SPECJALNE - Ranking

100 Polskich Singli 2000-2009

3 listopada 2010





090Smarki Smark
Młoda Foka
[2008, white label]

Tak, wkurwiony Smarki to też fajny Smarki, chociaż jego formę ekspresji w tym kawałku można zestawić chyba tylko z pezetowym "Gdyby Miało Nie Być Jutra". Sprawę w tym przypadku przesądza właściwie jeden kapitalny uber-punch, który raper wyrzuca z ogromnym uczuciem – "Miłość? / A co ma miłość z tym wspólnego / Gdy wkurwiasz mnie jak stąd do Zakopanego" – i po tych słowach nic już nie jest takie jak było. Wiadomo, że poradzić sobie z tak wysoko postawioną poprzeczką mogą tylko nieliczni, jednak Smarki znowu ze znawstwem zabiera głos w tematach damsko-męskich i znowu ciężko się z nim nie zgodzić. Reasumując – mam nadzieję, że gorzowski raper nigdy nie musiał zdecydować się na zakup tej wiertarki, a młoda foka przestała być świnią. Dla własnego dobra, ma się rozumieć. –Kacper Bartosiak

posłuchaj »


089WFD
Już Od '99 Płynę
[2009, Wielkie Joł]

Ja wiem, że to ja pisałem zachowawczy playlist tego utworu, ale zrozumcie moją sytuację: po 10 latach wracają ludzie, którzy zdążyli się w ciągu dekady sporo naobrażać, obydwaj zresztą stając się w większym bądź mniejszym stopniu ustabilizowanymi instytucjami sceny. Ogółem nie ma blantów na ławce, nie ma "między Woronicza a między Malczewskiego", tylko wracają dziady i udają, że świat się nie zmienił. Nie mogłem tego zdzierżyć, Vienio nagrywa "Etos" i nie jest to coś, czego będę słuchał z szacunku dla mojej płyty życia, czyli Skandalu. A jednak stała się rzecz nie do pomyślenia, bo Sir Michu skroił bit niemal na miarę "Shook Ones pt. 2". Właśnie, Sir Michu, a weźcie sprawdźcie taki kawałek "Dwie Mnie, Dwóch Ciebie". Sama płyta rozczarowała, choć dobre klimaty gościły, ale oczywistość, która wynika z obserwacji kilku ostatnich lat w polskim rapie, a czego pewnie nikt by się nie spodziewał w czasach Nastukafszy – mamy w kraju kilku wybitnych producentów w skali świata być może, przy coraz mniejszej liczbie charyzmatycznych raperów mogących im podołać. Szczęśliwie, Numer i Tede w "Już od '99 Płynę" podołali. –Łukasz Łachecki

posłuchaj »


088Muchy
Half Of That
[2006, white label]

Z początku słychać brzmienie i neurotyczną miotaninę gitar kojarzącą się z wydanym w następnym roku Letitout Drivealone. Później jest już nieco mniej gęsto i ziarniście, niż na świetnej, wciąż pozostającej jedynie w obiegu cyfrowym EP-ce Piotra Maciejewskiego, ale charakter piwniczny – przepraszam – basementowy, demówkowy – zostaje w utworze Much zachowany. Bo to jest, gdyby ktoś nie wiedział, numer pochodzący z dema. Taki to "potencjał" Muchy zaprezentowały przed czterema laty.

Nie obiecująca, tylko po prostu kapitalna, zwarta kompozycja momentami nasuwa na myśl skondensowane mikronarracje Guided By Voices, mimo że "Half Of That" trwa dłużej, niż jakikolwiek numer na Bee Thousand. Tej różnicy w długości zupełnie się nie odczuwa, czyli patrz początek poprzedniego zdania. Przenikniętego niepokojem głosu Wiraszki słucha się trochę jak Pollarda z '94. Miejscami masa dźwięków zwiększa się, każąc myśleć o innej inspiracji Maciejewskiego, Seam a przeszło półminutowa końcówka ze zwolnionym i odciążonym soundem odsyła do nowszych slowcore'owców, jak American Analog Set. "Half..." to popis energii, sugerujący fascynację i nieskrywane utożsamienie z indie rockiem. Można oczywiście uznać, że poznaniacy znajdują się w tym utworze, idąc tropem tytułu, w połowie odległości między latami 90-tymi a następną dekadą, między swoimi inspiracjami a oryginalnym idiomem, reprezentowanym przez zaczątki tego, co później okazało się stylem Drivealone, ale "Half..." i tak pozostanie znaczącym punktem odniesienia dla krajowej sceny. Nikt tak u nas wcześniej nie grał indi roka. –Andrzej Ratajczak

posłuchaj »

087Cool Kids Of Death
Butelki Z Benzyną I Kamienie
[2002, Sissy]

Dopiero teraz odkryłem, że to leci "butelki z benzyną i kamienie", a nie "kamienie", szkoda, bo ten kawałek sprawia, że ja do tych butelek powsadzałbym nie tylko twarde minerały, ale wszystko co ciężkie albo ostre albo PŁONIE. Jasne, cośtam, że "Generacja Nic" i "Gazeta Wyborcza", ale mi nie zdarzyło mi się mieć jeszcze dwudziestukilku lat, tu się dzieje skandowany pop do skakania, klaskania i ryczenia tytułu. To jest doskonały soundtrack to obowiązkowego buntu wieku gimnazjalno-licealnego, jakieś proste hasła i motoryka, AKCJA AKCJA, napełnianie i natychmiastowe rozładowywanie złego bufora, a najlepsze z tego wszystkiego jest tak, że to prawdopodobnie nie na serio. Ale CO TAM, wszystkie Piotrusie Pany mają swoje reminiscencje, mądrzejsi studium bycia gówniarzem, a reszta świata czystą radość. BUTELKI Z BENZYNĄ I KAMIENIE! –Ryszard Gawroński

posłuchaj »


086Maximilian Skiba
Monster
[2009, Skylax]

Przeciętny czas trwania jednego utworu na imprezie to dzisiaj dwie minuty naprawdę w dobrym przypadku. Nie ma co się dziwić, bo ze słuchaniem muzyki jest jak z czytaniem, zalew informacji, Internet, nudzenie się mózgu etc, a taneczne kompozycje zwykle są pozbawione kompozycji, więc nie ma problemu z ucięciem utworu w połowie. "Monster" wydaje się jednak wprawiać parkiet, łącznie z DJem, w stan disco hipnozy, zamieniając wszystkich w zgraję tańczących muppetów, z których nikt nie może przestać, bo każdy takt przynosi coś nowego. Także zacytuję tylko ostatni singiel N.E.R.D. – "People don't want to think no more, they just want to feel" – i lecę dalej. –Kamil Babacz

posłuchaj »


085Cool Kids Of Death
Uważaj
[2002, Sissy]

Dużo upłynęło wody w przysłowiowej rzece od kiedy "obrazoburczy" debiut CKOD zasiał jeden z niewielu po transformacji autentycznych fermentów w polskim światku krytyczno-muzycznym. Wtedy serio coś się dziać zaczęło na skalę kilkunastotysięczną, czyli skalę, która obecnie wyznacza w Polsce podwójną platynę, czy coś. Artykuły w najpoczytniejszych gazetach, skołowana Apolonia Babiak w MTV, do której nikt wcześniej nie mierzył butelkami z benzyną, film dokumentalny i nowe, znaczące community fanów. Wśród wersów najczęściej przytaczanych oczywiście refren: "Uważaj, bo jak cię spotkam, to zabiję". Ta forma ekspresji była znana u nas wcześniej, mind you. Była obecna w anty-establishmentowych lirykach zastępów zapyziałych kapel anarcho-punkowych, nurtu, który nad Wisłą cieszył się zawsze szaleńczą popularnością, a który nie wydalił lepszego zespołu niż Pidżama Porno. Ta scena czekała kilkanaście lat na ekipę Wandachowicza z ich koncepcją, że by przekaz miał siłę rażenia, krwiożercze hasła muszą być podbudowane socjologią na wysokim poziomie, a zamiast kartoflanego brzmienia pseudo-Sex Pistols, sekcja inspirowana nową falą i skrzące się indie-rockowe lub post-punkowe dialogi gitar. Melodeklamacja Ostrowskiego o "chłopakach ze szkoły filmowej, projektantach mody i klubach dla pedałów" nie byłaby tak mocarna, gdyby nie wygłaszał jej na kontrastującym tle leniwych kaskad dźwięku i wyładowań, kojarzących się z Yo La Tengo albo z Young Team. Nawet wiedząc wtedy, że to świadoma gra pozorów, a po latach słysząc, że autorzy tych słów żałują (!!), trudno się tej prowokacji nie poddać. –Michał Zagroba

posłuchaj »


084Pjus
Nie Mówię Szeptem
[2009, Alkopoligamia.com]

Wyjaśnijmy jedno na wstępie: mimo kreatywnego tytułu, zabawnie nawiązującego do legendy gatunku, nie rusza mnie cała otoczka wokół solowego albumu Pjusa, Life After Deaf. Nie rusza w tym sensie, że nie uważam cierpienia spowodowanego kłopotami zdrowotnymi za obiektywne kryterium wartości muzyki. Jako jednostka wyjątkowo wrażliwa na krzywdę ludzką potrafię zarazem odseparować "współczucie" od "docenienia". Bo to przecież dwie różne rzeczy. Dodam jeszcze, że konceptualny anty-singiel "Głośniej Od Bomb" przeszedł zupełnie obok mnie. Tym niemniej Pjus, współtwórca (razem z 247) najwspanialszych przejawów g-funku jakie widziano nad Wisłą, z czysto artystycznych przyczyn zasługiwał na poważne potraktowanie za drugim podejściem. Odpaliłem więc "Nie Mówię Szeptem" i zamarłem. Pewnie znacie historię "typa, który wstał, choć był na kolanach" – Karol Nowakowski stracił słuch wskutek rzadkiej choroby, a następnie odzyskał go dzięki implantom. I czasem w mediach bywa to dość tandetnie przedstawiane ("granie na najniższych uczuciach"), ale w obrębie kawałka "Nie Mówię Szeptem" liczy się tylko bit i rap. A ja SERIO mało słyszałem w życiu tak chorych i odrealnionych, a jednocześnie pięknych, ciężkich do sklasyfikowania bitów, jak ten – mimo, że wchłaniam hip-hop od dobrych wielu lat. Święty i Tedi Ted wznieśli się tu na wyżyny, lepiąc smyczkową smugę niczym od Ligetiego, pulsujący bas jak od Premiera i lewitujące pianinko rodem z Levity. W tym otoczeniu dźwiękowym gościu wzruszająco syczy, sepleni wersy typu "Wampirze bóstwa / Szczerzą kły i nie widać ich w lustrach", "Rap jak fotografie / Choć nie wpadam w klisze / Pisz tak jak żyjesz / Żyj tak jak piszesz" albo "Będziesz śmierci tak blisko / Zrozumiesz dobrze czemu" – i dla mnie to jest magia. –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


083TenTypMes & Pyskaty
Kciuk W Dół
[2007, T1-Teraz]

Ryby – temat rzeka. Pierwszy Kodex trafił w moim przypadku na erupcję zainteresowania rapem z Polski, która polegała na tym, że przymykałem oko na każde absurdalne nietrzymania się bitu, błędy gramatyczne ("Traktuj słuchacza jak jelenia, który nic nie czai / Profesjonalizmu i dobrych obyczai" do dziś rezonuje), ogółem "jakie życie taki rap", tak się wtedy myślało, dlatego pierwszy Kodex urósł do rangi arcydzieła, także z racji zebrania całej śmietanki (!) ważnych wtedy MC's. Dziś kurz już opadł i można przyjrzeć się zjawisku trzeźwiej, jednak wciąż jest to płyta co najmniej poprawna i pozostawiająca wrażenie najbardziej klasycznej. Tam też na dobrą sprawę przebił się po raz pierwszy do szerszej publiczności Flexxip, a przede wszystkim Mes, który mając na koncie wcześniejsze występy u Pezeta i Reda zapracował na miano rewelacji (wówczas liczył sobie lat 20). Późniejsze Kodexy (Proces i Wyrok – phi) pokazywały Magierę i Laskę jako producentów ochoczo penetrujących "nowe brzmienia", jednak często niestety były tłamszone przez raperów zwyczajnie niezdolnych im podołać. Owszem, trafiały się klasyki, jak Sokół w "Każdy Ponad Każdym" czy klasycznie niesławny, abstrakcyjny zupełnie zestaw Gandzior, Peja, Kaczor i Medi Top Glon, ale to Mes promował również drugą część (z Numerem), by na Wyroku pozostać praktycznie samotnym w próbach wybicia się ponad słabość ogólną tego albumu. Na dodatek uniknął Glona na featuringu, a w sukurs przyszedł mu świetny Pyskaty, szara eminencja z dziesięcioletnim wtedy doświadczeniem, autor bardzo fajnego, zeszłorocznego albumu Pysk W Pysk. Mes jak Mes, poniżej pewnego poziomu nie schodzi, a najważniejsze, że White House skumulowało całą energię na tym kawałku, by obdarzyć go pulsującym bitem, nieco pharellowskim akustykiem i jakimiś pseudoorientalnymi smykami. Wyszło, przynajmniej w mojej ocenie, arcydzieło, stanowiące namiastkę godnego zwieńczenia trylogii. –Łukasz Łachecki

posłuchaj »


082Ortega Cartel feat. Tede
Dokąd Tak Gnasz
[2009, Sixteen Pads]

Bez wątpienia: "Ruszam w teren, mamy niedzielę… / Tak wyszło, że jestem w Kościele" należy do najbardziej zabawnych punch-line'ów jakie dane mi było wymierzyć w samego siebie. Pewnie stąd kredyt zaufania i możliwość ponownego rozprawienia się ze swoim nędznym jestestwem. Doskonale! Nic prostszego! Wszak ta wspaniała kompozycja autorstwa Patr00 z gościnnym udziałem Tedego towarzyszyła moim ubiegło-wakacyjnym eskapadom, podczas których chciałem m.in. defenestrować czajnik elektryczny z mieszkania Bogu ducha winnych redaktorów Screenagers. Tak było! Hymn upalnej beztroski. Puste akademiki, pustawe portfele, absolutnie puste pomysły. Jakbyśmy się wtedy obeszli bez Tedego! Za sprawą Ortegi w 2009 roku byliśmy jakby trochę czarniejsi, zwinniejsi i szersi w barach, a że laski dalej zdają się tego nie zauważać… – nie rozumiem, no nie rozumiem. –Jan Błaszczak

posłuchaj »


081Red feat. Pezet
Azizi
[2002, T1-Teraz]

Połyskujący chromowanym soundem, unikalny na krajowej scenie przykład welwetowej wulgarności, prawie post-ziomalstwa efektownie i z klasą bujającego się na gładziutkim podkładzie a’la Timbaland. Niebieskookie chórki ścielą łóżko i spryskują pościel perfumą R&B, w odpowiedzi na problemy kardiologiczne sygnał ambulansu odzywa się zamiast policyjnej suki. Na poziomie tekst(u), psychologiczne cacko zgłębiające dwoistość zioma topniejącego na widok laski pachnącej Davidoffem, rozmarzonego na myśl. "Seksu znamy wierność". Koleś staje się współczesnym, ekhm, trubadurem. Laska rzuca spojrzenia i zaraz mnożą się od tego wątki kulturowe, serwowane przez Pezeta jak lekkie drinki: Obiecana Ziemia, Pascal, Otello. Porównania do Gandalfa i samby oddają klimat spontanicznej bajery, "seks pachnie jak wanilia", a mantra "marzę o furach, o dupach" zostaje wyautowana z osiedlowego boiska ku eleganckim deptakom i do modnych klubów. Jak dla mnie, hip hopowy odpowiednik szczerze napalonego kawałka Berrymana "Napełniając swe zwięzłe & rozkoszne ciało" & fajniejsza Red sukienka. –Andrzej Ratajczak

posłuchaj »

#100-91    #90-81    #80-71    #70-61    #60-51    #50-41    #40-31    #30-21    #20-11    #10-1

Listy indywidualne

BIEŻĄCE
RobynHoney
Steve HauschildtDissolvi