INNE - PORCAST

Andy
"Funeral Blues"

Po porażce pierwszego polskiego niezal-girlbandu Los Trabantos (który zresztą za sprawą perkusisty był ćwierć-girlbandem) nie możemy się światu pochwalić żadnym tego typu projektem. W swoich wysiłkach by to zmienić nie ustają Andy. Marketing idzie dziewczynom i ich zwolennikom naprawdę nieźle. No bo czyż nie rozpoznajecie po imieniu pań z image'u na głównej? Ci mniej zorientowani mogą nawet przypuszczać, że obecny powrót grupy to oznaka nadejścia ich drugiego albumu! Gdybyśmy dali na prima aprilis omówienie powiedzmy Pretty Boys And Ugly Boys pewnie wielu żółtodziobów dałoby się nabrać. Stan faktyczny jest taki, że pomimo sześciu lat istnienia zespół ma na koncie ledwie kilka demówek. Żadnego przeboju w podziemiu, chyba nawet żadnego szerzej rozpoznawalnego kawałka tamże. Bez kontraktu. Można zatem docenić upór małopolanek – tym bardziej, że przełknęły dziarsko odejście basistki (co miało miejsce dwa lata temu) i po liftingu funkcjonują wciąż jako a four-piece band. Co więcej ich "Nic Z Tego Nie Będzie" wkroczył już jakiś czas temu na rodzime salony indie, czyli do Programu Alternatywnego w Trójce.

O aspekcie podstawowym – muzycznym – projektu sporo mówi nam Myspace'owa strona Andy. I to jeszcze zanim wgra się (wreszcie) i kaszląc odpali player. Pierwsi czterej przyjaciele (kumple, ziomy) zespołu: Joy Division, Interpol, Morrissey, Ride. Fascynacje tymi tymi, a zwłaszcza Morrisseyowiczem pod różnymi postaciami, muszą być naprawdę znaczne. Muzyka Andy to Smiths dwadzieścia lat później, plus niekiedy Interpolowa przestrzeń. The Sundays też Smithsowali na całego, też była "babka na wokalu", ale po pierwsze robili to na początku lat dziewięćdziesiątych, co więcej z kawałkami miotącymi tak, że aż strach gadać panie. Jak logicznie wnioskujecie, żaden z tych elementów nie odnosi się do Andy. Nieśmiale podejrzewam nawet, ze gdyby Ania miała na imię Andrzej, Joasia – Janusz, Kasia – Kazimierz a Bożena – Bożydar (ok., niech będzie Błażej) – o grupie mało kto by słyszał. (I wtedy też raczej nie nazywałby się on na cześć wokalisty Ride, chyba że wkradłyby się gay-popowe inspiracje Hidden Cameras.) No nic, nikłą nadzieją dla nas jest być może "Funeral Blues", kawałek przeciętny, niezbyt oryginalny, ale i tak mniej banalny od pozostałych. Oceńcie zresztą sami.

posłuchaj »

Jędrzej Michalak    
12 kwietnia 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019