INNE - PORCAST

Kamp!
"Breaking A Ghost's Heart"

No, no, ktoś tu nabiera prędkości. Po bardzo dobrym, ale jednak będącym raczej zwiastunem, kawałku "Cosmological", ponad dziewięciominutowy nowy singiel jest już tym, co tamten miał zwiastować, to jest progresu z poprawnego electro-popu, którego mamy na pęczki, i który i tak brzmi jak z Europy Wschodniej, próbującej gonić Paryż, do już naprawdę wysokiej formy, która może przestać gonić kogokolwiek. Bo z jednej strony już śmiało przybijają piątki z kolegami z Rosji, czyli romantycznym Tesla Boy, a z drugiej James Murphy może nawet da im klapsa. W pozytywnym sensie, bo owszem gay pop spotyka DFA-disco, w ciągu tych dziewięciu minut rozwija się bardzo konkretnie, co chwilę przynosząc nowych uniesień. Przez półtorej minuty wita nas Moroder, na 1:40 wskakują chłopcy z Phoenix, choć brzmią znacznie smutniej niż zwykle, bo na wokalu zamiast Marsa, odmłodzony Almond, na dodatek o krok od płaczu. Coś co odbieram jako udające wokalny sampel electro-dęciaki, w każdym razie znowu coś z Mooga lub Korga, całkiem przekonująco proponują rezygnację z podpierania ściany, nawet jeśli Chaz Bundick to nie jest. O 4:56 rozpoczynamy włoską wycieczkę w kolorowe amigowe pola, co jako fan italo disco odbieram bezkrytycznym zapomnieniem się. Powroty wokalu, na tle nadciągającego cowbella, który z kolei wprowadza nas trochę w klimat jakby teksańskiego clubbingu, przeplatanego krafwerkowym klawiszem, nadszarpniętym wczesnopecetowym, zgrzytliwym brzmieniem, nawet nie niegrzecznym, bo raczej skupionym na kołysaniu się na przyćpanej dyskotece. Siódemkowe rzeczy.

posłuchaj »

Kamil Babacz    
1 sierpnia 2009
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019