hovy, lubi zostawiać sobie trochę miejsca, żeby móc na przykład zrymować "financin" z "no chance in" i na swobodzie dopowiedzieć jeszcze do tego "hell" jak gdyby nigdy nic. Dostarcza też "Silly Girl" kolejnego pretekstu do śmichów chichów w środowichu z tej grzecznej harcerskiej kompanii hip-hopowych wrażliwców – Murs właściwie odwraca stereotyp "silnej baby", stanowczo oznajmiającej ex-chłopakowi, żeby się od niej odczepił i że już z nim skończyła ostatecznie. W ustach ciemnoskórego rapera z LA wygląda to groteskowo, by nie rzecz mazgajsko, ale gość generalnie i tak ma to w dupie, bo jest cool. O tym jest ta piosenka dzieci. –Michał Zagroba

posłuchaj »


13Lansing-Dreiden
A Line You Can Cross
[Kemado]

Hmmm. 0:34-0:51 i 1:41-1:59. Nie rozumię. Hehe. Hm. Fuck. 0:34-0:51 i 1:41-1:59. Hm... Nie rozumię? Ha! 0:34-0:51 i 1:41-1:59! E. Nie rozumię. HAHHAAH. 0:34-0:51 i 1:41-1:59... Nie rozumięęęęę. Hehe. He. 0:34-0:51 i 1:41-1:59. Yyy. Hm. Hihihi. Eee. 0:34-0:51 i 1:41-1:59. Nie-ro-zu-mię! Ha ha! Hm. Hm. Wrrrrr. Ugh. 0:34-0:51 i 1:41-1:59! NIE ROZUMIĘ. Aaaaa. 0:34-0:51 i 1:41-1:59!!! N*i^e$r#o&z%u!m)i(ę. 0:34-0:51 i 1:41-1:59!!!!!!!! N--->I--->E. +++++ R--->O--->Z--->U--->M--->I--->Ę . Rozumię? Nie. Nie nie nie nie nie nie nie! He. Hm. Hmmm hmm hmm. Fuck fuck fuck. Nie. Ro. Zu. Mię. Nie rozumię . 0:34... 0:51... 1:41... 1:59... 0---:---3---4 do 0---:5---1... i 1---:---4---1 do 1---:---5---9. Nie rozumię. Nie roiziumięęę. 0:34 hm. 0:51? Hm! Ha! Ha! He. He. He - nie rozumię. %%%%%%%%%%%%%%%%%%%. &&&&&&&&. ????????????????????. ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||. {{{{{{{{{{{{{{{{{{. +++++. =========. //////////////////////////////////. \\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\. Ariel, there's a line you can cross. –Borys Dejnarowicz

zobacz klip »


12Junior Boys feat. Andi Thoma
In The Morning
[Domino]

*"...otworzył oczy i ujrzał obok siebie śpiącą rudowłosą dziewczynę. Przypomniał sobie jej imię bez trudu, jako że poprzedni wieczór – kiedy ją poznał – był z gatunku fantastycznych. A noc? Absolut... Dziewczyna poruszyła się, śniąc. Seksowna, świetny gust, nieco tajemnicza, bez chłopaka (tak twierdziła) – jasna wizja stairway to heaven. A jednak gdy patrzył na jej anielską twarz pojawiły się w nim wątpliwości (czy ona na pewno skończyła 18 lat? czy nie ma przypadkiem chłopaka w kryminale? czy dzisiejszy świat nie sprzyja raczej niezobowiązującym spotkaniom niepodległych singli? czy...?). Włączył CD, przeskoczył na utwór numer 5. Początkowe matematyczne arpeggia etc etc. Przestał się wahać: 'In The Morning' to naprawdę zajebisty utwór".

Swego czasu Florian Schneider (a może któryś inny członek Kraftwerka) stwierdził, że twórczość jego zespołu to przedłużenie tradycji niemieckiej muzyki romantycznej, przepełnione liryką w duchu Schumanna i Schuberta. Zaskakujące stwierdzenie dla tych, którzy widzieli w pionierach techno-electro cyborgi żywiące się prądem. Podobne opis pasuje do "In The Morning". Początkowe matematyczne arpeggia i sekwencja beatów, na których zbudowany jest utwór szybko stają się tłem dla delikatnej melodii. Całość gra dzięki rozpięciu pomiędzy symetryczną rytmiką a superlirycznym hookiem partii wokalnej. "Gra" to zresztą za mało powiedziane – w electro-popowym (wredne etykietki) nurcie to singlowy leader (nie "price" a "quality" oczywiście). Przede wszystkim dlatego, że ten strumień bitów to świetna narracja o tym, że rano pojawiają się wątpliwości*.

Na skraju radiowości, na skraju bounce'owości, za to cholernie stylowy a jednocześnie niezwykle uroczy pop. Analityczne kategorie nie są do końca w stanie sprawdzić tego, czy dany utwór rządzi czy błądzi. Przy ustalaniu własnej listy singli jako główne kryterium uznałem ilość przesłuchań ze specjalnymi punktami za słuchanie kilka razy z rzędu. I tu "In The Morning" is da boss: przez wiele tygodni codziennie rano trzy razy. –Piotr Cichocki

posłuchaj »


11Justin Timberlake feat. T.I.
My Love
[Jive]

W "My Love" upatruję sukcesora Snoopowo-Pharrellowego "Drop It Like It’s Hot". Nasiąknięty hipnotyzującym fluidem kołysze ździebko żwawiej, równie chciwie czerpiąc z cudacznych bitboxów, klików, skowytów, szumów, trików. "What would you do?". Anioła zaśpiew z nieba, Justin z pudełka, Timba z klubu, T.I. z featuringa, plumknięcia z policzka, "Tell me, would you?". Zauroczony niewiastą Timberlake roztacza idylliczny szkic must be miłości, o którą romantycznie zawalczy, bo gotów jest do jeszcze bardziej romantycznych poświęceń. Już go nie "zdumiewa fakt, że miłość znika i wraca jak letni wiatr", on teraz o tym nie myśli, ta. Tylko nie rozumiem za bardzo skąd wzięła się tu taka dramaturgia, chyba z tych niezdefiniowanych dźwięków w podkładzie, a może ten poszatkowany bit, może prawdziwy falset Justina tak mnie zahaczył. Dobre szumy. –Jacek Kinowski

zobacz klip »


#20-11   #10-1

Listy indywidualne 

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019