SPECJALNE - Ranking

100 Polskich Singli 2000-2009

3 listopada 2010



Przez niemal dziesięć lat funkcjonowania najpoważniejszą piętą achillesową w ogarnianiu bieżącej muzyki były na Porcys dokonania sceny krajowej. Z różnych przyczyn zaniedbywaliśmy recenzowanie wielu istotnych pozycji; zazwyczaj brakło dla nich miejsca w tradycyjnie napiętym grafiku, chociaż nierzadko poznawaliśmy je w momencie premiery i gęsto gościły w naszych playerach. Na szczęście sporo płyt i piosenek zdążyliśmy już, przy różnych okazjach uhonorować. Dziś zbieramy to wszystko razem w dwóch potężnych zestawieniach, na jakie fantastyczny dorobek najnowszej polskiej muzyki absolutnie zasługuje. Oto pierwsze z nich, dotyczące pojedynczych krajowych tracków, które w 00s podobały nam się najbardziej.



100Emade Sokół
Dam Ci Przeżyć
[2003, Asfalt]

Czegokolwiek by nie sądzić o Fiszu – Emade to rzeczywiście świetny fachowiec od bitów, co udowodnił zarówno na swoim Albumie Producenckim, jak i w ramach kolaboracji z O.S.T.R.-em. Wydany w 2003 roku Album Producencki wykazał wprawdzie ówczesny niedostatek dobrych, polskich MC, bądź po prostu udowodnił niezbyt dobry wybór Waglewskiego. Za to podkłady i instrumentale nadrabiały, umacniając pozycję Emade i nie pozwalając mi o nich zapomnieć do tej pory. Bardzo dobre były obydwa single, a ten drugi, z Sokołem, może nawet lepszy. Bo podkład robi tu taką mgłę, że myślę o porównaniach z wczesnym, solowym Noonem – świetne loopy wokali robiące klimat i bicie perkusji na przemian z klaskaniem robiące rytm. Singiel kończył się znanym z płyty "Drugim Stopniem Wtajemniczenia", całym instrumentalnym, nie dość, że niemal organicznie wkomponowanym we właściwy track, to jeszcze tym bardziej pokazującym możliwości Emade, bo bardziej muzycznym, z kapitalnymi, dętymi samplami. A Sokół? Może i zdarzały mu się lepsze zwrotki, niemniej jego głos jakoś bardzo pasuje mi do tego rodzaju podkładu, a nawijanie o muzycznych pismakach pozwala mi się teraz poczuć nieco zabawnie. Poza tym tekst jest drapieżny, co jakoś mi tu gra na zasadzie kontrapunktu do bitu. Drapieżny, bo Sokół zaczyna od "Ej, elo, pierdolnij się w łeb", a później mówi na przykład: "Mówisz dobry Sokół, bardzo dobry Sokół / Zobacz moją flegmę, która leci z okna bloku / Prosto na twój pysk". Nie powiem, że bardzo dobry Sokół, ale powiem, że jakoś się broni jak dla mnie, a resztę robi podkład i to świetnie robi. –Radek Pulkowski

posłuchaj »


099Czosnek
Zbyt Zajebisty
[2009, white label]

Fakt, że tyle śmiesznych mp3 weszło do podsumowania dekady nie świadczy dobrze o kondycji rapu w tym kraju. Jako kibic drużyn Gwiazda Ściejowice, Strażak Rączna i Tęcza Piekary wolę jednak myśleć, że ta nadobecność samorodnych, nieoszlifowanych talentów świadczy tylko, iż wewnętrznego ognia i sto lat nie wyziębi. Generalnie to całe życie przed nami. –Aleksandra Graczyk

posłuchaj »


098Pjus feat. Pelson & Eldo
Lubię Włóczyć Się
[2006, white label]

Tego delikatnego, zwiewnego podkładu nie powstydziłby się DJ Sprinkles, oczywiście najpierw musiałby nawdychać się gazu rozweselającego czy czegoś w ten deseń. Niewiele tu dostajemy, ot prosta, uduchowiona pętla, ''miejski groove'', bez zbędnych błyskotek i bez porównania z tą wypicowaną, pozbawioną lekkości wersją, która dwa lata później pojawiła się u Molesty. Niby więc nic, a jednak ''trafia w gusta / Bez obaw podbijam, ładna buźka, spox makijaż''. Mimo, że ostatni raz gościłem w Wawie jeszcze w 90s i to przejazdem, to bez zająknięcia jestem gotów uwierzyć tercetowi płynącemu po tym refleksyjnym, odprężającym bicie, że warto czasem się tam powłóczyć. Dozo na wieczornym spacerze. –Wojciech Sawicki

posłuchaj »

097Pl.otki
Stinky Spam
[2007, white label]

Kto by pomyślał, że potrzeba będzie muzyków Sweet Noise i Pidżamy Porno, aby powstał w Polsce zespół brzmiący jak, dajmy na to, The Breeders. Nawet jeśli Happy Pills (będące zaczynem dla Pl.otek), emanowało uwielbieniem dla Pixies, to wciąż królestwo temu, który się spodziewał. Napomknięta "college'owość" wynika nie tylko z podobieństw wokalnych, lecz również pewnego luzackiego bossowstwa kompozycyjnego, bijącego z "Stinky Spam". Dopatrywałbym się go przede wszystkim w uwypuklonej linii basu, ale w sumie na tyle lubię ten kawałek (cała płytka bardzo fajna), że nie muszę się zbytnio "dopatrywać" – wszystko widać jak na dłoni. Doprawdy, jesteśmy dziwnym i przewrotnym narodem. Romuald Lipko gra Steve'a Reicha – to może się jeszcze wydarzyć. –Jan Błaszczak

posłuchaj »


096Edyta Bartosiewicz
Niewinność
[2002, Polygram]

Gdzieś, być może na "naszym" forum, natknąłem się na dyskusję "Kasia Kowalska czy Edyta Bartosiewicz, która lepsza?". Ciekawe, ale chciałem zauważyć, że taki temat NIE ISTNIEJE. Jeden jedyny refren ostatniego przeboju Bartosiewicz – zapowiadającego płytę, która do dzisiaj się nie ukazała - ZMIATA wszystkie pozostałe polskie wokalistki. Razić mogą niekiedy powaga i dosłowność tych jej piosenek, a także nadgryziona przez czas rockowa stylistyka... Ale tere fere, trele morele, kto pisał takie melodie jest nietykalny. –Jędrzej Michalak

posłuchaj »


095Ramona Rey
Jak To Widzisz?
[2006, Sony BMG]

W ciągu tej dekady ciężko było odnaleźć w polskim popie czysty cool: niezobowiązujący, wychodzący z samego siebie, jakieś rozstrojenie ze światem. Dla mnie osobą, która niesie w sobie duże ilości tej cechy jest Ramona Rey ze swoim charakterystycznym sposobem śpiewania, fryzurą, klasycznym startem ze Sztykiem czy stawianiem się z własnym producentem na wywiadach pod silnym odurzeniem (cudowne to było, żałuję, że nie mogę tego odnaleźć). "Jak To Widzisz?" też jest silnie naznaczone czystym coolem. W każdym innym przypadku zachrypnięty męski featuring wyszedłby komediowo czy jak jakiś koszmarny smęt, a tu się sprawdza. Tak samo surowość podkładu, który praktycznie składa się z gitary i prostego automatu perkusyjnego. Serio, to główne składniki tego utworu i wszystkie razem wymiatają! Do tego wszystkiego dorzucona Ramona, a na ekranie Borys Szyc, nie ogarniam tego. –Ryszard Gawroński

posłuchaj »


094Kasia Stankiewicz
Schyłek Lata
[2003, Sony Music]

Czy piosenki są z miodu? Pierwsze parę sekund poddaje w wątpliwość ewentualną odpowiedź negującą taką hipotezę. Jak w przypadku "Miałeś Być", nie za bardzo jest tutaj miejsce na wciśnięcie się z własnymi opiniami, skoro utwór tak śmiało manipuluje odbiorcą, każąc wsłuchiwać się w ciągłą repetycję ładnej melodii, w refrenie podkreślonej jeszcze anaforami-apostrofami. Poetyka tego utworu jest przecież niesamowita. Jak często w polskim popie pojawia się taka ilość intymności, podanej w tak naturalny sposób, wyśpiewanej z wyczuwalnym uśmiechem na twarzy? Nawet biorąc pod uwagę paroletnią przerwę, "Schyłek Lata" jest jednym z najczęściej słuchanych przeze mnie polskich singli i mimo tego nie potrafię wymyślić czegoś, co oddałoby go choćby w połowie tak doskonale, jak nakręcony do niego teledysk. Poddaję się w niemym zachwycie i przyciskam słuchawki do uszu, żeby móc się roztopić w tym płynnym dobrze. –Kamil Babacz

posłuchaj »


093Papa Dance
Czarny Śnieg
[2005, Warner Music Poland]

Paweł Stasiak to, jak wiadomo, postać kuloodporna. W latach 80-tych frontował grupie, która wydała... najlepszy album lat 80-tych. W latach 90-tych... cośtam cośtam (he, przypomniałem se), ale kasety osiągały jeszcze niedawno na Allegro zawrotne ceny, mind you. A w dekadzie 00s, gdy lata 80-te "wróciły", nastąpił też naturalnie wielki comeback formacji – wpierw koncertowy, a potem wydawnictwo z tytułem i okładką zaczerpniętymi od Elvisa, złożone głównie z nowo zarejestrowanych wersji starych, znakomitych zresztą odrzutów. Krążek brzmiał fatalnie, wyjałowiony z prawie wszystkich cech definiujących magię Papsów. A i tak udało się panom wskoczyć do tego rankingu. Dlaczego? Sama kompozycja spełnia ideał stadionowej ballady: zwrotka jest dla koneserów (modulacja na słowach "kawałek mnie oddałbym by cofnąć czas", hello), a chorus pozwala ryczeć ile sił w gardle nawet najbardziej poszkodowanym przez słonia. Jacek Szewczyk tnie chwilami rzewnie jak Andy Summers w najznamienitszych balladach Stinga. Waldek "muzyka dla mas" Kuleczka punktuje basem jak zięć na rodzinnym obiedzie komplementujący kuchnię teściowej. Marcin Tywoniuk imituje Marka Kelly z dowolnej epoki. Na tle tego aranżacyjnego domku z kart sam pan Paweł "ojej, naprawdę? dziękuję bardzo..." Stasiak zapodaje prawdziwy blue-eyed soul, jakby właśnie wykonywał swoje "True" i wypowiada niedorzecznie enigmatyczne frazy w rodzaju "ten obraz wciąż nie ginie" czy "jest biały śnieg, a na nim ja". Serio, co on tam śpiewa... Lecz mimo to powstał kolejny klasyk zespołu, z własnym obliczem, którego nie da się pomylić z innym szlagierem w ich repertuarze. Jest jeden "Czarny Śnieg", tak jak jest jedna "Miłość Z Walkmana" czy "Ona Była Inna". A ja sam trochę boję się wrócić do Miliona Fanek, bo jeszcze mi się spodoba, i co wtedy? –Borys Dejnarowicz

posłuchaj »


092Natalia Kukulska
Sexi Flexi
[2007, EMI]

Zaszczepianie Prince'a na suchych i jałowych polskich glebach to karkołomne zadanie, dlatego nie mógł się tego podjąć ktoś przypadkowy. Tym niemniej nigdy bym nie pomyślał, że stanie się udziałem odpowiedzialnej za "puszka-okruszka" Natalki, którą zdążyliśmy zapamiętać z trochę innego repertuaru. Ciekawe, że za "Sexi Flexi" odpowiadają ludzie od Sistars, a to dziwne o tyle, że jak sami dobrze wiecie następną przystanią w ich karierze została "ta soulowa Chylińska". Natalii na pewno bardziej po drodze z "czarnymi rytmami" (ksywa "polska Beyonce" nie wzięła się przecież znikąd), dlatego całość, mimo pewnej wtórności, mocno wpada w ucho i generalnie nie widzę większych powodów do narzekań. Życzyłbym sobie, aby nasz komercyjny pop częściej przybierał takie oblicza, bo to nie jest przecież tak, że "im więcej Księcia tym mniej", nie? –Kacper Bartosiak

posłuchaj »


091Iza Lach
Nie
[2008, EMI Music Poland]

Co za urocza i cudowna piosenka. Przykleja się do ciebie i nie jesteś w stanie jej zapomnieć. To nie są tam klawisze tylko karmel, nie? I urzekający dziewczęcy głos. POZORY! To tylko wierzchnia warstwa, tak naprawdę "Nie" jest straszne. To znaczy, jest świetne, ale przeraża. Relację międzyludzką opisaną w piosence można określić jedynie jako patologiczną. Iza śpiewa "Nie bój się", ok, nie boję się. "Wszystko ci dam", ok. "Nawet jeśli czegoś nie będziesz chciał", ok, boję się. I bać powinien się adresat tych słów – to zdecydowanie bardziej groźba niż pocieszenie. W refrenie jest wystarczająco dużo groźnej obsesji na powieść dla Stephena Kinga. A co ze zwrotką? "Tak samo znów, beż żadnych słów, starasz się widzieć każdy mój ruch". Jasne więc jest, że z kolesiem też jest coś nie tak i, że to typ z pogranicza stalker/control freak. Wow, te klawisze też zaczynają brzmieć trochę groźnie... Mała hipnotyczna mantra o bardzo, b a r d z o niezdrowym związku. Napisana przez nastolatkę. I boska popowa piosenka. –Łukasz Konatowicz

posłuchaj »

#100-91    #90-81    #80-71    #70-61    #60-51    #50-41    #40-31    #30-21    #20-11    #10-1

Listy indywidualne

BIEŻĄCE
Daria ZawiałowA Kysz!
Young MarcoSelectors 002