INNE - PORCAST

Namaste Soundsystem
"Octopussy"

Kiedyś funkcję polskiego Fatboy Slima pełnił Nazar (to było zanim jeszcze Fatboy Slim stał się sławny, a awangardowość Nazara i jego ogólny luz pogrążyły go, taki los geniuszy) a potem to już nikt. Oczywiście stawianie obok siebie Polski i reszty świata niesie ze sobą pierworodny błąd, bo rozmiary, kultura, problemy narodowościowe i dziesiątki innych czynników, ale jednak faktem jest, że nie mamy polskiego Fatboy Slima i nawet Namaste Soundsystem nim nie będą, choć im niedaleko.

Po pierwsze oficjalna oficyna wydawnicza Namaste mieści się w Niemczech. Jednak nazwiska mikserów Owoc i Stachurko zobowiązują i pozwalają znaleźć się w rubryce po lewej stronie ekranu, w której nie przydziela się ocen. Chociaż szkoda, bo w wypadku "Octopussy" ocena jawiłaby się zacną. Klasycznie bujający kawałek parkietowy serwowany w klimacie Groove Armady czy pierwszego albumu Röyksopp zawdzięcza swą nazwę, jak mniemam, brzmieniu podstawowej linii melodycznej odbieranej przeze mnie jakbym słuchał spod wody. To co mnie urzekło szczególnie to wyważenie między funkcją taneczną i relaksującą. Bity wycofane w dalekie tło sprawiają, że nikt nikogo nie trzyma pod pistoletem na parkiecie. Z drugiej strony podstawowym i jedynym błędem (przy założeniu podstawowych funkcji tracka) są sample z wokalem, takie z dupy trochę, zaburzające łagodną harmonię, choć skłaniające do pląsów. Tak więc jeszcze dobry mistrz ceremonii, na współpracę z którym Namaste Soundsystem wyraźnie się nastawiają i mam nadzieję, że dzięki oczyszczającej drodze samorozwoju zaproponują nam swoją odpowiedź na Better Living Through Chemistry bądź cokolwiek innego, co tutaj posprząta.

posłuchaj »

Filip Kekusz    
29 października 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019