SPECJALNE - Ranking
100 najlepszych singli 2010-2014

100 najlepszych singli 2010-2014

28 lipca 2015

Melodic Chaotic: Summer Fling

040Melodic Chaotic
Summer Fling
[self-released, 2013]

W teorii to nie miało prawa się udać. Dwunastoletnia siostra mentalnego syna Paulo Coelho z uderzająco nienaturalnym angielskim akcentem i peruką zapodaje swoją "Pocztówkę Z Wakacji". Tu kończy się opis faktyczny, a zaczyna coś, czego już zrozumieć do końca nie potrafię.

W jakiś sobie tylko znany sposób Willow jednorazowo znalazła trudną do określenia niszę (myślałem, myślałem i wymyśliłem: wczesna Dido spotyka wczesną Rihannę?), w której stworzyła coś więcej niż tylko wakacyjny singiel. Duża w tym zasługa podkładu – DJ Fabrega dostarczył poszarpany beat bez punktu kulminacyjnego, w którym niemal wszystko opiera się na sposobie prowadzenia narracji, z czym "młoda" radzi sobie nader dziarsko. "Summer Fling" to też paradoksalnie singiel dla nas, "dziadów". Jedyna w swoim rodzaju pamiątka po czasach, w których tej najmłodszej młodzieży chodziło latem jeszcze o coś więcej niż fazy po "mocarzu" i bicie żuli. –Kacper Bartosiak

posłuchaj »

przeczytaj playlist
przeczytaj "20 najlepszych singli 2013"


Disclosure feat. Sam Smith: Latch

039Disclosure feat. Sam Smith
Latch
[PMR, 2012]

To był chyba wyraz sporej odwagi ze strony wytwórni, która zdecydowała, że to właśnie "Latch" został wybrany na pierwszy singel promujący Settle – zresztą sami bracia Lawrence przyznają, że uznawali utwór za zbyt dziwny, aby pełnił taką funkcję. Ale najwyraźniej czasem ktoś ma w Island Records przebłysk, a historia tego akurat utworu to cała seria przebłysków, począwszy od patentu na świeższą, żywszą wersję EDM, przez zatrudnienie (i rozkręcenie kariery przy okazji) Sama Smitha, do zrobienia estetycznego klipu, który, sądzę, rozbudza tęsknoty w młodszym pokoleniu. I choć nietypowy rytmicznie, więc trudny parkietowo, ten kawałek jest tak strasznie dobry, że opromienił Sama Smitha tak, że jego kolejne kolaboracje jeszcze przez wiele miesięcy wydawały mi się godne uwagi. A Rolling Stone pisał, że "Latch" dał Disclosure największą popularność na Wyspach od czasu Adele. Kto to Adele? –Filip Kekusz

posłuchaj »

przeczytaj "50 najlepszych nagrań 2012"


Sky Ferreira: 99 Tears

038Sky Ferreira
99 Tears
[Capitol, 2011]

"99 Tears" odsyła nas do czasów, kiedy – jeszcze niespełna dwudziestoletnia – Sky Ferreira wydawała się dojrzewać do roli, w której odnajdują się dzisiaj między innymi Ariana Grande, Carly Rae Jepsen czy przede wszystkim, zachowując oczywiście odpowiednie proporcje w kwestii popularności, LIZ. As If!, skromny zbiór raczej mało interesujących stylistycznie, teen-popwych piosenek, jest dzisiaj raczej skrzętnie ukrywany przez samą pod nimi podpisaną (ze świecą go szukać np. w katalogu artystki w serwisach streamingowych).

Jak trudno nie zauważyć, od Night Time, My Time, Sky postanowiła bowiem zagospodarować niszę współczesnej muzyki popularnej, która jeszcze niedawno była raczej całkowicie opustoszała, nawiązując raczej do tradycji wiosła i bębnów niż syntetyzatora i klawiszy. Na longlpleju dokonała aktualizacji brzmień kojarzących się raczej z gitarową alternatywą przełomu lat 80. i 90., pożyczając, równie obficie co chaotycznie, między innymi od takich tuzów, jak Suicide, Joan Jett, Siouxsie and the Banshees czy Garbage. Rezultaty tego bez wątpienia brawurowego eksperymentu (wschodząca gwiazdka młodzieżowych blogów zaczyna się malować na czarno i pisać noise'ujące mostki?) będą dzielić refleksyjną część społeczności miłośników komercyjnego popu jeszcze zapewne przez długie lata, natomiast z punktu widzenia długodystansowego planu była to gra warta świeczki – w podobną, choć bardziej punkową stronę, poszła niedawno również Charli XCX, a revival gitarowego popu wydaje się być nieuniknioną koniecznością nasilającej się nostalgii za latami dziewięćdziesiątymi.

To jednak za kilka lat. Mamy rok 2015, LIZ nagrywa kawałki z Sophie, a laptopowy pop nigdzie się nie wybiera. Z tej perspektywy "99 Tears" jawi się nie tylko niemal-klasykiem, ale wręcz wczesnym prototypem całkiem prężnego już (wciąż?) zjawiska; jedną z takich pereł, które zazwyczaj z uwagi na niezadomowienie się w gatunkowym kontekście pomija się w podręcznikach historii. Po podobnie intensywne przeciążenie elektroniką sięgnął Kurstin – współautor "99 Tears" – również w jednym ze swoich najświeższych utworów, "Boy Trouble" Carly Rae Jepsen. Kto wie, gdyby Sky zaryzykowała swego czasu nieco mniej, dziś mogłaby być może wytykać palcami autorkę "Call Me Maybe", która ze swoją nową płytą (co ciekawe, stoi za nią w dużej części ekipa od Night Time, My Time) wypada raczej blado. Może zgłupiałem, ale w zasadzie tym bardziej szanuję te czarne ciuchy. –Jakub Wencel

posłuchaj »

przeczytaj "Playlist: Rezerwa: Marzec 2011"
przeczytaj "20 najlepszych singli 2011"


Nicky Sparkles: It's Your Life

037Nicky Sparkles
It's Your Life
[Other People, 2014]

Co tutaj tak naprawdę przeważa? Czy Nicky to "sam styl", który poza wizerunkiem dandysa i charakterystycznym teledyskiem jest w stanie zaoferować tylko oniryczną otoczkę, przejaskrawioną ekspresję i garść pociągających chwytów, czy jednak przemawiają na jego korzyść jakieś twarde dane? "It’s Your Life" jest przecież jak niekończące się intro, otoczone randomowymi, splatającymi się wokalami, które ani nie tworzą zwrotek, ani refrenów, tylko w przeciągły sposób niosą numer do przodu przy pomocy swobodnych syntetycznych liźnięć. To nie jest pop w ścisłym znaczeniu. Jedna zmiana klawiszowego tematu stanowi tu wszystko. Sparkles też wije się jak może, żeby swoim głosem pokazać nam, że to już, że się dokonało, ale nie może się powstrzymać przed kontynuowaniem swoich medytacji, które bardziej podchodzą pod jakąś progresywną impresję opartą o hip-hopowy bit i nawet nieco house’ową dynamikę (talerze w drugiej połowie), gdzie tylko oznaką dobrej woli jest odbieranie tego na zasadzie piosenkowości, którą się nam tutaj sugeruje. Gościu wie, że robi nas w przysłowiowe BAMBUKO i tym bardziej ucieka w swoje teatralne zaśpiewy, im mocniej próbujemy wycisnąć ze słuchania typową singlowość (Nicky jest również wokalistą grupy Splash). Bo siła "It’s Your Life" opiera się na czymś zupełnie innym. Bez nucalnych melodii i Lennoxowych harmonii, które się tu mogą nasuwać, otrzymujemy nieco przećpaną, ale bardzo zaraźliwą mantrę o ejtisach. –Krzysztof Pytel

posłuchaj »

przeczytaj "Playlist: Rezerwa: Kwiecień 2014"
przeczytaj "20 najlepszych singli 2014"


Rampi feat. Miss Bee: Feel It Burn (Mario Basanov Radio Edit)

036Rampi feat. Miss Bee
Feel It Burn (Mario Basanov Radio Edit)
[Under The Shade, 2011]

Zastanawiacie się czasem, co by było, gdyby wasz ulubiony twórca okazał się zjebem? No więc ja nie lubię homofobicznych pacanów, a Marijus Adomaitis nim najwyraźniej jest. Czasem wydaje mi się, że mówimy, że artysta i dzieło to dwie inne bajki wtedy, gdy artysta bywa chujem – w innym przypadku radośnie szukamy połączeń między szczegółami z jego biografii a twórczością. Jest mi przykro, że Basanov jest kretynem, ale nie będę usuwał jego utworów z dysku jak na przykład zrobili to publicznie Aeroplane. Chyba dlatego, że to dla mnie nie to samo, co wylewanie piwska Ciechana – bojkot konsumencki ma chyba sens wtedy, kiedy mówimy o zwykłych towarach. Gdyby to była zwykła, użytkowa muzyka taneczna, to bym sobie może ją spokojnie wywalił to śmietnika, ale że "Feel It Burn" to dla mnie – nie boję się tego określenia – dzieło sztuki, to pacanowatość autora nic nie zmienia. Nawet jeśli nie mogę pojąć, jak może zionąc nienawiścią, robić rzeczy tak oszałamiające pięknem.

Gdy słucham "Feel It Burn" (dla mnie to oryginał, a nie remix) to "oddalam to pytanie", jak i jakiekolwiek inne wątpliwości, bo naprawdę utworów, które tyle razy mnie zachwyciły, niezależnie od okoliczności, w których je usłyszałem, na głośnikach, słuchawkach, w domu, tramwaju, czy klubie, jest może kilka. Co prowadzi nas do punktu, w którym należy wyjaśnić dlaczego i tu zaczynają się schody, bo mam ochotę pisać tylko "ochy i achy", jako że wejście akordów, a konkretnie przejście z podwyższonej molowej trójki na molową piątkę (d#m7 – f#m7 – em7 – f#m7 wedle moich badań, poprawcie mnie, jeśli się mylę) jest dla mnie czymś w rodzaju muzycznego ekwiwalentu tego momentu zachwytu nad czymś absurdalnie smacznym, kiedy ośrodki w mózgu odpowiedzialne za przyjemność i nagrodę nagle eksplodują. A nadejście basu, wokalu i wreszcie wybuch refrenu potrafią odebrać mi dech, żeby już dalej się nie egzaltować – jeśli też tak macie, to wierzę, że nie możecie być złymi ludźmi. –Kamil Babacz

posłuchaj »

przeczytaj playlist


Afro Kolektyw: Wiążę Sobie Krawat

035Afro Kolektyw
Wiążę Sobie Krawat
[Universal, 2011]

Dobrze, że są takie piosenki. Piosenki dla prawdziwych frajerów (tam w lustrze to niestety ja). Ten bajkowy refren przypomina szczenięce lata w w Akademii Pana Kleksa, a mostek słodki jak cukierki pozwala przez chwilę zapomnieć, że w gruncie rzeczy to gorzka refleksja na temat aspiracji i marzeń starzejącej się klasy średniej. Klasy twardej i naprawdę zdeterminowanej, aby polską szarugę zastąpić pragmatyzmem szarej korpo-rzeczywistości. Pieskie życie. Jak czytam sobie w Twoim Imperium, gazecie w pełni kolorowej, rolnik Adam Kraśko twierdzi, że "czasem pętla na szyję to jedyne rozwiązanie". Pewnie będzie wiązał krawat. Ale spokojna głowa, bo z tą piosenką to wcale niestraszne – wykopie ci stołek, abyś mógł wygodnie zasiąść w fotelu prezesa. Niech żyje puch i plusz, chuje precz. –Wawrzyn Kowalski

posłuchaj »

przeczytaj porcast
przeczytaj "Na Spytki Cię Biorąc: Afro Kolektyw"
przeczytaj "20 najlepszych singli 2011"


Yuck: Rebirth

034Yuck
Rebirth
[self-released, 2013]

"Rebirth" stanowiło cezurę, która poniekąd przewartościowała moje spojrzenie na młodą gitarową scenę. Rychło w czas, bo cała nadęta otoczka gloryfikująca 90's US indie była już na tyle dogorywającym (a zarazem męczącym) zjawiskiem, że wystarczył pojedynczy lecz solidny bodziec, by w końcu obrócić ją w pył. Jeżeli Yuck, zespół złożony z londyńskich (!) chłystków, zdolny był zarejestrować utwór na tak wygórowanym poziomie, to pozornie mógł to zrobić każdy. Od tego momentu z hejtem skierowanym w stronę dzieciaków z Nowego Jorku, LA, Athens czy nawet z Londynu, należało uważać, bo nie bardzo było wiadomo kogo stać jeszcze na strzały tego typu. Chyba nie muszę dodawać, że w 2013 roku "Rebirth" przerósł najśmielsze oczekiwania, jakie którekolwiek z nas mogło sformułować wobec bandu tego pokroju, jednocześnie z miejsca zmuszając nas do weryfikacji tych sądów. Także z dzisiejszej perspektywy trudno się temu dziwić, bo utwór wciąż się broni, nie będąc jedynie pokazem zręcznej żonglerki cytatami z My Bloody Valentine, lecz pełnoprawnym, niezależny bytem, jakościowo dalece nie odbiegającym od dokonań ich wielkich inspiratorów. –Marek Lewandowski

posłuchaj »

przeczytaj "20 najlepszych singli 2013"


Sorja Morja: Nie Myśl O Niczym

033Sorja Morja
Nie Myśl O Niczym
[self-released, 2012]

Żyjemy w dobie internetowej, w ciekawych czasów CENTRYFUDZE, jak śpiewał poeta. Na tym tle "Nie Myśl O Niczym" wydaje się anachronizmem – skromną pamiątką ilustrującą synth-pop powoli kiełkujący w kraju nad Wisłą, numerem z czasów, w których panowie chodzili w teksasach, a panie pachniały perfumami Nina Ricci. Stylizacja (świadoma czy nieświadoma) nie jest jednak czynnikiem decydującym o wyjątkowości Sorji Morji w obecnym krajobrazie polskiego popu. Tym czynnikiem jest sposób, w jaki duet myśli o piosence, jak indywidualnie podchodzi do jej materii, jak potrafi wyważyć proporcje i jak niesamowicie wiele jest w stanie wycisnąć z niezwykle oszczędnego przecież przybornika środków. Teoretycznie "Nie Myśl O Niczym" to niemal szkic – wersja demo niedopieszczona jeszcze produkcyjnym blichtrem. Takie wrażenie wykluwa się, gdy zaczyna się analiza lub próba jakiegoś sklasyfikowania, bo podczas słuchania nic takiego nie przychodzi do głowy. Podczas słuchania wsiąka się w trochę groteskowy, ale uporządkowany mikroświat skonstruowany przez Szymona i Ewę, który jest absolutnie wiarygodny, a przez to realny. Posłuchajcie, jak dźwięki opowiadają historię: maleńki motyw na 1:12 ostrzega, aby nie wychodzić z domu, bo to przynosi tylko kłopoty; albo gdy rozcieńczone klawisze na 1:29 sygnalizują o nadchodzących potworach. I choć wszystko dzieje się tylko na "naszych uszach", to przecież plastyka obrazu przebija się do nas z łatwością. Ale to dlatego, że tekst, który chyba czeka na jakąś psychoanalityczną interpretację, jest ściśle splątany z warstwą melodyczną fantastycznie oddającą narrację. Bo "Nie Myśl O Niczym", to surrealistyczna historia opowiedziana baśniowym językiem dźwięków. I jak tu nie myśleć o niczym? –Tomasz Skowyra

posłuchaj »

przeczytaj porcast
przeczytaj "50 najlepszych nagrań 2012"


Fiona Sit: 9.55 pm

032Fiona Sit
9.55 pm
[Warner, 2012]

Mieszanki kulturowe nie muszą koniecznie skutkować czymś dobrym, ale łączenie różnych muzycznych paradygmatów jest zazwyczaj przynajmniej intrygujące. W przypadku singla Fiony Sit mamy do czynienia z udaną realizacją takiej syntezy. Kompozytor numeru – Khalil Fong – urodził się na Hawajach i inspiruje się głównie amerykańskimi wykonawcami: od tuzów jazzu, poprzez Steely Dan aż do Michaela Jacksona. Pierwiastek azjatycki z kolei przejawia się głównie w języku, w jakim śpiewa wokalistka. Wyróżniającym się elementem jest z pewnością specyficzna fonetyka, ale jego wpływ ujawniać się też może w bardziej nieuchwytny sposób – zdaniem naukowców języki tonalne (do jakich należy kantoński), z uwagi na właściwą dla nich zmianę znaczenia wyrazów w zależności od wysokości dźwięku, pełnią dla jego użytkowników rolę naturalnego kształcenia słuchu. Może właśnie ta niewymuszona muzyczność języka stanowi klucz do tego w jak fenomenalny sposób "9:55pm" łączy lekkość z elegancją. –Piotr Ejsmont

posłuchaj »

przeczytaj playlist
przeczytaj "50 najlepszych nagrań 2012"


Madi Diaz: Down We Go (Jensen Sportag's Trust Fall Remix)

031Madi Diaz
Down We Go (Jensen Sportag's Trust Fall Remix)
[Cascine, 2012]

Jeden klawisz na start tej porośniętej mchem torpedy i już wiem, że nie mogę mieć do czynienia z żadnym innym zespołem na świecie. Całe szczęście, że tych dwóch śmieszków spuściło się za młodu z uwierającego łańcucha konserwatyzmu, dzięki temu dziś już wiem jak przekształcić nudnawą, indie-folkową kłodę w doprowadzający krew do wrzenia sophisti-funk najwyższej próby. Wystarczy zawiesić wokal na elastycznej lince i niech się buja w rytm nieprzyzwoicie seksownego, klawiszowego boogie, bombardowanego pompującymi parkietowe napięcie skrawkami motywów: tu gitka z lewej, tam syntezator z prawej, byle tylko trzymać je na smyczy, byle nie puścić samopas. Ach, no i jeszcze jedna ważna sprawa: trzeba nieco dorzucić do pieca w refrenie, kilka nierozszyfrowalnych progresji z kosmosu będzie jak znalazł. Już tak na serio: skąd oni je biorą? Pojęcia nie mam, ale zważywszy również na unikatowość brzmienia i uzależniającą zajebistość groove’ów, jest to skrytka pełna łakoci i może to właśnie dlatego Jensen Sportag są tak uniwersalnie docenieni przez załogę biurowca Porcys, skacząc jak żaba od rankingu do rankingu. –Wojciech Chełmecki

posłuchaj »

przeczytaj playlist
przeczytaj "20 najlepszych singli 2011"


#100-91    #90-81    #80-71    #70-61    #60-51    #50-41    #40-31    #30-21    #20-11    #10-01

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
SolangeWhen I Get Home
PRO8L3MWidmo