SPECJALNE - Ranking

100 Polskich Płyt 2000-2009

7 listopada 2010


Przypominamy, że w pierwszej części podsumowania dekady 00s składamy hołd polskiej muzyce. Po liście singli przyszedł czas na albumy i EP-ki. Podobnie jak w rekomendacjach płytowych, kompozycje z kręgu muzyki partyturowej traktujemy na równi z wydawnictwami fonograficznymi i materiałami opublikowanymi tylko w Internecie – z tym, że podajemy datę premierowego wykonania utworu.



100Smolik
Smolik
[2001, Sissy]

Obok Mileny to największe dokonanie Andrzeja Smolika. I z całego wysypu rodzimych krążków głoszących ideały elektroniki o ludzkiej twarzy, ten zestarzał się chyba najmniej. Ręka do studyjnej szpuli jest, choć jasna sprawa, że z takim Air czy nawet Zero 7 nie ma co porównywać. Tam gdzie wyobraźnia nie dociągnie, zatkają dziurę goście. A ci, poza śpiewającym niewyraźnie perskim (żart) Jahiarem Azimem Iranim, zostali dobrani jak należy. Nie będę was oszukiwał, że wracam do tego albumu raz w miesiącu – ale na nieodnotowanie nie zasługuje. –Jędrzej Michalak


099Emil Blef
Mam Taką Twarz, Że Ludzie Mi Ufają... Billing
[2008, Haos Studio]

Solowy debiut Blefa spotkał się z dość letnim, żeby nie powiedzieć – chłodnym, przyjęciem środowiska. Czepiano się zwłaszcza samego MC – jego tekstów i samej dyspozycji za majkiem. Chciałbym rzec – "do dziś tego nie rozumiem", ale ja to rozumiem. Bo mamy tu do czynienia z raperem niepozornym. EB nawija z deczka offbitowo i pozostawia sobie dużo swobody na akcentację – to chwilami bardziej opowieść "gadana", niż równe, symetryczne serie jak z automatu. Ponadto, jego dobór rymów jest bardzo nieoczywisty. Charakterystyczne dla gościa "przesuwanie frazy" ("Przepuściły tyle ważnych zdań, tyle ważnych treści / Z czystego egoizmu / Chociaż mogły je pomieścić" i tym podobne) mniej cierpliwego słuchacza zniechęci, ale na dłuższą metę wynagradza, bo mało kto w tym kraju pozwala sobie na takie zabiegi. To zachwycające słyszeć, jak poza dwoma numerami radzii sobie Blef bez Mesa obok – krążąc wokół prostolinijnych deklaracji uczuciowych, fatalistycznych analiz przeszłości i filozofii czystej wiary w życie. Rezultat wypada czarująco. Na szczęście wątpliwości nie budziła warstwa muzyczna. Zaproszeni producenci ze sporą dozą świeżości zagospodarowali dość wyeksploatowaną z pozoru dolinę u stóp jazzu, sophisti-smooth-popu (w "Przyjdź Wieczorem" oczekuję tylko na wejście Sade) czy urban soulu (z kolei "Dzień Mijał W Dobrym Tempie" odsyła do wczesnego D'Angelo). Chory bitbox oferuje "Tik Tok" w "Tolerancji W Ciemnych Okularach". Życzyłbym też każdemu raperowi z NY albo z Kalifornii tak wysmakowanych, przestrzennych, ładnych, LOUNGEOWYCH (ten termin przywołuje tu sam Mes), niebanalnych podkładów, jak "Mam Taką Twarz", "Wake Up" lub "Nie Wystarczy Wejść Do Studia". Owszem, złośliwcy wytkną istotnie nieco odstające wałki – fakt, zbyt coelhowska jednak "Inicjacja" czy średnio pasujący do reszty refren "Stawki Są Wysokie" obniżają trochę ocenę całości. Ale nawet jeśli ktoś tych słabszych fragmentów nie trawi i ma awersję do maniery czy dykcji Emila, to trudno będzie mu zaprzeczyć, że to jedna z niewielu polskich płyt, które się na nic nie spinają. Nawet na przesadne wyluzowanie. Dla każdego flexxipo-maniaka to pozycja absolutnie obowiązkowa, a na dłuższe samotne spacery po mieście – rzecz "jak znalazł". –Borys Dejnarowicz


098Różni Wykonawcy
Poland Calling
[2008, Sony Music]

Wstałem rano, przesłuchałem wszystkie płyty. Nie chcę już jointów, myślę, Wojtek co ty? Taki mniej więcej jest mój stosunek względem polskiej sceny minimalowej. Sorry chłopaki, ale jesteście nudni. Tymczasem okazuje się że nie w każdej konfiguracji, głównie dzięki legendarnemu w niektórych kręgach Angelo Mike'owi. Jego ponad dwugodzinna kompilacja ''Z mikserem wśród nadwiślańskich minimalowców'' to bodaj najciekawszy i dający najpełniejszy obraz przewodnik po tych omijanych na ogół szerokim łukiem rejonach muzycznych. W ogóle tak sobie myślę, że gdyby ''Poland Calling'' ganiał za szmacianką to nazywałby się Podolski. Ale że tego nie robi to wypróbujcie go na najbliższej domówce. Tylko nie zaklikajcie się na śmierć. –Wojciech Sawicki


097Mika Urbaniak
Closer
[2009, Sony Music]

Mika Urbaniak zaszczyciła nasz skromny ranking głównie ze względu na głęboki krajowy deficyt fajnego kołyszącego mainstream popu z prostymi, nieco przesłodzonymi, ale chwytliwymi tune'ami, przy wcale dopieszczonych aranżach, różnych odcieniach i licznych rzucanych na przynętę smaczkach (multi-instrumentalista Troy Miller produkował to w Londku i spisał się). Choć nie tylko dlatego! Niekiedy pobrzmiewa tu duch eklektyczności, na przykład w pseudo-egzotyczno-folkowej wstawce pogodnego i subtelnego gitarowego popu "Break Away", a w "Glitter" chórki nieświadomie kopiują... Sufjana. Ale to tylko ciekawostka, górne odniesienia byłyby w tym wypadku raczej nie na miejscu, bo Mice bliżej do Lily Allen, tyle że pozbawionej pozy zblazowanej pop-culture addict – starczy posłuchać syntetycznego riffu gładko-chropowatego "Lovin' Needs A Deadline" czy przerysowanie dziewczęcej melodii "In My Dreams". Najbardziej interesujące w tej nieprzesadnie frapującej płycie jest to, że nie ma tu kawałka, który by kulał, odstawał i bolał w zęby, a przypominam, że mówimy o konwencji, w której królują u nas najbardziej mdłe radiowe pospolitości pod słońcem w guście Brodki i Makowieckiego. No to przynajmniej na arenie popowych zmagań (he) nie wyglądamy już tak całkowicie gołodupnie. –Michał Zagroba


096Małpa
Kilka Numerów O Czymś
[2009, white label]

Małpa wypłynął w wielkim stylu. Znienacka wrzucił w sieć nielegal, który (teraz można już to napisać w perspektywie roku) niszczy wszystko, co nowe w polskim hip-hopie. Numer jeden w drafcie – nie może być wątpliwości. Gdy wszyscy zachwycali się (ja też) pięknie opakowaną (dźwiękowo i nie tylko) Lavoramą, chwalili debiut Tetrisa i wynajdowali innych ziomali, zaliczających transfer z podziemia, my pisaliśmy o Małpie, że dobry, obiecujący, doprawiając całość dozą asekuranctwa i sceptycyzmu. Trudno chyba było nam uwierzyć, że gość "znikąd" – bez wielkich producentów, labeli i featuringów – może z taką pewnością siebie wpieprzyć się na proszony wieczorek i zacząć rozdawać karty.

Dosłownie na chwilę po podpisaniu kontraktu z Asfaltem wybrałem się na koncert Małpy. Pomimo drogich biletów zjawiła się masa ludzi. Później słyszałem o przypadkach, kiedy, jedzące zęby na polskim hip-hopie, ziomy, stwierdzały z przekonaniem, że takiego czadu to tu nie było od pierwszych koncertów WFD. Mocne słowa, pewnie przesadzone, ale charyzma tego gościa sprawia, że wiem, że do Kilku Numerów O Czymś będę wracał jeszcze bardzo długo. Chyba nie tylko ja, bo gdy ostatnio widziałem się z Halickim, ten również stwierdził, że Ortega Ortegą, ale 2009 to jednak Małpa – czy coś w tym stylu. –Jan Błaszczak


095Cool Kids Of Death
Cool Kids Of Death 2
[2003, Sissy]

Bez zastrzeżeń jeden z najważniejszych, o ile nie najważniejszy, zespół polskiej dekady – mam zatem pewność, że Jedynka CKOD pozamiata w niniejszym rankingu jak mało co i będziemy wiedzieć, że jest to dobre. Słuchając Dwójki na potrzeby jeszcze bardziej niniejszego opisu mam wątpliwości czy przypadkiem nie umieściłem jej w indywidualnym rankingu trochę zbyt wysoko – oczywiście nie słuchałem jej od wieków. Czasy się rozwijają, podobnie jak ludzie. Jasne, że płyta kopie, bo jak może nie kopać bas jakby strojony przez kolesia półgłuchego od słuchania Albiniego, poparty joydivisionową perkusją ("Martwe Disko"). A jednak teksty, czasy, nie jestem pewien. Przy czym czepianie się wczesnych tekstów CKOD (nawet tych apokaliptycznych), to trochę jak czepianie się Skandalu (przy okazji – chłopaki zaprosili na featuring Vienia – czy ktoś mi powie, że nie było w tym prawdy?). I co z tym robić dziś? Przypominam sobie rok 2003, Generację Nic, słynny playback na Fryderykach, znajomość z Masłowską, wyśmiewanie Sweet Noise, to, że Dwójka wcale nie przekreśliła wtedy statusu zespołu, a wręcz go umocniła oraz sposób, w jaki tego hałasu wówczas słuchałem. Już wiem - w pewien sposób na tym się wychowałem. Szacunek, duży. –Radek Pulkowski


094Mazzoll
Muzyka Dla Supersamów
[2000, blauHOFFER]

Muzyka Dla Supersamów to zapis dwóch niezwykle ciekawych występów, które odbyły się na terenie poznańskiego centrum handlowego M1. Chociaż tytuł albumu nawiązuje do słynnego projektu Briana Eno, wydaje się, że intencją Mazzolla i improwizujących z nim muzyków nie było stworzenie wyłącznie wysublimowanej muzyki tła. Wkroczyli do nieprzyjaznej przestrzeni marketów, których domeną jest komunikat wizualny, a środowisko dźwiękowe sprowadzone wyłącznie do funkcji utylitarnych, by dowcipnie prowokować, stawiać pytania, albo wręcz bezpardonowo ją anektować, nadawać jej nową, nasyconą emocjonalnie tożsamość. Poruszając się gdzieś pomiędzy miejską balladą, ironiczną neoplemiennością, błyskotliwą musique concrète, pastiszem supermarketowego muzaka a około-jazzowym jammingiem, zwinnie zakwestionowali podziały na to, co komercyjne i artystyczne, użytkowe i estetyczne, prywatne i wspólnotowe. Chociaż na chwilę oswoili tkwiące gdzieś poza czasem, historią i estetyką nie-miejsce, a nagrywając swój performance, pozwolili nam się tym rozkoszować i - przede wszystkim - dobrze bawić. –Krzysztof Michalak


093Praktik
Dobra Częstotliwość
[2004, Embargo Nagrania]

Praktik uczył się jazzu na Bednarskiej. Taka szkoła to pewnie fajna rzecz, ale serca nie oszukasz - a to u warszawskiego producenta należy także do hip hopu. Moc krążka tkwi właśnie we wszechstronności podkładów - nie porównywałbym ich może z dziełkami Skalpela, to raczej bardziej surowy ale wciąż szlachetny post-Noon. Jest zatem na czym zawiesić słowa - a te ciosane są przez zacne grono gości, z Pezetem i Mesem na czele. Raperka ani razu nie schodzi na manowce i choć nie oferuje zawrotnej liczby punchline'ów, to utrzymuje w odpowiednim napięciu. –Jędrzej Michalak


092Jimson
Gorączka W Parku Igieł (EP)
[2008, whitel label]

"Pierwszy podziemny raper co ma flow, technikę i głos / I zjada nawet papier" - nawet jeśli lekko buńczuczny sposób, w jaki Jimson przedstawia się przed milionami słuchaczy was irytuje, to nie sposób odmówić gościowi sporego talentu. Niestety, częściej niż o jego niewątpliwej błyskotliwości i potencjale pisze się o kontrowersjach związanych z jego tekstami. Jasne, zdarzają się na Gorączce momenty lekkiego przegięcia, ale ja jestem w stanie na to wszystko przymknąć oko, głównie za sprawą ogólnej postaci jego flow, które momentami po prostu mnie miażdży. Dodajmy do tego ogólny obraz młodego, sfrustrowanego (żeby nie powiedzieć - wkurwionego) inteligenta i już mamy postać, która potencjalnie powinna porywać tłumy. Niestety, sam Jimson ma chyba inne rzeczy do roboty poza rapem, więc ciężko ocenić na ile jego talent rozwinął się na miarę możliwości przez ostatnie lata. Tym niemniej Gorączka W Parku Igieł to jedna z najważniejszych propozycji dla fanów polskiego podziemia w ostatnim dziesięcioleciu - świetnie wyprodukowana EP-ka z intrygującym typem za majkiem. Wbrew pozorom czasem do szczęścia nawet i to wystarcza. –Kacper Bartosiak


091Reni Jusis
Trans Misja
[2003, Pomaton EMI]

Od Trans Misji stałem się fanem Jusis i zacząłem przerzucać się po wcześniejszych partiach jej twórczości, więc niezbyt entuzjastycznie podchodzę do wyklepywania kolejnego komentarza na temat osłuchanej od każdej strony płyty, ale mogę wypunktować 10 moich ulubionych momentów. 1) "Jeśli Zostaniesz" całościowo, 2) "W Zwolnionym Tempie" – najbardziej podniosły refren, ale też te skontrastowane wyciskane zwrotki i plumkanie wszystkich lekko kiczowatych, kosmicznych przeszkadzajek, od intro zaczynając – eat this, Robyn 3) to "zadzieranie" pseudogitarowego basu w "Kiedyś Cię Znajdę" po 4:11, 4) wstęp "Kiedyś Cię Znajdę", hej chillwave'owcu, weź tę pętlę i masz gotowy kawałek, 5) wejście refrenu w "Raczej Inaczej", 6) beat "Ostatniego razu" w momentach bez wokali (głównie początek i koniec), 7) narracja zwrotek "Not Real" + telefoniczne sample, 8) klawiszowa melodyjka w "Kto pokocha?", 9) efekciarski bas i princeska w uderzeniach w klawisze w "Let's Play Ping-Pong", 10) wyciszenie "Wynurzam się". –Kamil Babacz


#100-91    #90-81    #80-71    #70-61    #60-51    #50-41    #40-31    #30-21    #20-11    #10-1

Listy indywidualne

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
Flaming LipsOczy Mlody
10 najlepszych płyt 2016