INNE - PORCAST

Marzia Gaggioli
"Jestem Tutaj" / "Wróć Do Mnie"

Chociaż twórczość Marzii Gaggioli zaistniała w zbiorowej świadomości dopiero niedawno, to nie jest tajemnicą, że włoska piosenkarką bynajmniej świeżynką w branży nie jest. Jako ktoś, kogo polskie serce zawsze (nie bez odrobiny wstydu) biło w rytm największych obskurów italo, dość szybko dałem porwać się tej całej się obsesji spowodowanej nagłym re-odkryciem "Jestem Tutaj" (utwór pojawił się w serwisie YouTube w czerwcu ubiegłego roku) – wszystko po to, by przekonać się, że "sytuacja jest znacznie poważniejsza", niż komukolwiek mogłoby się wydawać.

Znacie to uczucie, kiedy absurdalny internetowy filmik okazuje się zwykłą ściemą, kiedy cała humorystyczna wartość niepokojąco dziwacznego znaleziska ("I’m on that weird part of YouTube AGAIN") nagle wyparowuje, bo prowokacja staje się zbyt oczywista i łatwa do rozpoznania? Wydawałoby się, że wszystko, co dowodzi NIEINTENCJONALNOŚCI zjawisk z naszej perspektywy egzotycznych, absurdalnych ("takie sytuacje mają miejsce codziennie"), którymi ktoś – z niewiadomych względów – zdecydował się podzielić ze światem powinno działać na ich "korzyść"; przedłużać żywotność na facebookowych wallach, sprawiać, że pomimo tego, że oglądamy je po raz dziesiąty z kolei, nie przestajemy przecierać oczu ze zdumienia. Cóż, z Marzią jest zupełnie odwrotnie, to właściwie powaga i skala całego projektu usuwa z niego całkowicie jakąkolwiek "śmieszność". Sam dosłownie osłupiałem, gdy odkryłem, jak się tak naprawdę sprawy mają...

Włoszka bowiem nie tylko może pochwalić się blisko trzydziestoma (!) pełnoprawnymi longplejami wydanymi pod swoim nazwiskiem (których muzyczna zawartość obejmuje cały kalejdoskop gatunków – od popu i rocka, przez hip-hop, aż po… jazz) i śpiewaniem w kilku językach (których podobno uczy się samodzielnie), ale także samodzielnym komponowaniem utworów, umiejętnością gry na kilku instrumentach (m.in. fortepian, klawisze, perkusja, saksofon, wiolonczela, gitara) i klasycznym muzycznym wykształceniem. W „wolnym” czasie Marzia kontynuuje zresztą swoją przygodę z poważką, a jej oficjalna minibiografia zdradza, że ma ona na swoim koncie blisko 1000 (!) skomponowanych utworów – między innymi suity, symfonie, nokturny, serenady… Regularnie bierze też udział w rozmaitych konkursach, koncertach. Pomińmy "zajęcia hobbystyczne", takie jak malowanie, projektowanie, fotografia, wideo-art i pisanie wierszy oraz książek fantasy. I jak tutaj się dalej śmiać?

W świetle tak imponującego dorobku dwa wydane po polsku single ("Jestem Tutaj" i świeższe "Wróć Do Mnie") mogły by być po prostu komercyjnymi "wypadkami" przy pracy, cynicznym skokiem na kasę wymierzonym w naszą narodową słabość do italo disco (co ujawnia się przede wszystkim w fenomenie disco polo – gatunku, który w pewnym stopniu jest po prostu zakamuflowanym italo). Mogłyby być przepustką do organizacji serii dochodowych koncertów w Polsce, występów w telewizji i festiwalach… gdyby nie były spóźnione o co najmniej piętnaście lat. I wtedy nikt by się nie śmiał z kiczowatości teledysku, niemrawej prezencji włoskiej gwiazdeczki, z "jestem stopą" i tak dalej, a Marzię można byłoby usłyszeć w największych stacjach radiowych i czołówce Disco Polo Live. Nikt by się nie śmiał, bo takie rzeczy były wtedy na porządku dziennym. I być może należą już do odległej przeszłości, ale ciągle funkcjonują jako nieodłączne synonimy polskiego popu. Jest to muzyka w 100% "pod nas" (nawet, jeżeli timing jest "trochę" nietrafiony), SZCZEGÓLNIE na poziomie wizerunkowym i wizualnym. Marzia jest po prostu projekcją z przeszłości, manifestacją folkloru naszej kultury piosenkowej i jeżeli się powinniśmy z czegoś śmiać, to właśnie naszego własnego dorobku w tej dziedzinie (kwestia dyskusyjna, myślę, że zjawisko tzw. disco polo zasługuje na rehabilitację).

No i dochodzi jeszcze jedna sprawa: oba utwory zdradzają niezwykle sprawną kompozytorską rękę i – od strony czysto muzycznej – naprawdę nie ma się tutaj do czego przyczepić. "Wróć Do Mnie" już od pierwszych sekund hipnotyzuje panicznymi pętelkami pianina, by eksplodować skumulowanym napięciem w mostku, przywodzącym na myśl druidyczne wokalne szarże Kate Bush, a "Jestem Tutaj" po zanurzeniu w shoegaze’owym musie z powodzeniem mogłoby znaleźć się na Disco Romance. No, ale co to dla takiej profesjonalistki.



Jakub Wencel    
20 września 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019