SPECJALNE - Ranking

100 Polskich Singli 2000-2009

3 listopada 2010





080Włodi
...Jak Nowonarodzony
[2003, Pomaton EMI]

Nigdy nie doświadczyłem prawdziwego religijnego przeżycia i możliwe, że nic mnie do niego nie zbliży bardziej niż ten utwór Włodiego. "Jak Nowonarodzony..." umożliwia mojemu laickiemu umysłowi ogarnięcie niezwykłego doznania, jakim musiało być dla Włodiego przejście na Islam. Surowy bit, któremu nie trzeba więcej niż kilka taktów Supertramp jest jasny i uporządkowany jak oczyszczona głowa człowieka widzącego swoje cele i Włodi nim był. Tekst czyta się niemal jak motywacyjne apele ideowych hardcore'owców z Waszyngtonu. Quasi-orientalnie zaśpiewany refren "nie zatrzymasz mnie, jak wschodzącego słońca / nie zatrzymasz mnie, mój postęp będzie trwał bez końca" jest idealnym centrum tego utworu, tak twardo stąpającego po ziemi, ale tak astralnie wysoko mierzącego. Włodi rapuje o rzeczach powszednich jak osiedla, pieniądze, dzieciaki i rap, ale przez moment dla niego – narratora dotykającego skrytego za codziennością absolutu, dla mnie też, to wszystko jest jakoś mistyczne. –Łukasz Konatowicz

posłuchaj »


079Blog 27
I Still Don't Know Ya
[2005, Universal]

Mogliśmy wam wkręcać, że Blog 27 to w gruncie rzeczy nawet fajne i ciekawe zjawisko, ale ja na przykład prawie się wyrzygałem słuchając płyty. Coś tam się niby działo, ale ogólnie to zasługa producentów, którymi byli (bywali?) Plastic, kompozycyjnie to popłuczyny, plus niesłuchalna maniera etc. Brakuje nam regularnego popu, więc parę pozytywnych słów nawet wypada powiedzieć, poza tym Ala Boratyn uratowała sytuacje niezłą płytą. "I Still Don't Know Ya", jeden z ich najmniej znanych singli, powoduje jednak że zawsze przez 3:46 i jeszcze parę minut, kiedy pozostaję pod wrażeniem, jestem fanem Blog 27. Powód numer 1: hej, halo, beat jest boski. Minimalistyczne bubblegum-electro-r&b, plumkanie jak od niechcenia, a doznawanie handclapów jest obowiązkowe, za to bas czasem robi tutaj bubblegum-dubstep (doznałem pomysłu na genre, szykujcie się na moją karierę). Powód numer 2: dziewczęcy quasi-rap, wiadomo, że mamy na Porcys pewną słabość. Ale tutaj jest coś zupełnie nowego: niby wyszczekane, a niewinne. W połowie wyrecytowane, w połowie wynucone, ujęte jednak w słodką prostą melodię. Powód numer 3: zajebiste powtórzenia-echa w zwrotkach. Powód numer 4: ujmująca banalność rymów w prechorusach. Powód numer 5: surowość produkcyjna zarówno wokali, jak i tła muzycznego. Efekt jest taki, że "I Still Don't Know Ya" brzmi prawie freestyle'owo. Powód numer 6: refren. Niezal teen-pop, świeżość, esencja słodkości w progresji.

Powód numer 7: mostek. Bez żartów. Podpowody, jakie można by teraz wyszczególniać, wykorzystałyby te kilkanaście literek alfabetu, no bo przecież już sam fakt istnienia solidnego mostka w polskim popowym utworze wystarcza. Złamanie monotonii, energetyczna eksplozja wraz z radosnym zakrzykiem "Come on!". Dzielony na dwie części, a te znowu na dwie, kończenie linijek infantylnym akcentem na ostatnią głoskę "u", ale nim się to stanie nudne, dziewczyny rozwalają mnie swoim bezproblemowym, nastoletnim podejściem do życia z rzuconą z przekorą, cudownie optymistyczną, linijką "No more cloudy skies", tak pozytywną, że aż im zazdroszczę. W ogóle ten mostek to eskalacja nastoletniego podejścia do życia, kolekcja świetnych, naiwnych linijek. Powód numer 8: tematyka. Może to jest nadinterpretacja, ale ja doznaję nastoletniego żalu na powszechną obojętność, mijanie się z nieznajomymi, zarówno tymi na ulicy, jak i tymi, którzy pozornie są naszymi kolegami. "I Still Don't Know Ya" jako wytykanie wszystkim płytkich kontaktów. "I saw a stranger yesterday / But too many times they come and go / Leavin a mark on my one and only soul", doznaję! Jakiś egzystencjalizm się tu przecież ukrył. "If you can't wait already / I'm lovin' anybody / I'm counting on you baby / 1, 2, 3, 4", odczytuję tu zachętę do wytrwałości, pracy, zaangażowania, bo bez tego to słabo i po co w ogóle. Powód numer 9: spójność przekazu. To wszystko o czym tutaj klepie, mały nastoletni pstryczek w nos całemu światu, świetnie łączy się we wciąż optymistycznym electro-popowym hymnie nastoletniej dumy. Pamiętacie, gdy czuliście, że dorośli są ślepi, cały poważny świat wydaje się pozbawiony sensu, a wasi rówieśnicy to w większości idioci? Nikt z tego powodu nie zamierzał się jednak ani obrażać, ani upijać, tylko cieszył się, że wie lepiej i szedł bawić się na własnym podwórku. Zazdroszczę. Być młodym, widzieć, jakie wszystko jest chore i mieć szczerze wyjebane. Powód numer 10: dziewiątkowe rejony, porządne hooki, komercyjny pop bez kompleksów. –Kamil Babacz

posłuchaj »


078Plastic
Nice Girl
[2006, EMI]

Sprytny jest ten duet z Plastic. Zrobił w "Nice Girl" prawie lounge czy inną muzykę do puszczania w otoczeniu gładkich modnych mebli, ale te wszystkie trąbki, tradycyjne elektroniczne plumkania i uderzenia perkusyjne w odpowiedniej odległości zaprzęgli do robienia popu. I tak zamiast spodziewanej w takich rejonach bezpłciowości leci hook za hookiem przez sześć minut, wyczillowani biznesmeni godzą się z popowcami, wszyscy jesteśmy zachwyceni i kminimy jak to w ogóle możliwe. Ja jeszcze ciągle nie wiem, więc meczę sprawę, co polecam każdemu. –Ryszard Gawroński

posłuchaj »



077Kamp!
Cosmological
[2009, Brennnessel]

Na tym oto quasi-kuzynie "Harder Better Faster Stronger" wjechali sympatyczni łódzcy chłopcy do krajowej ekstraklasy nie pytając przy tym nikogo o zdanie. Trzeba przyznać, że z takim electropopem to absolutnie nie mamy się czego wstydzić w najróżniejszych konkursach i już teraz Kamp! mogliby spokojnie wymienić się proporcami z Tesla Boy, a przecież, jak się wydaje, wszystko co najlepsze dopiero przed łodzianiami. Pogratulować temu młodemu zespołowi należy jeszcze dwóch rzeczy – armii oddanych młódek oraz założenia własnego labela, w którym to na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy ukazywały się same ciekawe rzeczy. Teraz to niby pewnik, ale pamiętajcie, że wszystko tak naprawdę zaczęło się od szałowego "Cosmological" i nie ma w tym nic przypadkowego. Bo jak głosi znane psychodeliczne przysłowie, "nie ma przypadków, są tylko znaki". –Kacper Bartosiak

posłuchaj »


076Obrońcy Hardkoru
Diss Na Numera
[2004, Salami]

Może nie taki natychmiastowy klasyk jak spójny, zaryzykuję stwierdzenie, że wręcz singlowy "Diss Na Żuroma" – jednak "Diss Na Numera" kryje w sobie kilka najcelniejszych kwestii w historii hip-hopu. Jeśli ktoś nosi kapcie z krokodylem, haft z imieniem na majtkach, a w dodatku widać na nim gile, to czy nie jest on kwintesencją frajerstwa? Czy może być rozpoczęcie wypowiedzi brzmiące równie zwycięsko co "Elo ziomale, śmietnik śmietnik"? Czy coś głośniejszym echem odbija się w sercu niż deklaracja "wierzymy w ... jak ksiądz w boga"? Terminator za czasów swoich ostatnich nagrań nie zdążył jeszcze porzucić fazy analnej i niech go sam bóg z akapitu wyżej broni przed jej przezwyciężaniem, bo chłopak jest w tym naprawdę niezły. My z dziewczynami czekamy na sequel. –Aleksandra Graczyk

posłuchaj »


075Eldo
Co Słychać?
[2007, MyMusic]

Skoro już ktoś tak nachalnie pyta co u mnie to może ja odpowiem. Otóż siedzę i piszę komenty w obliczu stygnącego na plaży piasku, nie dla mnie więc królowanie. Na domiar złego o Eldoce piszę, o którym miałem się już nigdy nie wypowiadać. Ale cóż zrobić skoro gość wyrezał numerek brzmiący jak jakiś klasyk Złotej Ery, no masz Ci los. Niech o ponadczasowości tego utworu zaświadczy choćby ten kunsztowny, głęboki bas rodem z Reasonable Doubt, co to go tu utalentowany pan Flamaster nakreślił. Bit nie kryje rozdwojenia jaźni i już gdzieś w połowie połowy utworu objawia swoje drugie oblicze starając się jednocześnie odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule wyczilowanym gitarowym sampelkiem. Leszek z Bemowa aka Semantyczny Paganini też staje na wysokości zadania; tym razem akurat nie dał dupy i przytrzymał swoje filozoficzno-dydaktyczne zapędy na dystans. Jak się okazuje Eldo nie tylko na koloniach może święcić tryumfy. –Wojciech Sawicki

posłuchaj »


074Fisz Emade Jako Tworzywo Sztuczne feat. Pablo Hudini
Warszafka
[2003, Asfalt]

Fisz najczęściej bywa drętwy i przeintelektualizowany, ale paru dobrych numerów nie można mu odmówić. Żywy, sunący statecznym oddechem bit "Warszafki" mógłby służyć za podkład do filmu o galaktykach. Ostatecznie i tak gwiazd tu nie brakuje, a tym serwuje Fisz (z Pablem Hudinim, który nieśmiało featuruje) prztyczki w nos. Chyba nic więcej, ale to okej, skoro zazwyczaj trafia. –Jędrzej Michalak

posłuchaj »


073Szybki Szmal
Słodkie Ciastko
[2001, Promil]

Ostatnio odkurzyłem wygrzebaną przed laty z jakiejś skrzyni z przecenami bodajże w Media Markcie debiutancką (na legalu) kasetę Szybkiego Szmalu. Jezu jacy oni byli pojebani. Stara porcysowa ("klanowa") gwardia wyśmiewała ten pionierski (dopiero dziś to widzę), naszpikowany progresywnymi bałnsami, śladami IDM-u i Timbalandowymi zmyłkami bębnów album Enziskenzis, który niestety zawierał za dużo wypełniacza, żeby przejść do annałów. Ale "Słodkie Ciasto", kuuurwa, hipnoza, trans i pierdoły jakie opowiada tam Kali – wyśmienite. Jego dialog z Ciechem, prowadzony niby na imprezie, obok spełniających funkcję didaskaliów wokaliz bliżej niezidentyfikowanej sztuni (nie wymienionej we wkładce – ale to chyba nie ta "Karolina Zuch Dziewczyna"?), ma sporo z klimatu sennego marzenia, w finale brutalnie przerwanego bolesną puentą o lizaniu się dwóch lasek w łazience. I trochę jak w klipie "Smack My Bitch Up" okazuje się, że tytułowe "słodkie ciastko" to druga kochanka, a dokładnie jej... Nie wiem ile towaru trzeba zjarać żeby gadać takie bzdury (a może w ogóle nie było tu nic jarane, tylko bardziej wkładane pod język), ale wprost idealnie koresponduje to z psychodelicznym, acid-jazzowym, halucynogennym podkładem zmajstrowanym przez Szoguna. Z tego co się orientuję, potem to był już nieco inny zespół. Tym niemniej młodszym czytelnikom polecam jednak dotrzeć do całej płyty Enziskenzis – chociażby ze względu na singiel "No Co?", również niegdyś obiekt szyderstw naszych i moich (zakładam włosiennicę pokutną), a w rzeczywistości rzecz daleko wyprzedzająca swoją erę. Niestety, z tego co widzę nie jest to dostępne w sieci. A szkoda, bo w połączeniu z wygrzanym wideo (jacyś Marsjanie atakują czy jak?) byłaby gruba porcja lansu na YouTube Party. Niech ktoś nadrobi tę zaległość, plis. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »

072Łona
Rozmowa
[2001, Asfalt]

Pamiętam, że w jakimś wywiadzie z Łoną i Weberem po Koniec Żartów goście się trochę nastroszyli jak im dziennikarz zaczął nawijać, że pojawiają się naturalne skojarzenia z Fiszem. Ale trudno coś na to poradzić – taka "Rozmowa" to dla debiutu Fisza niemal bezpośredni benchmark: elegancko złożony podkład z delikatne relaksującym samplem pianinka (przyjemna łatwizna), natomiast tekst jakiś taki ze swadą, lekkością, bez zadęcia. No dobra, koncepcja gadki z Bogiem to nie są może wyżyny kreatywności, ale jeśli robić kulturalny wielkomiejski rap o tym, że ludzkość zmierza w złym kierunku, to fajniej wypada naiwnie humorystyczny dialog, w którym nikt Bogu nie mówi na zdrowie jak kicha, z nutką optymizmu na koniec ("Ludzie zróbmy coś, żeby świat był lepszy"), niż wyniosłe smęty wrażliwca. Zdaje mi się, że Wasowski-Przybora pochwaliliby Łonę. –Michał Zagroba

posłuchaj »


071Ścianka
Harfa Traw
[2002, Sissy]

Jedna z ładniejszych "mgiełek", które wyszły spod ręki sopockiej grupy. Choć, osobiście, znalazłbym ładniejsze ballady na poprzednich dwóch albumach, to "Harfie Traw" nie sposób zarzucić nic poza klasycznym: "ale to już było". Tylko, że to wciąż byłaby niesprawiedliwość, niegodziwość wręcz, bo przecież ta delikatna kompozycja oparta na ździebełkach akustyka, prężących się w rosie klawiszowej plamy, ma w sobie coś klasycznego. "Wygrzebałem się ze snu, pojedziemy stąd" – to miała być podobno płyta do słuchania w aucie, w drodze, tyle, że zamiast Kerouaca tutaj więcej znajomych chruśniaków, w których znaleźć się jest, naprawdę, błogo. –Jan Błaszczak

posłuchaj »

#100-91    #90-81    #80-71    #70-61    #60-51    #50-41    #40-31    #30-21    #20-11    #10-1

Listy indywidualne

BIEŻĄCE
Relacja: Tauron Nowa Muzyka 2019
SkeptaIgnorance Is Bliss