INNE - PORCAST

Klimt
"Spowiedź Syren"

Jeśli wierzyć plotkom Klimt miał trochę szczęścia. Gitarzysta Karol Schwarz pewnego dnia usłyszał gdzieś "Spowiedź Syren", jako że sam zawsze jarał się Spaceman 3, Spiritualized czy Slowdive postanowił przeforwardować numer swojemu koledze Łukaszowi Pawlakowi, który zdaje się również być smutnym kolesiem. Jednak w przeciwieństwie do Karola i Antoniego "Klimta" Budzińskiego ten ostatni prowadzi także wytwórnię. Parę miesięcy później debiut Klimta ujrzał światło dzienne.

Album jawnie nawiązuje do estetyki shoegazu, wpisując się chociażby w tradycję nadawania krążkom kiczowatych do bólu tytułów. Zawartość muzyczna to nasycone pogłosami (o brak nowatorstwa) i opóźnieniami (o jakieś 20 lat) granie, nawiązujące do shoegazu, przepuszczone przez fascynację post-rockiem w klimacie Explosions In The Sky i lekko podrasowane elektroniką. Wtórność materiału nie musi jednak skazywać Klimta na banicję wśród środowisk, które słyszały już to i tamto. Oprócz nowatorstwa pozostają bowiem jeszcze melodie a z tymi jest trochę lepiej. "Spowiedź Syren" zaczyna się na islandzką modlę, co w dzisiejszych czasach jest równoznaczne z bankructwem, potem jednak w sukurs przychodzi gitara, grająca naprawdę ładną melodię i bębny, które, komuś kto bardzo lubi swój kraj i jego produkty, mogą przypominać o debiucie Auburn Lull.

Grający na lekkim delayu Porcys nie przegapił żadnej rewolucji w polskiej muzyce, tylko z wyczuciem stratega poczekał na jesienne odcienie melancholii, które powinny sprzyjać percepcji debiutu Klimta. Możecie wiec spać spokojnie, jak na prawdziwych shoegaze'owców przystało.

posłuchaj »

Jan Błaszczak    
1 listopada 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019