PLAYLIST

Violens
"Totally True"

7.0

Ubiegłoroczny Amoral zbierał wyjątkowo pochlebne recenzje akurat w polskich mediach internetowych. Trochę przypomina mi się casus Changes (pamiętacie rewelacyjną Today Is Tonight z 2006 r.?). I zgodnie z tym, co pisał Radek Pulkowski – że trudno się spodziewać, aby Violens wyznaczyli trend dla kolejnych kapel tak, jak dziesięć lat temu uczynił Interpol – obawiam się, że już niedługo możemy stracić kontakt z obozem Jorge Elbrechta tak, jak to się stało z Changes.

Słuchając nowego utworu Violens zastanawiam się czy wybiły się jakieś inne stricte rockowe (ale brzydkie słowo) grupy, poruszające się w podobnej estetyce. Jasne, że całe minione dziesięć lat przeminęło w dużym stopniu na hołdowaniu latom 80-tym, no ale właściwie co wartościowego z twórczości jednoznacznie odwołującej się do rzeczonej dekady pozostało nam po 00s? Zdecydowana większość reprezentantów tej wąskiej elity oparła fakturę brzmienia na synthach i technikaliach, a nawet jeśli na gitarach, to odwołując się do parkietowej motoryki.

Podróżując w przeszłość, Violens zasłuchali się na dłużej w innych płytach, co odbiło się na swoiście staroświeckich kompozycjach, raczej obcych dla nakreślonego w poprzednim akapicie kontekstu. "Totally True" wzmacnia również tę mniej klawiszową nogę zespołu. Właściwie całość robi tu klasyczny, zwiewny i kompletny, czyli z ducha marrowski riff gitarowy. Wyłania się z ciszy jak marzenie senne i z takim dream-popowym rozmyciem, bez wielkiej pompy i wielkiej historii docieramy do końca z poczuciem rozbudzonych i niezaspokojonych pragnień. Repeat.

Michał Hantke    
21 lipca 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019