PLAYLIST

Vaccines
"Handsome"

1.0

Właśnie dlatego nie słucham muzyki w dużych stacjach radiowych, by nie narażać się na spotkania z takimi piosenkami. Nieszczęśliwym zrządzeniem losu usłyszałem jednak The Vaccines w audycji sportowej w "Trójce". Serwowano, jak to u nich, z niebywałym wyczuciem dobrany soundtrack – napierdalator do zapychania dziur między reklamami, jinglami i raportami z boisk ekstraklasy. Radio grało radośnie, bas smagał perkusję, perkusja naparzała w bas, Angol za mikrofonem ślizgał się po pięciu nutkach, akordy mknęły dziarskie, durowe; c dur f dur g dur, użyteczne i uległe. Numer do zagadania w każdym momencie, by obwieścić, że gdzieś tam w Kielcach albo we Wrocławiu, padła bramka, pasuje pod nerwowo pulsującą nóżkę i myśli pobudzone niepewnością o losy kuponu. I jako tło do rozmowy ze strzelcem zwycięskiego gola (choć tu akurat lepiej by wypadł zawodnik drużyny przegranej, gdy przekonuje zdyszany, że w tym meczu on i koledzy dali z siebie wszystko).

Dłużyło się niedzielne popołudnie w korku na Alejach, szukałem schronienia przed The Vaccines, z dala od pozostałości po epoce 0.0s. Auto pachniało choinką zapachową jak 20 lat temu, gdy w porze nadawania Disco Relaksu pustoszały ulice. Krety uparcie ryły murawy stadionów w sobotnie wieczory, by utrudnić niedzielne zmagania piłkarskie radnych i księży w pstrokatych koszulkach i spodenkach, otwierały swe podwoje rozkrzyczane bazary, w modzie była plereza. My, młodzież, piliśmy orĘżadę po sklepem, zbieraliśmy plakaty z Alanem Shearerem, Paulem Gascoignem, Anglia kojarzyła się z piłką nożną i Beatlesami. Wierzyliśmy, że szlachetny, piękny i demokratyczny jest sport (choć z tych trzech pojęć rozumieliśmy najwyżej środkowe, a ostatniego nie używaliśmy nigdy). Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, jak odrażająca potrafi być muzyka. W tych pięknych, beztroskich czasach, przed new rock revolution.

Piotr Gołąb    
13 marca 2015
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019