INNE - PORCAST

Renton
"I'm Not Sure"

Wzorem bohaterów "High Fidelity" (choć oni pewnie nie ułożyliby takiej listy) pięć najlepszych piosenek, jakie zakwalifikowały się do polskich preselekcji do Eurowizji (a przynajmniej pięć tych, które pamiętam):

5. Kasia Klich, "Let Me Introduce"
Pomijając to, że Kasia jest drewniana i sama piosenka trochę też, to "Let Me Introduce" niesie pozytywne skojarzenia: w końcu ma dosyć zapamiętywalną linię melodyczną (czego jedynym dowodem jest to, że ją pamiętam), funkujący bas, coś tam słodko dzwoni w tle i ma ten nocno-tajemniczy klimacik. Ogólnie dosyć ubogi utwór próbujący brzmieć "na bogato", ale i tak dość spoko.

4. Kasia Cerekwicka, "Na Kolana"
Hej, nienawidzę tej piosenki, ale wciąż szacun za siłę komercyjnego przebicia i chwytliwość.

3. Renton, "I'm Not Sure"
Tak, wiem że ten porcast miałby więcej sensu, gdyby Renton wylądował na pierwszym miejscu. Wciąż pozostają dla mnie zespołem, który można lubić, nie lubić można też, ale najczęściej chyba odczuwa się obojętność. Trochę się zastanawiam z czego to wynika, bo mają niby dosyć fajne, melodyjne piosenki i powinni idealnie trafiać z nimi do swojego targetu, ale po tych wszystkich nu-rave'ach (dzisiaj spotkałem się z kolejnym tragicznym pojęciem – grindie...) może już na to wszystko za późno. Odpuszczenie sobie próby bycia głosem pokolenia, a skupienie się na zabawie, widocznie też nie działa na ich plus, nie w kraju, w którym granie popu nadal pozostaje obelgą. Jednak "I'm Not Sure" to fajna piosenka ze spoko refrenem, która co prawda właściwie nie wyskakuje nad poprawność, ale jeśli zależy wam na wysłaniu do Moskwy dobrego zespołu z dobrym utworem, to zagłosujcie.

2. Blue Cafe, "You May Be In Love"
Heh, to jest straszne i cudowne jednocześnie. Zacznijmy od stron obleśnych – mieszanie języków, chóralno-gospelowy refren, inne zaśpiewy (te afrykańskie wycie we wstępie), nadmiar instrumentów i ogólnie przygniatająca komercyjność. Jest ciężko, ale nie wszystkie plusy udaje się przyćmić – nadal wychodzi chwytliwość melodii, zarówno w zwrotkach, jak i refrenie, triumfalny nastrój, repetywna budowa i nasycenie popową radością. To guilty pleasure najwyższej jakości i chyba jeden z lepszych nowożytnych polskich przebojów. Ogólnie tylko dla tej piosenki Blue Cafe raz w swojej karierze miało sens istnienia, rok później wygrali i pojechali z obrzydliwym "Love Song", zajmując jakąś żenującą pozycję.

1. Plastic, "Wake Up With Your Music"
Nie do końca ten utwór został zakwalifikowany, bo dostał się tylko na listę rezerwowych. "Do Something" też było fajne, ale poprzedzająca go propozycja, nigdy publicznie nie opublikowana (wcale się nie chwalę), wymiatała bardzo mocno. Bas rzucał ciężkie wyzwanie parkietowi, klawisze brzmiały trochę jak u Maxa Tundry, a zwrotki, heh, na jakim luzie Aga je zarzucała i ile przyjemności one mieściły. Refren trochę spieprzał sprawę, co pokazuje, że Plastic specjalistami od refrenów niestety nie są – na debiucie tylko "Feel Me" wymiatało w tej kwestii, co zresztą czyniło go najlepszym fragmentem płyty. Może jednak druga płyta udokumentuje w tej kwestii progres, czego przede wszystkim sobie życzę.

posłuchaj »

Kamil Babacz    
19 lutego 2009
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019