SPECJALNE - Ranking

100 Singli 2000-2009 Na Świecie

9 listopada 2010


010Britney Spears
Toxic
[2003, Jive]

A przy tym nie można powiedzieć "ale Chad" bo "Toksyna" nie jest od żadnych Neptunów ani Timbalandów. Brit zawdzięcza ją szwedzkiemu duetowi producentów Bloodshy & Avant i samej Kylie, która ofertę zaśpiewania "Toxic" odrzuciła, jakby nie ogarniając, że w 2004 fszyscy zaczynali być weird. A Brit... Brit odpuściła sobie udawanie dziewictwa i utworem tem złożyła oświadczenie I’m ready now-owości na turbulencje, perwersje i toksyczne związki. Sama jaa-kość muzyczna w "Toxic" pręży się lepiej, niż Brit w klipie. Rozpasany songwriting mogący bez bicia kojarzyć się z mistrzuniami popu świata arabskiego, ze wszystkimi ogólnie i z żadnym konkretnie, a tak naprawdę czerpiący z narodzonej w deszczowych, ale całkiem niemonsunowych okolicznościach bhangry + nieco szalone, bondowskie, urywające się ze smyczy, próbujące doskoczyć do teledyskowego jeta smyki + motyw spaghetti-westernowej gitary tankowany już wysoko w popowych przestworzach + garść electro-rzężąco-chrzęszczących bajeranckich wyładowań + wokal, w którym wciąż było sporo lolitkowatości = redancefinicja. Więc, jak rzadko kiedy, i TU może zostać ‘powiedziane’: no to Grammy. –Andrzej Ratajczak

posłuchaj »


009Rapture
House Of Jealous Lovers
[2002, DFA]




!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

–Radek Pulkowski

posłuchaj »


008Sophie Ellis-Bextor
Music Gets The Best Of Me
[2002, Universal]

Sophie to mądra laska. Pasja trzyma ją przy życiu i przynajmniej wie, na czym się skupić. Może nie wystarczyło jej na wszystkie single i albumy, ale w taką postawę, jak tutaj warto wierzyć. Amerie dołączyła do niej 5 lat później, w hymnie na cześć swojej pasji, ale tam już niebezpiecznie nakręcała się czynami innej osoby ("it's this one thing you did"), Sophie za to ryzyko zawodu nie grozi, bo na zdradę ze strony muzyki nie ma co liczyć. Ciężko nie uwielbiać tego hymnu na cześć flirtu i zdrowego dystansu. Hej, a pamiętacie teledysk na plaży? Radzę sobie odświeżyć. Utwór wyznaczył standard doskonałego utworu dance-popowego i jest przykładem dzieła esencjonalnego, pozbawionego zbędnych komplikacji, czyli chodzi o to, że się nigdy nie nudzi, a każdy singiel, który go trochę przypomina, dostaje na wstępie plusa, jak było choćby w przypadku lessinsowej "Liny". –Kamil Babacz

posłuchaj »


007!!!
Me And Giuliani Down By The School Yard (A True Story)
[2003, Touch & Go]

!!! są niczym Wojciech Fortuna muzyki, a szukając bliżej interesujących nas obszarów – niczym Vanilla Ice tej dekady. O ich ośmiu minutach chwały będziemy mówić tak często, jak grubawi tatusiowie o sukcesach sportowych z liceum. Nie pojawi się żaden ranking, który "Giulianiego" by nie uwzględnił, z przyczyn tak oczywistych, że zna je każdy. Offera i jego bardziej utalentowanych kolegów szum wokół kawałka najwyraźniej przerósł (albo są jeszcze inteligentniejsi niż myślimy), bo nigdy więcej nie spróbowali wysmażyć podobnie rozbudowanej, rozległej i odważnej kompozycji. W toku dalszej kariery albo stawiali na taneczne wymiatacze, albo ambitniejsze psycho-punki, ale wszystkie okazywały się dość grzeczne. Ale to już chyba też za nami. Louden Up Now i Myth Takes próbowały jeszcze coś nam udowodnić (kończyło się poczuciem pustki i zagubienia), ale już Strange Weather wygląda na solidną robotę pogodzonych z upływem czasu zdolnych muzyków. To nie tak mało. –Filip Kekusz

posłuchaj »


006Milky
Just The Way You Are
[2002, Motivo]

Wiadomo. Kolesie, którzy wyprodukowali ten kawałek są anonimowymi Włochami. Dziewczyna przed mikrofonem to niemieckiego pochodzenia niejaka Giuditta, ale w klipie wystąpiła za nią już egipcjańska modelka imieniem Sabrina. Konstrukcja utworu jest bardzo reprezentatywna dla lat dwutysięcznych, bo kompozycyjnie to przecież archetypiczny mash-up – akustyczna gitarka wzięta ze "Streets Of Your Town" Go-Betweens, a przewodni motyw wokalny z gitarowego riffu w McCartneyowskim "Listen To What The Man Said" i chociaż oba materiały źródłowe cenię szczególnie, to niestety wciąż wydaje mi się, że powstały one tylko po to, aby w 2002 roku włoski anonimowy duet producentów wykorzystał ich fragmenty w swoim plażowym dance-popowym szlagierze. W tekście pada apel: "Don't ever change / I want you just the you are" i piosenka rzeczywiście oparta jest na wielokrotnym powtórzeniu tych samych paru fraz, nic w niej nie ewoluuje, nic się nie zmienia, jest taka jaka jest. Wszystko powiedziano, wszystko wiadomo, już od ośmiu lat. Ale ilekroć słyszę "Just The Way You Are" to stoję/siedzę/leżę zahipnotyzowany jakbym słyszał to pierwszy raz. I zawsze mam to samo bezbronne wrażenie – ech, śliczne jak krystalicznie przejrzysta tafla srebrnego jeziora. Czy coś. Więc dla mnie to taki papierek lakmusowy na ludzi słuchających muzyki, który pokazuje mi – dla kogo jest to tylko "tyry tyyy tyry tyry tyyy...", a dla kogo AŻ "tyry tyyy tyry tyry tyyy...". Nie ukrywam, że z tą drugą frakcją bardzo mi po drodze. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


005Russian Futurists
Let's Get Ready To Crumble
[2002, Upper Class]

Kto nie pokochał Matthew Adama Harta na wysokości pierwszej linijki tego kawałka – "I do pop 'cause that's what my heart goes / I don't call it art / No sir" – ten bej bez serca, bo chyba trudno o bardziej bezceremonialnie urzekające wyznanie na temat tworzonej przez siebie muzyki. Moje serce też bije w te strony, a przypuszczam że i wiele waszych, zatem sentyment związany z tym kawałkiem jest chyba zrozumiały. Jednak uroczy, celnie puentujący tekst to jedno, a warstwa muzyczna to drugie. Hart w "Let's Get Ready To Crumble" idealnie wyważa proporcje pomiędzy tymi kluczowymi aspektami a efektem tego jest niesamowicie chwytliwy kawałek z cokolwiek pewnie i mądrym przesłaniem, które każdy odbiera jednak na swój sposób. Jednak to wszystko - wszystkim, a fakty są takie, że jak żyję to nie pamiętam piosenki, przy której tak często bym się w trakcie ostatniego dziesięciolecia uśmiechał. A że bywam postrzegany jako ponury bej, to myślę, że jest to trochę wartość sama w sobie. –Kacper Bartosiak

posłuchaj »


004Tok Tok Vs. Soffy O.
Day Of Mine (Ludicrous Idiots)
[2002, Leaded]

Kilka dekad białej, europejskiej muzyki istniało po to, żeby doprowadzić do powstania tego utworu. Kraftwerk pokazujący, że nie trzeba niczego kraść czarnym ludziom. ABBA ze skandynawską precyzją i efektywnością komponująca najlepsze single wszech czasów jeden za drugim jak maszyna. Giorgio Moroder i jego futurystyczne wizjonerstwo, które dziś jest dla nas retro-futurystycznym skarbem. New Order sprzedający hipsterom muzykę, której nie wzięliby z innych rąk. W najmniejszych szczegółach skonceptualizowany pop Human League. Pet Shop Boys wykonujący jedne z najbardziej wzruszających melodii znanych człowiekowi bez cienia emocji. Ace Of Base i ich wciąż niezrehabilitowane archiwum wielkich singli zmontowanych z niechcianych w latach 90. odpadów ze śmietniska poprzedniej dekady. Kolesie dłubiący w zimnym techno w Berlinie. Kolesie dłubiący w zimnym techno i definiujący estetykę w Kolonii. Lata koksu, wyjazdów do Niemiec, ryzykownych fryzur, makijażu, teutońskich partii syntezatora zapakowane w wulgarnie niedelikatną piosenkę z refrenem wielkości, kurwa, planety. –Łukasz Konatowicz

posłuchaj »


003Max Tundra
Which Song
[2008, Domino]

Że noopop, tak? Coś tam o tym wiem. Perikarion, otoczka mielinowa, aksony i dendryty. A w nich samych i pomiędzy nimi dzieje się zajebiście dużo i jeśli wszystko styka należycie to jest uhh, dammit, faajnie. Max Tundra jest jednym z tych nielicznych dilerów dobrego towaru, którzy ze wszystkich sił starają się, żeby było jeszcze faajniej, a do jego dopalaczy nikt przy zdrowym zmyśle słuchu nie może się przypierdolić, bo mają wszystkie wymagane atesty, choć skład niecodzienny, a potencjał uzależniający duży. Ot, "Which Song", asortyment z najwyższej półki: rytmiczne i melodyczne wygibasy szalonego profesora z Katedry Kompozycji na jakiejś Akademii Muzycznej, reminiscencje całych dni i nocy spędzonych na grzaniu w gierki wideo, błyskotliwy tekst, soulujący wokal zapodawany delikatnym timbrem niejakiego Bena Jacobsa, niewysokiego pana z łysinką, i od chuja chwytliwych mini-motywów. Spodziewane działanie: euforia, pląsy, empatia. Zresztą, chyba każdy doświadczył już tego na którymś z występów Maxa Tundry na żywo, prawda? Jeśli nie, proszę to nadrobić przy najbliższej okazji, a tymczasem delektować się mniejszymi dawkami z albumu albo jakiegoś innego Youtuba, bez jakichkolwiek obaw o swoje zdrowie. –Krzysztof Michalak

posłuchaj »


002Amerie
1 Thing
[2005, Columbia]

Nie dziwię się, że Sleater-Kinney rozpadły się w 2006 roku. Świat wtedy już doskonale znał "1 Thing", czyli ulepszoną ich wersję, Solexowo pociętą, z hardcore'owymi riffami i puntującą gitarą niemal jak z Unwound. Tak, trzeba przyznać, że jeśli ktoś się obrażał na Britney, a niektórym szczególnie zatwardziałym zajęło to lata, to Amerie wraz z Richardem Harrisonem wynaleźli drogę do serc "hipsterów" (sprawdźcie to słowo u Kai Malanowskiej z "KP", szczególnie modne w tym sezonie). Świetnie zresztą w tekście na Porcys wypunktował te wpływy Patryk i pozostali recenzenci. Upierałbym się, że ten pomnikowy, brzmiący niczym jakieś Led Zeppelin w partii bębnów kawałek był świetną okazją do porzucenia wypunktowanego gdzieś przez Martę Słomkę nawyku mówienia o popie przez pryzmat "naszej muzyki" (lokując go notabene w sytuacji podrzędnej, jako zjawiska "niższego") i nawet jeśli nie do końca się to udało, to ponad 5 lat po jego premierze wciąż trudno o zastrzeżenia jeśli chodzi o świeżość, nowatorstwo i wizję. –Łukasz Łachecki

posłuchaj »


001Outkast
Hey Ya!
[2003, LaFace]






–Klaudia Sawicka

posłuchaj »


#100-91    #90-81    #80-71    #70-61    #60-51    #50-41    #40-31    #30-21    #20-11    #10-1   

Listy indywidualne

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
GasRausch
Tłusty Piątek: 15 czerwca 2018