SPECJALNE - Ranking

10 najlepszych płyt 2003

11 stycznia 2004



Kolejny rok minął i bez zbędnej emfazy możemy z czystym sumieniem powiedzieć: wymiatał. Dla muzyki był to wszak okres nacechowany kilkoma paradoksami. Niby wiadomo, że amerykański rynek niezależny odsadza resztę konkurencji, ale po podliczeniu głosów okazało się, że w eksluzywnej dyszce figurują tylko trzy tytuły rodem ze Stanów. Poza tym, małe dzieci powiedzą o taneczności 2003 jako jego charakterystycznym wyróżniku, lecz dlaczego prawie każda płyta w tym zestawieniu dotyka zagadnień powszechnych niebezpieczeństw, śmierci i eschatologii? Czy to tylko my? Nie było tego.

Pod względem technicznym podsumowanie wyglądało identycznie jak uprzednio, kompilując listy indywidualne recenzentów na podstawie inteligentnego przelicznika. Ten rok wprowadził ponadto na dobre w obieg pojęcie "listowości" w nasze szeregi. Rozważając na serio potężną liczbę około stu pięćdziesięciu starannie wyselekcjonowanych albumów, człowiek ma ochotę uhonorować mnóstwo z nich, zwłaszcza, że w żadnym gatunku nie brakowało atrakcyjnych krążków. Zatem listy indywidualne szerzej odzwierciedlają nasz ogląd roku 2003. No, delektujcie się. Voila.

–Redakcja Porcys, Styczeń 2004



10Clearlake
Cedars
[Domino]

Bywacie może klientami w punktach kuszących transparentami w rodzaju "wszystko po 5 złotych"? Zakładam, że nie za bardzo, bo niby po jaką cholerę mielibyście tracić tam swój cenny czas. Parafrazując obrazowe ujęcie pokrewnego problemu przez prostolinijnego alfonsa z Chłopaków, powiemy – "a na chuj mi te duperele". Tymczasem zróbmy raz wyjątek i rozejrzyjmy się po półkach jednego z tych nędznych przybytków. Na rozpadającym się regale (ale nie na sprzedaż!) leżą sobie: różowa szczotka do przetykania zlewu, gipsowa figurka psa, plastikowy breloczek w kształcie czaszki, płytki Muse, jedna The Music, a kawałek dalej, o-żesz-ty-w-mordę-jeża-doznałem: Cedars najprawdziwsze. O ironio!, chciało by się zakrzyknąć, "jak to się mogło stać" (Łzy), że ten przepiękny, ujmujący szczerością i epatujący namacalnym ciepłem (hej, nareszcie spadł śnieg i właśnie teraz jest najlepszy czas na katowanie tegorocznego Clearlake) album to dzieło wyrastających z brit-popowych tradycji Brytyjczyków. Wstrzymali Słońce, ruszyli Ziemię? No, tego akurat może i nie zrobili, ale na pewno zdrowo zadrwili sobie z rodzimej krytyki, która nie dostrzegłszy w nich geniuszu dała bardzo brzydką plamę. Na koniec zacytuję jeszcze jedną z wielu zgromadzonych tu, z pozoru błahych, w rzeczywistości nasączonych treścią i specyficzną ironią myśli Jasona Pegga: "Keep smiling, keep smiling / It will make things that much easier". –Jacek Kinowski

recenzja płyty »


09Manitoba
Up In Flames
[Leaf]

Kiedy w 2001 roku Dan Snaith ukazywał się oczom leafowskiej publiki ze swoim your-average-every-day-warm-electronic-album debiutem Start Breaking My Heart, trudno było spodziewać się mającej wkrótce spaść na nasze czułe uszęta drobnej masakierki. Nic specjalnie nie zwiastowało wyjątkowości nowicjusza, ale najmilsze są właśnie takie niespodzianki, uwiarygodniające opinie o uniwersalności i autentycznym talencie artystów związanych lub wyrosłych z kręgów IDM-owych. Tworząc Up In Flames Manitoba dokonał rzeczy trudnej. Z rzeczywistości dźwiękowej uformował cudowny, ciepły audio-obraz, taki którego można dotknąć, w stanie wysokiej gorączki pogłaskać, a w uścisku maligny wkroczyć do środka, stąpając po chmurze mokrego pigmentu. Nakładanie kolejnych warstw nie zaciemnia percepcji, wręcz przeciwnie – kreuje przestrzeń dla swobodnej podróży imaginacji, nie przesłaniając delikatnie malowniczej urody melodii wydobywanych z wewnątrz. W ten sposób Snaith odwołuje się w równym stopniu do subtelnego piękna najszlachetniejszego popu lat 60-tych i około-shoegazerowej psychodelii, składając przy tym własny podpis na stylistycznym krajobrazie, niczym Christian Fennesz dwa lata temu. –Michał Zagroba

recenzja płyty »


08Dizzee Rascal
Boy In Da Corner
[XL]

Wiedziony zakrzywionym blaskiem nadchodzącej zagłady i przestrzenną, nadnaturalną siłą rażenia swojej aureoli, Dizzee Rascal, ledwie kilkunastoletni raper z East London, wkroczył na międzynarodową arenę z masakrycznym, niesamowitym osiągnięciem, któremu nie równa się żaden inny tegoroczny debiut. Dizzee jest cudem samym w sobie: jego błyskotliwe, niespodziewanie wczesno-dojrzałe spostrzeżenia, osadzone w chaotycznym bezmiarze faktów, wyrażającym współczesne przeładowanie informacyjne, to żywe srebro, naznaczony boskim pierwiastkiem pęknięty flow cierpienia. Dziewięć lat po fakcie, "Sometimes I wake up wishing I could sleep forever" polemicznie odpowiada na kultowe "I never sleep / Cause sleep is the cousin of death", wdrażając kategorię wieczności w zatęchłe tryby okrutnych losów. Obsesyjne drgawki wiarygodnie ogarniają piekło ulicy. Ale sedno geniuszu stanowią futurystyczne i freskowe podkłady: to dzięki ich bezkompromisowej kreatywności Boy In Da Corner dźwięczy jak nie-muzyka, implikując "nowe formy życia" i zwłaszcza nowe nieuleczalne choroby. Ujmując modelowo, 2003 równa się wstąpieniu Rascala – tragicznemu w swej determinacji, paranoidalnemu w swej agresji i wstrząsającemu w swej uczciwości. –Borys Dejnarowicz

recenzja płyty »


07Blur
Think Tank
[Virgin]

Ilekroć zastanawiam się nad istotą wyjątkowości Think Tank, odnajduję się bezradny wobec wielkości twórców, potrafiących mimo ciążącej na nich legendy już po raz kolejny w swej karierze osiągnąć doskonałość ze szlachetną gracją, dźwigając na swych barkach zasłużone miano jednego z kilku najwybitniejszych, wśród tych którzy wciąż nagrywają. To imponujące, by mimo trudnej sytuacji kadrowej tak fantastycznie zfollowupować arcydzieło pokroju 13. Wrażenie lekkości, jakie towarzyszy tu nawet najbardziej intymnym odsłonom, świadczy o przekroczeniu przez tych kolesi pewnej, być może sztucznej, ale tak przecież wyraźnej granicy między muzykami-śmiertelnikami, a herosami, którzy jeszcze za życia mają prawo wycieczek za bramy niebios. Stąd, nie potrafię nikomu wytłumaczyć jak powstrzymać łzy ronione przy tkliwych nutach "Caravan" i "Sweet Song", jak odpędzić wdzierający się na dopiero co spłakane lico uśmiech na wysokości funkującego groove'u "Brothers And Sisters" i "Maroccan People", ani też co zrobić, aby identyfikująca się z szaleństwem wściekle punkowego "We've Got A File On You" krew nie rozrywała w swym wzburzeniu żył. A i to jak się okazuje "wcale nie były takie trudne pytania", gdy zechcemy zmierzyć się z próbą definicji absolutu o imieniu "Out Of Time". Na pewnym etapie opisywanie Think Tank kończy się fiaskiem, i musimy się z tym zwyczajnie pogodzić. –Jacek Kinowski

recenzja płyty »


06M83
Dead Cities, Red Seas & Lost Ghosts
[Gooom]

Klawisz może pracować w więzieniu, gdzie codziennie dane mu jest żałować decyzji o trwałym zanurzeniu swojego życia w gównie resocjalizacji. Klawisz może również wraz z towarzyszami umożliwić wprowadzenie danych do komputera, telefonu, urządzenia ładującego kartę miejską. Nam najbliższe są klawisze pokroju Rolandów i Rhodesów, kojarzone z milionem pojęć. W tym roku sensacyjnie doszło kolejne: shoegaze. Monstrualne początkowo zdziwienie nieco się kurczy, gdy przypomnimy sobie narodowość twórców połączenia – na papierze niewprowadzalnego przecież w życie. Francuzi to dosyć dziwaczny lud. Wiecie na przykład jak prawidłowo powinno się pisać liczbę 83? "Quatre-vingt-trois", czyli "cztery-dwadzieścia-trzy". I z braku logiki może jednak powstać coś swobodnie się nią wyróżniającego. Wystarczy, że sprawy w swoje ręce wezmą kreatywni muzycy. Podążając dalej drogą skojarzeń, zaraz po klawisz + shoegaze docieramy do: nagłe wzruszenie, przyśpieszony rytm bicia serca, zniewolenie, rozwichrzone włosy, wyśmienicie. Z naciskiem na trzy ostatnie wyrazy. –Jędrzej Michalak

recenzja płyty »


05Rapture
Echoes
[Strummer]

Widmo krąży po Europie – widmo dance-punku. Echoes? W momencie, w którym piszę te słowa, ktoś z pewnością kupuje, ściąga, przegrywa, lub kradnie tę płytę i nie jest w tym odosobniony. Szum medialny otaczający w tym roku Rapture przebija chyba tylko ilość informacji transmitowanych w związku z wojną w Iraku. Nasze służby specjalne potwierdziły, że nawet sam Osama w swym byłym afgańskim schronie i Saddam we własnej ziemiance raczyli się wybornym dance-punkowym wymiataniem, co tylko wskazuje na doniosłość zjawiska. Przekraczający masę krytyczną manifest napisany został językiem art-punkowych gitar, rozwalającego basowego groove i house'owych podkładów, wspieranych szlachetnymi liniami pianina i pojawiającym się znienacka saksofonem. Progresja splecionych z basem hi-hat'owych bitów w "Killing", odliczanie, a później wejście sekcji rytmicznej w "Heaven", syntezatorowy motyw à la Rio, przełamujący się na wysokości 2:02 w "Sister Saviour", perfekcyjnie fałszywy wrzask Jennera na "House Of Jealous Lovers" kładą na łopatki niczym ciosy karate, które ćwiczyłem z bratem. W odróżnieniu jednak od mojego brata, Rapture należy się czarny pas; ich przemyślany estetyczny synkretyzm to nie przypadek, a drogowskaz dla tych zastanawiających się w jakim kierunku zmierza dziś muzyka. –Tomasz Gwara

recenzja płyty »


04Broken Social Scene
You Forgot It In People
[Arts & Crafts]

Kanada jest dla Amerykanów tym samym, czym Polska dla Niemców. Niewybrednym dowcipom w rodzaju "Urlaub in Polen? Ihr Auto ist schon da" odpowiadają popularne Canuck jokes ("A Canadian considers it a great thrill of life when snow doesn't stick to his shovel") oraz bezpardonowe nabijanie się z sąsiadów zza północnej granicy na każdym kroku. Enter Broken Social Scene. Podobnie jak elekcja Jana Pawła przyczyniła się niegdyś do podniesienia estymy naszego narodu z otchłani pogardy, po drugiej stronie Atlantyku grono kilkunastu sympatycznych poczciwców przynależących do alternatywnej sceny Toronto ruszyło w świat z misją ratowania honoru swoich ziomków. Efekt: You Forgot It In People należy do ciekawszych wydawnictw ostatnich lat, harmonijnie godząc kilka całkowitych przeciwieństw. To album fantastycznie przystępny, o popowym uroku, jednocześnie nie stroniący od złożonych dźwiękowych pajęczyn, dzieło zróżnicowane, a bezdyskusyjnie koherentne. Zamiast chaosu, stanowiącego zazwyczaj zagrożenie w przypadku wspólnego przedsięwzięcia tak licznej brygady umiarkowanych indywidualności, otrzymujemy rozkoszne aranżacyjne wyrafinowanie o koneserskim smaku. Fani ilustracyjnych laurek padną na kolana przed "Pacific Theme", melancholijni wrażliwcy doznają wzruszenia przy dziewczęcym nuceniu Emily Haines w "Anthems For A Seventeen Year-Old Girl", miłośnicy Sea And Cake z Nassau częściej powracać będą do prekopowskiego "Stars And Sons", amatorzy piętrowych kompozycji wskażą mnogie w treści "Cause=Time", ale każdy z nich powinien połknąć You Forgot It In People w całości. –Michał Zagroba

recenzja płyty »


03Je Suis France
Fantastic Area
[Orange Twin]

Lewan. Pół roku temu mój sąsiad-student wpadł do mnie o pierwszej w nocy, koniecznie chcąc o tym kolesiu poopowiadać. Jego abstrakcyjna wręcz nietuzinkowość przejawia się w fakcie, iż to potencjalnie najśmieszniejsza osoba świata – to jak menelsko chodzi, jego dziko-wulgarne spojrzenie, ociężały sposób w jaki zawiązuje buta, nie wspominając nawet o treści sklecanych przez niego sporadycznie zdań (tylko on potrafi podrywać dziewczyny tekstem "Masz na imię Ania? Kurwa ja pierdolę co za przypadek, koło mojej babci jest se sklep spożywczy, co się tak nazywa!") – dosłownie każdy element zachowania tej postaci rodzi przyjemne poruszenie. Lewan to niestety osobnik nieświadomy swojego geniuszu: nie potrafi przejąć nad nim kontroli, jest jego sługą. Aż strach pomyśleć, gdyby było na odwrót. Zresztą po cichu wyobraźmy to sobie: po jego dowcipach nie możemy się podnieść z podłogi, bo zaiste są piekielnie dobre. Przenikliwość i inteligencja bijące z jego oczu zniewalają, napawamy się najmniejszą choćby chwilą rozmowy z nim, bo to rzeczywiście boss będący chodzącą definicją słowa cool. Ach, gdyby jeszcze był z Ameryki, gdyby miał tam gitarowy zespół składający się z jego czterech braci bliźniaków, gdyby udało im się jeszcze nagrać płytę, będącą mistrzowską przekładnią cech jej twórców! Czasem rzeczywistość wyprzedza marzenia, nim bowiem przez moje uszy przewinęło się słowo "Lewan", taki album już powstał. Ladies and gentlemen please welcome Je Suis France. –Jędrzej Michalak

recenzja płyty »


02Microphones
Mount Eerie
[K]

O czym, o czym, o czym tu mówić? Phil Elvrum jest geniuszem. Nie wiem, czy największym żyjącym na świecie w tej chwili, ale wiem, że śpiewając a capella wraz z kilkorgiem przyjaciół stworzył najbardziej porażający fragment muzyki jaki słyszałem w tym roku. Hmm. "So your big black cloud will come / And press you to the ground / The air will leave your chest". The Glow, Pt. 2 było katharsis. Owoc najpłodniejszego chyba okresu twórczości songwritera z Olympii, zalał nas miliardem przepięknych piosenek, zatkał poziomem nowatorstwa i otworzył nasze wrażliwe serca, zostawiając w błogim oczekiwaniu na kolejne arcydzieło. (W ogóle to nie ma płakania, smucenia się. Nie ma paraliżującej, beznadziejnej żałoby. Nie ma mojego boomboxa. I nie ma przerw w dostawach prądu.) Nie będę się tu rozwodził, jak to tym razem zaskakiwani jesteśmy posłuszeństwem wobec konwencji, a gdy już wydaje nam się, że wiemy co jest grane, okazuje się, że gówno wiemy. Zmiany są gdzie indziej. Brak już tu tej słynnej elvrumowej iskierki nadziei. "Koniec marzeń, koniec snów". Czy istnieje życie po śmierci? Na Mount Eerie każda kolejna melodia pogrąża nas coraz bardziej w zimnej, czarnej rozpaczy, a gdy już jesteśmy na samym dnie, widzimy Phila mówiącego: "To moje ostatnie nagranie z Microphones. Odtąd nazywamy się Mount Eerie i nara pajace". Jak powiedział, zdaje się, Linda – zrozumiałem że to koniec. –Kuba Czubak

recenzja płyty »


01Radiohead
Hail To The Thief
[Parlophone]

Esencjonalnie, Hail To The Thief to bukiet apetycznych łakoci, demonstrujących nieosiągalną dla nikogo innego dyspozycję, kropka. "2+2=5" raptownie wybucha brit-punkowym jadem. "Go To Sleep", zwykła-niezwykła pieśń walki i nadziei, rozgrzewa zmarznięte wnętrze. Mam obsesję odnośnie metryki "Sail To The Moon". Utwór ignoruje przyjęte dotąd sztywne reguły konfigurowania wartości taktów z bezceremonialnym wdziękiem. Pomińmy fakt sonicznej apropriacji kremowego, doskonałego nieba tudzież waniliowo rozkosznych harmonii. Dostałem trzydniowej depresji po zapoznaniu "We Suck Young Blood", ponieważ wyssało ze mnie resztki czerwonych krwinek. Luzacki break w mostku zamknął mi usta. Nawiedzony hymn "There There" stąpa jak rytualny przemarsz plemiennych wojsk dobra i szlachetności. Dramaturgia passusu "Why so green and lonely" faluje kolosalnie. Och, no a te elektroniczne cacka "Backdrifts" i "The Gloaming" też się nie marnują. "A Wolf At The Door" konkluduje na nucie lękliwej tęsknoty.

Główny problem z Hail To The Thief polega chyba na tym, że mało osób tę płytę w ogóle przesłuchało. Starając się zdiagnozować bieżące postrzeganie Radiohead w pop-kulturze, dochodzę do teorii znudzenia ikoną. Niektórzy zarzucają nam jako krytykom brak obiektywizmu i nadmierne przywiązanie do sentymentów. Nic bardziej błędnego. To ja im zarzucam fałszywe zniechęcenie etykietką i snobistyczny pęd ku usilnie wynajdywanym świeżym zajawkom. Czas też wyrosnąć z konserwowanej latami przedszkolnej zawiści do jawnego luminarza. Nie, nie jesteście Yorkiem. Nie umiecie napisać "Optimistic". Nie, nie jesteście młodym Greenwoodem. Nie potrafilibyście zaaranżować "How To Disappear". Z oddechem Ok Computer lub Kid A, Radiohead nie mogli znów nagrać płyty numer jeden, bo to byłoby zbyt banalne, prawda? Dla zespołu, który osiągnął tak wiele, nie ma przejrzystych dróg rozwoju. Więc oni starają się robić najlepiej to, co do nich należy. I niech mnie cholera weźmie, jeśli nie odnoszą sukcesu w stu procentach.

Z dwóch największych dzieł roku 2003, Hail To The Thief przeciwstawia odizolowanemu, opustoszałemu mikroklimatowi Mount Eerie maniacką aktywność politycznej schizofrenii. Mount Eerie jest jak rozległy krajobraz przyrodniczy w stanie więdnięcia: stopniowe zagłębienie w dogasające zgliszcza spalonych zwałów gleby. Odwrotnie Hail To The Thief, przebudzenie obłąkanej świadomości w centrum istotnych wydarzeń cywilizacyjnych, zaangażowany protest-album jako bunt przeciw oczywistemu. Ponadto, warto zauważyć, Mount Eerie, jakkolwiek zapierające dech w piersiach dokonanie, to bardziej elaborat ogólnoartystyczny, godny raczej porównań do obrazu, rzeźby, czy architektury; świadectwo dojrzałości człowieka jako gatunku. Hail To The Thief natomiast, przy szacunku do felietonistyki, ultymatywnie stanowi studium absorbcji czysto muzycznych składników, koncentrując się na modyfikowaniu mechanizmów funkcjonowania "piosenki". I tak jak mawiano o Beatlesach, tak i w tym wypadku: dla kogokolwiek kto kocha muzykę, jest to twoja religia. –Borys Dejnarowicz

recenzja płyty »


Listy indywidualne:


Borys Dejnarowicz:

41 Missy Elliott: This Is Not A Test! [Elektra]
40 Frog Eyes: The Golden River [Global Symphonic]
39 1 Mile North: Minor Shadows [Ba Da Bing!]
38 Jay-Z: The Black Album [Roc-A-Fella]
37 Super Furry Animals: Phantom Power [Sony Music]
36 Brother Ali: Shadows On The Sun [Rhymesayers]
35 Chinese Stars: Turbo Mattress (EP) [Skin Graft]
34 Sea And Cake: One Bedroom [Thrill Jockey]
33 Majesticons: Beauty Party [Big Dada]
32 Four Tet: Rounds [Domino]
31 Jan Jelinek Avec The Exposures: La Nouvelle Pauvreté [~scape]
30 Pinback: Offcell (EP) [Absolutely Kosher]
29 Lightning Bolt: Wonderful Rainbow [Load]
28 Dorine Muraille: Mani [Fat Cat]
27 King Geedorah: Take Me To Your Leader [Big Dada]
26 Clientele: The Violet Hour [Merge]
25 Basement Jaxx: Kish Kash [XL]
24 Pluramon: Dreams Top Rock [Karaoke Kalk]
23 Wrens: The Meadowlands [Absolutely Kosher]
22 Fiery Furnaces: Gallowsbird's Bark [Rough Trade]
21 !!!: Me And Giuliani Down By The Schoolyard (A True Story) (EP) [Touch & Go]
20 My Morning Jacket: It Still Moves [ATO / BMG]
19 Russian Futurists: Let's Get Ready To Crumble [Upper Class]
18 Supersilent: 6 [Rune Grammofon]
17 Prefuse 73: One Word Extinguisher [Warp]
16 Menomena: I Am The Fun Blame Monster [Muuuhahaha!]
15 Café Tacuba: Cuatro Caminos [MCA]
14 Deerhoof: Apple O' [5RC]
13 Alexandre Varlet: Dragueuse De Fond [Olympic Disk]
12 Exploding Hearts: Guitar Romantic [Dirtnap]
11 Blur: Think Tank [Virgin]
10 Manitoba: Up In Flames [Leaf]
09 Clearlake: Cedars [Domino]
08 Panthers: Let's Get Serious (EP) [Dim Mak]
07 Dizzee Rascal: Boy In Da Corner [XL]
06 M83: Dead Cities, Red Seas & Lost Ghosts [Gooom]
05 Rapture: Echoes [Strummer]
04 Broken Social Scene: You Forgot It In People [Arts & Crafts]
03 Je Suis France: Fantastic Area [Orange Twin]
02 Microphones: Mount Eerie [K]
01 Radiohead: Hail To The Thief [Parlophone]


Jacek Kinowski:

33 Milky: Star [Motivo]
32 Brother Ali: Shadows On The Sun [Rhymesayers]
31 Alexandre Varlet: Dragueuse De Fond [Olympic Disk]
30 Cat Power: You Are Free [Matador]
29 Panthers: Let's Get Serious (EP) [Dim Mak]
28 Missy Elliott: This Is Not A Test! [Elektra]
27 King Geedorah: Take Me To Your Leader [Big Dada]
26 Clientele: The Violet Hour [Merge]
25 Super Furry Animals: Phantom Power [Sony Music]
24 Deerhoof: Apple O' [5RC]
23 Jan Jelinek Avec The Exposures: La Nouvelle Pauvreté [~scape]
22 Majesticons: Beauty Party [Big Dada]
21 Menomena: I Am The Fun Blame Monster [Muuuhahaha!]
20 Four Tet: Rounds [Domino]
19 My Morning Jacket: It Still Moves [ATO / BMG]
18 Russian Futurists: Let's Get Ready To Crumble [Upper Class]
17 Non-Prophets: Hope [Lex]
16 Fog: Ether Teeth [Ninja Tune]
15 !!!: Me And Giuliani Down By The Schoolyard (A True Story) (EP) [Touch & Go]
14 Basement Jaxx: Kish Kash [XL]
13 Exploding Hearts: Guitar Romantic [Dirtnap]
12 Prefuse 73: One Word Extinguisher [Warp]
11 Manitoba: Up In Flames [Leaf]
10 Wrens: The Meadowlands [Absolutely Kosher]
09 Dizzee Rascal: Boy In Da Corner [XL]
08 Clearlake: Cedars [Domino]
07 M83: Dead Cities, Red Seas & Lost Ghosts [Gooom]
06 Blur: Think Tank [Virgin]
05 Rapture: Echoes [Strummer]
04 Microphones: Mount Eerie [K]
03 Broken Social Scene: You Forgot It In People [Arts & Crafts]
02 Je Suis France: Fantastic Area [Orange Twin]
01 Radiohead: Hail To The Thief [Parlophone]


Jędrzej Michalak:

38 Postal Service: Give Up [Sub Pop]
37 Animal Collective: Here Comes The Indian [Paw Tracks]
36 Shins: Chutes Too Narrow [Sub Pop]
35 M. Ward: Transfiguration Of Vincent [Merge]
34 Majesticons: Beauty Party [Big Dada]
33 Cat Power: You Are Free [Matador]
32 Pinback: Offcell (EP) [Absolutely Kosher]
31 Pluramon: Dreams Top Rock [Karaoke Kalk]
30 Constantines: Shine A Light [Sub Pop]
29 Xiu Xiu: A Promise [5RC]
28 Non Prophets: Hope [Lex]
27 Need New Body: UFO [File 13]
26 Calexico: Feast Of Wire [Quarterstick]
25 King Geedorah: Take Me To Your Leader [Big Dada]
24 Milky: Star [Motivo]
23 Alexandre Varlet: Dragueuse De Fond [Olympic Disk]
22 Four Tet: Rounds [Domino]
21 Exploding Hearts: Guitar Romantic [Dirtnap]
20 Sea And Cake: One Bedroom [Thrill Jockey]
19 Manitoba: Up In Flames [Leaf]
18 Prefuse 73: One Word Extinguisher [Warp]
17 Basement Jaxx: Kish Kash [XL]
16 Deerhoof: Apple O' [5RC]
15 Super Furry Animals: Phantom Power [Sony Music]
14 Dizzee Rascal: Boy In Da Corner [XL]
13 Wrens: The Meadowlands [Absolutely Kosher]
12 Russian Futurists: Let's Get Ready To Crumble [Upper Class]
11 Fog: Ether Teeth [Ninja Tune]
10 My Morning Jacket: It Still Moves [ATO / BMG]
09 Menomena: I Am The Fun Blame Monster [Muuuhahaha!]
08 Blur: Think Tank [Virgin]
07 Clearlake: Cedars [Domino]
06 M83: Dead Cities, Red Seas & Lost Ghosts [Gooom]
05 Rapture: Echoes [Strummer]
04 Broken Social Scene: You Forgot It In People [Arts & Crafts]
03 Je Suis France: Fantastic Area [Orange Twin]
02 Microphones: Mount Eerie [K]
01 Radiohead: Hail To The Thief [Parlophone]


Michał Zagroba:

33 Fiery Furnaces: Gallowsbird's Bark [Rough Trade]
32 Lightning Bolt: Wonderful Rainbow [Load]
31 Jan Jelinek Avec The Exposures: La Nouvelle Pauvreté [~scape]
30 Saturday Looks Good To Me: All Your Summer Songs [Polyvinyl]
29 Shins: Chutes Too Narrow [Sub Pop]
28 Missy Elliott: This Is Not A Test! [Elektra]
27 Viktor Vaughn: Vaudeville Villain [Sound-Ink]
26 Brother Ali: Shadows On The Sun [Rhymesayers]
25 1 Mile North: Minor Shadows [Ba Da Bing!]
24 Fog: Ether Teeth [Ninja Tune]
23 Dorine Muraille: Mani [Fat Cat]
22 King Geedorah: Take Me To Your Leader [Big Dada]
21 Xiu Xiu: A Promise [5RC]
20 Majesticons: Beauty Party [Big Dada]
19 !!!: Me And Giuliani Down By The Schoolyard (A True Story) (EP) [Touch & Go]
18 Pluramon: Dreams Top Rock [Karaoke Kalk]
17 Russian Futurists: Let's Get Ready To Crumble [Upper Class]
16 Basement Jaxx: Kish Kash [XL]
15 Menomena: I Am The Fun Blame Monster [Muuuhahaha!]
14 Alexandre Varlet: Dragueuse De Fond [Olympic Disk]
13 Prefuse 73: One Word Extinguisher [Warp]
12 Deerhoof: Apple O' [5RC]
11 M83: Dead Cities, Red Seas & Lost Ghosts [Gooom]
10 Wrens: The Meadowlands [Absolutely Kosher]
09 Manitoba: Up In Flames [Leaf]
08 Supersilent: 6 [Rune Grammofon]
07 Dizzee Rascal: Boy In Da Corner [XL]
06 Blur: Think Tank [Virgin]
05 Rapture: Echoes [Strummer]
04 Je Suis France: Fantastic Area [Orange Twin]
03 Broken Social Scene: You Forgot It In People [Arts & Crafts]
02 Microphones: Mount Eerie [K]
01 Radiohead: Hail To The Thief [Parlophone]

Redakcja Porcys    
BIEŻĄCE
AFK & BludworkLoyalty N Service (EP)
Burial"Claustro"