SPECJALNE - Ranking

100 Polskich Singli 2000-2009

3 listopada 2010





020Mika Urbaniak
In My Dreams
[2009, Sony Music]

Pewnie też kiedyś mogło ci się zdarzyć usłyszeć "Who Told You?" Smolika i stwierdzić, że no, nudny ten kawałek, ale jeny kto to śpiewa, co za słodki wokal, melorecytacja, dy-dy-dy i nawet lekka spontaniczność się wkrada! Potem po zbadaniu sprawy, okazywało się, że to Mika Urbaniak, ta Urbaniak, od tej Dudziak, a dalej nie było nic, pustka, zero wydawnictw, tylko jakieś nieprzyjemne plotki. Mijał czas, ona wiernie wypełniała pustkę występowaniem na nudnych płytach dla nudnych ludzi (jej manager lepiej chyba sprawdził się w organizowaniu mistrzostw Polski w Rummikub), a tu nagle w 2009 wreszcie nadszedł ten właściwy moment i dostaliśmy "In My Dreams" i Closer. Wreszcie słodkość i lekkość jej głosu została dopasowana do świetnego podkładu, mamy śliczne mostki, zwiewny refren, wszystko płynie w odpowiednie kierunku, a produkcja nawiązuje do najlepszych spraw. Jeszcze te zmiany w nastroju oblepione dzwoneczkami, no kurde. Jeżeli miałbym komuś z zagranicy hajpować polski pop to bym zaczął właśnie od "In My Dreams". –Ryszard Gawroński

posłuchaj »


019Funky Filon feat. Kaja Paschalska
Mała Chinka
[2005, New Project Production]

Kto czytał Trubadurów Imperium, ten wie – nie możemy czuć się bezpiecznie. Imperialne zapędy nie umarły, Chiny rosną w siłę, musimy pogodzić się że warunki dyktują teraz nie tylko Stany Zjednoczone, ale robią to pod rękę z Chinami. Chiny, Chiny, Chiny. Śmieliśmy się z Funkiego. O my, chochołowi ludzie, wydrążeni ludzie. Ta śmieszna pogarda względem Chinkowietnamki to w rzeczywistości uśpiony postkolonialny mental. Ten się śmieje, kto sie śmieje ostatni. Antycypacja kary, jaka spadnie na nas za ten pożałowania godny rasizm jest przerażająca. Nie dla wszystkich jednakowe słońce świeci tu. 15097666. –Łukasz Łachecki

posłuchaj »


018Świetliki I Linda
Filandia
[2005, Universal]

Kuchenny defetyzm Świetlickiego nigdy nie będzie tak czuły i zwiewny jak teraz. Włożenie dotkniętych zafałszowaną (metaforyka piłkarska) nostalgią fraz w usta postaci znanej jako upadły Überpole z Psów nigdy nie było tak celne. Możemy mieć tu nawet do czynienia z hauntologiczną komedią, jakiej, jak wiadomo, nigdy nie będzie i jak wiadomo chyba explicite jeszcze nie było. Zostawiając na chwilę same nutki – umówmy się, Bogusław Linda zawsze będzie przesłaniał cały obraz – odnajdziemy postać, której ciężar symboliczny definiuje się przez jej najzabawniejsze role: nadpsutą, poddaną posttotalitarnej sarmatyzacji, rozjebaną nietzscheańską figurę typa z shotgunem i butelką wódki lejącej się na rany postrzałowe. Z drugiej strony taki obraz ściera się, jak dwa niewysterylizowane koty moich sąsiadów, z obrazem udręczonego herosa polskiej obyczajności (Tato, którego oglądałem wielokrotnie, jest to bowiem dzieło). I teraz geniusz Świetlików: charyzmatycznego aktora wielkoekranowego o niejednoznacznym (czyli przerysowanym, ale ludzkim w chuj, hiperrealnym) rysie charakterologicznym wstawiają w miejsce realnego, wręcz namacalnego jeśli pijecie do późna na mieście, diagnosty własnego defetyzmu. Obydwaj są zachlani, obydwaj są nie do końca poważnymi delegatami maskulinizmu, ale to ten podstawiony jest paradoksalnie bardziej wiarygodny (przy czym kategoria wiarygodności w przypadku Świetlickiego, jakkolwiek nieskomplikowana, zawsze dostarcza niespodziewanych wrażeń), bo tekst jest tak samo napisany specjalnie dla niego, jak i jest klasycznym Świetlickim dla Świetlickiego. Rozumiecie: poeta Marcin mógłby się wydawać dopełnieniem ckliwości smyków, powodowałby dysonans kognitywny na przejściu przeszłość autora / obecna twórczość autora. A tak, dysonans rozmywa się jeszcze przed zestawieniem czegokolwiek z czymkolwiek. Możliwe też, że powyższy wywód nie ma zupełnie sensu; przecież nie będę się jak jakiś debil silił na ukrywanie faktu, że słuchamy całkiem dobrej piosenki Z BOGUSŁAWEM "PIERDOLĘ TWOJĄ MATKĘ" LINDĄ NA WOKALU. –Mateusz Jędras

posłuchaj »


017Muchy
Miasto Doznań
[2007, Polskie Radio]

Wolę "Najważniejszy Dzień". Ba, w ogóle wolę demówkę Galanteria od Terroromansu, a "Miasto Doznań" w wersji singlowej to już okres terroromansowo-trójkowy – utwór przecież razem z "Hey Girl" Rentona promował którąś z części składanki Offensywa. Sympatia sympatią, ale jednak trudno Much nie docenić w rankingu jak ten. Aranżacja Maciejewskiego oparta o jego pomysłowe partie klawiszy fundująca chyba pierwszy w Polsce tego typu mariaż gitar z eightiesowym popem, a przy tym ugruntowała własny, charakterystyczny styl Much, akurat na moje nieszczęście nieco odbiegający od tego, którego spodziewałem się po Galanterii. Nadal jednak oryginalność i, przede wszystkim, sam poziom kompozycji mogły robić wrażenie, więc szacunek, pomimo, że Muchy w pewnym momencie mimo wszystko zostały lekko przecenione i może stąd moja kontra? Jeszcze tekst Wiraszki... który podobno się podoba. Choć ja znów sądzę, że jako tekściarz miał on lepsze momenty. Narzekam, narzekam, ale przecież "Miasto Doznań" musi się na liście znaleźć obowiązkowo i bezwarunkowo, chyba każdy się zgodzi? –Radek Pulkowski

posłuchaj »


016Ramona Rey
Zanim Słońce Wstanie
[2005, Sony BMG]

Sztyku, nie Sztyku, interesuje was to? Mi już nawet nie przeszkadza. Skoro utwór jest klasykiem, to nawet ten jego nieco wiejski fragment jest klasyczny i witamy go jak niezbyt rozgarniętego krewnego, z lekkim współczuciem i sympatią. Gościowi może na początku udało się spychać utwór na margines polskich pokracznych prób r&b, ale szybko naprostowaliśmy sytuację. Pharrell i Timbaland nie wymyśliliby razem takiego beatu w swoich najlepszych czasach, bo pewnie by go przekombinowali, a niby można by wyprowadzić z ich stylów wspólny zbiór, który dałby podobny efekt. Żaden z nich jednak nie miał chyba odpowiedniej edukacji z zakresu minimalowego techno i elektronicznej awangardy, a Igor Czerniawski swoje w temacie wie i może niczym Tycjan jednym pociągnięciem nałożyć warstwę syntetycznej farby, doprowadzając wszystko do perfekcji. Sama melodyjka, która kryje się pod beatem w refrenie jest już dowodem wyrafinowania. Czy istnieje lepszy przykład połączenia r&b i nowoczesnej muzyki tanecznej? Nieobniżająca lotów Ramona już pewnie nie zdoła stworzyć singla równie doskonałego, skoro jest to utwór, który przez swoją wyjątkową produkcję, nietypową kompozycję i ekspresję wokalną wokalistki zapisał się w podręczniku światowego popu lat zerowych. –Kamil Babacz

posłuchaj »

015Afro Kolektyw
Gramy Dalej
[2006, Blend]

Jeśli jeszcze (tj. w 2010 roku) jestem w stanie zrozumieć niechęć wyznawców ulicznego/blokowego hip-hopu pod adresem Afro Kolektywu, sprowadzającego do absurdu realia polskiego "showbizu" i wpuszczającego trochę świeżego powietrza w środowisko, generalnie, "pompujące stypę", to nie ogarniam możliwości odbioru innego niż entuzjastyczny ze strony osób ceniących sobie dobrą muzykę i humor na najwyższym poziomie. Niestety, na tym polu jestem najwidoczniej ograniczony. Przecież te kawałki są przekomiczne, w dodatku "radiowe", a trzeba było sześciu lat, wrocławskiej wytwórni i kilku tak dobrych singli jak ten, aby coś w reszcie ruszyło. Dla wielu to dalej będzie: "zbyt miękkie", "nieprawilne", "dla studenciaków", ale (mam nadzieję), że ta grupa jest powoli w odwrocie, podczas gdy grono dostrzegające Slick Ricka w Świntuchu nieustannie rośnie. Co byśmy zrobili bez tej naiwności? –Jan Błaszczak

posłuchaj »


014Titi Twister
Latin Taxi Driver
[2001, Machina]

Na długo zanim Marek Niedźwiecki usłyszał o chill-oucie a Władek zaśpiewał o Zbyszku, wąsy obu panów w tajemniczy sposób skrzyżowały włosie na składance "Pepsi Fazy III". Nic więc dziwnego, że umiejscowiony z tyłu mojej głowy kabelek odliczający odsłuchy poszczególnych piosenek robi się czerwony gdy zapytuję go o dane dotyczące "Latin Taxi Drivera". Od razu zaświeca się również dioda odpowiedzialna za wspomnienia – Radiostacja, a w niej pieprzący jakieś bzdety ale bóg-cool Szajewski... Zresztą co tam wątek historyczno-wspominkowy. Po pierwsze tekst nie uronił ani trochę ze swojego orzeźwiającego absurdu, a po drugie – te pianinka i smyki zmieściłyby się na Off The Wall, no joke. –Jędrzej Michalak

posłuchaj »


013Władek
Władek (Każdy Go Zna)
[2009, white label]

Co dziś dzieje się z Władkiem, ktoś to wie tu? Żarty chyba się skończyły, a nasz ulubieniec przestał zaglądać na MySpace i zaczął olewać rosnącą z każdym dniem rzeszę fanów. Szkoda, bo spośród komentarzy na tym profilu udało mi się swego czasu wyłowić sporo fajnych rzeczy do naszych porcastów, ale to trochę na marginesie tematu; można to wszakże postrzegać w ramach tak zwanej władkowej spuścizny. A ten kawałek-wizytówka tajemniczego artysty to zarazem jeden z jego najlepszych numerów, gdzie błyskotliwy, ironiczno-żartobliwy tekst (nieśmiertelne: "Władek, Władek / To się stało przez przypadek") okraszony został naprawdę profesjonalnym i mocno bujającym funkowym aranżem. Za wyszukane partie wszystkich instrumentów odpowiada sam zainteresowany, ale niestety, mimo wszystko zabawowy charakter nagrania sprawił, że niektórym początkowo to umknęło. Ale poważnie, ktoś ostatnio w Polsce dał lepszy funk? Ja wiem, że Dâł-Władek –Kacper Bartosiak

posłuchaj »


012Reni Jusis
Jakby Przez Sen
[2001, Pomaton EMI]

Renata to bodaj najważniejsza popowa wykonawczyni dekady 00s w Polsce – wyraźnie widać, jak zdominowała chociażby niniejsze zestawienie – ale pośród niezliczonej ilości jej znakomitych, większych i mniejszych hitów jeden wyraźnie się odróżnia. "Jakby Przez Sen" jest owszem parkietowym dynamitem i kolejną natchnioną ripostą na French Touch w dyskografii solistki, ale patrząc z dalszej perspektywy te akurat cechy są w nim najmniej istotne. Bo skoro muzycznie tak rozjebuje, to warto wniknąć weń głębiej. A tam upatrywałbym raczej drugiego dna psychologicznego i odważnej rozkminy na dość trudne tematy. Ostatnio, wracając późniejszym wieczorem do domu, zasłyszałem fragment radiowej audycji, w której pewien autentycznie mądry i elokwentny pan ekspert (nie zgrywam się, serio) w oszczędnych, suchych słowach wyłożył najnowsze tendencje w socjologii. Otóż konsumpcja to w teraźniejszych społeczeństwach zachodnich już, według naukowców, nie tylko kategoria "wstydliwego" i moralnie obciążonego hedonizmu – ale odwrotnie, wartość wręcz pożądana. Już nie tylko "przyjemnie" jest konsumować jak najwięcej i jak najlepiej – ale i "dobrze". To "dobre" postępowanie. Nigdy dotąd relacje "bliskości" między dwojgiem ludzi nie były tak bardzo "przeliczalne" na "zysk" po myśli tej "nowej moralności", jak teraz, w 2010 (i proces ten chyba będzie postępował). Kiedy Reni Jusis śpiewa "dzisiaj w innych zasypiam ramionach", to słyszę jej zmagania z samą sobą, bo narratorka jest chyba właśnie rozpięta między "starym" i "nowym" ładem obowiązujących zasad etycznych. Natomiast przewaga Jusis nad każdym panem profesorem, "panelem dyskusyjnym" czy drukowaną publikacją jest taka, że, jak słusznie wychwycił kolega Hoffmann, w refrenie bas przez jeden takt frazy gra pod wokal, a przez drugi – pod akord. Ten dualizm "słychać" w kawałku. A zatem: spory o definicję "dzieła sztuki" nigdy się nie skończą, ale dla mnie podstawowe kryterium to skala umiejętności przekazania pewnych treści/emocji za pomocą środków właściwych danej formule. I na moje oko jeśli coś z tej naszej 100-ki to kryterium na 100% spełnia, to właśnie poniżej zalinkowany, zaskakująco wielowymiarowy track. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »

011Muchy
Państwa Miasta
[2008, Polskie Radio]

Mówcie co chcecie, "Państwa Miasta" to najmocniej łapiąca za serce, najlepiej napisana, najdoskonalsza piosenka Much. To także ich najmniej popularny singiel, który nawet nie musnął, tak przyjaznej zespołowi, Listy Przebojów Radia Trzeciego. Wypuszczony do sieci jakieś dziewięć miesięcy po premierze Terroromansu, kiedy części z nas było już niedobrze od wszechobecności Much a część naiwnie oczekiwała już następnego albumu. Jeśli tak jak ja, czekaliście z niepokojem, nie dając się zwieść charyzmie Michała Wiraszki i nie piszcząc przy każdym jego scenicznym geście, a kurcze, on jest świetny w byciu gwiazdą, na kolejny muzyczny ruch zespołu, "Państwa Miasta" przyszły jako moment ulgi i jako rewelacja. Świeżość i impet tej piosenki pozwalały wymazać z pamięci okropny kower Haliny Frąckowiak, natarczywą ekspozycję w mediach i tabuny podobnie grających zespołów.

W swoim komentarzu z listy najlepszych singli 2008 Porcys, Marek Fall napisał, że jest tu "relacja damsko – męska z meteorologią w tle". I zupełnie nie miał racji. Po pierwsze Wiraszko śpiewa "dlaczego milczysz jakbyś usły-szał...". Ale też płeć nie gra tu roli, to nie jest piosenka o miłości ani o seksie. Ona jest o państwach i miastach zamieniających się miejscami, o zmieniającym się układzie ciśnień nad Europą, o świecie, który ucieka spod stóp, o byciu młodym, ale nie tak młodym, jak kiedyś i strachu przed "poważnym", "dorosłym" życiem. To oda do zdezorientowania, której zamaszysty refren z goniącymi się wokalami może wywołać u słuchacza ten właśnie stan. "Państwa – Miasta" nie robią wrażenia tak natychmiastowo jak "Najważniejszy Dzień" i nie są tak bezwstydnie cytowalne jak "Miasto Doznań", ale starzeją się lepiej i są dużo, dużo mniej ograne. –Łukasz Konatowicz

posłuchaj »

#100-91    #90-81    #80-71    #70-61    #60-51    #50-41    #40-31    #30-21    #20-11    #10-1

Listy indywidualne

BIEŻĄCE
RobynHoney
Steve HauschildtDissolvi