INNE - PORCAST

L.Stadt
"Londyn"

Gdybym szybciej zwlekał się z łózka to prawdopodobnie nigdy nie dowiedziałbym się o istnieniu kolejnej (bez)nadziei polskiego rocka. Nie musiałbym też tracić czasu na igraszki z panem Google, a potem jeszcze czytać tych ociekających lukrem dyrdymałów o wielkim potencjale, niebanalności i o innych urojonych cechach łodzian, w ogóle nic bym nie musiał robić związanego z L.Stadtem. To smutne (jak sama twórczość rzeczonej czwórki), ale ostatnio mam nieodparte wrażenie, że nieszczęścia chodzą parami, a nawet szwadronami. Żadne tam raz gorzej, raz lepiej, tylko jedna wielka niekończąca się parada katastrof. Zresztą sami zobaczcie.

Polska 0-3 USA, śnieg za oknem, przeszywający wiatr, pogoń mrozu za mrozem, kaszel Mamy, rozkopany Sopot, stan podgorączkowy autora, brak weny porcastowej również, postępująca degrengolada Timby, obsada tegorocznego Openera. Najgorsze, że to tylko skromny ułamek tego co mnie mierzi i to tylko w tym tygodniu. W obliczu tego, co napisałem powyżej pojawienie się L.Stadtu nie powinno mnie specjalnie zdumiewać a ich wyskoczenia z eteru w żadnej mierze nie mogę łączyć ani z Filipem, ani z konopią. Po prostu wszystko układa się w pewną obrzydliwą całość, w której indiepopowa siódma woda po kisielu płynie niczym bystry strumień górskiego potoku. Sam już nie wiem do czego zmierzam, ale wiem, że '"Ta zazdrość nie minie / Przecież nigdy nie byłem w Londynie..." oraz, że jeśli ktoś chce uczynić amatorską produkcję atutem, powinien być co najmniej niekiepskim songwriterem, którego trzymają się dobre melodie, a nie kimś w rodzaju przyszywanego kuzyna Mietalla Walusia (że maniera wokalna i oprawa liryczna). Chyba zbyt swobodnie podszedłem do wymagań związanych z Porcastem, wiec żeby zatrzeć złe wrażenie dodam sakramentalne – kupcie czym prędzej płytę panów z L.Stadt (najlepiej byłej dziewczynie).

posłuchaj »

Wojciech Sawicki    
26 marca 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019