SPECJALNE - Ranking

100 Singli 2000-2009 Na Świecie

9 listopada 2010



080Dominique Leone
Clairevoyage
[2007, Feedelity]

Dominique Leone zrealizował stereotypowe marzenie muzycznego krytyka i teraz coraz więcej osób zna go przede wszystkim z tego, że miksuje, remiksuje i śpiewa. Rezultaty są różne – najczęściej przyzwoite, oddajmy – ale ten jeden "Clairevoyage" w pełni zapędy Leona rozgrzesza. Tuzinminutowy utwór walczy z "Giulianim" o tytuł najlepszego parkietowego hymnu dekady i, co więcej, na wielu płaszczyznach wygrywa. Dominique – przy istotnym współudziale Lindstroma, oddajmy – tworzy strukturę głęboką, skomplikowaną, kosmiczną, a przede wszystkim zajebistą. Wszystko, zupełnie wszystko jest fantastyczne w tym kawałku: kosmiczne dodatki, niby-skromne wejście bębnów, bas, BAAAS!, drgający podkład i wszystkie te malutkie błyskotki, "turu-tu-tu-tu-ru" (o wiele lepsze niż Wykrzyknikowe "turu-tu-tu-tuuuuu turu-tu-tu-tu-tu"). Nawet kaszel trochę śmieszy, choć przestał na wysokości lat dziewięćdziesiątych, kiedy nadużywał go Kazik. I jeszcze obowiązkowe wspomnienie osobiste, a jakże, najwspanialsza ścieżka dźwiękowa do jazdy Zakopianką, z jaką obcowałem. –Filip Kekusz

posłuchaj »


079Jennifer Lopez
Get Right
[2005, Epic]

Gościu wiedział, jak sobie dać na imię – dzięki tym wszystkim (niemal identycznym skądinąd, ale za to JAKI to jest pomysł) pomysłom na podkłady zarobił przecież w chuj HAJSU. Jeden z kluczowych składników obligatoryjnej pirackiej kompilacji The Best Of Rich Harrison (której albo nikt dotąd nie przyrządził, albo się nie natknąłem – jeśli opcja pierwsza, to do dzieła, bo ja nie mam czasu) ukazuje ludzką stronę niedostępnej "Queen of Sheba", jak ją kiedyś z pogardą nazwała Shirley Manson – do czego bardziej zresztą przyczyniają się akordy pianinka w rozwiązaniu chorusu, niż sama J.Lo, zainteresowana oczywiście robieniem HAJSU i niczym innym. Jednak właśnie w logicznym następstwie takichże hitów ludzkość zaczęła w 00s nieświadomie słuchać dobrej muzyki. Przyglądając się japie ("I love how she looks like every race") i brzuchowi ("I'd kill for that stomach!!!", kurwa, chyba nie wyjdę poza YT w tych komentach) solistki, widzowie symultanicznie wchłaniali takież bity z satelity i sądzili, że nic się z nimi nie dzieje. Mylili się. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


078Nelly Furtado
Maneater
[2006, Geffen]

Kacper ma na swojej liście tysiąc kawałków Avril Lavinge oprócz "Sk8er Boi", ja mam "Sk8er Boi", Kamil doznał Modjo, zaraz dojdziemy do wniosku, że doznawanie popu jest bardzo indywidualne (lol), ale nie-nie-nie, bo zdarzył się 2006 rok, którego sztandarem obok Paris jest właśnie przemiana Nelly Furtado i jej "Maneater". Frędzelki, urok atakujący rejony zarezerwowane dla songwriterek z gitarą i przede wszystkim leciutko przyjemne pitu-pitu muzyczne mogły wywoływać jakieś skrawki emocji, ale to dopiero timbalandowa masakra była tym elementem, który zmieszany z Nelly dał fajerwerki i wstrząśnięcia na całym świecie. Ten kawałek to bezpośredni szturm na twierdzę ostatnich pop-sceptyków z ideałami sierpnia, każda sekunda to kolejny cios do pełnego rozbrojenia. Nie da się nie zachwycić. –Ryszard Gawroński

posłuchaj »


077Q And Not U
Wonderful People
[2004, Dischord]

Teraz może trudno to sobie wyobrazić, ale w połowie dekady wszyscy słuchaliśmy dance-punkowych indie-hitów; popularność genre nie przekładała się jednak w żaden sposób na wycieczki stylistyczne zespołów spoza kategorii. Ofiarą potrzeby kwalifikowania takich właśnie wycieczek do wszechobecnego nurtu padli Bogu ducha winni post-hardcore'owcy z predylekcją do melodii. "Wonderful People" dawało się łatwo zbywać jako disco-punkową wprawkę, której przypisano zupełnie fałszywy status. Ekstatyczny, wygładzony wokal Richardsa znalazł tu swoje apogeum, wstecznie motywując powstanie intymnego projektu Ris Paul Ric, nie odrywając się jeszcze zbytnio od waszyngtońskiego rockizmu. Nowinką był przelewający się kreskówkowo bas i tak naprawdę tylko to. Wprawki do falsetowych hooków i nieśmiało zahaczające o garażowy parkiet klawisze widywaliśmy już na Different Damage. Wstrząsem była lekkość i piłka na tak. Jeśli kiedyś szukaliście czegoś, co brzmiałoby jak "1 Thing" grane przez Jawbox, to chyba to. –Mateusz Jędras

posłuchaj »


076Café Tacuba
Puntos Cardinales
[2003, Universal Music Mexico]

Ha, a więc jednak uchował się ten dziwaczny zespół w kolejnej odsłonie megapodsumowań Porcys. Coś musi w tym być, bo chyba niewielu laureatów Latin Grammy Awards ląduje w naszych zestawieniach rocznych. Zresztą zajrzałem nawet do Wikipedii, co tam u naszych milusińskich, bo oczywiście nie śledziłem nic po "Cuatro Caminos", niesłusznie być może, a tam dalej sukcesy na poletku meksykańskiego indie, pogratulować, zwłaszcza że po jednorazowej współpracy z Davem Fridmannem cieszą się mniejszą sympatią serwisów. Pozostaje cieszyć się, że ten śmieszny w gruncie rzeczy utwór, umykający niby klasyfikacjom i melodycznie bezbłędny, choć na granicy spadnięcia w miałkość aranżu, oparł się ofensywie świetnych singli z drugiej połowy 00s. –Łukasz Łachecki

posłuchaj »


075Common
Be
[2005, Geffen]

To jest de facto krótkie interludium. Ale w ciągu niecałych dwóch i pół minuty osiągnięty został minimalistyczno-klasycystyczny hip-hopowy ideał harmonii – najpierw kilka dźwiękowych odchrząknięć, a później ten przecudny, miło skrzypiący i perfekcyjny na wstęp (na przykład audycji radiowej w Radiu Kampus) motyw basu, do którego niczym na pierwszej lekcji kursu kompozycji dla początkujących dobierane są pojedynczo kolejne około-tematy poszczególnych instrumentów – słodka, syntetyczna nu-soulowa melodyjka, dostojne pianino, śniadaniowe smyki, po czym następuje naładowana pasją nawijka Commona, pełna tak sztandarowych świadomych i nieświadomych nawiązań do afroamerykańskiej kultury i black pride, że nawet dla laika są one łatwo wychwytywalne – od oczywistego namecheckingu (Malcolm, Coltrane), poprzez mistykę "ulicy", poprzez politykę ("Bush pushing lies"), po wątek duchowo-religijny połączony z sakralizacją potomka ("Waiting for the Lord to rise / I look into my daugher's eyes / And realize I'm gonna learn through her / The Messiah might even return through her"). Dlaczego więc ten zamierzony/niezamierzony banał tak rusza? Bo Common jest jednym z bardziej wiarygodnych raperów z gatunku "street poet" (innymi słowy: ma gość klimat), a same melodyjki są po prostu kozackie. –Michał Zagroba

posłuchaj »


074Kylie Minogue
Come Into My World
[2002, Parlophone]

Nikt już nie pisze takich piosenek. Dzisiaj dance-pop to jakiś electro-house'owy producent i przetransformowane wokalistki r&b. Nawet Aphrodite dotknęła wulgaryzacja. Chyba już wszystko powiedziano o tym utworze: że piosenka w piosence, że najlepsze la-la-la ze wszystkich u Kylie, że wyszeptane, a nie zaśpiewane, że można słuchać w kółko i nigdy nie odczuć znużenia. "Come Into My World" jest na tyle niepowtarzalne i uzależniające, że pod względem klasyczności chce się go porównywać do "I Feel Love", tylko że dużo więcej się dzieje. Kąpiele w czekoladzie to przy tym jakieś bzdury, same klawisze pod słówkami "come" i "up" przynoszą więcej ekscytacji. –Kamil Babacz

posłuchaj »


073Snoop Dogg feat. Pharrell
Drop It Like It's Hot
[2004, Star Trak]

Znam czcicieli minimalu, dla których "Drop It Like It's Hot" to jedyny hip-hopowy kawałek godzien kolejki w foobarze. Z geometrii wykreślnej bandy Pharrella można się czasem zdrowo pośmiać, racja. Ale tym razem powaga wygładza mimikę, bo Neptunes w żadnym ze swoich szlagierów nie są bardziej bezlitośni wobec zagadnień bitu. Jak za Boogie Down Productions, obiera się tu podkład muzyczny ze wszystkich warstw poza intencjonalną. Stara legenda głosi, że ilekroć pominiemy słowną laksację Snoopa, wmawiając sobie, że jest instrumentem jak każdy inny, tylekroć usłyszymy odgłos istnienia. Jak u Cage'a. –Aleksandra Graczyk

posłuchaj »


072Michael Gray
The Weekend
[2004, Universal]

Michael Gray jest singlem. Nie wnikajmy w jego życie prywatne, nie o to tu chodzi. Michael Gray jest singlem z "Weekend" na trackliście – nie ma na koncie LP poza Japonią a inne jego samodzielnie wydane tracki nie osiągnęły miary omawianego "archetypu". Mamy tu do czynienia z radykalnie nieskomplikowanym, hedonistycznym zażeraczem, który w całości jest samplem czystej zajebistości, a oprócz tego Ziemię Obiecaną osiąga wiedziony przez sample ze starego disco klasyka "Get Down Saturday Night" Olivera Cheathama i z minimalnie młodszego funkowego klasyka, "Back At Ya" Kerr. W ogóle trochę podobny przypadek, co "One More Time", bo co można po tym puścić? Najlepiej wersję extended. Dziura w stogu siana: jak to już z początku ustaliliśmy, nasz didżej z Gray’a, eleganckiego doktora anatomii klubowej gibany przeistoczył się w szarego zjadacza tantiemów. No ale i tak szacunek, bo na przykład kto inny w tak niewielu słowach oddał przedweekendowy nastrój tak wielu? –Andrzej Ratajczak

posłuchaj »


071Kelly Clarkson
Since U Been Gone
[2004, RCA]

Zanim spaprał trochę sprawę przy "I Kissed A Girl", "nasz człowiek w mainstreamie" doktor Łukasz dał się poznać właśnie jako współautor najfajniejszej piosenki Teda Leo post-Tyranny of Distance. I mimo, że niektórzy z nas wesołych snobów próbowali wytknąć hicikowi panny z Idola podobieństwo do jakiegoś tam srezalowego hymnu (no dobra, moje top dziesięć piosenek ever), ta energiczna hybryda teen popu i teen pop-punku była jednym z pierwszych kawałków tejże konwencji przyjętych przez niezalowskie amerykańskie media jako prawdziwy hype, a nie guilty pleasure, co potwierdza tylko Pitchforkowskie #21 w ich skromnym odpowiedniku naszego podsumowania. Można by jednak rzec, że na tejże konwencji też im się niejako ten powiew tolerancji i otwartego umysłu skończył, ale to innym razem. Sam kawałek jest za to najwyższej próby popem w post-1991 znaczeniu tego słowa (że "The Year Punk Broke"): monumentalnym, wybuchowym, gniewnym i łzawym równocześnie. Avril Lavigne robiła to kilka lat wcześniej, ale nigdy nie otarła się o tak fajowskie zmiany akordów i wokalne rymowanki jak panna Clarkson. Lubię Paramore i lubiłem też Kelly, hej. –Patryk Mrozek

posłuchaj »


#100-91    #90-81    #80-71    #70-61    #60-51    #50-41    #40-31    #30-21    #20-11    #10-1   

Listy indywidualne

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
AFK & BludworkLoyalty N Service (EP)
Burial"Claustro"