INNE - PORCAST

Iza Lach
"The One Who Leaves"

Z pozoru zestawianie obok siebie Lach, Bundicka oraz Yorke'a może wzbudzić jedynie uśmiech politowania. Persony tak różne, reprezentujące odmienne style muzyczne tudzież grupy wiekowe, przy bliższej analizie łączy ze sobą szereg atrybutów. Najważniejszy z nich określa termin "songwriting". Każdy z wymienionych posiada swój autorski, zajebisty poziom komponowania, co więcej, żadne z nich nie nagrało nigdy słabego kawałka. Chazwicka oraz Lach łączy jeszcze jedna ważka kwestia. Oboje potrafią z łatwością pisać kawałki, wrzucając je do sieci z regularnością godną Bradforda Coxa. Oczywiście, gdyby nie ich satysfakcjonujący poziom, ostatnia komparacja nie miałaby znaczenia.

Łodzianka po obiecującym debiucie Już Czas notowała ciągły progres. Wydany w 2011 sofomor dla wielu jawił się jako jedna z płyt roku, urzekając poziomem songwritingu (''Futro''!) oraz specyficznym przepełnionym nostalgią, osobliwym klimatem. Możliwe, że była to pierwsza tak intymna płyta na naszym rynku od czasów Extrapopu Kasi Stankiewicz. Wpuszczane w międzyczasie do sieci kawałki sugerowały skręt Izy w stronę r&b oraz urban music, dla których umiłowanie deklarowała od dawna. Efektem wolty była współpraca Lach ze Snoop Doggiem, czego owocem stał się wpuszczony do sieci album. Pomijając kwestię produkcji, obecność Snoopa na Off The Wire okazała się zbędna. Nawijki ex(?)-rapera były cierpkie jak toruńskie pierniki, zupełnie odbiegające od jego wcześniejszych dokonań. Pomimo że poziom wydawnictwa był satysfakcjonujący, to poza świetnym prinsowskim "Back in Love", próżno było szukać tam utworów wybitnych. Efekty przyszłej współpracy pomiędzy Izą a amerykańskim artystą budziły szereg wątpliwości. "The One Who Leaves" na szczęście odrzuca jakiekolwiek obawy na tym polu.

Prosta struktura, na której oparty jest utwór, przemawia na jego korzyść, powodując, że jest on od pierwszego kontaktu zapamiętywalny i chce się go repeatować. Zapętlone partie synthów oraz prosty, synkopowany bit stanowią trzon, na którym osadzone zostały partie wokalne łodzianki. Klawisze o wysokich i niskich rejestrach uzupełniają się, tworząc symbiozę, jednocześnie kreując przestrzeń dla subtelnego wokalu Izy. Klimat utworu, jak ktoś wcześniej trafnie zauważył, może kojarzyć się z Boards of Canada, a konkretnie z bardziej pogodnymi fragmentami warpowskiego klasyka z 1999 roku, nie tylko dzięki barwie syntezatora, ale także za sprawą roztaczającej się wokół kompozycji aury. Warstwa liryczna utworu, pomimo swojej prostoty, jest koherentna, co jest ważne z uwagi na brak logicznej, spójnej narracji w niektórych wcześniejszych tekstach młodej wokalistki. "The One Who Leaves" w skali makro wydaję się być dowodem na to, że postrzeganie Izy poprzez pryzmat krajowego podwórka, przestaje mieć jakikolwiek sens, ponieważ poza małymi wyjątkami w rodzaju Furii Futrzaków czy Sonimiki, songwriterka nie ma konkurencji w krajowym popie.

Marek Lewandowski    
5 marca 2013
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019