SPECJALNE - Ranking
100 najlepszych singli 2010-2014

100 najlepszych singli 2010-2014

28 lipca 2015

Lily Allen: Hard Out Here

090Lily Allen
Hard Out Here
[Warner, 2013]

To wszystko miało potoczyć się inaczej: Sheezus miał przywrócić wiarę w mainstreamowy pop, Lily miała wrócić do gry i ustawić jej zasady pod siebie, a Boguś Linda znów miał pić wódkę tak zimną i pożywną. Pewnie, gdyby Sheezusa trochę zmodyfikować, przyciąć... Gdyby. Ale już dajmy temu spokój, bo nie o tym jest ten komentarz, a przecież w "Hard Out Here" nie zmieniłbym ani jednego taktu, ani jednej linijki. Kogoś może mierzić nagromadzenie autotune’a, ktoś może wątpić w wydolność punchline’ów, jeszcze inny nie zdzierży stosunkowej łopatologii melodycznej i harmonicznej, ale to wszystko nie ma znaczenia, bo ten kipiący pewnością siebie i chemią na linii Allen-Kurstin antyhymn układa się idealnie i po prostu zażera, wymiata, rozwala i robi jeszcze kilka innych rzeczy – odsyłam do adekwatnego hasła w słowniku synonimów. I bynajmniej nie chodzi tylko o absolutnie czarujący sposób, w jaki Lily wyśpiewuje słowo "talking". –Wojciech Chełmecki

posłuchaj »

przeczytaj playlist


Pusha T: Numbers On The Boards

089Pusha T
Numbers On The Boards
[Def Jam, 2013]

Czy istnieje jakaś inna bardziej angażująca i inspirująca struktura fabularna w rapie niż taka, która obraca się wokół dilerki kokainą? Odpowiedź jest raczej jasna, a gdy dodatkowo temat wyświetla na tapecie ktoś na tyle doświadczony w stawianiu fundamentów narkotykowego imperium i jednocześnie tak nieludzko kreatywny jak Pusha T, to bez żadnego "ale" sukces murowany. Czasy świetności Clipse przeminęły dawno temu i choć sporadycznie można usłyszeć pobrzękiwanie o powrocie, to – nawet przy całym moim fanbojstwie – muszę szczerze stwierdzić, że nie skończy się to zbyt dobrze ani dla słuchaczy, ani dla samych muzyków. Na szczęście u Pushy wciąż zostało sporo znaków charakterystycznych z tamtego okresu, co czyni go jednym z najlepszych żyjących raperów naszych czasów – przede wszystkim posiada te same palce do pisania uniwersalnych wordplayów czy metafor oraz cykliczne ciągi ku quasi-awangardowym, ascetycznym podkładom. Mroczny minimalizm "Numbers On The Boards", które sytuuje się bodaj najbliżej produkcji Neptunes spośród ostatnich nagrywek Amerykanina, tylko to potwierdza. –Rafał Marek

posłuchaj »

przeczytaj playlist


Roman À Clef: PSBTV

088Roman À Clef
PSBTV
[self-released, 2013]

Kluczem do napisanej przez Ryana Newmyera powieści ("maybe it's a movie?") jest naturalnie, i tu nie ma zaskoczenia, Prefab Sprout. Nie tylko "PSBTV" odwzorowuje w stosunku niemal 1:1 rytmikę, harmonie, melodie, sound czy nawet wokale dowodzonej przez Paddy'ego McAloona grupy, ale cały Abandonware stanowi, czy jego autorzy tego chcą, czy nie, hołd dla tej zasłużonej, acz wciąż niedocenionej formacji. I po takiej konstatacji w zasadzie można się rozejść i zapomnieć o sprawie, zamknąć książkę i już nigdy do niej nie wracać, a Reynolds ze swoją retromanią może sobie dopisać kolejny punkt. Wszystko można, ale po krótkim przemyśleniu sprawy okazuje się, że może i faktycznie Roman à Clef są kompletnie, wręcz niezdrowo (choć w żadnym razie nie ostentacyjnie) zapatrzeni w Prefabów, ale dzięki temu mózg operacji, Newmyer, mógł napisać te przecież znakomite "same w sobie" piosenki. Nie ma znaczenia, czy odnoszą się do songwriterskiego flow PB, czy wręcz go cytują, bo inteligentnie ułożony, wyrafinowany i nośny pop zawsze w cenie. "PSBTV" wypuszczony jako "demo version" (w rzeczywistości to ten sam track z minialbumu) jeszcze w 2013 roku, to moim skromnym zdaniem najbardziej singlowy, radiowy, hitowy kawałek w śmiesznie małym dorobku zawiązanego przez dwójkę z A Sunny Day In Glasgow i masterminda Ice Choir bandu. Wybucha z niewymuszoną i pełną gracji mocą, symultanicznie kreśląc jedną z tych melodii, od których NIE MOŻNA SIĘ UWOLNIĆ. I wszystko płynie już tak jak powinno: wypolerowane (Feldman czuwa) akordy w zwrotce idą jak po sznurku, Jen Goma podśpiewuje do ekstatycznej frazy robiącej za refren i dialoguje z Newmyerem jak Wendy Smith z Paddym, a w dalszej części spotkamy nawet coś na kształt gustownej solówki na gitce (a nie spocone i wieśniackie wyczyny ZZ Top czy White Lion). No i nie zapominam o mostkach, jakie co chwilę podrzuca Newmyer, tworząc z tej krótkiej piosenki prawdziwe szkatułkowe dziełko. A jeśli dla kogoś "PSBTV" to zagubiony singiel ze Steve'a McQueena, to znaczy, że wszystko się zgadza. –Tomasz Skowyra

posłuchaj »


Maxo: Honeybell

087Maxo
Honeybell
[self-released, 2014]

Max "Chordslayer" Coburn, chyba najbardziej wyrazisty spadkobierca Maxa Tundry, jest też dla mnie najciekawszym przedstawicielem PC Music – przez moje niedbalstwo w zakresie aparatury krytycznej najbardziej trafiają mi do serca te małe symfonie, wyraziste metafory przeskoków między dopływami dopaminy i kortyzolu do mózgu. Żadnych manifestów, namacalne information overload. "Honeybell" to ekstatyczny chiptune-jazz, wykonywany przez big band Tundry, Rustiego, DJ-a Rashada i KNOWER, rodzaj muzyki, który zazwyczaj nie jara mnie swoim przeładowaniem, ale lubię się czasem zgubić, próbując podążać za pogiętymi kaskadami akordów, których nazwy są tak długie, że nawet nie chce się ich spisać, i szukać w nich ludzkiego pulsu. Do takich spacerów muzyka tego sympatycznego koleżki z Brooklynu pasuje idealnie – ciężko o takie stężenie wpływowych estetyk z ostatnich lat (juke, Shibuya-kei, cokolwiek) na tak ciasnej przestrzeni, z zadowalającym szarego odbiorcę, czysto popowym rezultatem. –Łukasz Łachecki

posłuchaj »


GoldLink: Sober Thoughts

086GoldLink
Sober Thoughts
[self-released, 2014]

Najbardziej dziwi mnie to, że koleś ciągle pozostaje postacią szerzej nieznaną. Jasne, został typowany przez XXL na tegorocznego Freshmana (tak w ogóle: Freshmani vs. Młode Wilki = lol), ale jego future bounce ma zadatki na znacznie większą popularność. W gruncie rzeczy niemal każdy kawałek mógłby być hiciorem – połączenie stricte tanecznych podkładów i konkretnej, prawdziwie raperskiej nawijki (sorry Pitbull) jawi się wręcz receptą na sukces AD 2015. Sława pewnie przyjdzie już za moment, co szczególnie czuje się, patrząc na kawałki takie jak na przykład znacznie popularniejsze "Down On My Luck".

Padło na "Sober Thoughts" i co nam to daje? Mięciutki podkładzik Kaytranady raczej spokojniejszy niż cokolwiek na God Complex, choć taneczny vibe nigdzie nie uciekł. Panujący nad tym młody raperzyna zapewnia, że "good music" to coś co ma/ Word. Bardzo fajnie, bo dzieli się tym i w takich chwilach nie potrzebuję wiele więcej. A ziom najlepsze ma dopiero przed sobą. –Antoni Barszczak

posłuchaj »


Crab Invasion: Dart

085Crab Invasion
Dart
[Postaranie, 2013]

Wahałbym się, czy uznać "Dart" za swój ulubiony numer Crab Invasion, ale bez zastanowienia wskazałbym go jako najważniejszą jak na razie piosenkę zespołu. Ujawnia ona potencjał grupy, która mogłaby połączyć najróżniejsze muzyczne środowiska hasłem z refrenu: "Throw your body to the beats of our love". "Dart" to idealna propozycja dla tych, którzy z muzyką muszą się przede wszystkim dobrze bawić. Celowa przebojowość uzewnętrznia się najwyraźniej w mocarnym refrenie z niedającym się zapomnieć hookiem "Figure out now", a motywy takie jak partia basu na koniec chorusu czy przebijające się pod koniec utworu klawisze (tylko w wersji studyjnej – na koncertach to dopiero początek), po kilku przesłuchaniach skutkują zmuszającym do tańca odruchem warunkowym. Najlepiej sprawdza się to na żywo, gdy na kilka minut publiczność opanowuje ekstaza – jeśli nie mieliście okazji tego przeżyć, to koniecznie sprawdźcie, kiedy inwazja Krabów nawiedzi wasze miasto. –Piotr Ejsmont

posłuchaj »

przeczytaj porcast


Juan McLean: Here I Am

084Juan McLean
Here I Am
[DFA, 2014]

Biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich pojawiło się w ubiegłym roku "Here I Am", z pewnością mogę pisać o swoim największym prywatnym odkryciu wśród dotychczasowych singli bieżącej dekady. Trochę niepozorny John MacLean, trochę zawsze na uboczu, za pośrednictwem (o czym pisali już wcześniej Jacek i Borys) trochę zapomnianego już, świętującego w przeszłości sporo wydawniczych sukcesów labelu DFA nagrywa płytę i co? I szok, bo chociaż powiela ona błędy poprzedniczek i w ogólnym rozrachunku niezbyt angażuje, to dysponuje tak silnym argumentem w postaci "Here I Am", że czapki z głów. Piosenek próbujących przywrócić do życia house'owy vibe lat dziewięćdziesiątych mamy dziś bez liku, wiele z nich nawet mniej lub bardziej spełnia swoją rolę, ale niemal każda po zestawieniu z funk-synthami oplatającymi zmysłowy wokal Nancy może co najwyżej skromnie odejść w cień. –Rafał Marek

posłuchaj »

przeczytaj playlist
przeczytaj "20 najlepszych singli 2014"


D'eon: Transparency

083d'Eon
Transparency
[Hippos In Tanks, 2011]

d'Eon – pamiętacie jeszcze typa? Można się srogo zadumać nad tym, czego nie zrobił z własną karierą, ale lepiej, żeby lektura tej listy była jednak czasem radości. A jest się z czego cieszyć, bo nagrane z pomocą Grimes "Transparency" to wciąż zawieszona poza czasem i przestrzenią muzyczna błyskotka, którą równie dobrze mogli wypuścić dziesięć, dwadzieścia i więcej lat wstecz. Nie ma się co spierać o ejtisowe inspiracje, bo te są oczywiste. Mniej oczywiste wydaje się spektrum zainteresowań D'Eona, które w tym pojemnym przecież katalogu wcale się nie zamyka. Tym bardziej szkoda, że tak odważnie czerpiący z różnych stylów twórca trochę zniknął nam w ostatnich miesiącach z radarów, ale w "Transparency" nadal wszystko się zgadza. –Kacper Bartosiak

posłuchaj »

przeczytaj playlist
przeczytaj "20 najlepszych singli 2011"


Snakeships: On & On

082Snakeships
On & On
[Hoffw, 2013]

UUUuuu, zdecydowanie mój ulubiony laidbackowy numer z YouTube’a ostatnich lat. Londyński duet nie popisuje się tutaj oczywiście niczym, co wpisywałoby się w progresywne myślenie o muzyce, a wręcz przeciwnie – petryfikuje sztampę złotego okresu hip-hopu ze wschodniego wybrzeża. Tylko to też trzeba umieć zrobić z wyczuciem tak, aby powstał z tego jakiś całościowy numer z początkiem i końcem. Opierając się na samplowaniu “The Glow Of Love” amerykańsko-włoskiej grupy Change i zatrudnieniu australijskiej wokalistki George Maple, udało im się to osiągnąć w “On & On”. Ten oldskulowy letniak został później lekko zretuszowany na potrzeby EP-ki Forever (Pt. II) i choć brzmi tam bardziej współcześnie, to z wokalnym udziałem Kaleema Taylora nie robi już tak bardzo. –Michał Hantke

posłuchaj »


Prince: Breakfast Can Wait

081Prince
Breakfast Can Wait
[NPG, 2013]

Książę skończy niebawem sześć dych (ma zatem poniekąd prawo do wyjątkowo szpetnych okładek), a wydana w ubiegłym Art Official Age to jego trzydziesta trzecia płyta w dorobku, ale mimo że gość wciąż nie ogarnia internetów, to ciągle jest w stanie wysmażyć singiel, który załapie się do naszej setki ulubionych singli 2010-2014. Solidny kciuk do góry zatem. Nie za bardzo obchodzą mnie jednak rozkminy Nelsona na temat śniadania, bo moją uwagę skupiają tutaj przede wszystkim produkcyjne zabiegi, które znów kładą mnie na łopatki. Głęboki groove basu, subtelne muśnięcia pianina, podcięta, funkująca gitara – niby nic nowego u Księcia, ale wszystko lśni w pełnej krasie i w niczym nie ustępuje singlowym majstersztykom Prince’a sprzed lat. Skoro to wszystko "zażera jak trzeba" i dla Nelsona taka piosenka to ledwie bułka z masłem, to boję się pomyśleć, co on ma tam jeszcze poupychane w szufladach. –Jacek Marczuk

posłuchaj »


#100-91    #90-81    #80-71    #70-61    #60-51    #50-41    #40-31    #30-21    #20-11    #10-01

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie