INNE - PORCAST

O.S.T.R.
"1980"

Redaktor Waśko napisał mi, że nie można zawsze robić dziennikarskiej sztuki, że na to się składa wiele czynników, że wszystko zależy od dnia i tak dalej. A ja nie mam ostatnio wysokiej formy – to pewne. Trochę dopadła mnie dorosłość z jej wszystkimi przypadłościami, takimi jak spotkania w sprawie pracy. Albo, że praca którą najprawdopodobniej przyjdzie mi wykonywać, jest jedynie śmiesznie, czy raczej ironicznie powiązana z moim kierunkiem studiów. Albo fakt wyjazdu z kraju dość ważnych dla mnie osób z częstotliwością solidnej, miesięcznej prenumeraty. I jeszcze celnicy strajkują... Mniejsza z tym, jak to kiedyś usłyszałem niedaleko Dworca Głównego z ust dwóch panów: "Życie to nie jest, kurwa, Magda M.". Także do dzieła, do dzieła!

A powód do mobilizacji jest. O.S.T.R. wydaje nową płytę, poprzedzoną singlem "1980". Już widzę to powątpiewanie na twarzach niektórych czytelników: "Ostry? Znowu?". Tak. Adam zdecydowanie należy do grona najpłodniejszych artystów w kraju. Jednakże, co jest zjawiskiem nieczęstym, jego wysoka produktywność nie odbija się negatywnie na jakości wydawnictw. Jak z winem, im starsze, tym lepsze. Szczególnie w roli producenta Ostry leci na światowym poziomie, a słuchając go, ma się wrażenie, że krajowe podwórko dla niektórych jest już jednak zbyt ciasne.

To pochwalne intro, miało być jasnym sygnałem, że przy wszystkich zastrzeżeniach Ostrowski jedzie w peletonie moich muzycznych sympatii made in Poland. W zeszłym roku zaserwował dwa krążki. Świetną, acz nierówna solówkę Hollyłódź oraz niedostrzeżone/niedocenione Normal Magic Skill Mega, gdzie odpowiadał za produkcję. Także teraz z niecierpliwością oczekuję zbliżającej się wielkimi krokami premiery Ja Tu Tylko Sprzątam, a czas oczekiwania umila mi singiel "1980" z dwoma utworami, które znajdą się na longplayu oraz jednym bonusem.

Dlaczego Wy chcecie go posłuchać? Bo O.S.T.R. kontynuuje swoją tradycję bardzo dobrych singli (patrz choćby ostatnie "O Robieniu Bitów", czy "Brother On The Run"). Bo "1980" to najprawdziwszy funkujący banger, z liryczna nutą, co dodaje mu oryginalności. Bo Ostry rymuje pod dyskretne wokalne sample, a tego przecież nie można nie lubić. Wreszcie, bo kontrastuje dwa niezwykle odmienne od siebie brzmienia klawisza, a mocną stroną utworu jest także tekst. Niby "kombatancki", jednak nie razi, gdyż Ostry interesująco wplata swój mikro-świat w makro-tło, a do tego rozlicza się z elementami biografii, które nie mogły zmotywować niewymagającego słowotoku.

W informacji prasowej Asfaltu przeczytać można, że "płyta ma przypomnieć słuchaczom o prawdziwym hip-hopie. Jest alternatywą wobec współcześnie panujących trendów, za sprawą których hip-hop stał się częścią muzyki rozrywkowej". Póki co, znając tylko singiel, pokusiłbym się o polemikę. Mocną stroną Ostrego jest właśnie to, że robiąc ultra-przebojowe podkłady zdobywa rząd dusz nie jarających się hip-hopem, wpisując się w nurt ambitnej rozrywki. Nie pustej i onanistycznej, tylko zarazem hitowej i mówiącej "o czymś".

To też kwestia wiarygodności. Po premierze HollyŁódź robiłem z Ostrym dwa wywiady i muszę przyznać, że niewiele spotkałem w życiu osób tak zaangażowanych w to, co robią jak on. I kiedy mówi mi, że urodził się po to, żeby hip–hop był całym jego dniem, to mu zwyczajnie wierzę.

posłuchaj »

Marek Fall    
6 lutego 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019