INNE - PORCAST

Zbigniew Hołdys & T. Love
"Kuba"

"Kuba na ulicy stał / Na gitarze pięknie grał" – tymi słowami intonuje Zbigniew Hołdys nostalgiczną opowieść o Kubie, przyjacielu z dawnych lat, który nastolatkiem będąc zmuszony został do emigracji na Zachód. Stał, grał, zaiste prosty to rym, ale i cały kawałek prosty, a o tym uprzedza lojalnie twórca w swoim video-liście do kolegów z T.Love. I o ile na wysokości "pięknie grał" ma się jeszcze chęć zanucić bardziej "Zbyszek daj se" niż wtórować brzdękom zbigniewowej gitary, to za kolejny wers należą się Hołdysowi propsy stąd do wieczności. Przyjrzyjmy się bliżej, jak ten trójwersowy tekst-majstersztyk z początku utworu prezentuje się w całej okazałości: "Kuba na ulicy stał / Na gitarze pięknie grał / Ja szalaałem z tamburyyyynem / (...)". Ja szalałem z tamburynem, słodki Jezu! Słyszycie to? Tę moc zaśpiewu, która jest nie tyle ponadczasowa co bez-kitu-przedwieczna? Z pełną powagą twierdzę, że obecnie nie ma dla mnie w polskiej piosence wersu bardziej druzgoczącego niż "Ja szalałem z tamburynem", zwyczajnie nie ma. Wizja szalenia z tamburynem i potencjał tego w kategoriach "statement" są niebywałe – zresztą samo zdanie, na tle zbioru zdań dających się wygenerować w języku polskim, błyszczy jak miliony monet. Im częściej powracam do utworu, tym silniej narasta we mnie ochota, by "Ja szalałem z tamburynem" na czymś sobie nalepić, naszyć, wytatuować. Wystarczy, że w myślach zanucę pierwszą zwrotkę "Kuby" i od razu w uszach rozbrzmiewa mi arabska noc jak arabski dzień, a przed oczami stają obrazy pieśniarza Don Vasyla i legendarnego Dżordasza, cygańskiego księcia, który na osiedlu Ruczaj ukradł kiedyś autobus i jeździł nim po pętli aż do przybycia radiowozu. Total.

Aleksandra Graczyk    
19 marca 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019