INNE - PORCAST

Natasza Urbańska
"Rolowanie"

Jakub Władysław Wojewódzki jakiś tydzień temu ponownie zrzucił niepokojąco dopasowaną maskę powiatowego kabotyna, by objawić swe zatroskane polską kulturą lico i przenikliwie obwieścić światu, że celebryci są niczym nowotwór na zdrowej tkance Narodu. Upps, przepraszam, o Narodzie nie mogło być mowy. Nieważne, w każdym razie w tej całej posylwestrowej malignie chodziło z grubsza o to, że większość ludzi, z którymi Jakub zawodowo rozmawia, to banda chuja niewartego splunięcia, a co dopiero blowjoba, gdzie okiem sięgnąć praktykowanego. Zafrasowali się wszyscy wokół na te stańczykowe słowa, no bo faktycznie: Pikej odstawia manianę i kariery swej skończyć jednak nie chce, Bonusy PGR mnożą się ponad miarę i wyzywają Trybsonów, no nie pomogłoby tu nawet wybielanie odbytu Natalii Siwiec. Poruta, syf i rzeżączka, Bertrand Russell nie ogarnia. Co innego prawdziwi artyści, wyrzucani z radia na zbity pysk, bądź też do radia w ogóle nie mający wstępu, pomimo głębokich i jędrnych treści przez nich niesionych. Jak choćby Donatan, tak zgrzebnie posługujący się ironią, że aż Germanie bez tłumaczenia chwytają i ślinią się na samą myśl o żywotnej, wielowymiarowej słowiańskiej kulturze... Co to to nie, tak dłużej być nie może, od tej pory celebryckie patafiany będą miały przejebane, nie damy się już nabrać na te ich głupie sztuczki!

Na efekty Jakubowych nauk nie trzeba było długo czekać, oto bowiem jak spod ziemi wyskoczyła Natasza Urbańska ze swoją piosenką i... zebrała ostre cięgi. Słusznie, no bo jak to tak śpiewać niezrozumiałe teksty i wić się po latrynach? Że niby karykatura, subtelna szydera? Tak bez uprzedzenia, bez planszy? No proooszę... Że herbertowsko-neptunesowski banger, długo wyczekiwany powiew producenckiej odwagi w krajowym mainstreamie? Że niesamowicie porywający refren, którego Ramona Rey mogłaby pozazdrościć? Ot, zwykła kakofonia, odrażające kuriozum, nawet śmiać się nie wypada, tylko załamywać ręce, bo przecież poszukujące piosenki w naszym kraju może robić tylko Brodka. A to żadna Brodka nie jest, nawet nie BEKKA ani Rebeka, tylko pudelkowa "żona Janusza Józefowicza", w przerwach od poganiania tańców z gwiazdami zajmująca się śpiewaniem "Biełyje Rozy". I jointa pewnie nigdy nie paliła. Niech szczeznie w piekle jak Jakub Władysław Wojewódzki przykazał.

Taka ta nasza Polska, dziwna kraj.

Krzysztof Michalak    
8 stycznia 2014
BIEŻĄCE
John MausScreen Memories
Tame Impala"List Of People (To Try And Forget About)"