SPECJALNE - Ranking

100 Polskich Singli 2000-2009

3 listopada 2010





060Homosapiens
Carambole
[2002, Sissy]

W pierwszej połowie dekady cała Polska słuchająca indie słuchała wydawnictw Sissy Records. Paweł Jóźwicki trząsł niezależnym przemysłem, nieśmiało wdzierając się do tzw. mainstreamu, kiedy podział na mainstream i resztę był jeszcze podziałem nie tylko mocnym, ale i zasadnym. Nigdy nie zapomnę wywiadu w "CKM" z kimś z C.K.O.D., z którego zapamiętałem klasyczną wypowiedź: "Gramy indie. Wiesz, dużo gitar". Łezka kręci się jak bączek.

Ówczesna świetność wytwórni niestety jakoś nie przebiła się do współczesności. Formacje się rozmyły, zarówno materiałowo, jak i personalnie. Nie słyszałem, żeby ktokolwiek wracał do tamtych nagrań. Może to wina wszechobecnego złotego dotyku Smolika, nieodłącznie goszczącego na wszelakich składankach poświęconych labelowi; może nikt już nie lubi towarzyszącej mu, czerpiącej z britpopu, atmosfery ciężkiej alternatywy, protetycznego lansu na koszulki Negatywu. Niech to jednak nie przesłoni wagi materiału jednego z mniej popularnych, ale bardziej żwawych gitarowo składów ze środowiska. Big Frank wciąż jest świetny, można go słuchać tak samo jak wtedy; ma tylko jedną wadę – deficyt hooków. Wyjątkiem jest właśnie rzeźna rockerka "Carambole", tocząca się bystro niczym koncert Idlewild, na którym Josh Homme pojawił się pomieszawszy wódkę z dopaminą. Niby wypada dodać, że tak brzmiałoby spokojniejsze, bardziej zjarane McLusky, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że jeśli ktoś miał wtedy dziesięć, dwanaście lat i do dziś nie nadrobił katalogu, ma czego żałować. –Mateusz Jędras

posłuchaj »


059BiFF
Ślązak
[2008, Galapagos]

Jak to jest, że na mini-scenie wytworzonej wokół zespołu Pogodno najlepsze rzeczy powstają bez udziału Jacka Szymkiewicza? Przecież gościu jest mastermindem tych muzycznych okolic, a tu się okazuje, że z tego wszystkiego najlepszy jest debiut Bratów z Rakemna i Biffu. Ano to rozwinięcie i udoskonalenie popowej formuły jaka pojawiła się na Pielgrzymce Psów. Cholera, to wystrzelenie całej estetyki w wysokie rejony, które nie zdarzyły się na tamtej płycie Pogodna, ze "Ślązakiem" jako gwiazdą główną. Jakieś mamy tam bębenki, głupawy tekścik, reszta podkładu, gdy WNET okazuje się, że wszystko rozgrywa się na linii kozacki bas i wspaniale dziewczęcy głos Brachaczek i serio, nie da się nie zachwycić. A momenty, kiedy reszta zespołu przestaje grać i słyszymy tylko główne gwiazdy, ojej, same ciągną do naciśnięcia przycisku "repeat". "Ślązak" jest prawdopodobnie najlepszą rzeczą z tej dekady jaka się zdarzyła na tej ich budyniowej mini-scenie. –Ryszard Gawroński

posłuchaj »


058Reni Jusis
Magnes
[2006, Ping Pong]

Często zastanawiam się o czym właściwie jest ta piosenka, czy jest to song o wielkiej miłości czy o uzależniającej sile melodii. Nie da się wszak zaprzeczyć, że skitrana pod tą gigantyczną trance'ową produkcją zwiewna linia melodyczna ma w sobie coś z magnesu. Przyciąga jak cholera, wystarczy że raz ją usłyszysz i już masz tydzień nucenia z głowy. Nie raz i nie dwa śniło mi się, że śniła mi się. Rozłożystość miksu, spadochronowy klip, uniwersalny przekaz trafiający do wszystkich i każdego z osobna, przyczyniają się do tego, że stykając się z tym przywołującym dokonania Kylie na nieistniejącym bicie Prydza kawałkiem można nabawić się agorafobii. Przez muzykę do kalectwa. –Wojciech Sawicki

posłuchaj »


057Smolik feat. Maciej Cieślak
Kremowa Rewolucja
[2003, Sissy]

Ah, the good old days of Sissy Records... W pierwszej połowie dekady 00s oficyna sterowana przez Pawła Jóźwickiego miała w garści praktytcznie całą śmietankę rodzimej sceny niezależnej – i dzięki temu dochodziło czasem do bardzo ciekawych spotkań w studio. To jedno z najbardziej spektakularnych. Ustalmy: Maciej Cieślak uchodzi za artystę i człowieka "trudnego", od którego, jak mawiają w środowisku, biją raczej ciemne emocje. Słuchając jego autorskich nagrań nie sposób nie pogrążyć się w najgłębszej depresji. Względnie – nie popaść w stany silnie refleksyjne i melancholijne, gdzieś z duchowym przebudzeniem i metafizyką w tle. Ale jest jeden kawałek w którym śpiewa, gdzie te lęki, doły i negatywna energia znikają jak we śnie. Maciej nuci marzycielsko zanim nie zaczyna wyliczanki o "bakłażanie", "cytrynowej pianie", "marcepanowym śniegu" i "ananasowym deszczu". I w tym miejscu powinienem zastosować klasyczną figurę narracyjną – że mimo tego pozornego luzu i "słodyczy" w głosie Cieślaka słychać podskórną neuro... Sęk w tym, że NIE. Bo dla mnie "Kremowa Rewolucja" to autentycznie taki "Maciej Cieślak na wakacjach". Wizualizuję go w krótkich spodenkach, uśmiechniętego i zrelaksowanego, zdystansowanego od ciężkich i paranoiczno-psychodelicznych zagadnień, którym poświęcił 90% swojej twórczości. No i "jeszcze" pan Andrzej, jak zawsze "mistrz drugiego planu", postać – chociaż sygnująca rzecz swoim nazwiskiem – skromnie operująca z drugiej linii. Ale gdyby każdy "producent" w Polandzie miał takie wyczucie do zmian akordów i aranżacyjnych ozdób choinkowych, to znaczna część problemów z długiem publicznym, ZUS-em i krzyżem zniknęłaby "jak ręką odjął". –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


056Tymon & Transistors
Mówisz Mi
[2004, BMG]

Wszystkie piosenki, które tworzy Tymon, w przeciwieństwie do jego "poważnych", "jazzowych" utworów, są obarczone ciężarem wygłupu, jakby były pisane głównie dla sparodiowania określonych zjawisk. Ludzie pochylają się przede wszystkim nad jakością tej parodii, nią mierząc sukces kawałków, a samemu artyście chyba bardzo to odpowiada. Kiedy Tymon lub jakiś jego kolaborant otwiera usta, nastawiamy się na "jajcarskość", projekty w rodzaju soundtracku do Wesela Wojciecha Smarzowskiego (świetny film) dostarczają jej nam wiele. Już na poziomie pomysłu – Tymon & Transistors jako kapela weselna – jest to zajebiście śmieszne. Nie zapomnijcie tylko, że ten gość nagrywa czasami świetny pop. "Mówisz Mi" jest perełką, która bardzo próbuje być słabym kawałkiem. Tymon dwoi się i troi, ale wszystko się broni. Tekst, w zamierzeniu głupi i w stylu pastiszów Wyjebanych W Dobrej Wierze, wychodzi uroczo. Muzycznie to Czerwone Gitary zżynające z Dark Side Of The Moon w ramach krótkiego przeboju. Nie dajcie się nabrać, to jest kapitalne. –Łukasz Konatowicz

posłuchaj »


055Kamp!
Breaking A Ghost's Heart
[2009, Brennnessel]

Ten singiel udowodnił, że to co tkwiło w Kamp! to nie był tylko jakiś potencjał, ale prawdziwy talent. Całkiem dokładnie opisywałem owy utwór w porcaście, więc nie mam zamiaru się powtarzać. Ponarzekam sobie tylko, że nadal jakoś nie po drodze mi z koncertami Kamp! i mam nadzieję, że sytuacja wkrótce ulegnie zmianie, bo ich ostatni podwójny singiel funkcjonował długo w trybie repeat. Myślę sobie też, czy Kamp! ma szansę być Muchami dla ludzi, którzy od gitar wolą klawisze i czy jest w ogóle jest taka potrzeba. I czy mają w planach wydanie płyty, która byłaby zajebista, a nie płyty ot tak sobie, bo wydaje się, że skutecznie prowadzona kampania autoreklamowa, poprzez stopniowe odkrywanie nowych utworów, prezentujących nowe oblicza Kampu!, zmierza w celu sukcesu albumu długogrającego. W końcu jak się w dziewięć i pół minuty nie wykoleili, to można być spokojnym. Poza tym sorry, ale kto nie zna tego utworu, kto go nie lubi, kto nie czeka, kto jeszcze czegoś o nim nie napisał. –Kamil Babacz

posłuchaj »


054W.E.N.A. + Rasmentalism feat. Smarki Smark
Na Zewnątrz
[2009, white label]

To nudne. Jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy kawałek z bardzo niezłej, z rezerwą szóstkowej płyty rapowej ze świetnymi, niespotykanymi u nas podkładami, a ja oczywiście muszę napisać o naszym bohaterze podziemia, który jak zwykle ukradł całą imprezę na takim luzie, że nikt nie może choćby zasiać wątpliwości. Nie wiem, Brudne Serca to już chyba to samo, co Kryzys pod koniec lat siedemdziesiątych, a ja wciąż nie mogę uwierzyć, że obędzie się bez zamiatającego, ósemkowego legala. Myślę sobie, że Smark musi mieć w sobie coś ostro drażniącego, głupiego, czy jakiegokolwiek złego, bo jak można aż tak bezbłędnie rządzić? Ale "Na Zewnątrz". Otóż Mentos wysmażył tu tak połamany, pokomplikowany, nietradycyjny podkład, że, pamiętam, co najmniej kilka razy musiałem tego posłuchać, żeby się w miarę osłuchać i skumać, choć ciągnęło mnie do kawałka od początku. Serio, co tam się dzieje, rytm jak z dziwnej maszyny, do tego pocięty do niepoznaki soul, te wszystkie przejściówki, uspokajające outro. Ale sęk w tym, że do tego najpołamańszego bitu najchorszy emce nawinął jedną z najlepszych zwrotek w karierze (?) i to bez rozkmin o życiu, z czego jest znany. Jest za to jakiś inteligencki bragging, a cały tekst zwrotki znam na pamięć, mimo, że raczej nie ma tam uniwersalnych złotych myśli. Oto co znaczy charyzma. Znaczy akurat tyle, żeby przysłonić także przecież dobrze się spisujących W.E.N.Ę. i Rasa oraz resztę krajowego rapu za jednym zamachem. Flow, kurwa, wow. –Radek Pulkowski

posłuchaj »


053Ścianka
Boję Się Zasnąć, Boję Się Wrócić Do Domu
[2006, Ampersand]

Nie lubię Pana Planety, realnie mnie ta płyta irytuje, nie wracam do niej. Nie wiem jak bardzo na tą awersję wpływa akurat utwór pierwszy, jedna z największych doskonałości w historii polskiej muzyki, tworzący nieznośny dla mnie dysonans. Pamiętam, że słuchałem go w interpretacji akustycznej Cieślaka na żywo kilka lat temu (wtedy zresztą jako "My Friend Cigarette", czyli w angielskiej wersji językowej), bodaj w dniu premiery. Nawet ta neosemantyzująca dwuznaczność "wyjaśniającego się" świata wydaje się znacząca, jeśli mówimy o porównaniu Kuby Czubaka do Modest Mouse. Każdy z wyśnionych detali, nutka, blaszka, lodowisko, układa się w miejską, przedsenną paranoję, która nigdy nie uzyskała tak wymownej, zgrzytliwej formy. Utwór aż nazbyt intymny (mimo koleżanek i kolegów). –Łukasz Łachecki

posłuchaj »


052Pogodno
Spierdalacz
[2002, Noff]

Sporo tu naleciałości Blendersowych ale pal licho – przekaz jest na tyle celny, że wywindowuje "Spierdalacza" z poziomu ledwie skitu na wyżyny pełnoprawnego numeru. Tematem jest szczerość. Jest to typowe Pogodno, eksploatujące te same tekstowe motywy aż do eksplozji i rozlania rockowego piwska po scenie. Nie ma się go co jednak czepiać, skoro narracja trzyma poziom. Obok "Pani W Obuwniczym" i "Orkiestry" to pewnie szczytowe osiągnięcie zespołu. –Jędrzej Michalak

posłuchaj »


051Pezet-Noon
Seniorita
[2002, T1-Teraz]

Niezupełnie zgodzę się z Jackiem, który niegdyś zarzucał Pezetowi liryczną płyciznę, której brak metafizycznej podbudowy i którą ratują, w zasadzie, głównie podkłady Noona. Wiadomo, w okresie EP +Bleak OutputMuzyka Poważna warszawski producent odstawiał konkurencję a jego beaty powinny zaspokoić gusta nie tylko fanów hip-hopu, ale również nawet tych mniej wyrozumiałych die-hardów Boards Of Canada i podobnych. "Seniorita" nie jest wyjątkiem, ten wspaniale przycięty syntetyk pulsuje w głowie, wynosząc numer z Muzyki Klasycznej do panteonu największych przebojów polskiego hip-hopu. Ale cholera, czy to by się udało bez perfekcyjnych złożeń Pezeta? "Jesteś gorącą salsą, moją szansą, odsłoń tamto / Zróbmy to tańcząc" – przecież świetne! A że tym razem ogół miał rację – tylko się cieszyć. –Jan Błaszczak

posłuchaj »

#100-91    #90-81    #80-71    #70-61    #60-51    #50-41    #40-31    #30-21    #20-11    #10-1

Listy indywidualne

BIEŻĄCE
Relacja: Tauron Nowa Muzyka 2019
SkeptaIgnorance Is Bliss