INNE - PORCAST

Jacek Lachowicz
"Oda 12"

Pojedynek Lachowicza z materią twórczą przedstawiał się do tej pory remisowo. No, może z lekką przewagą na korzyść artysty. W pierwszej połowie wbił sobie co prawda samobója swoim s/t, jednak w drugiej, dzięki dobrej grze udało mu się nadrobić tę stratę Za Morzami. Albumem, który im dalej w las, tym bardziej jest przeze mnie doceniany. Dogrywka trwa, a Jacek stosuje niespodziewaną zagrywkę z pełnej przyczajki...

Wydane przez Mystic bez hucznych zapowiedzi i promocyjnych akcji Runo jest spełnieniem prywatnego lotu Lachowicza na stworzenie minimalistycznej, quasi ambientowej płyty. Generującej dźwiękiem oraz klimatem jednorodną opowieść i będącej czymś w rodzaju skromnego tła filmowego. Bo, co chyba oczywiste, Runo to rzecz instrumentalna.

Ciężko rozpatrywać ten longplay na porcastową modłę pod względem pojedynczych tracków. Sam twórca zaleca słuchanie płyty utwór po utworze, od początku do końca. I jest w tym sens. Jednakże trzymając się reguł gry zdecydowałem się na closer – "Odę 12".

Choć to może nieuczciwe, bo jest on jednym z elementów odstających od reszty. Zrealizowanym i wyprodukowanym (w stosunku do całości) "na bogato", równocześnie najbliższym formie piosenkowej. Przez cały czas trwania utworu towarzyszą nam gitary, a w tle pojawiają się pulsujące góra-dół plamy. "Oda" jest koloru melancholii. Dawkuje nam emocje, które stopniowo, równomiernie nasilają się, by na końcu zdematerializować się wraz z melodią.

Po wykonaniu sondy ulicznej wiem, że zdania w kwestii Runa są podzielone. Niektórzy palą już w domach fotografie Jacka, inni nabożnie słuchają. Spoko, ja też spodziewałem się czegoś innego, ale jestem na tak.

posłuchaj »

Marek Fall    
5 maja 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019