INNE - PORCAST

Furia Futrzaków
"Brokat"

KB: Przypomniało mi się zdanie z borysowej recki Papa Dance. Ten kawałek "zwyczajnie obezwładnia swoim apollińskim pięknem, nie zostawiając czasu i miejsca na reakcję". Tekst "Brokatu deszcz znów na mnie spadł" równie trafnie oddaje moje wrażenia, chociaż trochę boję się tego, że kawałek od razu pokazuje wszystko co ma, kolejne odsłuchy mogą więc już nie być aż tak emocjonalne.

KFB: Nareszcie jest słuchalna wersja kawałka, który tak porwał mnie na warszawskim koncercie w Jadło pod koniec lutego. Zresztą kontynuując mały offtop dodam, że praktycznie wszystkie nowe kawałki, które tam usłyszałem, rozwiewają JAKIEKOLWIEK wątpliwości co do jakości zbliżającego się debiutu FF. Proste ? on po prostu musi wymiatać, nie ma innej opcji. W przybliżanym dzisiaj utworze tradycyjnie całą uwagę zgarnia porywający refren z rewelacyjnie pomyślanym (i wykonanym) drugim wokalem Magdy Kowalskiej, chociaż Kinga Miśkiewicz dalej "robi swoje" (przejście po pierwszym refrenie do drugiej zwrotki = absolutne bossostwo). No i co ja tu będę więcej gadał, wydajcie już ten album, każde pieniądze zapłacę.

FK: Zajawka na "Cukier W Kostkach" ominęła mnie szerokim łukiem, chociaż Kacper wielokrotnie tłumaczył mi o co chodzi. Furia Futrzaków była dla mnie projektem lansowanym przede wszystkim ze względu na oczywiste powiązania koleżeńskie przedstawione tutaj. Irytująco wyprodukowany wokal Kingi Miśkiewicz przesłaniał wszystkie wiadome plusy, więc wolałem pójść na ping-ponga, niż na koncert. A tu proszę, wystarczyło zrezygnować ze studyjnego przeprodukowania, zwiększyć liczbę uderzeń na minutę i już nie mam się do czego przyczepić, co więcej – słucham z rodziawionym dziobem. Konsekwentnie dominuje nadsłodkość – w refrenie, tytule i w tym malutkim wskaźniku myszy na MySpace'owym profilu. Kacper miał rację, podobnie jak ma rację w kwestii przejścia do drugiej zwrotki. Na koncert 25. listopada jednak pewnie też nie pójdę, ale to z przyczyn niezależnych.

ŁK: Chyba pierwszy raz słyszę piosenkę Furii Futrzaków i nie myślę, że mogłaby być świetnym singlem. Nie ma wyskakującego na słuchacza refrenu ("i wydech, i wdeech!") ani zawstydzającego erotyzmu ("tętno mam, AACH, w normie..."). Jest to za to fajny potencjalny track albumowy, miło się z nim spędza czas, kiedy leci, ale nie pamiętam z niego za wiele w tej chwili. Liczę na jakiś wymiatający programming w wersji albumowej. I niech już będzie ten album, już jestem podniecony wystarczająco, nie potrzeba kolejnych teaserów (zwłaszcza, że to zwyczajnie najsłabsza piosenka Furii jaką słyszałem).

Kamil Babacz     Łukasz Konatowicz     Kacper Bartosiak     Filip Kekusz    
23 listopada 2009
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019