INNE - PORCAST

Furia Futrzaków
"Cukier W Kostkach"

O masz ci los. Że niby nikt inny nie mógł napisać w Porcys o tym projekcie. Co za absurd. A tak, to podniosą się standardowe głosy – że kumoterstwo, że znajomości, że TWA. I jednocześnie wcale nie mam zamiaru ukrywać faktu, iż połowę duetu Furia Futrzaków znam osobiście, a odpowiedzialny za miks i nagrania Peter Bergstrand też niech nie robi sobie żartów z tymi skandynawskimi pseudonimami... Ja wiem, Szwedzi lub NORWEDZY to automatycznie uznane marki w produkowaniu dźwięków, ale po co się tak kryć, jak się dobrze robotę wykonało? Dlatego nim przystąpię do omówienia muzyki, to... Przepraszam wszystkich. Naprawdę... Mam nadzieję przepraszam. Naprawdę. Przepraszam. Jesteście cali? Za bardzo, widzicie, za bardzo gazu dałem i wszystko kuuurwa przepraaaszam. Nie jestem teraz w stanie brać udział w tym porcaście, naprawdę. Po tym co się stało...

Ale może i jest jakaś metoda w postępowaniu Waśki. Bo jeśli nie ja, to kto tu się niby lubuje w takim pokręconym songwritingu, naszpikowanym artykulacyjnymi wygibasami i ubranym w klubowe brzmionka rodem z "lat dziewięćdziesiątych" (a nie "pjur indje"). Kto miał Lisę Shaw za płytę roku 2005. Kto, no powiedz ktooo. No właśnie ja. Oczywiście domyślam się, że przysłowiowy szeroki odbiorca bez odpowiedniej szkoły przetrwania (czytaj: bez solidnego epizodu z trip-hopem i drum'n'bassem w okresie nastoletnim) może być zaskoczony zbyt hojnym nagromadzeniem pewnych elementów i ogólnie przytłoczony treścią. W efekcie da to efekt efektu rozmycia się końcowego efektu, bez specjalnego afektu zresztą. Może. ("Może po prostu zaczął oszczędzać" – Vabank, absolut.) Lecz ja zwyczajnie uwielbiam progresywny klawiszowy pop i jestem dumny, że coś się zajebistego w Polsce na tym polu dzieje poza pionierką Reni, dzielną formacją Plastic czy "Zanim Słońce Wstanie". Nawet mnie to bardziej obecnie rusza niż ostateczny kształt kadry Beenhakkera na ME.

(Genialne że ja tam kojarzę z ryja może czterech zawodników. Jakiegoś Boruca, Ebiego, Jacka "prawda doktorze" Bąka i Żurawia. Reszta – nic nie wiem. Że ja prawie nie wiem kto to jest Wasilewski jakiś. Nic. Sorry za offtop, ale oglądając na żywo konferencję prasową Leo gdzie w napięciu odsłaniał karty, doznałem sobie, że przyszło nowe pokolenie piłkarzy i ja już nie ogarniam kto co był, bo od 2002 się właściwie nie interesuję piłką, nie śledzę. On coś tam podniósł głos nagle i mówi "ha! surprise, surprise!", a ja nie miałem pojęcia co to niby za niespodzianka w składzie. Tak sobie na boku kontempluję przemijanie, koniec offtopa.)

A więc jeśli już odpaliliście Myspace, to słyszycie chyba, że "generalnie dużo dobrej muzyki tam jest" (i pozdrawiam tym gestem cytowanego Mattiego – brakuje mi twoich nocnych rozkmin o Arielu Pinku na gg, Matti wróć!), a wokalistka nie dość że o pięknej barwie głosu, to i jeszcze się nią posługuje kapitalnie. Zwrócić więc chciałem uwagę na różne aspekty wpływające na to jak COOL jest to przedsięwzięcie. Sama nazwa już rządzi, zwłaszcza z angielską translacją w domyśle. (Ktoś z moich znajomych uparcie wymawiał "Super Fjury Animals", ale nie mogę przypomnieć kto.) Inspiracje obczajcie – plus dziesięć do charyzmy od pierwszego spojrzenia. Wziąć termin "cukier w kostkach" na tytuł kawałka – hey, how cool is that. Nie no kurwa, nie ma lepszego tytułu dla piosenki w tej stylistyce! Rodzinne odniesienia tekstowe też dają radę ("jak to miło z twojej strony", anyone?). Tak, tak, Borys, anglizmy, wulgaryzmy. Klasyka. Celowo to robię. Aha! Fotki na profilu! Niszczą! Błagam, niech to będzie okładka albumu. Tak wokoło to nie ma lepszych okładek popowych płyt niż ta fotka. Plis. Mam nowy ulubiony zespół. W ogóle 2008 to z mojej perspektywy zadziwiający rok dla muzyki – na razie największe wrażenie robią na mnie dokonania ludzi, z którymi zdarzyło mi sie kumplować. Kumple blog cośtam. Afro cośtam gówno.

Także reasumując – TS: Furia Futrzaków VS Franz Ferdinand. Nie wiem, przedwczoraj na imprezie gdzie miałem przyjemność didżejować, kolega z zaprzyjaźnionego kolektywu puścił nagle "Take Me Out" i wtem ziewnąłem. A tych trzech numerów mogę słuchać ciągle na popularnym ripicie i nie czuję straty czasu. A ja często ją czuję, mimo że wszyscy wkoło mi mówią "ty się wykończysz, chłopcze, takim trybem życia bez snu". Naprawdę... Mam nadzieję przepraszam. Naprawdę.

posłuchaj »

PS: Ej, tylko chciałbym żeby było jasne: ja się nie naśmiewam z Conrado Moreno. Uważam wręcz, że ta spontaniczna reakcja i emocjonalne zaangażowanie w sytuację dowodzą jego głębokiego humanizmu i wrażliwości, za co szacunek. Zresztą sam kiedyś na obozie sportowym spadłem z piętrowego łóżka i w pierwszym odruchu wrzeszczałem przez minutę "nie żyję! nie żyję!" (nie, nie znałem wtedy Modest Mouse), a wszyscy się polewali, bo przecież nic mi nie było (no dobra, poza rozciętą wargą). Natomiast po prostu Moreno mnie rozpierdolił na gruncie czysto estetycznym – jego ekspresja, pasja wykonania i sensacyjny flow, w który znienacka wpadł. Pyszne.

Borys Dejnarowicz    
12 maja 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019