PLAYLIST

Veronicas
"Lolita"

6.0

O siostrach Origliasso jeszcze u nas nie było, a uważam, że jest co przybliżać! To, że są fajnymi typiarami, widać na pierwszy rzut oka, ale muzycznie też zdarzyło im się parę razy zagościć na dłużej w naszych głowach. Mówię tu chyba głównie za siebie i redaktora Babacza, bo jakiś czas temu zaczęliśmy się nawet zastanawiać nad dalszymi losami sióstr. Bo to, co nagrały do tej pory, to nie są złe rzeczy, powiedzmy to sobie od razu.

Debiut The Secret Life Of... z 2005 roku to album, do którego swoje dołożyli tacy gracze jak Max Martin i Dr Luke, więc "ja powiem szczerze panie redaktorze, uczciwie powiem tu państwu": singlowo – bomba! "4Ever", jakaś teen-popowa wariacja na temat "Since You Been Gone" skrzyżowanego z najlepszym utworem nie napisanym nigdy przez Avril, wciąż sprawia mi tyle radości, ile miałem słuchając ten utwór "na bieżąco", będąc gówniarzem. Podobnie jest z "Revolution", które jedzie jak szalone i wciąż trochę nie ogarniam, jak taki numer mógł wyjść spod ręki Chantal Kreviazuk, głównej dostarczycielki adult-nudziarstwa w ostatnich latach. Ale album tracki też czesały tam mocno – uroczo naiwne "Heavily Broken" czy cover Tracy Bonham na koniec – to wszystko solidne granie warte sprawdzenia.

Na wydanym dwa lata później Hook Me Up też było ciekawie, choć muzycznie niebezpiecznie skręciło to w stronę takiego trochę emo-synthpopu, chwilami zdecydowanie nie z mojej drużyny. Ale kto potrafi oprzeć się przebojowości "Untouched", niech pierwszy rzuci kamień. Przerysowany jest ten numer jak mało co, ale zażera też jak mało co w mainstreamowym popie ostatnich lat.

Gorzej, że od tamtego momentu zrobiło się o Veronicas cicho i ta cisza bywała interpretowana na wiele sposobów. Nic to, teraz wreszcie mamy konkret – trzeci album sióstr ukaże się na początku przyszłego roku i prawdopodobnie będzie nosił tytuł Life On Mars. "Lolita", jego zapowiedź, to kawałek, który jest dla mnie największą zagwozdką ostatnich dni. Trochę nie wiem, co o nim myśleć – z jednej strony może to trochę "roboci pop" w podobie tego, co proponowała nam ostatnio Britney, z drugiej – mam jakiś problem z takimi bezwstydnymi electro-hookami w popie. Z trzeciej strony – niby coraz bardziej pochwalam tego typu eksperymenty, ale z czwartej – no nie wiem, gryzie mi się to odrobinę z tym przegiętym emo-wokalem. Z piątej – niby przewidywalny jest ten "dubstepowy breakdown", ale z szóstej - wciąż pozostaje całkiem świeży na tle tego, co słyszałem od paru innych współczesnych tuzów. Sami widzicie, wielość perspektyw skutecznie przysłania mi optykę, jestem rozdarty, jak dawno nie byłem. Nieważne, fakty są bezwzględne – to jeden z najciekawszych popowych numerów jakie ostatnio słyszałem.

Kacper Bartosiak    
3 listopada 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019