INNE - PORCAST

Holdcut
"Stay"

Inept Vision to jedna z lepszych rzeczy, które przydarzyły się polskiej muzyce w minionym roku. Prawdopodobnie w połowie tego będzie można cieszyć się "dwójką", której pierwsze zapowiedzi pojawiły się już na MySpace Holdcuta. Zeszłoroczny longplay zaczął pewien nowy etap jego twórczości, co mnie osobiście bardzo raduje, bo jeszcze ze dwa lata temu, gdy ktoś mi podrzucił link do paru jego albumów, to po dwóch czy trzech przesłuchaniach doszedłem do wniosku, że nie warto i nic w tym nie ma. Z Inept Vision jest zupełnie inaczej, a ewolucja brzmienia i pomysłów jaka dokonała się w jego twórczości zdecydowanie wyszła muzyce na dobre. Wydaje się, że wcześniej brakowało nieco odwagi, a może były to jedynie próby odkrycia swojej drogi, zresztą nieważne, mogę sobie tylko pogdybać.

"nie czuje sie wykonawca czysto hip-hopowym ani brudno hip-hopowym nie czuje sie muzykiem powiązanym z jakimkolwiek gatunkiem muzycznym bo jeżeli do tej linii będę czuł ze trzeba wstawić drum'n'basowy zestaw bębnów to to zrobię i nie będę sie zastanawiał czy aby to nie będzie jakieś tam gatunkowe."

Czysta prawda. Można się tutaj doszukać od czasu do czasu mniej lub bardziej hip-hopowych beatów czy pomysłów podpadających pod coś co od momentu wydania Endtroducing... zowie się hip-hopem instrumentalnym, ale chociażby bogactwo wykorzystania symfonicznego instrumentarium nie pozwala tu na jednoznaczne klasyfikacje gatunkowe. Chwilami muzycznie blisko do trip-hopu, czasem wkradają się elementy modnego ostatnimi czasy 2-stepu, ale to wszystko nieważne – najistotniejsze jest to, że udało się Holdcutowi w końcu stworzyć własne niepowtarzalne brzmienie, a eksperymenty z gościnnym wokalem Magdaleny Dzięgiel czy rapem Dużego Pe (fenomenalne "We Were Here") dodatkowo urozmaicają Inept Vision, będąc przy tym całkiem nieźle zapowiadającymi się pomysłami na przyszłość.

Póki co za pośrednictwem MySpace możemy sobie posłuchać dwóch fragmentów zbliżającego się Inept Vision 2. Dwójeczka w tytule zdaje się potwierdzać logiczną kontynuację jedyneczki, a odsłuch "Stay" oraz "Past Or Future" tylko bardziej w tym utwierdzają. Po raz kolejny otrzymujemy dowód, że rezygnacja z zapętlanych sampli na rzecz nagrywanych indywidualnie partii instrumentów to nie tylko "wolność i pelna kontrola nad tym co chce przedstawić", ale również większe bogactwo oraz ciekawsze pomysły. Lepsze z tej dwójki (choć minimalnie) "Stay" to wręcz idealna reklama twórczości Holdcuta. A najbardziej cieszy w tym wszystkim, że oprócz technicznego kunsztu, otrzymujemy tu coś więcej i wreszcie twórczość Holdcuta wkracza na zupełnie inną orbitę, gdzie nie liczą się już tylko praktyczna znajomość obsługi komputera, lecz wkrada się te nieokreślone coś więcej. Tak, jaram się tym brzmieniem i zajebiście, że je po to robisz.

posłuchaj »

Łukasz Halicki    
15 lutego 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019