INNE - PORCAST

Elvis Deluxe
"This Time"

Był dawno taki czas, kiedy fazowałem się serialem Renegat. Reno Reines, wiadomo, niby dobry glina, a przecież nie żaden Chuck Norris, który prasuje jeansy, żeby cię sięgnąć z półobrotu. Nie, on nie był taki. Z tragiczna furią walczył w dobrej sprawie, która wcześniej go zdradziła, skazując na banicję i tułaczkę. Miał swój honor, motor, długie włosy, zarost i być może niejedną mroczną tajemnicę, jak tę, że po godzinach występował też w Modzie Na Sukces. Kadry, w których pędził na swym harleyu wolny i rozpromieniony, a jednak zawadiacki i buntowniczy, a pustynny wiatr szarpał mu koński ogon były najmocniejszą stroną scenariusza. Każdy chciał być właśnie taki i każdy dzieciak wiedział, że w przerwach pomiędzy emisją kolejnych odcinków Lorenzo Lamas popala sobie za winklem, zaciągając się, jak kiedyś Nicolas Cage, nawet dwoma skrętami naraz. No, a później dla niektórych naprawdę się zaczęło.

Na przykład dla tej warszawskiej ekipy, co też jest trochę takim renegatem. W kraju w którym nie zabrzmi nigdzie zew kojota, odważnie rozpoczyna swój drugi album bliźniaczo do "Gardenii" Kyussa, by po chwili zaserwować całkiem melodyjną refren-zwrotkę. Jakieś echa Voivodowskiego thrashu z Katorz słychać w tym refrenie, przerwanym dalej cięższym sludge'owym łupniem. Mimo deklaracji, wcale nie chodzi tu o dziwki i koks w motelu na bezdrożach, tylko o jakieś bardziej wysublimowane sprawy w mieście, podobnie jak w znanym filmie, odciętym od dostaw wody. Jest ciężko, lecz nadal całkiem elegancko. Przecież Elvis też wcale nie był tak krystalicznie deluxe, skoro poszedł do więzienia i jeszcze tam śpiewał. Założę się, że goście niepomni przestróg czasem popalają, nie zapytam więc o ich Favourite State Of Mind, a odpowiem, że ten utwór (jak cała płyta) zapewnia mi stan całkiem upragniony.

Wawrzyn Kowalski    
23 czerwca 2011
BIEŻĄCE
SpiritualizedAnd Nothing Hurt
NonameRoom 25