INNE - PORCAST

Nosowska
"Nomada"

Z Kasią Nosowską jest tak jak z tymi jogurtami, do których mądrzy jogurtolodzy co jakiś czas dodają skomplikowane w swej nazwie związki chemiczne po to, by konsument nie znudził się ich smakiem. A to szczypta elektroniki, a to nieco liryki i masz babo płytę. Katarzyna/Agnieszka, wypiek sprzed trzech lat, nie był byle poezją śpiewaną, jednak z pewnością polegał na odgrzewaniu gorzkiego wydźwięku twórczości Osieckiej. Mogliśmy podejrzewać, że zabawa w interpretację to ostatnia deska ratunku gdy brakuje własnej weny ( Kowalska/Ciechowski, nie ma tego), ale "Nomada" dowodzi, że to nie koniec iluminacji i inspiracji Nosowskiej. Tym razem artystka z lubością bawi się rytmem i frazowaniem, tworząc przemyślany kolaż dźwięków. Po kolei dopuszcza do głosu subtelny puls perkusji, fortepian, bas i smyczki, z dezynwolturą lekceważąc je zachrypniętym wokalem. Nie jest to bynajmniej przerost formy nad treścią, ale trafny środek ekspresji emocjonalnej rozsypki. Wszystko, co robi Kasia, jest skromne i dojrzałe, za to ją cenię. I podoba mi się komentarz "chyba sporo Arthura Russella słuchała ostatnimi czasy" – ja też, więc taką wersję wydarzeń możemy uznać za oficjalną.

Monika Riegel    
2 września 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019