INNE - PORCAST

Edyta Górniak
"List"

Recenzencie, bądź dzielny. Bez wartościowania. Bez jadu. Bez jawnej niechęci. Taki ma być porcast, right? Ale jak tu nie naginać zasad, skoro na celowniku pojawiła się sama Edyta. Poszukajmy więc plusów u pani Krupy (że mąż). Ktoś powie skala. A nawet SKALA! Inny fetyszysta powie, że uroda, a konkretnie nogi. Nie, nie dam już rady. Górniak całe życie ocierała się o zero-zeryzm. Ukrywanie tego faktu zwiastowałoby początek kilku chorób, w tym głuchoty i demencji. Stety, bądź i nie drugi singiel promujący płytę EKG nie ma nic wspólnego z dobrą muzyką. Na domiar złego, Edyta wciąż stoi po stronie skrajnej prawicy, przynajmniej w kwestiach muzycznych. Cóż to oznacza? Tylko tyle, iż zatrzymała się niemal w czasie (czyżby współczesny pop napawał ją grozą?), a do tego wszystkiego jest bardzo przywiązana do niskiej jakości swojej twórczości. Nie w głowie jej więc metamorfozy, ani żarty. Producent "Listu" zabiera nas na wyimaginowaną randkę Celine Dion z Panem Piotrem. Wbrew temu co mówi Edyta ("Mam już dość naginania się do masowych gustów"), track nie jest ani eksperymentalny, ani specjalnie trudny w odbiorze. Bez tego dałoby się jeszcze żyć, gorzej, że nie predestynuje on nawet do roli miernego średniaka. Niby pisałem, że Górniak nie jest skora do żartów, ale teksty takie jak "A dziś już nie pamiętam nic, czas uspokoić sny/Uwolniłam się by żyć, by nie otruć świata smutkiem łez" ujawniają słabość autorki do burleski. Słuchaczu, Ty też bądź dzielny.

posłuchaj »

Wojciech Sawicki    
15 października 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019