INNE - PORCAST

Lilu feat. Łona
"Telefon"

Z długofalowej obserwacji zauważam, że tu i Porcys crew, i niezmierzone rzesze czytelników stanowią nieformalne stowarzyszenie nieprzerywalnego pasma sukcesu. Wszyscy wszystko wiedzą, wszystkim wszystko się udaje. Gratulacje ziomy! Tylko mały dylemat, bo jak ktoś bez ustanku tapla się w karmicznym dobrobycie to może nie do końca skumać, o co w porcastowanym tracku chodzi. Także, jak nie my to kto, i "Telefonem " musiała zająć się jednoosobowa reprezentacja luzerów tego serwisu. W sensie, że ja.

Kawałek pochodzi z debiutanckiej solówki Lilu, która (w dużym skrócie) jako całość jest trochę dobra, a trochę nie. Ale highlighty są – nie da się ukryć. Wśród nich wyróżnia się zwłaszcza "Telefon". Beat to polskie "Drop It Like It’s Hot". A dla mnie paranoidalne "Crazy In Love". Odcinek z cyklu "prawda czasu, prawda ekranu", bo wszyscy chłopacy chyba przerabiali takie akcje, a jak nie to stracili pokaźny bagaż doświadczeń z przedziału do 16 lat, kiedy to życie obraca się wokół bycia lamusem. [Chociaż nie da się ukryć, że niektórym to zostaje na dłużej – ale Was to nie dotyczy, bo przecież wiadomo...]

Warstwa fabularna: Lilu ze swoim matowym, seksownym głosem jest zimną automatyczną sekretarką z koszmaru większości nastolatków. Łona natomiast to regularnie spławiany desperat na łączach telekomunikacji. Jako insert, przyczajony psychotest – identyfikacja z wybraną ze stron chyba dużo mówi o człowieku. Niby nic się nie dzieje, ale ładunek jest. Po pierwsze, bo podkład jest tłuściutki, jak wigilijny karpik, po drugie z uwagi na świetne skrecze Bambusa (później pojawia się także Twister). Lilu jedzie z destrukcyjno – olewającym przekazem do 2:23, kiedy to Łonson paralangiem rozpoczyna swoją zwrotkę i kradnie cały spektakl dla siebie. Bo jego gościnny występ to najlepsza rzecz, jaką wyartykułował rapowo od czasu „Nic Dziwnego”. Bez cienia przesady. I co ciekawe jest to zupełnie inna przestrzeń emocjonalna, niż ta z której znaliśmy go do tej pory. Nie ma tych wersów zbyt wiele, ale linijki:
"Ej, Lilu nie wiem, czy to pech czy wirus / Że Ty nie odbierasz, a ja tracę resztki stylu / Może padł Ci telefon, ot kiepski wyrób / A może wpadł Ci do kawy to go weź i wyłów"
to sama esencja. W tym mieście jest nowy (stary) szeryf, bracia i siostry! Właściwie to tematyka mogła wygenerować obfity banał, a wyszedł mięsisty pocisk, "Misja Specjalna" o międzypłciowej relacji. [BTW, Anka – dobrze Ci tak!]

Aha. I Szukam pracy we Wrocławiu. Tylko nie ulotki i akwizycja. Dobrze też by było, żebym nie musiał chodzić w garniturze i żeby to nie było na Dworcu Głównym lub w jego okolicach. Chętnych do zatrudnienia inteligentnego młodego człowieka z dobrej rodziny zapraszam do pisania na redakcyjnego maila.

Marek Fall    
1 października 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019